Bydgoszcz
0C
Słonecznie
97% wilgotność
Wiatr: 4km/h NW
H 0 • L 0
-0C
Nd
1C
Pon
1C
Wt
2C
Sr
2C
Czw
PILNE: Wstrzymano ruch tramwajów na Wilczak. Linie nr 1 i 3 zostały skierowane na Rycerską.
Metropolia BydgoskaPowiat BydgoskiInwestycjeGmina Dobrcz: „Kurza twarz, co z tymi fermami?”
DSCF0930 (Copy)
01.12.2016 | 02:08

Gmina Dobrcz: „Kurza twarz, co z tymi fermami?”

Mieszkańcy gminy Dobrcz nie protestują przeciwko fermom, tylko przeciwko bliskiemu ich sąsiedztwu.

Na zdjęciu: Poczas zebrania w Gminnym Ośrodku Kultury mieszkańcy wybierali liderów, którzy mieliby kontynuować działania na rzecz zablokowania budowy ferm na terenie gminy

Fot. Stanisław Gazda

Mieszkańcy gminy Dobrcz mają żal do wójta, że odtrąbił w mediach bliskie zakończenie wojny – zablokowanie budowy przemysłowych ferm drobiu w Kotomierzu, Trzeciewcu i Paulinach – gdy tymczasem, to co być może uda mu się osiągnąć, będzie zaledwie rozejmem, i to bardzo krótkim – dziewięciomiesięcznym…

Na Nadzwyczajnej Sesji Rady Gminy Dobrcz radni z Dobrcza jednogłośnie – 14 głosami – przegłosowali trzy ustawy dotyczące sporządzenia planu zagospodarowania przestrzennego dla części miejscowości Trzeciewiec, Pauliny i Kotomierz. To tam, gdzie inwestor zamierza wbudować fermy.

Gdy urbaniści sporządzą plany zagospodarowania przestrzennego, w których znajdą się zapisy przekreślające możliwość budowania na tych terenach obiektów przemysłowych – definitywnie zakończy się okres niepewności dla mieszkańców i właścicieli nieruchomości w Kotomierzu, Trzeciewcu i Paulinach. Problem wielkoprzemysłowych kurzych ferm zostanie zażegnany. Tak tuż po głosowaniu twierdzili dobrczańscy radni.

Już dzień później, gdy w Gminnym Ośrodku Kultury w Dobrczu zebrali się mieszkańcy gminy, by na kolejnym spotkaniu wybrać spośród siebie liderów/koordynatorów, którzy wspólnie z liderami z Kotomierza i Trzeciewca mieliby kontynuować działania na rzecz zablokowania budowy ferm na terenie gminy – nastroje nie były już tak optymistyczne.

-Niestety, to nie jest tak, że wczorajsza uchwała Rady Gminy definitywnie zamyka kwestię budowy ferm w gminie. Ona blokuje jedynie trzy lokalizacje na trzech konkretnych działkach, a nie całych obszarach, na których inwestor ma tych działek znacznie więcej. Na czas tworzenia planu zagospodarowania przestrzennego, pozytywne dla inwestora decyzje Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Bydgoszczy oraz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy przestają obowiązywać. Gdyby nie udało się zdążyć w terminie dziewięciu miesięcy zakończyć opracowania planu zagospodarowania przestrzennego – przywrócona zostanie moc prawna zawieszonych postanowień – tłumaczy Michał Kralewski – moderator spotkania z mieszkańcami, który mieszka 250 metrów od planowanej inwestycji.

-Jeżeli nie ma partnera do rozmowy, bo przedstawiciele inwestora nie są skorzy do udziału w spotkaniach, to trudno mówić o kompromisie. Co nie oznacza, że jest niemożliwy, bo przecież nikt z nas nie jest przeciwny powstawaniu ferm drobiu, pod warunkiem, iż zostaną one zlokalizowane w takiej odległości od zabudowań, że ich działalność nie będzie uciążliwa i niebezpieczna dla zdrowia mieszkańców. Ludzie nie po to przeprowadzili się z Bydgoszczy do nas, by żyć w smrodzie i być podtruwanymi, albo właściciele pobliskich działek budowlanych nie po to zainwestowali w ich kupno, by z powodu obecności ferm brojlerów straciły na wartości. – twierdzi Rafał Wysocki radny Gminy Dobrcz.

Jedna tylko ferma zaplanowana na 210 tysięcy sztuk drobiu generuje 5 tysięcy ton odchodów rocznie. Kolejna miałaby produkować 480 tysięcy brojlerów. A przecież w gminie miałyby powstać  w sumie trzy  brojlerownie w Kotomierzu, Trzeciewcu i Dobrczu Paulinach. Każda z ferm ma mieć około 150 metrów długości i 27 metrów szerokości i pracować w cyklu 45 dni i 14 dni przerwy technologicznej na pozbycie się odchodów. Emisja zanieczyszczeń i odoru odczuwalna byłaby w promieniu 5 kilometrów od każdej z ferm.

