Bydgoszcz
15C
Niebo głównie zachmurzone
100% wilgotność
Wiatr: 3km/h SSW
H 15 • L 15
18C
Czw
19C
Pt
21C
Sob
24C
Nd
26C
Pon
FORDON: Awaria tramwaju linii nr 7 na ulicy Akademickiej na wysokości ul. Romanowskiej (kierunek Łoskoń). Wstrzymano ruch tramwajowy w obu kierunkach.
Metropolia BydgoskaMETROPOLIA LITERankingi i ciekawostkiLoteria Łuczniczka. Szczypta kapitalizmu w socjalizmie
Łuczniczka - fot. Stanisław Gazda
15.10.2016 | 11:14

Loteria Łuczniczka. Szczypta kapitalizmu w socjalizmie

Na zdjęciu: Osiedle Łuczniczki swoją nazwę zawdzięcza właśnie lokalnej loterii.

Fot. Stanisław Gazda

Łuczniczka – gra liczbowa, która rozsławiła Bydgoszcz i była iskierką kapitalizmu w PRL-owskiej rzeczywistości, gdyby nadal istniała, wkrótce obchodziłaby jubileusz 60-lecia. Trzy złotówki to niewiele, graj w Łuczniczkę co niedzielę!” – tak reklamowała się loteria, która zawładnęła umysłami  bydgoszczan i dała początek… osiedlu.

Wiosną i latem 1957 roku na podstawie wcześniej wydanych zezwoleń ruszyły regionalne gry liczbowe. Było ich siedemnaście – oprócz bydgoskiej „Łuczniczki” pojawiły się: „Karolinka” (Katowice), „Liczyrzepka” (Wrocław), „Koziołki” (Poznań), „Kukułeczka” (Łódź), „Syrenka” (Warszawa), „Lajkonik” (Kraków), „Jantar” (Gdańsk), „Koniczynka” (Rzeszów), „Gryf” (Szczecin), „Karliczek” (Opole), „Koziołek” (Lublin), „Przepióreczka” (Kielce) czy „Szczęśliwa Fala” (Koszalin).

Pierwsze losowanie „Łuczniczki” (pięć liczb z 90) odbyło się 14 kwietnia 1957 roku podczas meczu żużlowego  Polonii z Legią Warszawa. W przerwie rozległo się z megafonów: „Tu Łuczniczka„. Przed trybunę wyszła komisja. Do bębna szczęścia podeszła uczennica IV LO Elżbieta Pietryga i z zawiązanymi oczami sięgała po kolejne kule z numerami: 63, 29, 42, 83 i 54. Wielu widzów przyszło specjalnie na losowanie.

Cztery dni później ogłoszono oficjalnie, że złożono ponad 117 tys. kuponów za 352 tys. złotych, z czego dokładnie połowa poszła na wygrane. Piątki nie było, trafiona została jedna czwórka, 49 trójek (wygrane po 897 zł) i 1881 dwójek (po 23,20 zł). Popularność i wysokie wygrane sprawiły, że bydgoszczanie bez oporów dawali się ponieść magii wirujących w bębnie piłeczek. Każdy przeciętnie wydawał na kupony 89 zł, czyli równowartość współczesnych 250 zł. Zakład kosztował 3 złote. Główna wygrana była ograniczona do kwoty 500 tys. zł. Wyniki ogłaszało lokalne radio, ponadto można było je poznać, dzwoniąc godzinę po losowaniu na każdą pocztę w regionie i wszystkie centrale telefoniczne.

CZYTAJ TAKŻE: Bydgoska Wisła mogła zostać Rzeką Roku. Zabrakło niewiele

Regularnie grały tysiące, jednak tylko nieliczni rzeczywiście zyskiwali fortuny. Wizja łatwego dojścia do wielkich pieniędzy od zawsze kusiła jednak wielu. Szczególnie w biednej, siermiężnej polskiej rzeczywistości roku 1957 roku była to wizja rzeczywiście magiczna. Przez długie lata dla sporej liczby mieszkańców naszego regionu „Łuczniczka” była nadzieją na ogromne pieniądze.

Kolejne losowania z zapartym tchem śledziły tysiące mieszkańców regionu. „Łuczniczka” wraz z bębnem i komisją objeżdżała województwo. Losowania odbywały się w Toruniu, Grudziądzu, Piechcinie, Chełmży, Mogilnie, Włocławku, Lipnie, Sępólnie, Chełmnie… Sprzedaż kuponów prowadzona w kioskach „Ruchu” szybko rosła. Wygrane również.

Jak wynikało z pierwszego bilansu, przedstawionego publicznie w listopadzie 1957 roku, 28 losowań przyniosło organizatorom prawie 12 mln zł zysku. Zgodnie z założeniami, rozdysponowano je między poszczególne miasta i powiaty (proporcjonalnie do liczby grających). Pieniądze miały być przeznaczone na inwestowanie w budownictwo mieszkaniowe. Bydgoszcz otrzymała ponad 5 mln złotych, Toruń – 1,3 mln, Grudziądz – 800 tys. zł. Spodziewano się, że w ciągu paru najbliższych lat z wpływów z „Łuczniczki” Bydgoszcz zyska dwa duże nowe osiedla.

Społeczny Komitet Budownictwa Domów Jednorodzinnych przy Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy, który powołał do życia loterię na podstawie zezwolenia ministra finansów, z puli wpłat  46,5 mln złotych, połowę zagospodarował pod budowę szeregu budynków mieszkalnych w ramach budownictwa doświadczalnego. Tym sposobem w cieniu wielkich Kapuścisk powstało nowoczesne osiedle Łuczniczki. W rok później domki były gotowe, a szczęśliwi wygrani (dziesięć nagród) mogli się sprowadzać do nowoczesnych domów i w doborowe sąsiedztwo (prominenci z Zachemu i elita dyrektorska z innych zakładów).

