Bydgoszcz
9C
Niebo częściowo zachmurzone
70% wilgotność
Wiatr: 7km/h WSW
H 9 • L 9
12C
Wt
7C
Sr
7C
Czw
9C
Pt
9C
Sob
W środę, 12 kwietnia ukaże się kwietniowy numer MetropoliaBydgoska.PL w druku. Wersję PDF udostępnimy około godziny 20:00. Zapraszamy!
Metropolia BydgoskaBlogiJak władze rozwiązują problemy
ratusz bydgoszcz
30.01.2017 | 07:54

Jak władze rozwiązują problemy

Cudze pieniądze na cudze potrzeby – tak wydają pieniądze urzędnicy.

Na zdjęciu: Bydgoski ratusz.

Fot. Archiwum

Noblista Milton Friedman wyróżnił cztery sposoby wydawania pieniędzy:
– własne pieniądze, na własne potrzeby – np. zakup jedzenia – bierzemy pod uwagę, aby smacznie zjeść, jednak nie zapłacić za dużo,
– własne pieniądze, na cudze potrzeby – np. kupujemy prezent – staramy się trafić w gust, jednak do jakości nie przywiązujemy aż tak dużej wagi i pilnujemy ceny,
– cudze pieniądze, na własne potrzeby – np. jedzenie w delegacji na koszt firmy – wybieramy dania z „górnej półki”, nie przejmując się ich ceną,
– cudze pieniądze na cudze potrzeby – tak wydają pieniądze urzędnicy.

Nie ulega wątpliwości, iż czwarty sposób wydawania pieniędzy jest najgorszy. Koszty utrzymania szkół, szpitali, urzędów są bardzo wysokie, zaś jakość usług publicznych jest niska. Urzędnik wydający pieniądze nie troszczy się o oszczędności, gdyż te pieniądze są cudze, nie są jego własne. Niekiedy jeśli nie wyda ich do końca roku, to znikają z jego budżetu i traci nad nimi władzę. Jakość również nie jest ważna, gdyż zaspokajane są potrzeby cudze, a nie własne.

Demokracja powoduje jednak, iż korzystający z usług świadczonych przez urzędników raz na jakiś czas mają teoretycznie możliwość zmienić rządzących, a co za tym idzie także część pozatrudnianych przez nich urzędników. W związku z tym, iż do rządzących docierają głosy niezadowolenia zarówno od obywateli, od grup wspierających rządzących (np. sponsorów kampanii wyborczych albo potencjalnych inwestorów), od mediów, jak i od urzędników co jakiś czas rządzący stwierdzają, iż „coś należy zrobić” z nawarstwiającym się problemem.

Klasycznym przykładem rozwiązywania problemów jest reakcja władz na apele mieszkańców zaniepokojonych stanem drogi. W Bydgoszczy przykładem tego jest ulica Jeździecka, gdzie mieszkańcy apelowali o budowę chodnika i lamp. Poruszanie się w ciemnościach na jezdni stwarza niebezpieczeństwo, co potwierdzają zdarzające się tam groźne wypadki. Po pewnym czasie zareagowali miejscy drogowcy i postawili… pięć progów zwalniających oraz zapowiedzieli montaż świateł na skrzyżowaniu. Do dotychczasowych problemów mieszkańców doszła zatem możliwość ochlapania przez hamujące przed progami samochody oraz możliwość uszkodzenia własnego pojazdu na niewidocznym w ciemności progu.

Systemowym rozwiązaniem problemu jest przeprowadzenie rewolucji śmieciowej. W ciemnych czasach przedrewolucyjnych jedynym obowiązkiem stawianym obywatelom było zawarcie umowy z dowolną firmą zajmującą się zbieraniem odpadów komunalnych. Jednocześnie ustawa dawała możliwość przeprowadzenia gminnego referendum, w którym mieszkańcy nałożyli by na siebie podatek i pozbyli się problemu śmieci powierzając go gminie. Przez czas obowiązywania ustawy takich referendów odbyło się kilkadziesiąt, przeważnie jednak mieszkańcy nie byli zainteresowani takim rozwiązaniem sprawy. Jednocześnie narastał nacisk na uregulowanie kwestii śmieci z uwagi na dzikie wysypiska i nierzetelne firmy. Władze postanowiły więc zareagować i rozwiązać problem poprzez nacjonalizację (właściwie komunalizację) śmieci. Od kilu lat zbieraniem odpadów komunalnych zajmuje się gmina i to ona wybiera, kto odbiera nasze śmieci i na jakich warunkach w zamian za przymusową opłatę. Naturalnie nie rozwiązało to problemu dzikich wysypisk i nierzetelnych firm. Ponadto, spadła jakość usług. Dawniej można było np. w miesiącach świątecznych zamówić częstsze wywożenie śmieci. Obecnie, to urzędnik decyduje o terminarzu i najczęściej nie przychodzi mu do głowy uwzględnianie takich potrzeb ludności. Ceny oczywiście nie spadły, gdyż do kosztu wywozu należy dodać koszt fachowej obsługi całego systemu. Urzędnicy muszą zaplanować przetarg, sporządzić terminarze. Ponadto należało stworzyć system pilnujący, czy niewolnicy, pardon mieszkańcy segregują śmieci według wskazówek gminy. Stąd np. w Bydgoszczy czipowanie pojemników i nadzór dziesięciu strażników miejskich, którzy sprawdzają sposób segregacji śmieci. Spadła niestety jakość usług, gdyż zmniejszyła się konkurencja, a poza tym część gmin świadczących usługi to firmy komunalne, czyli mające tego samego pracodawcę, co kontrolujący je urzędnicy. W związku z tym, iż do władzy docierają głosy niezadowolenia postanowiła zareagować. Po pierwsze, zezwolono gminom na wybór własnych, komunalnych firm bez przetargów. To rozwiązanie zlikwiduje ostatecznie konkurencję, podroży usługi i obniży jakość ale w zamian przyniesie dodatkowe przychody dla zadłużonych po uszy samorządów. Po drugie, zapowiedziano poszerzenie segregacji śmieci. To zapewne spowoduje konieczność zwiększenia kontroli.

