Bydgoszcz
10C
Słonecznie
93% wilgotność
Wiatr: 3km/h NE
H 10 • L 10
23C
Pt
23C
Sob
23C
Nd
24C
Pon
27C
Wt
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaJan Szopiński: Rada miasta nie może być niema [STUDIO METROPOLIA]
Jan Szopiński
27.04.2018 | 09:29

Jan Szopiński: Rada miasta nie może być niema [STUDIO METROPOLIA]

Dziś w Studiu Metropolia wiceprzewodniczący rady miasta Jan Szopiński.

Na zdjęciu: Zdaniem Jana Szopińskiego, dyskusja między nim a prezydentem miasta dobrze wpływa na radę miasta.

Fot. ST

Politycy Prawa i Sprawiedliwości pytali kiedyś, czy w rządzącej miastem koalicji Jan Szopiński tworzy osobny klub. To dlatego, że zastępca przewodniczącego rady miasta nie stroni od krytykowania działań prezydenta i podległych mu urzędników. Niewykluczone, że wkrótce będzie musiał jeszcze zwiększyć swoją aktywność, gdyż wyrasta na faworyta do roli kandydata lewicy w nadchodzących wyborach. W wywiadzie dla STUDIA METROPOLIA mówi, czy chciałby zająć prezydencki gabinet, z czym nie poradziła sobie koalicja oraz czy komisja radnych wciąż zagląda  do jego sypialni.

Sebastian Torzewski: Rozmawiamy w ratuszu, w pokoju zastępców przewodniczącego rady miasta. Chciałby pan za pół roku przyjmować dziennikarzy piętro niżej, w tym gabinecie, który obecnie zajmuje Rafał Bruski?
Jan Szopiński:
Wie pan, gabinety to na pewno ogromny zaszczyt, ale też ogromna praca. Ale ta praca musi być związana z tym, że mieszkańcy będą kogoś chcieli w tym gabinecie. A już sam element wyłonienia kandydata na prezydenta po stronie formacji, którą reprezentuję, jest jeszcze dość odległy.

– Ale grono się zawęża. Ireneusz Nitkiewicz zadeklarował, że w wyborach na prezydenta nie wystartuje, a o Annie Mackiewicz nawet na lewicy mówi się, że nie będzie chciała. Panu za to nie można odmówić aktywności.
– Ja jestem aktywny jako radny, natomiast kwestia wyboru kandydata na prezydenta jest otwarta.  Chcę być do końca kadencji radnym, bo tak obiecałem i staram się – wydaje mi się, że dość uczciwie – realizować swoje zapowiedzi.

– Prawybory w SLD  już niedługo. Wtedy będzie oficjalnie wiadomo, kto zostanie kandydatem partii na prezydenta Bydgoszczy.
– Tak, prawybory są na początku maja. Przy czym zwycięstwo w nich nie oznacza żadnego sukcesu.  Sukcesem byłoby, gdyby mieszkańcy Bydgoszczy, którzy kiedyś głosowali na lewą stronę i ci, którzy głosują na element związany z samorządnością, powiedzieliby, że to dobry kandydat i poparliby go w wyborach. Bo zdobycie 10-15 procent to jest określone uznanie, ale ono nie powoduje żadnych efektów.

– W ostatnich ogólnokrajowych sondażach poparcie dla SLD kształtuje na poziomie tych 10 procent. Sugerujecie się jakoś tymi wyniki w kontekście lokalnego głosowania?
– Nie, w żaden sposób. Moim zdaniem to ani trochę nie przełoży się na wybory lokalne, bo mieszkańcy oceniają kandydatów według tego, co dla nich zrobili, jak ich reprezentowali i jaki mają pomysł.  Samorząd to nie jest miejsce na politykę, tylko rozwiązywanie spraw. W Bydgoszczy była według mnie tylko jedna sprawa typowo polityczna. Mam tu na myśli in vitro. To jest typowe zadanie państwa i to państwo powinno decydować w tej sprawie, a nie samorządy. Sprawa powinna być uregulowana na szczeblu centralnym i radni nie powinni się w niej wypowiadać. Tego zabrakło, po pierwsze doszło do podziału wśród radnych, a po drugie dyskusja postawiła wojewodę w kontrze do rady. Powinniśmy podejmować takie uchwały, żeby wojewoda nie miał możliwości ich wetowania, a miasto w kwestii służby zdrowia powinno zajmować się tylko profilaktyką. Nie powinno wydawać pieniędzy na in vitro, no ale co zrobić, jeśli chcą tego mieszkańcy.

