Bydgoszcz
19C
Opady
93% wilgotność
Wiatr: 3km/h WNW
H 19 • L 19
22C
Sr
20C
Czw
23C
Pt
26C
Sob
23C
Nd
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaAndrzej Walkowiak: Narzucanie Bydgoszczy współpracy z Toruniem powoduje animozje [STUDIO METROPOLIA]
andrzej walkowiak - st
15.06.2018 | 06:00

Andrzej Walkowiak: Narzucanie Bydgoszczy współpracy z Toruniem powoduje animozje [STUDIO METROPOLIA]

Na zdjęciu:

Fot.

W sejmiku należy do głównych krytyków marszałka Piotra Całbeckiego. Teraz zapowiada, że zmiany w zarządzie województwa są konieczne, a wprowadzić może je Zjednoczona Prawica. Czy jej wygrana w zbliżających się wyborach będzie oznaczała wybór marszałka z Bydgoszczy? Gdzie toruńskie lobby jest silniejsze – w PO czy w PiS-ie? I jak wyprowadzić na prostą jedno z najstarszych bydgoskich przedsiębiorstw? Dziś w Studio Metropolia Andrzej Walkowiak – prezes Fabryki Obrabiarek do Drewna, radny województwa i przewodniczący rady regionalnej Porozumienia.

Sebastian Torzewski: Rozmawiamy w siedzibie Fabryki Obrabiarek do Drewna. Ponad rok temu mówił pan o potrzebie przeprowadzki, ale zakład nadal funkcjonuje przy ul. Nakielskiej.
Andrzej Walkowiak: Cały czas intensywnie pracujemy. Po ostatniej kontroli biegłego zostało jednoznacznie stwierdzone, że jesteśmy zbyt małą firmą, żeby ponosić tak duże koszty utrzymania. Poza tym, nasza obecna siedziba jest w pobliżu centrum miasta i gdy wyjeżdżają tiry, to my musimy blokować ulicę. Do tego kwestia zabytków, które tu są i potrzebują wielomilionowych nakładów, żeby je przywrócić do świetności. Ostatnio notujemy coraz lepsze wyniki finansowe, ale żeby nadal się rozwijać, musimy się przenieść do nowej siedziby.

– Wariant przeprowadzki do Osielska nadal jest najbardziej prawdopodobny?
– Rozważamy kilka opcji. Na razie na pewno chcemy sprzedać większość terenu i zostawić tylko tę część, na której prowadzimy działalność.  Wtedy może rzeczywiście przeniesiemy się do Osielska, a Polski Holding Nieruchomości wybuduje nam nowy budynek, a ten przy Nakielskiej przejmie. Cały czas myślimy jeszcze o Bydgoskim Parku Przemysłowo – Technologicznym. Chcielibyśmy zostać w Bydgoszczy, ale cena jest dla nas zbyt duża. Działając w interesie firmy, nie mogę wybrać oferty droższej. Jest dla nas okazja, ponieważ jedna z firm na terenie parku jest w stanie upadłości i jej majątkiem zarządza syndyk. Te obiekty nadawałaby się dla nas, ale na razie syndyk chce sprzedać całość, więc nasza oferta kupna części nieruchomości z początku roku została odrzucona. Na całość nas nie stać, więc czekamy na sprzedaż częściową. Wtedy byłaby okazja, aby przenieść się do parku przemysłowego, bo cena byłaby dużo niższa niż normalnie.

–  Ta standardowa cena w BPPT o ile jest większa od ceny w Osielsku?
–  Trzykrotnie. Oczywiście w parku są inne atuty – mimo wszystko lepszy dojazd, uzbrojenie – ale różnica i tak jest zbyt wielka.

–  O zbyt dużej cenie w parku przemysłowym mówił pan już w lutym ubiegłego roku na sesji rady miasta. Od tego czasu rozmawialiśmy z władzami BPPT?
– Nie, nie prowadziliśmy rozmów.  Nawet jestem trochę… jak to powiedzieć… żal to za duże słowo.  Ale na miejscu prezydenta próbowałbym się zająć tą sprawą trochę poważniej. Miasto miałoby dwie poważne korzyści –  zostalibyśmy w Bydgoszczy, więc tutaj odprowadzalibyśmy podatki, a poza tym na terenie przy Nakielskiej może być realizowana inwestycja deweloperska na około 1000 mieszkań, co dla miasta chcącego zatrzymać odpływ mieszkańców byłoby bardzo cenne. My prowadzimy rozmowy, na wstępnym etapie, z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, który realizuje program Mieszkanie+. Oni się tym terenem bardzo interesują. Miasto pozostaje jednak obojętne. Nie przeszkadza mi to, no ale myślę, że gdybym był prezydentem to pewnie inaczej bym się zachowywał. No ale prezydentem nie jestem i pewnie nigdy nie będę. (śmiech)

– A jeśli Tomasz Latos będzie?
– Jeżeli Latos wygra, czego mu bardzo życzę, to na pewno będę go zachęcał i przedstawię mu korzyści z takiej transakcji.

