Bydgoszcz
13C
Niebo częściowo zachmurzone
82% wilgotność
Wiatr: 3km/h NNE
H 13 • L 13
11C
Sob
10C
Nd
8C
Pon
10C
Wt
9C
Sr
Metropolia BydgoskaBydgoszczInwestycjeNordic Astrum – reaktywacja? Babia Wieś ciągle czeka
Nordic Astrum Bydgoszcz
27.09.2018 | 14:52

Nordic Astrum – reaktywacja? Babia Wieś ciągle czeka

Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Maszyny będą mogły wrócić na plac budowy Nordic Astrum po wzmocnieniu terenu specjalnymi palami.

Fot. Stanisław Gazda

Od ponad dziesięciu miesięcy trwa pat wokół budowy Nordic Astrum na Babiej Wsi. Czas w tym miejscu się jednak nie zatrzymał. Co więcej, biegnie szybko i dla okolicznych mieszkańców, i dla inwestora, i dla miasta.

Gdy 18 listopada ubiegłego roku do mediów dotarły pierwsze informacje na temat pęknięć na ulicy Babia Wieś oraz w parterowym domu pod numerem ósmym, mało kto spodziewał się, jak daleko idące będą konsekwencje tych zdarzeń. Efektem tąpnięcia było jednak nie tylko wstrzymanie budowy wysokościowca, kilkumiesięczne już zawieszenie połączeń tramwajowych w tym rejonie, zamknięcie dla ruchu fragmentu ul. Babia Wieś, ale przede wszystkim – ewakuacja kilkunastu osób. W budynku pod wspomnianym numerem ósmym zostało tylko małżeństwo jego właścicieli – Danuta oraz Przemysław Rozpłochowscy.

Od wielu miesięcy Rozpłochowscy przez okno widzą niezmieniający się krajobraz zarówno na budowie, jak i we własnym domu, gdzie popękały ściany. Jedynym realnym działaniem na placu budowy Nordic Astrum są obecnie prace odwodnieniowe. Jak potwierdza w rozmowie z nami Stanisław Skowroński, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, gdyby ich zaniechano, o wznowienie budowy byłoby dzisiaj niezwykle trudno.

Kontynuację inwestycji zapowiada obecny inwestor – spółka Nordic Development. Działkę na Babiej Wsi otrzymał niemal pięć lat temu wraz z sześcioma innymi od miasta w rozliczeniu za zabytkowe Młyny Rothera na Wyspie Młyńskiej. Żadna z nich nie była objęta planem zagospodarowania przestrzennego. Pozwolenie na budowę Nordic Astrum ratusz wydał jeszcze w 2016 roku. Zostało oprotestowane przez mieszkańców ze wspólnot znajdujących się przy ul. Babia Wieś. Wojewoda Mikołaj Bogdanowicz, który stanowił instancję odwoławczą, nie doszukał się w działaniach miejskich urzędników nieprawidłowości i decyzję podtrzymał.

Nowy inwestor

Prezes Nordic Development Mirosław Wierzbowski mówi nam, że budowa zostanie wznowiona, ale już nie pod szyldem spółki. Nie jest bowiem tajemnicą, że Nordic ma aktualnie problemy finansowe. A po zdarzeniu z listopada ubiegłego roku banki wycofały mu promesy, które stanowiły podstawę finansowania inwestycji. – Z grona czterech podmiotów, które wyraziły zainteresowanie terenem, wybraliśmy konsorcjum dwóch polskich deweloperów. Ujawnią się zapewne niebawem, bowiem na dniach zamierzamy podpisać warunkową umowę przedwstępną – deklaruje Wierzbowski. I dodaje, że Nordic Astrum zbuduje powołana przez inwestorów spółka celowa. Nordic Development nadal będzie zaangażowany w inwestycję – ma zająć się sprzedażą ponad dwustu znajdujących się w budynku mieszkań. Prezes Wierzbowski zapewnia, że mimo dotychczasowych trudności spodziewa się sporego zainteresowania. Prace miałyby ponownie ruszyć wiosną.

