Bydgoszcz
18C
93% wilgotność
Wiatr: 4km/h ENE
H 18 • L 18
17C
Sob
18C
Nd
21C
Pon
23C
Wt
26C
Sr
Kolizja samochodu osobowego z tramwajem linii nr 4 na Szpitalnej. Ruch w kierunku pętli Glinki wstrzymany.
Metropolia BydgoskaBydgoszczTurystykaI gdybym się kiedyś urodzić miał znów… tylko we Lwowie?!
wysoki_zamek_stare_miasto_lwow_ED
08.08.2017 | 18:47

I gdybym się kiedyś urodzić miał znów… tylko we Lwowie?!

Na zdjęciu: Krajobraz Lwowa. Kopuła kościoła Bożego Ciała i Cerkiew Uspieńska z wieżą Korniakta. W tle po lewej - wzgórze Wysoki Zamek.

Fot. Eryk Dominiczak

Lwów. Miasto kontrastów. Miasto, które ogniskuje wiele problemów i wyzwań współczesnej Ukrainy. Miasto, gdzie jak nigdzie indziej krzyżują się historie – polska oraz ukraińska. I wreszcie miasto, które – także z tych powodów – po prostu warto zobaczyć.

Kontrast pierwszy. Na czwarte piętro windą. Potem jeszcze trzysta kilka drewnianych schodów. Z perspektywy wieży lwowskiego ratusza można zobaczyć, czym Lwów był, jest i czym może się stać. Na horyzoncie – kilkadziesiąt dźwigów budujących nowe miasto. Oficjalnie – 750-tysięczne. Nieoficjalnie – już nawet milionowe.  Nieco bliżej – epoka socrealizmu. Nie brakuje głosów, że wyrządziła więcej szkód niż poprzedzająca ją wojna. Wreszcie – na pierwszym planie – tętniące życiem serce Lwowa, z doskonale znanymi, położonymi na głównym rynku (lub tuż obok niego) restauracjami Atlas i Baczewski (podobno na stolik czeka się dwa tygodnie!), ale i eternitowymi dachami mocno nadszarpniętych zębem czasu kamienic.

Kontrast drugi. Parking. Centrum miasta. Łada, rocznik tysiąc dziewięćset siedemdziesiąt ileś. Obok – nowe audi Q7, drugiej generacji. To też nowa generacja mieszkańców. Nierzadko bardzo majętnych, którzy po wybuchu konfliktu na wschodzie Ukrainy przenieśli się do Lwowa. To oni w dużej mierze odpowiadają za dźwigi na linii horyzontu. – Ale oligarchów u nas jednak nie ma – podkreśla dr Igor Lylo, historyk, docent z Uniwersytetu Lwowskiego, przewodnik, a także korespondent współpracujący między innymi z RMF FM. – Lwów był zawsze silny siłą klasy średniej. 

28 groszy, proszę…

W centrum miasta bawi się nie tylko klasa średnia. Mnóstwo jest młodzieży, studentów… Język polski słychać na każdym kroku. Ale osoby odpowiedzialne za turystykę i promocję Lwowa nie ukrywają, że liczą też na nowy typ turysty – biznesowego, który na Ukrainę przyleci samolotem, a nie – przyjedzie autokarem, chcąc odbyć wyłącznie sentymentalną podróż do Cmentarza Łyczakowskiego czy miejsc, gdzie mieszkali jego przodkowie.

Dlatego też lotnisko imienia założyciela miasta – króla Daniela Halickiego (nazwę miasto zawdzięcza z kolei imieniu jego syna – Lwa) – jest lwowskim oczkiem w głowie. Ale i z głową wydaje się zarządzane. Jeszcze w 2015 roku skorzystało z niego 570 tysięcy osób, ale już w roku ubiegłym – blisko 740 tysięcy. – W tym roku celujemy w milion pasażerów – nie ukrywa Tatiana Romanowska, dyrektor miejscowego portu lotniczego. Ze Lwowa dotrzemy obecnie w 28 miejsc. Od piątku, 4 sierpnia – także do Bydgoszczy. Lot trwa nieco ponad godzinę. LOT, który obsługuje połączenie (w każdy piątek i poniedziałek w nocy), zapewnia, że ceny zaczynają się od 205 złotych w dwie strony.

A propos cen… te dla wielu turystów mogą być zachętą do wyjazdu. Kawę, namiętnie pitą we Lwowie (opowiadają, że położenie miasta w kotlinie warunkuje niskie ciśnienie, stąd jej popularność) można dostać za niecałe cztery złote. Piwo – także. Obiad w restauracji w rejonie centralnego rynku również nie wydrenuje kieszeni. To koszt kilkunastu złotych. Śniadanie u Baczewskiego – trzy euro (13 złotych). Gdy kupujemy bilety na komunikację miejską, mamy wrażenie, że ktoś się pomylił. Bilet normalny na tramwaj lub trolejbus (po mieście kursują także autobusy) kosztuje dwie hrywny, czyli… 28 groszy. Za brak skasowanego dziurkaczem (tak, tak!) biletu grozi nam kara – w przeliczeniu to niespełna sześć złotych. Ale Ukraińcy dobrze wiedzą, że to efekt uboczny konfliktu na Wschodzie – hrywna od 2014 roku straciła dwie trzecie swojej wartości.