Przejdźmy w ten sposób z biznesu do polityki. W maju sejmik województwa udzielił marszałkowi ostatniego w tej kadencji absolutorium. Jaką alternatywę dla Piotra Całbeckiego przedstawi w najbliższych miesiącach Zjednoczona Prawica?
– Aktualnie we wszystkich parametrach makroekonomicznych jesteśmy na ostatnich miejscach. Przy utrzymaniu rządzącej obecnie koalicji nie mamy szans na poprawę sytuacji, bo wszystkie mierzalne wskaźniki wykazują tendencję trwałości. Dlatego musi dojść  do zmiany. Zjednoczona Prawica zaproponuje rządzenie sprawniejsze i takie, które będzie integrowało nasz region, a nie dzieliło.

– Marszałek Całbecki dzieli województwo?
– To jest kwestia nastroju społecznego, według mnie słusznego, wynikająca na przykład z dystrybucji środków unijnych. Musimy zdawać sobie sprawę, że dystrybuuje je zarząd województwa, a radni nie mają na to żadnego wpływu.  Średnia dotacja na statystycznego torunianina jest w zaokrągleniu dwa razy większa niż na bydgoszczanina. Mówi się o wojnie-bydgosko toruńskiej, ale z dystrybucji tych środków wynika, że nie ma problemu Bydgoszcz-Toruń, a jest Toruń-reszta województwa. To właśnie dezintegruje cały region.

– W ostatnich tygodniach marszałek jednak spojrzał na Bydgoszcz. Przywiózł pieniądze na filharmonię i operę.
Przez całą kadencję był odwrócony plecami do Bydgoszczy, co było widać jak na dłoni przez irytację prezydenta Rafała Bruskiego.  Mimo że panowie są z jednej partii, to trudno to było nazwać nawet szorstką przyjaźnią. Powiedziałbym raczej, że momentami była między nimi ostentacyjna wrogość. Prezydent ostro recenzował marszałka. Teraz dyscyplina partyjna bierze górę, trzeba pokazać  jakiś spektakl w imię dobrego wyniku wyborczego partii i przekonać bydgoszczan, że  ten marszałek nie jest taki zły. Szkoda, że to wymuszone działanie, a nie manifestowane naturalnie przez cztery lata. Spójrzmy na przykład na inwestycje kolejowe. Po stronie toruńsko-włocławskiej jest ich znacznie więcej, natomiast my nie możemy się doprosić o dobre połączenie Bydgoszcz-Szubin-Kcynia. Nawet strona poznańska zrealizowała w swoim województwie rewitalizację i prosi nas, żebyśmy zrobili to samo. Ale ciągle są  jakieś komplikacje.

– Wspomniał Pan też o sprawniejszym rządzeniu.  W czym to ma się przejawić?
– Marszałek wskazuje, że zadłużenie województwa nie jest takie wielkie, ale ten dług jest ukryty w zadłużeniu spółek, których jest właścicielem. Wspomnę tu chociażby o Kujawsko-Pomorskich Inwestycjach Medycznych i niedawno powołanej spółce odpowiedzialnej za inwestycje drogowe. Społeczeństwo będzie spłacać te długi przez kilkadziesiąt lat, a przypomnę, że będą już to czasy, w których nie będziemy beneficjentami budżetu unijnego. To będą ogromne obciążenia. Gdy dojdzie do zmiany władzy, mam nadzieję, że zostanie to zahamowane.

– Gdy dojdzie do zmiany władzy, to marszałek będzie z Bydgoszczy czy z Torunia?
– Nie da się tego zaprogramować, bo nie ma wyborów bezpośrednich. Jedno jest pewne – jeśli miałaby zostać władza, która jest do tej pory, to marszałek na pewno będzie z Torunia, bo taki jest układ w Platformie Obywatelskiej. Tam jest większość po stronie Torunia, tam dowodzi Lenz i oni tego na sto procent nie odpuszczą. Natomiast u nas jest sytuacja otwarta i myślę, że byłaby duża szansa, żeby marszałek był z Bydgoszczy. Bo powinien być z Bydgoszczy.