Terenem na Babiej Wsi był też zainteresowany Erbud, czyli generalny wykonawca Nordic Astrum, który na placu budowy przebywał do 22 sierpnia. Kilka dni wcześniej zapowiedział opuszczenie terenu i wycofanie maszyn. W wydanym w połowie sierpnia komunikacie skierowanym do akcjonariuszy poinformował, że negocjacje z Nordic Development zakończyły się niepowodzeniem. Strony nie dogadały się co do kwoty, za którą Erbud miałby przejąć plac budowy. Zdaniem wykonawcy zrealizowane już prace mają wartość około pięciu milionów złotych. – Zapłacicie tę kwotę? – pytamy prezesa Wierzbowskiego. Ten zaprzecza. – Powołaliśmy rzeczoznawcę, z którego analiz wynika, że prace warte są między 1 a 1,3 miliona złotych – wylicza. Ale dodaje, że w toku rozmów z Erbudem chce dotrzeć do granicy, która będzie akceptowalna przez obie strony.

Warunkiem powrotu maszyn na plac budowy jest wzmocnienie terenu okalającego działkę pod wysokościowiec. Chodzi o skarpę, na której jeszcze kilka miesięcy temu kursowały tramwaje. W ziemię na głębokość kilkunastu metrów ma być wbitych kilkadziesiąt pali. Mają one powstrzymać ewentualne osuwisko. Koszt – nawet dwa miliony złotych. Nordic Development i tu deklaruje sfinansowanie prac. – Wykonanie palisady znalazło się w naszej decyzji umożliwiającej kontynuację budowy – potwierdza inspektor Skowroński.

Jak ustaliliśmy jednak, od wydanego w pierwszej połowie czerwca orzeczenia Nordic Development złożył odwołanie. A wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego uchylił je i zwrócił do pierwszej instancji. – To postanowienie trafiło na moje biurko bodajże w poniedziałek. Musimy ponownie pochylić się nad dokumentami. Zajmie nam to około dwóch tygodni. Chyba że wystąpią jakieś dodatkowe okoliczności, na przykład będziemy musieli zlecić dodatkowe ekspertyzy – dodaje Stanisław Skowroński. Szczegółów decyzji WINB nie chce komentować. – Skoro deklarujecie wykonanie palowania, to dlaczego oprotestowaliście decyzję nadzoru budowlanego? – pytamy prezesa Nordic Development. – Bo w naszej opinii jest niezgodna z prawem. Nakazuje nam bowiem budowę czegoś na terenie, który do nas nie należy – odpowiada Wierzbowski.

(Im)pas

Pas przy skarpie, na którym ma być wykonana palisada, należy do miasta. – Od początku mówiliśmy, że nie będziemy robili trudności z udostępnieniem tego terenu inwestorowi – zapewnia Jacek Witkowski, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej. Nordic Development miał nawet w planach odkupienie tego terenu. Tyle że jesienią ubiegłego roku radni przegłosowali plan zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru, skarpa i jej otoczenie zyskały status pasa drogowego. O jego sprzedaży nie ma mowy. – Nie mogę podjąć decyzji o budowie na nieswoim terenie, bo każdy z akcjonariuszy mógłby podnosić, że działam na szkodę spółki – twierdzi Mirosław Wierzbowski. Z naszych ustaleń wynika, że Nordic Development od kilku tygodni negocjuje z ratuszem formułę prawną umożliwiającą realizację zadania.

Od unormowania sytuacji formalnej z terenem zależy termin złożenia wniosku o pozwolenie na budowę palisady. – Okazało się bowiem, że na to zadanie musimy mieć nowe pozwolenie – podkreśla prezes Wierzbowski. Już latem na spotkaniu z drogowcami pokazywał gotowy projekt budowlany, ale… – Uzupełnienie dokumentacji potrwa jeszcze około dwóch miesięcy – dodaje. W Nordic Development zapewniają, że liczą, iż decyzja zostanie wydana w trybie przyspieszonym i będzie można jeszcze w tym roku przystąpić do wzmacniania skarpy.

Zdaniem inspektora Skowrońskiego dopiero wykonanie tych prac da zielone światło do odbudowy zamkniętej drogi i naprawy domu Rozpłochowskich. – W obecnym stanie jest to pozbawione sensu, gdyż grunt nadal może być niestabilny – wskazuje.