Żeby już nikt z mieszkańców nie miał wątpliwości, że z fermami nie będzie lekko – każdy przed rozpoczęciem spotkania wyborczego liderów otrzymał taką oto ulotkę: „Myślisz ze temat Ciebie nie dotyczy? Jeszcze nie wiesz, że dotyczy. Może zmieni się kierunek wiatru? Jeżeli się zmieni, to tylko zmieni się to z której fermy będą nawiewane zanieczyszczenia w kierunku centrum Gminy. Kilka faktów: Przejazd jednego samochodu ciężarowego o nacisku 20 ton na oś zużywa nawierzchnię w takim samym stopniu, co przejazd 2.5 miliona samochodów osobowych. W raportach inwestora dla samego Dobrcza zakłada się maksymalne godzinne natężenie ruchu pojazdów ciężarowych łącznie 4 pojazdy na godzinę.

Kobiety w ciąży ze względu na zawartość amoniaku powinny unikać farbowania włosów w I. trymestrze ciąży. Amoniak ma zdecydowanie uciążliwy zapach, jego opary są 3576 razy bardziej wyczuwalne niż alkoholu etylowego. Jego zawartość w powietrzu przy produkcji zwierzęcej waha się od 2 do 200 ppm ( ppm- liczba części na milion, 10 do -6). Pierwiastek ten może być przyczyną znacznego spadku produkcyjności zwierząt, a nawet poważnych problemów zdrowotnych. Człowiek jest w stanie wytrzymywać bez ujemnych następstw stężenia do 20 ppm. Przy stężeniu powyżej 5000 ppm, aby doszło do porażenia nerwowego i w efekcie do uduszenia, wystarczy zaledwie kilku minut. Takie stężenie (śmiertelne) z 3 planowanych lokalizacji, gdyby nie wiatry i deszcze uzyskano by z rocznej zebranej na „raz” produkcji gazu na 17,1 hektarach na wysokość 1m.

Z raportów lekarskich w krajach Unii Europejskiej wynika, że osoby, które codziennie wdychają zapylone i zawierające  amoniak powietrze uskarżają się najczęściej na chroniczny kaszel (67 % badanych), pieczenie w oczach (39 %),, bóle mięśni i duszności (25 %). U wielu stwierdza się patologiczne zmiany w drogach oddechowych.

Siarkowodór działa bezpośrednio toksycznie na komórki nerwowe. Przy dużych stężeniach gazu jego przebieg jest gwałtowny – następuje nagłe zatrzymanie oddechu i utrata przytomności. Śmierć przy stężeniu 1400mg/m3 przez uduszenie następuje w ciągu kilku minut. Takie stężenie (śmiertelne) z 3 planowanych lokalizacji, gdyby nie wiatry i deszcze uzyskano by z rocznej zebranej na „raz” produkcji gazu na 388,57 hektarach na wysokość 1m.”

Wobec takich faktów trudno się nie zdziwić, jakim „cudem” inwestor otrzymał pozytywne opinie Sanepidu i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska? Tajemnicą poliszynela jest, że w obydwóch raportach dostrzeżono wiele nierzetelności, nieścisłości, co pozwoli w czasie procedowania na łatwe ich obalenie. Podobno przedstawicielom sanepidu wystarczyło zapewnienie inwestora, że będzie obornik rozwoził po swoich polach. Sanepid to „klepnął” nie biorąc pod uwagę, że 14-dniowe cykle pozbywania się odchodów mają miejsce przez cały rok, a nawozi się zwykle jedynie jesienią.

– Byliśmy szczerze zdziwieni takimi stanowiskami tych instytucji. Zaprosimy ich przedstawicieli, aby wyjaśnili nam dlaczego podjęli taką decyzję – zapowiada Halina Pietrzak. A Bartosz Błaszczyk przypuszcza, że inwestor także sprytnie posłużył się prawem, deklarując, że „obsada zwierząt w budynkach inwentarskich będzie poniżej 40 djp”. Dlaczego? Bo zgodnie z przepisami, poniżej 40 djp (dopuszczalnych jednostek przeliczeniowych) nie ma potrzeby składania raportu oddziaływania na środowisko.

-Wystarczy, że inwestor podzieli większy areał ziemi na mniejsze działki i w ich obrębie postawi budynki na 40 djp może sobie gwizdać na prawo.- potwierdza obecny na spotkaniu radca prawny. A co zrobi faktycznie, to już inna para kaloszy. Kontrole inspekcji zapowiadane są zwykle z tygodniowym wyprzedzeniem. Przez tydzień można zrobić wszystko, żeby nie było się do czego przyczepić.

Monika Gruca – radca prawny zauważa, że warto wykorzystać możliwość prawną uczynienia pokrzywdzonych przez inwestora mieszkańców stroną w sprawie, gdy inwestor narusza ich prawo własności – uniemożliwiając bezproblemowe i nieograniczone korzystanie z niej z uwagi na powodowane uciążliwości, poza tym jeżeli narusza także zasadę dobrego sąsiedztwa, stawiając  obiekt z funkcją inwestycyjną obok obiektu z funkcją mieszkalną.

– Ja nie jestem przeciwko fermom. Niech sobie będą, tylko nie tak blisko mojego domu. Obrońcy ferm nas mieszkańców gminy nie rozumieją, bo pewnie nigdy nie byli w stajni lub w oborze, nigdy ani chwili nie przebywali w pobliżu pola, na które wylana została gnojówka, nie mają pojęcia jak śmierdzi w kurniku. Może zmienią zdanie gdy przemnożą sobie jeden smród razy 480 tysięcy i podzielą przez 365 dni w roku? – zastanawia się Marek Koszucki, mieszkaniec Dobrcza.

Powiązane treści