– Byliśmy jednymi z pierwszych zasiedlających to osiedle. Coś tam słyszeliśmy o „Łuczniczce” i wygranych domach, ale dla nas ten dom na osiedlu Łuczniczki wykupił Zachem, który w ten sposób ściągał do Bydgoszczy specjalistów z całej Polski. Myśmy przyjechali do Bydgoszczy zwerbowani z zakładów chemicznych Rokita we Wrocławiu. Pamiętam, że osiedle stanowiło na początku osiemnaście domów – wspomina Gertruda Danielkiewicz spod numeru trzynastego przy ulicy Perłowej.

Ogromne emocje pojawiły się 24 listopada, kiedy to wśród osób, które w dwóch poprzednich edycjach trafiły dwójki i trójki, rozlosowano samochód Fiat 600. Szczęście uśmiechnęło się do Jana Wrzeciono z Inowrocławia. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że była to próba ratowania wpływów z gry, które jesienią zaczęły drastycznie maleć. Kryzys pogłębił się jeszcze zimą na przełomie 1957 i 1958 roku, głównie za sprawą ogólnopolskiego „Totka”. Miał on lepszy system (losowano sześć liczb z 49), zapewniał częstsze trafienia i wyższe wygrane. Początkowo „Łuczniczka” i inne gry regionalne dysponowały jeszcze większą liczbą kolektur (kupony „Totka” przyjmowały jedynie urzędy pocztowe), jednak z czasem uległo to zmianie.

Ratunek dla „Łuczniczki” dostrzeżono w zmianie systemu. Po gdańskim „Jantarze”, który 10 marca 1958 roku przeszedł na system siedmiu cyfr z 36, na to samo zdecydowała się „Łuczniczka”. I od razu zanotowała rekordowe wpływy – 2, 18 mln zł. Jednak centrala, czyli Polski Monopol Loteryjny, uznała te zmiany za zamach na „Totka” i… zablokowała „Łuczniczce” konto bankowe.

28 marca 1958 roku ukazała się w prasie enigmatyczna wzmianka, że w związku „ze zmianą finansowania, wypłaty wygranych zostają wstrzymane do odwołania”. W regionie zawrzało. Posypały się oskarżenia o oszustwo i defraudację. Na szczęście minister finansów znalazł salomonowe rozwiązanie i zezwolił na funkcjonowanie nowego systemu.

10 sierpnia znów nastąpiły zmiany. Odtąd losowano tylko sześć liczb z 36, a stawkę za kupon podniesiono do 5 zł. Później wprowadzono jeszcze dodatkową grę nazwaną „5 strzał”. Losowano wówczas 5 liczb z 25. Przetrwała ona tylko pół roku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Powstała ławka dla karmiących matek. Czy pomysł powinien trafić do Bydgoszczy?

Spadek wpływów na jakiś czas powstrzymywały dodatkowe losowania nagród rzeczowych. Wśród nich znalazły się obiekty marzeń i westchnień każdego obywatela PRL. Losowano między innymi importowany samochód małolitrażowy P-70, skuter Peugeot, motorowery Komar, szwajcarskie zegarki, telewizory, walizkowe maszyny do szycia, rowery, radioodbiorniki Koliber, aparaty fotograficzne Fenix, pianina, luksusowe szafki z adapterami Karolinka, roboty kuchenne, lodówki ZMW i namioty. Potem wabiono graczy talonami do „Społem” i „Jubilera”, nagrodami pieniężnymi, książeczkami PKO – samochodowymi i motocyklowymi. A dziś mało kto wie, że do upadku tej gry przyczyniła się Milicja Obywatelska.

Załamanie nastąpiło w 1964 roku. Jak napisano w sprawozdaniu finansowym, winni byli… kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli. Wynotowali oni adresy wszystkich graczy, którzy na grę konkursową złożyli większą liczbę kuponów. Mimo zapewnień inspektorów, że notatki te nie będą wykorzystywane, adresy dotarły do milicji, która zaczęła się interesować źródłem dochodów zwycięzców.

 „Kilku graczy zgłosiło się do nas z pretensjami i pytaniem: Co to ma znaczyć?” – czytamy w sprawozdaniu. – „Jakkolwiek na skutek interwencji z naszej strony w Wojewódzkiej Komendzie Milicji Obywatelskiej zaprzestano dalszych dochodzeń, to jednak przeprowadzone już wywiady nabrały dość dużego rozgłosu wśród graczy. Niewątpliwie przykry ten incydent odstraszył wielu od składania większej liczby kuponów, a nawet od brania udziału w grze i poderwał zaufanie do przedsiębiorstwa”.

Żeby odzyskać wiarygodność i prestiż, od roku 1966 gra fundowała infrastrukturę turystyczną, na przykład molo w Charzykowach czy Ośrodek PTTK w Przyjezierzu. Ostateczny cios przyszedł ze strony „Lotka”, który w 1973 roku wprowadził „Małego Lotka”, a w 1976 roku „Express Lotka” i „Zakłady Specjalne”. To był wyrok na „Łuczniczkę” i inne regionalne gry.

Wartość obrotów „Łuczniczki” w 1977 r. spadła do 4,5 mln zł, przedsiębiorstwo poniosło wówczas po raz pierwszy straty. W I kwartale 1978 r. spadek jeszcze się pogłębił. 2 maja 1978 roku dyrektor PGL „Łuczniczka” Tadeusz Miąsko wniósł o postawienie przedsiębiorstwa w stan likwidacji. Ostatnie losowanie odbyło się 11 czerwca tego roku.

Powiązane treści