Bydgoszcz
8C
Niebo częściowo zachmurzone
100% wilgotność
Wiatr: 1km/h N
H 8 • L 8
13C
Czw
13C
Pt
14C
Sob
16C
Nd
13C
Pon
Kolizja samochodu osobowego z tramwajem linii nr 4 na Szpitalnej. Ruch w kierunku pętli Glinki wstrzymany.
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaMaria Wasiak: Niechęć do metropolii to nieporozumienie
Maria Wasiak
16.04.2016 | 09:44

Maria Wasiak: Niechęć do metropolii to nieporozumienie

Rozmowa z Marią Wasiak, nowym zastępcą prezydenta Rafała Bruskiego, o metropolii, wyzwaniach i szansach dla Bydgoszczy.

Na zdjęciu: Maria Wasiak jest zastępcą Rafała Bruskiego od poniedziałku, 11 kwietnia.

Fot. Leszek Grabowski

Droga między gabinetem Marii Wasiak, nowej zastępczyni prezydenta, a tym zajmowanym przez Rafała Bruskiego, nie jest długa – wszak znajdują się one vis a vis. Niebawem była minister infrastruktury uda się w kolejną, ale już dłuższą drogę – na przegląd potencjału miasta. I między innymi o tym opowiedziała MetropoliiBydgoskiej.PL w specjalnym wywiadzie.

Eryk Dominiczak: Prezydent Rafał Bruski nie zamierza stosować taryfy ulgowej. Już zapowiedział, że będzie pani nadzorowała wydział, którego jeszcze nie ma.
Maria Wasiak: Koncepcyjnie pan prezydent mnie nie zaskoczył, bo tę formułę organizacyjną ustaliliśmy podczas jednej z moich wizyt studyjnych kilka tygodni temu. Powołanie wydziału rozwojowego ma na celu wprowadzenie interdyscyplinarności w urzędzie. Chcemy zobaczyć, czy spełni on nasze oczekiwania jako narzędzie służące koordynowaniu różnych inicjatyw. Wymaga to oczywiście współpracy z innymi zastępcami prezydenta. Już teraz mogę powiedzieć, że odnieśli się oni do tej koncepcji ze zrozumieniem.

Jakie to inicjatywy?
– Wszelkie. Zrobiliśmy analizę wszystkich projektów – tych ważnych i mniej ważnych, hipotetycznych i tych, które już są. I próbujemy je zintegrować, zobaczyć, czy współdziałają ze sobą czy są autonomiczne. Chcemy zobaczyć, co wnoszą one do naszego wyobrażenia o mieście. Sama nie chcę się skupić tylko na jednej wybranej inwestycji, bo byłoby to nielogiczne. Z drugiej strony konkretny wymiar mają trudne w realizacji projekty rewitalizacyjne. Musimy określić obszary, które miałyby jej podlegać, przeprowadzić konsultacje i uzyskać zgodę Rady Miasta. To wymaga czasu, dlatego pierwszy etap zakończymy pod koniec obecnego roku bądź w pierwszym kwartale przyszłego. To bardzo wymagające projekty, które zmuszają do powiązania twardych elementów – takich jak remonty – z funkcją społeczną. Musimy odpowiedzieć sobie, co się z nimi będzie działo za rok, trzy czy cztery. Czy będzie to wartość społeczna czy będzie to niszczało.

– Mieszkańcy Starego Fordonu już podnoszą, że remont kamienic czy nowa nawierzchnia nie wystarczą.
– Też bym się tego obawiała, bo to oznaczałoby, że nasz program nie odniósł skutku. Ustawa o rewitalizacji, którą pilotowałam jako minister, ma zadziałać w całym kraju i finalnie ma doprowadzić do podniesienia jakości życia we wszystkich obszarach.