Niekiedy konieczne do rozwiązania problemy nie są zauważalne dla przeciętnego zjadacza chleba, jednak zaprzątają głowę urzędników i rządzących. Przykładem na to są interpretacje podatkowe. Kilka lat temu wprowadzono zasadę, że w przypadku niejasności przepisów podatkowych (czyli zawsze) każdy może zwrócić się o pisemną ich interpretację do organów podatkowych. Wydana interpretacja kosztowała 40 złotych, zaś dla organów podatkowych była wiążąca. System funkcjonował dobrze, jednak liczba wydawanych interpretacji stale rosła, z drugiej zaś strony urzędnicy ministerialni dostrzegli, iż na bazie wydawanych interpretacji wiele firm czyni oszczędności podatkowe. W lipcu ubiegłego roku wprowadzono więc klauzulę obejścia prawa, na podstawie której izby skarbowe odmawiają wydawania interpretacji, gdy przedsiębiorca ma na celu zaoszczędzenia na podatkach i odsyłają wnioskodawcę do złożenia wniosku o interpretację do Ministra Finansów Opinia taka kosztuje jednak 20 tysięcy złotych…

Podobnie planuje się rozwiązać problem spółek z o.o. zakładanych elektronicznie. Przez kilka lat obowiązywania ustawy spółek takich założono blisko czterdzieści tysięcy. Zaletą jest czas – wprawdzie wbrew propagandzie rejestracja nie trwa 24 godziny, ale kilka dni, jednak w porównaniu do wersji „papierowej” jest o wiele szybciej i taniej. Urzędnicy znaleźli jednak kilkadziesiąt (ok. 0,1%) spółek zarejestrowanych na fałszywe dane osobowe i podejrzewają, iż może ich być „o wiele więcej”. Wprawdzie istnieje możliwość zwiększenia bezpieczeństwa podczas procesu rejestracji, jednak proponowanym rozwiązaniem stało się zlikwidowanie możliwości elektronicznej rejestracji spółki z o.o. w dotychczasowym trybie. Nie będzie już wystarczało założenie konta w systemie, trzeba będzie dysponować podpisem elektronicznym lub ePUAP.

Wydawanie pieniędzy w najgorszy możliwy sposób wiąże więc się także z najgorszym możliwym sposobem rozwiązywania problemów. Urzędnicy rozwiązują bowiem cudze problemy za pomocą własnym pomysłów. Niewiele dobrego z tego wynika, zwłaszcza iż urzędnicy biorą przy tym pod uwagę głównie własną wygodę. Lepsze w związku z tym wydaje się dla nich zlikwidowanie ułatwień dla obywateli, aby mieć w zamian większą kontrolę nad danym problemem. Oczywiście, nie powoduje to zlikwidowania problemu i za kilka lat operację trzeba będzie powtórzyć. I tak w kółko… Dzięki temu urzędnicy i politycy wydają się potrzebni, gdyż ciągle rozwiązują nawarstwiające się od lat problemy, mogą przeprowadzać analizy, zarządzać kontrole, nakładać opłaty, podejmować środki doraźne i stałe, wdrażać programy, subsydia, planować itd.

Niestety dzięki temu całemu zamieszaniu wielu z nas akceptuje ten najgorszy sposób wydawania pieniędzy, gdyż nie wydaje się możliwe, aby bez tak fachowej pomocy problemy dotyczące usług publicznych mogły zostać rozwiązane. A tak naprawdę w opisanych przykładach wystarczyło zostawić władzę nad śmieciami ludziom, uprościć przepisy podatkowe, uprościć i przyspieszyć rejestrację spółek oraz sposób weryfikacji danych czy też przeznaczać pieniądze miejskie na drogi, a nie na błyskotki. I problemy by zniknęły. A nawet jak część by została to przestałyby być problemami publicznymi. Ale politycy i urzędnicy nie byliby potrzebni…

Marcin Sypniewski

Prezes Wolności w regionie kujawsko-pomorskim.
Marcin Sypniewski KORWiN

Przedsiębiorca, rodowity bydgoszczanin.

Panel dyskusyjny


Dyskusja dla wszystkich

Powiązane treści