Bydgoszcz
21C
Słonecznie
83% wilgotność
Wiatr: 3km/h E
H 21 • L 21
23C
Pt
17C
Sob
18C
Nd
21C
Pon
23C
Wt
Kolizja samochodu osobowego z tramwajem linii nr 4 na Szpitalnej. Ruch w kierunku pętli Glinki wstrzymany.
Metropolia BydgoskaAKTUALNOŚCINie będzie podwyżek cen śmieci dla mieszkańców. Ale miasto sięgnie do kieszeni innych
Adam Musiała, Anna Mackiewicz, Rafał Bruski
13.06.2017 | 18:55

Nie będzie podwyżek cen śmieci dla mieszkańców. Ale miasto sięgnie do kieszeni innych

Na zdjęciu: Prezydent Rafał Bruski (z prawej) wraz ze swoją zastępczynią Anną Mackiewicz oraz Adamem Musiałą, dyrektorem Biura Zarządzania Gospodarką Odpadami Komunalnymi, przekonywali, że zbyt mało bydgoszczan płaci za odbiór odpadów.

Fot. archiwum

Prezydent Rafał Bruski, mimo trwających formalnie konsultacji społecznych, zapowiedział we wtorek, że nie będzie zmiany sposobu naliczania opłat za wywóz odpadów komunalnych z lokali mieszkalnych. Nie nastąpi również w ich przypadku podwyżka cen. Według nowego pomysłu włodarza miasta, więcej za śmieci mieliby zapłacić administratorzy nieruchomości niezamieszkałych, czyli między innymi biur, sklepów czy placówek medycznych.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Śmieciowa dziura budżetowa. Ratusz wie, jak chce ją załatać

Nie chodziło o pięćdziesiąt groszy podwyżki, ale o szczelność systemu i sprawiedliwy podział kosztów pomiędzy mieszkańców – deklaruje Bruski, przekonując, że „działa w imieniu 300 tysięcy mieszkańców płacących za odpady”. Przypomnijmy, że zdaniem ratusza winę za niemal trzymilionowy deficyt systemu gospodarowania nimi w 2016 roku (jego koszt wyniósł ponad 72 miliony złotych – przyp. red.) ponosi 50 tysięcy mieszkańców, którzy widnieją w zestawieniach Głównego Urzędu Statystycznego, ale ich deklaracje dotyczące odbioru śmieci do urzędu miasta nigdy nie trafiły. I w związku z tym nie uiszczają oni żadnych opłat.

Dlatego też miesiąc temu prezydent wysunął dwie propozycje zmian w miejskim systemie i poddał je pod konsultacje społeczne. Pierwsza dotyczyła utrzymania dotychczasowego sposobu naliczania opłat – od osoby – ale w pakiecie z miesięczną podwyżką z 13 złotych do 13,50 zł. Druga obejmowała dalej idącą zmianę – stawka miała być ustalana na podstawie metrażu mieszkania. Ale już we wtorek, a więc kilkadziesiąt godzin przed końcem wspomnianych konsultacji, stało się jasne, że rewolucji nie będzie. Podwyżki w przypadku lokali mieszkalnych – także. Obwieścił to sam Bruski, posiłkując się wynikami ankiet z poniedziałkowego popołudnia. Z cząstkowych rezultatów można było wysnuć wniosek, że mieszkańcy opowiadają się przeciwko zmianom, choć są jednak gotowi zapłacić więcej. Tę opcję poparło aż trzy czwarte z nieco ponad trzech tysięcy osób, które wypełniły druk konsultacyjny.

Jak zatem system gospodarowania odpadami ma się na nowo bilansować, skoro prezydent wycofał się z podwyżki dla mieszkańców? Pod obrady rady miasta w przyszłym tygodniu trafi projekt zakładający wzrost stawek, tyle że dla administratorów nieruchomości niezamieszkałych, a więc głównie siedzib różnych placówek i instytucji. Przykład – za 60-litrowy pojemnik na odpady selektywne mają oni zapłacić nie 16, ale 21 złotych. Za dwukrotnie większy – 27,50 zamiast 21 zł. Kontener o pojemności 1100 litrów oznacza skok o ponad 30 zł – ze 106 do 139.

Bydgoski magistrat zapowiada też dalsze działania mające „odnaleźć” brakujące 50 tys. osób z danych GUS. Do tej pory prowadzono je we współpracy ze strażą miejską, spółdzielniami oraz Administracją Domów Miejskich, wykorzystywano do tego dane z Ewidencji Ludności, prowadzono także kampanię informacyjną-edukacyjną. Ale nawet prezydent Bruski przyznaje, że ich efekty były słabe. Aby bowiem zbilansować system na chwilę obecną, potrzebne byłyby – przy założeniu, że wszyscy dokonywaliby zbiórki selektywnej – deklaracje i wpłaty od blisko 19 tys. osób. – Czasami koszt wyegzekwowania tych 13 zł od osoby byłby kilkakrotnie wyższy od samej opłaty – przyznaje włodarz miasta.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowy najemca w Centrum Handlowym Focus! Zastąpi Almę

To niejedyny problem prezydenta związany z gospodarką odpadami. Dyskusja nad opłatami za nie miała i ma swój wymiar polityczny. Koncepcje Bruskiego krytykowali radni opozycji, o brakach informacji na ten temat wspominał – chociażby w poniedziałek podczas spotkania mieszkańców i rad osiedli w Szkole Podstawowej nr 10 przy ulicy Śląskiej – radny Bogdan Dzakanowski, krytyczny głos w kierunku ratusza popłynął również od coraz mocniej akcentującego odrębne zdanie na temat wizji miasta wiceprzewodniczącego rady Jana Szopińskiego (SLD). – Należałoby zastanowić się, dlaczego koszt obsługi systemu wzrósł tak znacząco w ubiegłym roku w stosunku do roku 2015. To różnica aż 19 mln zł! – podkreślał. Formułę konsultacji negatywnie oceniły ponadto rady osiedli. – Brakuje w nich innych opcji, chociażby powiązania kosztów wywozu odpadów ze zużyciem wody, co dopuszcza ustawa. W tej chwili nosi to znamiona plebiscytu, a nie konsultacji – twierdzi Jan Kwiatoń, przewodniczący Rady Osiedla Nowy Fordon i Bydgoskiego Porozumienia Rad Osiedli. Bruski odpowiada: Koszty systemu wynikają z rozstrzygniętego przetargu z 2015 roku. Odbiór i zagospodarowanie odpadów selektywnych, których ilość rośnie z roku na rok, są znacznie bardziej kosztowne od tych niesegregowanych. Działania związane z tymi pierwszymi to aż 820 zł, podczas gdy drugich – jedynie 477 zł. To zasadnicza różnica.

Powiązane treści