Wyszywanka i wyliczanka

Konflikt, który obecnie jest operacją antyterrorystyczną, przyspieszył proces scalania narodu – przekonuje dr Lylo. Kilkadziesiąt miesięcy temu Ukraińcy często robili sobie zdjęcia do oficjalnych dokumentów stylizowani na Kozaków lub ubrani w stroje ludowe. We Lwowie ukraińską flagę widać na każdym kroku. W recepcji hotelu Dnister Premier Hotel stoją dwie. Pośrodku nich umieszczono flagę Unii Europejskiej. Przed meczem piłkarskiej ekstraklasy – notabene rozgrywanym na Stadionie Ukraina (na potrzeby Euro 2012 wybudowano ponadto na rubieżach miasta nowoczesną Arenę Lwów) – odśpiewany został hymn narodowy.

Nie powinno więc dziwić, że mer (prezydent) miasta Andrij Sadowy grupę dziennikarzy z Polski wita w tradycyjnej ukraińskiej koszuli – tak zwanej wyszywance. Wykonana z lnu, bogato zdobiona, jest alternatywą dla garnituru czy munduru. Zwłaszcza gdy za oknem temperatura – i to w cieniu – przekracza 30 stopni Celsjusza. Można ją kupić w przynajmniej kilku punktach centrum miasta. Średnia cena – od 800 do 1100 hrywien (powyżej 100 złotych). – Jaka to wyszywanka! – macha ręką Rusłana, która od ponad 20 lat trudni się ich wykonywaniem. – To wszystko wychodzi z maszyn. Cena prawdziwej wyszywanki to przynajmniej 3500 hrywien. Ale to nawet miesiąc roboty!

500 złotych za miesiąc pracy? W Polsce kwota ta mogłaby budzić zdziwienie, na Ukrainie – bynajmniej. – Tutaj przeciętne wynagrodzenie to około czterech tysięcy hrywien. Pracownik na uczelni ma trochę więcej, pięć, może sześć tysięcy. Najlepiej zarabiają specjaliści, na przykład z zakresu IT – od 8 do 10 tysięcy – wylicza Lina Ostapczuk, dyrektor Lviv Convention Bureau (odpowiednik bydgoskiego Centrum Kongresów i Konferencji). Do Lwowa przyjechała z 200-tysięcznego Łucka, kilka miesięcy spędziła na studiach we Wrocławiu. Świetnie mówi po polsku. Staje się jednym z naszych przewodników po Ukrainie. Także tej, której nie zobaczymy w oficjalnych dokumentach promocyjnych.

Siedzimy w Cukierni przy ulicy Starojewrejskiej przy, a jakże, kawie i czekoladzie. Na drugim (albo trzecim) piętrze prezydent Sadowy spotykał się z ważnymi politykami. Ot, choćby Michaiłem Saakaszwilim, byłym prezydentem Gruzji i gubernatorem Odessy, który pod koniec lipca pozbawiony został ukraińskiego obywatelstwa nadanego mu w 2015 roku.

Mer z Ubera

Sadowy jest sternikiem miasta od jedenastu lat. Wcześniej był radnym miejskim. Podobnie jak wielu Ukraińców ze Lwowa bardzo dobrze posługuje się językiem polskim. – Nauczyłem się go, mając piętnaście lat, gdy oglądałem kino nocne po polsku – mówi. Rozmowa z nim nie przypomina rozmowy z urzędnikiem. Sadowy chętnie wskazuje ulubione restauracje i dania. Jako środek transportu poleca… Ubera, który działa w mieście do dwóch miesięcy. – Bo jest o połowę taniej, a komfort jazdy – wysoki – przekonuje otwartym tekstem. Ile kosztuje kilometr podróży w taksówce – trudno zresztą ocenić. We lwowskich taxi nie ma bowiem taksometrów.

Prezydent Sadowy zdaje sobie sprawę, że przed miastem stoi jeszcze wiele wyzwań. Choć śródmiejska strefa miasta została wpisana już w 1998 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO, de facto rewitalizowana jest dopiero od dwóch lat. Sadowemu, liderowi opozycyjnej partii Samopomoc, nie po drodze z Kijowem – awanturą (jak twierdzi sam – polityczną) zakończyła się próba uruchomienia nowego wysypiska śmieci wraz z zakładem przetwarzania odpadów. Poprzednie, w pobliskich Grzybowicach, zamknięto w ubiegłym roku po pożarze. Władze centralne podejrzliwie patrzą też na projekt powstania nowego parku przemysłowego, który ma dać kilka tysięcy miejsc pracy i być obsługiwany przez zewnętrzny podmiot. Zresztą, Sadowy jest na cenzurowanym także u polskich nacjonalistów – wypominają mu choćby postawienie we Lwowie pomnika Stepana Bandery.

Trudna historia polsko-ukraińska jako temat dyskusji na pewno wraca i będzie wracać. Dr Lylo: Ukraińcy są podzieleni w opiniach na temat Bandery i jego działalności. Ale jako naród jesteśmy na etapie poszukiwania swojej tożsamościKrzyżujące się losy Polaków i Ukraińców doskonale widać na Cmentarzu Łyczakowskim, gdzie spoczywają Orlęta Lwowskie, ukraińscy żołnierze polegli w ostatnich kilkunastu miesiącach, ale także wybitne postacie świata kultury – Maria Konopnicka, Władysław Bełza, Seweryn Goszczyński, Karol Szajnocha z jednej strony oraz Iwan Franko czy Sołomija Kruszelnycka z drugiej. – Polacy docierają tutaj także, aby tę wzajemną historię poznać. Nie tylko ze względu na przodków – podsumowuje Andrij Guzij, od 28 lat przewodnik po mającym status muzeum cmentarzu.

Wkrótce zaprezentujemy fotoreportaż z wyjazdu naszego wysłannika do Lwowa.

Powiązane treści