Z dokumentów, do których dotarliśmy, nie wynika jednak jednoznacznie, kto odpowiada za tąpnięcie z listopada. Z ekspertyzy budowlanej przygotowanej przez Grażynę Staroń wynika, że konstrukcja budynku przy ulicy Babia Wieś 8 jest „bezpieczna i pozwala na jego eksploatowanie”, ale „po wykonaniu prac zabezpieczających przed dalszą destrukcją”. W swoim opracowaniu wskazuje, że potrzebne jest między innymi wzmocnienie fundamentu wzdłuż ścian elewacji frontowej (to jej wygląd najdobitniej przypomina o wydarzeniach sprzed dziesięciu miesięcy). Jako przyczynę pęknięć podaje „niekontrolowane drgania w gruncie” wywołane „zabijaniem grodzic stalowych na pobliskiej budowie” (tzw. ścianek Larsena), jak również „wzmożony ruch drogowych na ulicy Babia Wieś ciężkich pojazdów”. Ale już w ekspertyzie Jacka Kaliszuka czytamy z kolei, że „prace apartamentowca nie mają bezpośredniego wpływu na uszkodzony budynek”, a do pęknięć doszło wskutek „transportu mas ziemi z wykopu” oraz „złego stanu technicznego samego budynku”. Kaliszuk podaje między innymi, że budynek stoi na murowanych ścianach fundamentowych, ale pozbawiony jest ław fundamentowych. Zaleca opasanie budynku wieńcem z żelbetonu, który powstrzyma dalsze spękania ścian. Potwierdza jednak, że konstrukcja nie zagraża bezpieczeństwu mieszkańców.

Opuszczeni

Zupełnie inaczej sprawę widzi mieszkające na Babiej Wsi 8 małżeństwo Rozpłochowskich. Od wielu miesięcy konsekwentnie powtarzają, że ich problemy zbiegły się w czasie z budową Nordic Astrum. W domu, w którym pan Przemysław i jego rodzina mieszkali od kilku pokoleń, zostali na własną odpowiedzialność. Mają żal do miasta, że zaproponowało im tylko miejsce w hostelu na Dunikowskiego. – Łazienka znajduje się tam na korytarzu. A mąż jest po dwóch operacjach kręgosłupa, czeka na trzecią. Do łazienki musi mieć swobodny dostęp – podkreśla pani Danuta.

Bezpośrednio po tąpnięciu na Babiej Wsi prezydent Rafał Bruski złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Konkretnie – chodzi o artykuł 163, który mówi o sprowadzeniu katastrofy, która zagraża życiu lub zdrowiu wielu ludzi albo mieniu w wielkich rozmiarach. W tym konkretnym przypadku – nieumyślnie. Po kilku miesiącach bydgoska prokuratura umorzyła jednak postępowanie. Po przesłuchaniu świadków i analizie dokumentów śledczy nie doszukali się znamion czynu zabronionego.

Rozpłochowscy podkreślają, że liczyli, iż miasto udzieli im pomocy finansowej oraz prawnej. – Nie dostaliśmy nic. Wynajmowaliśmy pomieszczenia, z tego żyliśmy. Ja mam emeryturę, mąż – rentę. Nie stać nas na wynajęcie mieszkania za 1700 złotych – mówi łamiącym się głosem pani Danuta. Z uwagi na brak jednoznacznego wskazania, kto odpowiada za uszkodzenia ich budynku, swoich praw muszą dochodzić na drodze cywilnej.

W miniony wtorek na Babiej Wsi swoją kolejną konferencję prasową zorganizował kandydat PiS na prezydenta Bydgoszczy Tomasz Latos. Przez kilka minut punktował rządzących miastem, zarzucając im pozostawienie mieszkańców bez pomocy i bez informacji. Gdy zapytaliśmy go o to, jakie kompetencje prezydenta można wykorzystać, aby pomóc małżeństwu Rozpłochowskich, powtórzył formuły o zaniechaniach ratusza. W zakresie tego, jak je zneutralizować, ograniczył się do lakonicznego stwierdzenia o „naprawieniu szkody”. Naprawę popękanych ścian budynku na ul. Babia Wieś 8 zapowiada tymczasem Nordic Development. W rozmowie z MetropoliaBydgoska.PL prezes Wierzbowski zapewnia, że firma wykona prace wzmacniające i zabezpieczające. – Mamy ich kosztorys – opiewa na 30-40 tysięcy złotych – wylicza.

