Bydgoszcz
17C
Słonecznie
82% wilgotność
Wiatr: 4km/h SW
H 17 • L 17
14C
Pon
18C
Wt
21C
Sr
22C
Czw
23C
Pt
Dziś ukazało się najnowsze, czerwcowe wydanie papierowe METROPOLIABYDGOSKA.PL. Zapraszamy do lektury!
Metropolia BydgoskaAKTUALNOŚCIDetektyw Rutkowski w natarciu, apeluje z Bydgoszczy! [ZDJĘCIA]
Krzysztof Rutkowski
07.06.2017 | 20:23

Detektyw Rutkowski w natarciu, apeluje z Bydgoszczy! [ZDJĘCIA]

Na zdjęciu: Krzysztof Rutkowski apeluje do poszkodowanych przez Krystiana J.

Fot. Stanisław Gazda

Biuro „Rutkowski” przysłało do naszej redakcji maila: „Krystian J. wyłudził od wielu osób znaczne kwoty pieniędzy, działając w oparciu o rodzaj tzw. „piramidy finansowej” w województwie kujawsko-pomorskim, a także w innych regionach kraju. O szczegółach procederu opowiedzą osoby poszkodowane, obecne na spotkaniu. Wszelkich informacji udzieli bezpośrednio Krzysztof Rutkowski”.

W hotelu „Pod Orłem” pojawiliśmy się na kwadrans przed godziną szesnastą. Tuż przed planowaną porą rozpoczęcia spotkania, pracownica recepcji uprzedziła, że pan Rutkowski się spóźni około piętnastu minut. To i tak niewiele. Dziennikarze, którzy mieli już za sobą doświadczenie spotkań z detektywem opowiadali, że półgodzinne spóźnienie to norma. Poradzili też by usadowić się w innym miejscu, gdyż Rutkowskiemu towarzyszy niby nieznany mu redaktor, który obstawia się statywem z dwoma smartfonami i mikrofonami, i rejestruje całe spotkanie równocześnie dla dwóch stacji o niewiele mówiących nazwach.

Rutkowski jechał do Bydgoszczy z Poznania. Spóźnił się rzeczywiście około piętnastu minut, usprawiedliwiając się wypadkiem pod Żninem, który faktycznie miał miejsce. Ale szybszy od Rutkowskiego był redaktor dwojga stacji, który błyskawicznie ustawił statyw ze smartfonami i mikrofony z gigantycznych rozmiarów „kostkami”.  Z Rutkowskim wszedł do sali błyskając białkami oczu widocznymi w lufciku czarnej kominiarki jego człowiek z Biura Detektywistycznego Rutkowski. Przyniósł wodę niegazowaną, podsunął krzesło. Weszła też kobieta – jedna z poszkodowanych. Na drugą trzeba było chwilkę poczekać. Obie panie, oprócz więzów krwi, łączy strata mnóstwa pieniędzy, do której – jak wyjaśnił na wstępie detektyw Rutkowski – przyczynił się mieszkaniec Nakła nad Notecią, stwarzając w latach między 2010-2015 roku „piramidę finansową”. Obie kobiety dały się nabrać na rzekome zyski inwestycyjne i straciły około pół miliona złotych. Co prawda w 2014 roku ABW zainteresowała się nielegalną działalnością parabankową nakielanina. Gdy ten poddał się dobrowolnie karze – poboczne kwestie oszustwa zostały umorzone.

Biuro „Rutkowski” doprowadziło do ponownego wszczęcia postępowania w maju 2017 roku. Sam Rutkowski sprawiał wrażenie, jakby z całą tą sprawą dopiero co się zaznajomił, więc szybko przekazał głos pokrzywdzonym kobietom, myląc je zresztą ze sobą, a przecież to w końcu klientki jego Biura…

Barbara, na Krystiana J. natknęła się, gdy ten prowadził firmę brokerską i dała się namówić na podpisanie umowy inwestycyjnej w formie pożyczki. Przez pierwszy rok, przy braku problemów z płynnością wypłat, nic nie wskazywało na pojawienie się późniejszych problemów z nieodbieraniem telefonów przez Krystiana J., z nieoddawaniem pieniędzy.

Magda, pierwsze pieniądze, po konsultacji z siostrą, zainwestowała po sprzedaży nieruchomości w 2013 roku. Już po pół roku pojawiły się pierwsze problemy z płynnością finansową. Krystian J. zgodził się oddać pieniądze w ciągu miesiąca, jednak zwodził kobietę przez prawie dwa lata, nie oddając w końcu ani grosza.

My sprawę zgłosiłyśmy do prokuratury, przypuszczając, że poszkodowanych przez Krystiana J. jest znacznie więcej osób. Dlatego apelujemy – zgłaszajcie się, nie bójcie się. Im więcej nas będzie, tym szybciej ten człowiek odpowie za swoje czyny!

Podchwycił to Rutkowski mówiąc:

Jeżeli są jakiekolwiek osoby z tego terenu, lub z terenu kraju, które Krystianowi J. z Nakła nad Notecią powierzyły swoje pieniądze – niech się zgłaszają do naszego biura, prokuratury lub policji.

Praktycznie na tym spotkanie się zakończyło, bo gdy w czasie przeznaczonym na zadawanie pytań, jako pierwszy wyrwał się podstawiony redaktor dwojga stacji – pozostali dziennikarze poczuli się jakby stali się uczestnikami jednego z programów TVN – kiepsko wyreżyserowanego, z pełnym sztuczności trzymaniem się wcześniej napisanego scenariusza.

Nam udało się ustalić, iż sprawa Krystiana J, ostatecznie nie była prowadzona przez kujawsko-pomorską policję.

 

Powiązane treści