– Platforma Obywatelska wystartuje razem z Nowoczesną jako Koalicja Obywatelska. Ponoć były zakusy, aby SLD także znalazło się na tej liście. Dlaczego więc ostatecznie startujecie osobno?
– Ja nie znam takich zakusów, żebyśmy mieli startować z PO albo Nowoczesną.  Może to były jakieś marzenia kogoś niezwiązanego z lewicą, która  od wielu kadencji startuje sama i nigdy nie wchodziła w alianse wyborcze z Platformą albo Nowoczesną. Mamy dzisiaj sześcioro w miarę aktywnych radnych na forum samorządu miasta Bydgoszczy.  Spośród trzydziestu jeden jest to określona siła. Gdybyśmy startowali razem z Platformą, to zatracalibyśmy to, co lewica dobrze w tej kadencji zrobiła. Oczywiście, zrobiliśmy to razem z Platformą, ale kilka inicjatyw było naszych, jak tańsze bilety na przejazdy komunikacją miejską dla dzieci.

– Po prawie czterech latach rządów powie pan, że ta koalicja PO-SLD zdała egzamin i była skuteczną koalicją?
– To jest dobra koalicja, bo każdy układa koalicje pod względem możliwości, jakie są.  Ale czy była to koalicja wykorzystanych od początku do końca możliwości?  Tego na dzisiaj nie wiem, bo to ocenią wyborcy. Jednak czasami mi się wydaje, że niestety tych możliwości rozwoju było więcej niż nam się w koalicji udało wykorzystać. Nie jest akceptowalne to, że mamy określone środki na inwestycje, a ich nie wykorzystujemy. A tak niestety było, stąd kilka moich pomysłów, żeby utworzyć komisję zajmującą się tylko inwestycjami. Mamy w Bydgoszczy taką przywarę, że dużo planujemy i mówimy, a realizujemy znacznie mniej. W 2017 roku wydatki majątkowe miały wynieść 461 milionów złotych, a wyniosły ostatecznie 232 miliony, więc rodzi się pytanie, czy my dobrze planujemy i czy słusznie rozbudzamy oczekiwania po stronie mieszkańców. Jestem zwolennikiem tego, żeby dostosować wydatki budżetowe do tego, co możemy, a nie obiecywać coś, czego nie zrealizujemy. Takich inwestycji jest wiele. Ulica Bydgoska w Fordonie, której remont miał rozpocząć się w 2015 roku. Drogi osiedlowe. Mieliśmy zrobić ich czternaście do końca 2018 roku, a na razie zrobiliśmy dwie. Sami rozbudziliśmy określone oczekiwania i ich nie spełnimy.

– Co jeszcze SLD będzie chciało wypomnieć prezydentowi Bruskiemu w najbliższym czasie?
– Niczego nie zamierzamy wypominać, bo jesteśmy współodpowiedzialni za to, co w mieście się dzieje i prezydent może powiedzieć, że też mieliśmy realny wpływ. Problemem jest po prostu tempo działania.

– Ale ani pan, ani prezydent Bruski nie należycie do łatwych koalicjantów. Ile to już razy miał pan inne zdanie niż reszta obozu rządzącego?
– Rzeczywiście przy przygotowaniu uchwał czy decyzji miewałem inne zdanie niż pan prezydent, ale moim zdaniem to dobrze, bo tam gdzie jest debata, tam podejmowane są lepsze decyzje. Jeżeli jakąś uchwałę można poprawić, to róbmy to i na tym właśnie polega współpraca między radnymi a prezydentem.  Rada miasta nie może być przecież niema, tylko musi pracować. Inaczej wyborcy spytają, co my tu robiliśmy przez tyle lat.