–  Czyli w Platformie Toruń jest mocny, a w PiS-ie – wbrew temu o czym się powszechnie mówi – wcale nie ma takich dobrych notowań?

– Oczywiście, że ma, ale nie ma u nas tak jednoznacznego rozstrzygnięcia jak w PO.  Tam można to policzyć i to się potwierdza w kolejnych wyborach, a u nas sytuacja byłaby otwarta. Dla przyszłości i dobra województwa, dla  integracji, dobrze byłoby, aby nastąpiła zmiana pochodzenia marszałka. Nawet bez względu na barwy polityczne.


PRZECZYTAJ WIĘCEJ WYWIADÓW Z CYKLU STUDIO METROPOLIA


– Poradzicie sobie w nowych okręgach wyborczych? Pan nazwał je kuriozalnymi.
–  Tak nazwałem, bo jak można utworzyć okręg wyborczy, akurat właśnie w ramach naszej części województwa, który jest jakimś potworkiem. Są w nim powiaty, które nie mają żadnych więzi. Już nawet nie mówię historycznych, ale nawet funkcjonalnych – ludzie nie przemieszczają się ze Żnina do Świecia. Te powiaty nie mają nic wspólnego, więc po co tworzyć obszar wyborczy, w którym są zupełnie rozbieżne interesy lokalnych społeczności? To jest głupota.  Powiedziałbym nawet, że sabotaż, brak wyobraźni. To też wpływa na dezintegrację społeczeństwa. Bo jak taki radny ma reprezentować interesy wyborców, gdy są one rozbieżne.

– Jaki podział więc pan by zaproponował?
– Trzeba tworzyć spójne obszary, tak jak do tej pory.  To był podział dużo lepszy i powinno stworzyć się coś na kształt dotychczasowego.

– Bydgoszcz i Toruń nauczą się kiedyś współpracować, zamiast walczyć na przykład o fotel marszałka?
– Współpraca naszych miast powinna być oddolna. Nie ma innej możliwości. To już  się potwierdziło podczas poprzedniej i obecnej kadencji, gdy wszystkie inicjatywy przymuszające nas do duopolu legły w gruzach. Najlepiej o tym świadczą Zintegrowane Inwestycje Terytorialne, w ramach których nie realizujemy żadnych inwestycji integrujących miasta, tylko swoje własne pomysły, wręcz konkurencyjne. Kiedyś prezydent Torunia powiedział, że Bydgoszcz nie będzie im mówiła, co mogą mieć. I ma rację.  Tylko niech przy innych okazjach nie mówi, że musimy być duopolem.  Trzeba jasno stwierdzić, że współpraca może odbywać się tylko na bazie czysto funkcjonalnej przy naszych wspólnych potrzebach. A każdy przymus powoduje animozje.

– Jak rozwija się Porozumienie w Bydgoszczy?
– Mamy stabilny stan, całkiem przyzwoite struktury i ludzi, którzy chcą działać. Bardzo dynamicznie rozwija nam się Młoda Prawica, która jest ewenementem w Polsce. Mamy ambicję, żeby wystawić w każdym okręgu wyborczym w ramach rady miasta w Bydgoszczy i do sejmiku województwa swojego kandydata.

– Pan ponownie wystartuje do sejmiku?
–  Tak, będę chciał wystartować z listy bydgoskiej.

– Jakie więc kierunki rozwoju Bydgoszczy proponuje pana ugrupowanie?
– Cele metropolitalne. Przyszły prezydent powinien poszerzyć granice Bydgoszczy.  Miasto jest rozciągnięte ze wschodu na zachód, zaś między północą a południem ma bardzo wąskie granice. Narzeka na wyludnianie, które spowodowane jest głównie tym, że wiele osób wyprowadziło się za rogatki Bydgoszczy, a  dalej utrzymuje tu swoją aktywność. Dlatego myślę, że prezydent, gdy będzie nim Tomasz Latos, czyli polityk partii rządzącej w kraju, będzie miał większe możliwości, żeby poszerzyć granice miasta. To oczywiście wizja długofalowa. Można zacząć od tego, aby gminy miały swoich przedstawicieli w radzie miasta i dopiero finalnym efektem było ich włączenie w granice Bydgoszczy. Na przykład gmina, w której ja mieszkam, czyli Osielsko, jest niczym innym jak przedmieściem Bydgoszczy. Nie widzę powodu, aby nie podjąć takich starań.

Powiązane treści