Autobusy i tramwaje

Od ostatniej dekady marca w rejonie budowy Nordic Astrum nie kursują tramwaje. I, jak ustaliliśmy, nie wrócą na tę trasę aż do zakończenia prac z rozbudową układu tramwajowego na ulicy Kujawskiej. W ramach tej inwestycji miasto planuje zmodernizować również odcinek biegnący równolegle do ulicy Toruńskiej. Nadal jednak nie podpisano umowy na jej wykonanie, trwa wymagana przepisami – z uwagi na znaczną wartość zamówienia – kontrola uprzednia Urzędu Zamówień Publicznych.

Brak tramwajów oznacza od kilku miesięcy konieczność organizowania autobusowej komunikacji zastępczej. Jej koszt to 1750 złotych dziennie. Tylko do połowy lipca urósł do blisko 195 tysięcy złotych. – Wystosowaliśmy do Nordic Development pismo informujące o podjętych działaniach w związku ze wstrzymaniem ruchu tramwajowego – mówi Maciej Gust, zastępca dyrektora ZDMiKP ds. inwestycji drogowych. Ale to nie wszystko, bo drogowcy chcą domagać się od inwestora również rekompensaty za uszkodzoną nawierzchnię jezdni ul. Babia Wieś.

Tyle że Nordic Development o zwrocie tych kosztów nie chce słyszeć. – Z naszych informacji wynika, że tramwaje mogą kursować w tym miejscu – mówi Mirosław Wierzbowski. Twierdzi też, że spękania jezdni spowodowane nie są spowodowane działalnością na budowie. Wskazuje, że podbudowa drogi była zbyt słaba, a firma miała pozwolenie od ZDMiKP na organizację w tym miejscu dojazdu na plac budowy.

Działki i polityka

Temat Babiej Wsi pojawił się też na ostatniej w tej kadencji, środowej sesji rady miasta. W porządku obrad znalazł się bowiem punkt dotyczący sprzedaży trzech działek w trybie bezprzetargowym właśnie spółce Nordic Development. Chodzi o ok. 650 metrów kwadratowych na wschód od Nordic Astrum. Działki powstały po podziale, który został dokonany w związku ze wspomnianym planem zagospodarowania przestrzennego. Prezydent wnioskował do radnych na zgodę o ich zbycie, gdyż – jak pisze w uchwale – ich wielkość, położenie oraz cechy geometrycznie uniemożliwiałyby traktowanie ich jako samodzielnego terenu pod inwestycję.

Na ten pomysł negatywnie zareagowali radni PiS, którzy – jak mówił szef klubu Mirosław Jamroży – o pomyśle „dowiedzieli się dopiero na posiedzeniach komisji”. W nagłym trybie spotkanie z mediami zorganizował również wspomniany Latos. W zasadzie tylko po to, żeby zbudować wokół tej transakcji aurę wątpliwości . Padły sugestie, że teren wokół budowy może być ogrodzony, a mieszkańcy stracą tym samym dostęp do nabrzeża Brdy. – Gdy zapytaliśmy o to prezydenta, nie potrafił nam odpowiedzieć – przekonywał radny Jarosław Wenderlich.

Czego nie udało się ustalić radnym i kandydatowi na prezydenta, udało się naszej redakcji. Jak dowiedzieliśmy się, działki mają służyć jako zaplecze pod proces palowania, a później być wykorzystane jako między innymi tereny zielone. – Czy sam teren zostanie ogrodzony? – pytamy prezesa Wierzbowskiego. – To absurd. Ogrodzony będzie jedynie wjazd do parkingu podziemnego. W tym miejscu planujemy przecież funkcjonowanie kawiarni i restauracji, byłoby to bezzasadnekończy.

Powiązane treści