Bydgoszcz
6C
Słonecznie
45% wilgotność
Wiatr: 3km/h NW
H 6 • L 6
5C
Sob
4C
Nd
7C
Pon
14C
Wt
15C
Sr
PILNE: Źle zaparkowany pojazd na ul. Chodkiewicza. Tramwaje linii nr 4 i 6 skierowane zostały na Las Gdański.
Metropolia BydgoskaMETROPOLIA LITEPublicystyka LITEGotujący ksiądz. Rozmowa z ks. Ryszardem Pruczkowskim
ksiadz pruczkowski
20.10.2015 | 14:47

Gotujący ksiądz. Rozmowa z ks. Ryszardem Pruczkowskim

Ksiądz Ryszard Pruczkowski przejawia niebywały talent kulinarny.

Na zdjęciu: Największą pasją księdza jest gotowanie.

Fot. Stanisław Gazda

Rozmowa z ks. kanonikiem Ryszardem Pruczkowskim, proboszczem parafii Bożego Ciała, duchowym opiekunem środowiska ludzi pracy, myśliwych, skarbowców, sybiraków, więźniów politycznych okresu stalinowskiego, hodowców gołębi pocztowych i żandarmerii wojskowej, członków Aeroklubu Bydgoskiego oraz honorowych  krwiodawców.

MetropoliaBydgoska.pl:- I oto mam przyjemność gościć u księdza o wielu twarzach. Najważniejsza, to twarz głosiciela Ewangelii, ale też wędkarza, myśliwego, nalewkarza. Czy o którejś zapomniałem?
Ks. Ryszard Pruczkowski:- Kucharza, bo uwielbiam gotowanie…

– Teraz niezmiernie żałuję, że nie wprosiłem się do księdza na obiad, bo mógłbym dosłownie wgryźć się w temat… Ale zakładając, że chciałby mnie ksiądz dziś ugościć, to co by ksiądz dla mnie ugotował?
– Karkówkę z cynamonem! Według przepisu o. Grande. Bierze się całą karkówkę, naciera solą, pieprzem i cynamonem, wkłada na kilka godzin do lodówki – im dłużej tym lepiej. Na dno brytfanny daje się 2-3 łyżki oleju, wykłada plasterkami słoniny, którą przykrywa się sparzonymi liśćmi kapusty, na których kładzie się karkówkę, dokładnie obłożoną plasterkami surowych ziemniaków i krążkami marchwi. Na wierzch kładę plastry cebuli, posypuję intensywnie cynamonem, dodaję jedno jabłko pokrojone w ćwiartkę, wkładam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni,  na około 2 godziny. W trakcie pieczenia podlewam winem, w sumie dwiema szklankami. Aromat jest wyjątkowy. Gdybym mieszkał na parterze wieżowca, to czuć byłoby to, co gotuję na jedenastym piętrze. Swego czasu, w trakcie przygotowywania tejże karkówki miałem otwarte okno w domu, koło którego przechodzili jacyś młodzi chłopcy. Czując ten zapach zatrzymali się i usłyszałem jak mówią do siebie: „Czujesz, jak „czarni” sobie dogadzają?” Kiedyś, gdy przygotowałem tę karkówkę, jak pojechaliśmy do centrum dziennego hospicjum, to jedli ją nawet ci, którzy z reguły jeść nie mogli.

– To takie ulubione, sprawdzone, popisowe danie księdza, które zawsze się udaje?
– O, tak! Ale nie tylko mnie. Wszystkim, którzy pobrali ode mnie przepis, też zawsze wychodzi. Myślę, że jeszcze robię niezłą grochówkę. Często przygotowuję  ją panom pracującym przy budowie kościoła, albo na piknik parafialny. Wówczas gotuję wszystkie produkty razem, ale w domowej kuchni staram się gotować osobno groch niełuskany, moczony z dodatkiem kminku, dzięki czemu zupa nie jest wiatropędna. Groch gotuje się w tej samej wodzie, w której się moczył. Osobno gotuję wywar z żeberek, po części z wędzonych, po części z surowych, dokładam trochę jakichś kości, dodaję dużo czosnku, majeranku, trochę włoszczyzny oraz na koniec pokrojone w kostkę ziemniaki.

– W księżowskim gotowaniu można się doszukać czegoś w rodzaju specjalizacji?
– Nie. Gotuję z tego, co mam w lodówce, na co pozwala skromny budżet. W moim rodzinnym domu często jadało się kapuśniak, krupnik, z racji bliskości jeziora – ryby, więc do dziś to lubię. A jak brać myśliwska podrzuci mi coś z dziczyzny, to i kuchnia staje się myśliwska.