Nazywanie wielu procesów rewitalizacją stało się modne. A czym ona jest w praktyce?
– Najlepiej to pokazać na modelu – bierze pan kawałek miasta, niech to będzie teren poprzemysłowy, zdewastowany i patrzy pan, czy ludzie tam mieszkają czy nie mieszkają, jakie są dostępne funkcje. I później – w dużym uproszczeniu – podporządkowuje pan wszystkie działania poprawie standardu życia i funkcjonowania na tym obszarze. Podnosimy więc jakość mieszkania, wstawiamy funkcje usługowe i kulturalne, osadzamy funkcje publiczne, aby zmienić klientelę tego miejsca, zachęcamy inwestorów, rozmawiamy ze szkołami i instytucjami kultury. To jest dopełnienie tych twardych części projektów, czyli remontów, budowy nowej nawierzchni. Oczywiście nie da się tego robić z poziomu samego urzędu. Potrzebne jest zaangażowanie mieszkańców. Docierają do mnie jednak informacje, że w Starym Fordonie jest zaangażowana grupa osób, nawet w stopniu o wiele większym niż w innych częściach Bydgoszczy.

– Chociażby Stowarzyszenie Miłośników Starego Fordonu.
– I to jest duży plus. Widziałam w minionych latach trzy miejsca pilotażowe, chociażby w Łodzi, gdzie skala trudności była o wiele większa niż w Bydgoszczy. I był tam problem z zaangażowaniem lokalnej społeczności.

A które przykłady można przeszczepiać na grunt bydgoski?
– Robię przegląd tego, kto może mi pokazać coś ciekawego. Będę się starała to monitorować, choć nie mogę tylko jeździć. W tym kontekście mówiłam jednak bardziej o strefie ekonomicznej, jak z niej wycisnąć więcej.

– Naturalny wybór – bliska pani kolej. Jest Pesa, ponownie działa technikum kolejowe…
– To wydaje się łatwym wnioskiem i faktycznie – przykład Pesy, która odważnie weszła na rynek na pewno jest cenny i warto te relacje wykorzystać. Wiadomo jednak, że jej potrzebna jest ekspansja, z rynku lokalnego się nie utrzyma. A środowisko lokalne już Pesie pomogło, chociażby w kwestiach związanych z nieruchomościami. Inicjatywa znajduje się po stronie właścicieli – to ich strategia ekspansji będzie kluczowa. Czy się uda Pesie oddziaływać na miasto czy nie.

– Mówiła pani o jednym wyróżniających się obszarze, ale chociażby znany z prorynkowego nastawienia prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz przestrzega przez tym.
– Nie mówię absolutnie o żadnej monokulturze, bo ona nie jest dobra. Chodzi raczej o typ kwalifikacji, który jest potrzebny dla inwestorów. Kwestie kadrowe są bardzo istotne i dlatego warto zbadać ją – choćby poprzez dobre skomunikowanie Bydgoszczy z okolicą czy Toruniem.

– Czyli metropolia plus projekt BiT City?
– Myślę, że tak. Nie widzę konfliktu między tymi pomysłami, każda niesie określone korzyści. Nie rozumiem niechęci aktualnego rządu do ustawy metropolitalnej. Nie zgadzam się z opinią, że powołanie metropolii mogłoby działać niekorzystnie na mniejsze ośrodki.

– Metropolię stawia się w opozycji do zrównoważonego rozwoju.
– Dla mnie to nieporozumienie. W zrównoważonym rozwoju chodzi o różne instrumenty – miasta koncentrujące inwestycje i mające inne funkcje gospodarcze mniejsze miejscowości. Bez dużych przedsięwzięć małe ośrodki obumierają. Załóżmy, że ktoś ma gospodarstwo agroturystyczne lub ekologiczne – jeśli nie ma rynku zbytu, ludzi z dużych miast z zasobnymi portfelami w promieniu 30-40 kilometrów, to o prowadzeniu dochodowej działalności może tylko pomarzyć.

PEŁNA WERSJA WYWIADU DOSTĘPNA JEST W WYDANIU PAPIEROWYM METROPOLIABYDGOSKA.PL – WYDANIE PDF (ROZMOWA NA STRONACH 7-8) MOŻNA POBRAĆ [TUTAJ]

Powiązane treści