Bydgoszcz
7C
Niebo częściowo zachmurzone
56% wilgotność
Wiatr: 8km/h WSW
H 7 • L 7
12C
Wt
7C
Sr
7C
Czw
9C
Pt
9C
Sob
W środę, 12 kwietnia ukaże się kwietniowy numer MetropoliaBydgoska.PL w druku. Wersję PDF udostępnimy około godziny 20:00. Zapraszamy!
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaNa radnego nie ma rady
Bogdan Dzakanowski - ST (1)
15.04.2017 | 09:07

Na radnego nie ma rady

Bogdan Dzakanowski wciąż potrafi zaskoczyć.

Na zdjęciu: Bogdan Dzakanowski od lat należy do najaktywniejszych bydgoskich polityków.

Fot. ST

– Dzień dobry, Bogdan Dzakanowski, radny Bydgoszczy. Jestem na sesji rady miasta. Proszę o przybycie i skontrolowanie alkomatem prezydenta i radnych – usłyszał w środowy wieczór zaskoczony funkcjonariusz policji. Lata mijają, ale enfant terrible bydgoskiej polityki nadal potrafi zaskoczyć.

Bogdan Dzakanowski jest znany ze swoich wyskoków już od dawna. Zanim jednak zajął się polityką, był związany z harcerstwem, organizacją pielgrzymek i pracował jako listonosz. Na przełomie wieków został radnym z ramienia Rodzinnej Polski i zaangażował się w działania komitetu obrony Pomnika Walki i Męczeństwa. Ówczesny prezydent Roman Jasiakiewicz chciał przesunąć monument oraz szaniec, aby odbudować zachodnią pierzeję. Dzakanowski zagroził wtedy, że przykuje się łańcuchem, a ratusz ostatecznie wycofał się z pomysłu przebudowy.

W 2002 roku radny ubiegał się o fotel prezydenta miasta. W czasie kampanii wyborczej zasłynął m.in. ze sporu z kabaretem Klika, który podczas występu miał porównać partię Dzakanowskiego, Ligę Polskich Rodzin, do agencji towarzyskiej. Polityk skierował sprawę do sądu, choć formalnie nie był nawet kandydatem LPR-u. Partia poparła bowiem Elżbietę Stępień, a ekscentryczny polityk utworzył Bydgoską Ligę Rodzin Bogdana Dzakanowskiego. W gronie kandydatów znaleźli się też m.in. ubiegający się o reelekcję Jasiakiewicz, były prezydent Kosma Złotowski (PiS) oraz popierany przez Platformę Obywatelską Konstanty Dombrowicz, wtedy znany jeszcze głównie jako dawny szef bydgoskiego oddziału TVP.

Walka o prezydenturę rozegrała się między Jasiakiewiczem i Dombrowiczem, Dzakanowski zajął piąte miejsce, a poparło go niespełna 9 procent głosujących. Znaczna część z nich w drugiej turze opowiedziała się za Dombrowiczem, wybierając go na stanowisko prezydenta miasta.

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika MetropoliaBydgoska.PL. Zobacz wydanie PDF

W czasie pierwszej kadencji Dombrowicza Dzakanowski ponownie sprawował mandat radnego. W 2005 roku pomyślał jednak o opuszczeniu ratusza i starcie w wyborach do senatu. Poprzeć miał go LPR, ale partia szybko odcięła się od tego pomysłu, tłumacząc, że został wyrzucony z ugrupowania z powodu „działalności rozbijackiej i sprzeniewierzenia się programowi” podczas wyborów samorządowych. Poseł Witold Hatka nazwał wtedy utworzoną przez Dzakanowskiego Bydgoską Ligę Rodzin „marginalną i ekscentryczną strukturą samorządową”. Ostatecznie Dzakanowski wystartował w wyborach jako kandydat Centrum, ale osiągnął najniższy wynik w okręgu.

W 2006 roku Dzakanowski przestał być radnym, ale został pełnomocnikiem prezydenta ds. organizacji pozarządowych. – Dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków. Zawsze był pełen inicjatyw i pomysłów, które potrafił z korzyścią dla miasta realizować – chwali po latach Dombrowicz. Nie wszyscy byli jednak zadowoleni. W ratuszu Dzakanowski zaangażował się m.in. w organizację dotowanych przez miasto pielgrzymek, na które czasami służbowym samochodem podjeżdżał także prezydent. Opozycyjni radni, ale też niektórzy pielgrzymi, krytykowali zaangażowanie władz.