– Gotowanie dla samego siebie, to żadna frajda. Radość pojawia się, gdy jest jeszcze ktoś, kto będzie mlaskał z zachwytu, oblizywał talerz i prosił o dokładkę.
– Ostatnio narzuciłem sobie dietę, więc mogłem z wyjątkową przyjemnością, popijając wodę, obserwować jak moi współlokatorzy z apetytem zajadają się tym, co dla nich ugotowałem, jak im smakuje. O, niedawno wzięło mnie na robienie masełka czosnkowego. Czekam aż masło stanie się plastyczne, gdy daje się urabiać, mieszam je ze słodką papryką mieloną, solą i pieprzem oraz wyciśniętym przez praskę czosnkiem. Zrobiło furorę. My tu mamy w parafii klub seniora. Spotykamy się w każdy czwartek. Gdy opowiedziałem paniom o tym masełku, to na następne spotkanie przyszły ze świeżym chlebem. Jak zrobiłem tego masełka dziewięć kostek, to prawie wszystko poszło.

– Ponoć księża uważani są za antytalenty kulinarne, no bo najpierw gotowała mama, później kuchnia w seminarium lub zakonie, teraz gospodyni. Co zainspirowało księdza do pójścia do garów, skoro teoretycznie nie ma takiej potrzeby?
– Oj, chyba coraz więcej księży na parafiach zdanych jest na samych siebie, więc muszą sobie jakoś radzić. Nie zdarzyło się raczej, by pod moje skrzydła trafił jakiś z lewymi rękami do gotowania. Poza tym gotowanie, szczególnie przez mężczyzn, stało się bardzo modne. Mnie kuchnia zaciekawiła już w rodzinnym domu. Z tamtych czasów lubię ryby nie tylko łowić, ale je przyrządzać. Jak tylko mam okazję, to kupuję książki kucharskie, związane z myślistwem i kuchnią myśliwską. Pochłaniając literaturę na temat czasów piastowskich, napotykając na opisy potraw, jakoś nie potrafiłem poprzestać na ich wyobrażaniu sobie…

– Sam Pan Jezus nauczał, że talenty trzeba pomnażać. Ksiądz ten talent nie tylko, że odkopał w sobie, ale, posłużę się tu terminologią kucharską, często go odgrzewa i podgrzewa?
– No na co dzień. Nie mamy na plebanii gospodyni.

– Gotuje ksiądz z głowy, z produktów, które są pod ręką, czy na podstawie wcześniej znalezionych przepisów?
– Jak już wspomniałem, o menu decyduje zasobność lodówki i portfela. Jak w każdym domu. Dlatego nie zawsze są to obiady dwudaniowe. Raczej przeważają dania jednogarnkowe, kaloryczne, sycące. A to ajntop, a to grochówka, żurek czy zupa gulaszowa. Niekiedy kiełbasa z rożna. Zresztą u mnie już zapaliła się czerwona lampka: Pruczkowski, czas zacząć żyć postem i modlitwą, z przewagą postu…

– Ktoś już księdza docenił, jako kucharza? Podejmował ksiądz u siebie biskupa?
– Jak na razie moja karkówka ma największe wzięcie, a biskupa częstować? Nie, nie, nie! Nawet bym nie śmiał.

– A może pójdzie ksiądz w ślady swojego „kolegi po fachu” – księdza  Andrzeja Hanicha z Prószkowa (woj. opolskie), który zebrał blisko 5 tysięcy najlepszych polskich przepisów i opublikował jako:  „Opolszczyzna w wielu smakach” oraz „Smaki polskie i opolskie”. Swoje kuchenne sekrety zdradzili mu nie tylko ludzie z całej Polski, ale i świata.
– Kiedyś ktoś mi zasugerował, że skoro obracam się w środowisku myśliwych, żebym opracował podłapane tam opowieści, anegdoty, przepisy dań i nalewek. Chyba się nie skuszę.

– A tymi nalewkami, to od jak dawna ksiądz się zajmuje?
– Będzie już chyba z piętnaście lat. Przepisów mam tyle, że to byłby temat na oddzielną rozmowę.

– Jest taka potrawa, która nie daje spokoju, a którą ksiądz chciałby ugotować, no i oczywiście zjeść?
– To,  co mi przychodzi na myśl, to tradycyjne polskie dania. Chociaż… Dwa razy w życiu robiłem coś ze ślimaków winniczków. Pierwszy raz była to wielka improwizacja, ale że warunki polowe i nic w zamian – zjedliśmy je wszystkie. Za drugim razem było już lepiej, bo dowiedziałem się, że trzeba je najpierw posypać mąką, żeby się jej najadły na tyle, by się w środku wyczyściły. Później trzeba je skropić octem, żeby pozbyć się śluzu. Następnie wrzątek, wyjęcie ze skorupki, duszenie na patelni z dodatkiem przypraw, włożenie na powrót do skorupek, zalanie masełkiem, podanie podgrzanych. Dawno tego nie robiłem, więc może ślimaki?

– No to, co dziś będzie u księdza na obiad?
– Dziś to raczej obiadu nie będzie. Jestem sam. Księdza Jacka nie ma. Mam w słoiku w lodówce trochę grochówki, to sobie odgrzeję…

Rozmawiał Stanisław Gazda

Powiązane treści