– A nie ma pan wrażenia, że obecnie wielu radnych jest właśnie niemych? Że jeśli już się odzywają na sesji, to tylko po to, aby wchodzić w jakieś słowne utarczki zamiast zgłaszać sensowne pomysły?
– Zawsze można tak powiedzieć, ale część radnych obroni się np. współpracą z innymi organizacjami społecznymi, więc niekoniecznie bym to oceniał tylko przez pryzmat sesji.  Do tego pamiętajmy o pracy w komisjach. Być może niektórzy radni tam są aktywniejsi. Wydaje mi się, że są.

– Obecna koalicja – w przeciwieństwie do poprzedniej – dotrwa do końca kadencji?
– W poprzedniej kadencji o zerwaniu koalicji zdecydował spór o to, czy Bydgoszcz ma budować swoją przyszłość z Toruniem czy osobno. My jako SLD uznaliśmy, że jest na tyle silna, że może samodzielnie. I nie myliliśmy się, ponieważ w kampanii pan prezydent wielokrotnie powtarzał, że Bydgoszcz mogła występować samodzielnie. Nastąpiły takie, a nie inne decyzje polityczne po stronie Platformy Obywatelskiej i była to wtedy niewykorzystana szansa. W biurkach pochowano wówczas opinie Komisji Europejskiej, na którą niektórzy politycy PO tak chętnie się powoływali, zapewniając, że to KE chce, aby Bydgoszcz tworzyła ZIT z Toruniem i innej możliwości nie ma. A okazało się, że komisja wypowiedziała się, że to nasza sprawa, jak stworzymy obszary ZIT-owskie.

– No właśnie, Toruń. Jesienią równie ważne, jak to, co wydarzy się w wyborach w Bydgoszczy, będzie to, co zmieni się w urzędzie marszałkowskim.
– Na razie wiemy tylko tyle, że będzie mniej radnych niż w ostatniej kadencji. Tych trzydziestu zdecyduje, kto będzie marszałkiem i kto utworzy zarząd. My przyzwyczailiśmy się, że pieniądze ze środków budżetowych i unijnych przydziela marszałek, a to nieprawda, bo przydziela zarząd województwa. A on jest pięcioosobowy i wybierany przez sejmik, choć rzeczywiście na wniosek marszałka. Więc ważne jest nie tylko, kto zostanie marszałkiem, ale też kto znajdzie się w zarządzie. Dla Bydgoszczy istotne jest także, aby prezydent miał szansę rozmowy z tym zarządem i żeby to coś dawało.

– Jak pan – z doświadczeniem zarówno w roli zastępcy prezydenta, jak i zastępcy przewodniczącego rady miasta – ocenia tę współpracę?
– Wydaje mi się, że mogłaby być lepsza, choć kiedyś było jeszcze gorzej. Jej początek polegał z reguły na wymianie zasłużonych bądź niezasłużonych uwag po jednej i drugiej stronie. Bydgoszcz jest największym miastem województwa, dlatego niewątpliwie prezydent z samorządem województwa muszą współpracować.

– Kontaktowała się z panem ostatnio „komisja sypialniana”?
– Nie.

– A na poprzednie pytania pan odpowiedział?
– W pierwszym terminie i na wszystkie, które dostałem. Mieszkam w tym samym miejscu, gdzie mieszkałem od roku 1992. W Bydgoszczy funkcjonuję w rejestrze wyborców. Nigdzie się nie wyprowadzałem, ani nie zmieniałem miejsca życiowego pobytu. I to w zasadzie wszystko w tej sprawie.

Zobacz więcej wywiadów z cyklu Studio Metropolia

Powiązane treści