Po ośmiu latach rządów Dombrowicz musiał zmierzyć się z Rafałem Bruskim popieranym przez będącą wtedy na fali Platformę Obywatelską. Kluczową rolę w czasie kampanii odgrywał Dzakanowski. – Nie można było mu odmówić zaangażowania. Brał wszystkie zadania na siebie i niestety czasami wprowadzało to chaos – wspomina jeden z jego ówczesnych współpracowników. Bydgoszczanie bardziej docenili starania sztabu Bruskiego, decydując o zmianie prezydenta.

Dzakanowski musiał wrócić do opozycji. I nie zamierzał próżnować. Gdy w 2013 roku prezydent Bruski otwierał trasę Uniwersytecką, jego oponent stanął obok niego przebrany za gwiazdora i dzwonkiem zagłuszał przemówienie. Gdy jednak Bruski dopuścił go do głosu, ten milczał. – Jeżeli ktoś nie ma nic do powiedzenia, to tak się właśnie zachowuje – skwitował prezydent, za co zebrał oklaski od zebranych mieszkańców.

CZYTAJ TAKŻE: Trzydziestu pasażerów nie poleciało do Londynu. Winnych brak

Dzakanowski nawet jeśli nie miał wtedy nic do powiedzenia, to na pewno miał jeszcze wiele pomysłów. Jeden z nich polegał na wywieszeniu przy moście Uniwersyteckim tablicy z napisem „Most im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego”. Pierwotnie tak właśnie miała nazywać się przeprawa, ale krótko przed jej otwarciem rada miasta uchyliła akt prawny przyjęty po katastrofie smoleńskiej. Dzakanowski po zamontowaniu tablicy został spisany przez policję, ale mandatu nie przyjął. Zamiast tego, gdy tablica została usunięta, zgłosił funkcjonariuszom kradzież. – Te wszystkie happeningi to maska. Bogdan jest bardzo inteligentnym człowiekiem. Niestety, coraz częściej kieruje się zasadą „nieważne jak, byle mówili” – zauważa jeden z naszych rozmówców.

W 2014 roku Dombrowiczowi nie udało się wrócić do ratusza, ale Dzakanowski ponownie dostał mandat radnego. Podczas sesji należy do najbardziej aktywnych polityków. Skrupulatnie czyta każdą uchwałę i dopytuje o szczegóły. Czasem jest aż zbyt dociekliwy. – Tak jak pana prywatnie lubię, tak w tej sali pana nienawidzę – stwierdził rok temu Zbigniew Sobociński. Po ostatnich wydarzeniach przewodniczący rady miasta mógł jednak stracić resztki sympatii. – Jestem już zmęczony tym człowiekiem i jego zachowaniami – mówił po badaniu alkomatem.

Afera alkoholowa nie jest jedynym chybionym strzałem Dzakanowskiego z ostatnich miesięcy. Sprawa podsłuchów w urzędzie miasta miała uderzyć w prezydenta, ale ostatecznie to ratusz zgłosił sprawę prokuraturze i radny musiał się tłumaczyć. Sąd zajmuje się też inną jego wypowiedzią, w której zasugerował, że prezydent po znajomości ułatwił swojemu byłemu zastępcy Łukaszowi Niedźwieckiemu budowę drogi i wodociągu do działki.

Radni koalicji zapowiedzieli już bojkot krnąbrnego polityka – zarówno służbowy, jak i towarzyski. – Czujemy się urażeni jego oskarżeniami. Praca na rzecz miasta powinna być realizowana z powagą i wzajemnym szacunkiem, ale nie istnieją granice, których Bogdan Dzakanowski nie może przekroczyć – mówiła Monika Matowska. Zachowanie radnego komentował także skarbnik Piotr Tomaszewski. – Obraził miasto. Obraził wyborców. Koszmarny skandal – napisał na Facebooku.

Do coraz mniej licznego grona obrońców wciąż należy Dombrowicz. – Część bydgoskich radnych nie lubi pana Dzakanowskiego z powodu jego aktywności. Krytykują go, bo wypadają przy nim blado, ograniczając się jedynie do obecności na sesjach i głosowania według linii partii – mówi były prezydent.

Niezależnie od opinii o Dzakanowskim nie można mu odmówić jednego – pomimo już dwóch dekad aktywności w bydgoskiej polityce nadal nie brakuje mu animuszu. Kolejne rozdziały swojej historii dopisze już niedługo. Przecież za rok wybory.

Powiązane treści