Bydgoszcz
-10C
Słonecznie
28% wilgotność
Wiatr: 4km/h S
H -10 • L -10
2C
Czw
1C
Pt
1C
Sob
1C
Nd
-1C
Pon
PILNE: Awaria tramwaju T7 na moście Pomorskim. Linie nr 4, 7 i 8 w kierunku r. Toruńskiego skierowane objazdem przez Babią Wieś.
Metropolia BydgoskaBlogiO słabości konsultacji społecznych w Bydgoszczy
Most-nad-Brdą-21
19.04.2016 | 14:04

O słabości konsultacji społecznych w Bydgoszczy

Konsultacje społeczne w Bydgoszczy się nie odbywają - pisze Błażej Bembnista.

Na zdjęciu: Konsultacje prowadzone były m.in. w sprawie przebudowy trasy W-Z.

Fot. mat. prasowe UMB

Na wstępie tekstu chciałbym Czytelników zaskoczyć następującą informacją: konsultacje społeczne w Bydgoszczy się nie odbywają. Jak to, przecież co jakiś czas na stronie urzędu miasta pojawiają się artykuły o ich ogłoszeniu?

Przepisy o ustanowieniu konsultacji precyzują jednak, że musi je ogłosić Rada Miasta i mają one trwać 30 dni (co w Bydgoszczy jest nagminnie olewane). To jednak szczegół – bardziej razi mnie fakt, że ten element budowania społeczeństwa obywatelskiego funkcjonuje bardzo słabo.

Wady konsultacji w wersji bydgoskiej doskonale opisał Szymon Lachowski, aktywnie uczestniczący w tego typu przedsięwzięciach zarówno w Bydgoszczy, jak i w Warszawie. Dzięki temu mógł dokonać porównania, jak rozmowy z obywatelami przebiegają w stolicy, a jak w naszym mieście. Gorąco zachęcam do wnikliwej lektury tego tekstu. [CZYTAJ TEKST SZYMONA LACHOWSKIEGO] Mam nadzieję, że trafi on również do przedstawicieli władz miejskich. 

Od siebie dodam kilka refleksji dotyczących konsultacji.

1) Słaba organizacja, niedopracowanie kwestii terminów, brak promocji – konsultacje kojarzą się albo z leśnymi dziadkami, którzy wciąż marudzą i nic im się nie podoba, albo, z osobami żywo zainteresowanymi tematem (pewnie jakieś świrusy – pomyśli 90% społeczeństwa), co wpływa na słabą frekwencję i złożenie uwag przez dwie osoby.

2) Kolejnym powodem małej frekwencji jest skomplikowana procedura udziału – przeciętnemu Nowakowi trudno przebić się przez skomplikowane prezentacje szczegółowych rysunków technicznych, podzielonych na 10 różnych plików. Do tego dochodzi konieczność wypełniania karty konsultacyjnej w Wordzie, co ma swoje wady.

3) lekarstwem na to byłby spotkania z mieszkańcami, ale jak już miasto je robi to wyglądają one jak typowy program publicystyczny. Urzędnik siada, zaczyna gadać, a w międzyczasie wzburzeni mieszkańcy zaczynają go atakować i przejmują inicjatywę. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przejmie inicjatywę i zamiast merytorycznej dyskusji wychodzi z tego kłótnia i przedstawianie swojego widzimisię. Spotkanie nie przynosi żadnych rezultatów – urząd musi się zastanowić, przemyśleć. Tak niestety wyglądały ostatnie konsultacje z mieszkańcami Fordonu – zarówno w sprawie komunikacji, jak i rewitalizacji Starego Fordonu.

Zamiast takich spędów urzędnicy powinni zbierać poszczególne opinie w małych grupach, w których znaleźliby się specjaliści w danej dziedzinie. Ponadto spotkania winien prowadzić mediator.

4) Przygotowywanie z góry określonych wariantów – mieszkaniec musi złożyć uwagi do z góry założonego projektu, który – co pokazuje przykład i WZ, i Starego Fordonu – ma olbrzymie wady. Jestem wręcz zdania, że czasem projektanci specjalnie przedstawiają wizje pełną błędów, by potem władze mogłyby się pochwalić tym, że WYSŁUCHALIŚMY GŁOSU MIESZKAŃCÓW.

Nie może być tak, że dyrektor Rafał Grzegorzewski jest przekrzyczany przez kilka pań, którym nie podoba się nowy układ komunikacyjny. Panie może i nie posiadły umiejętności dyskusji, ale jeśli urzędnik zaczyna spotkanie od przemowy (w tym wypadku obrony swojego pomysłu) – to jak możemy sobie wyobrazić sens takich spędów?

Nigdy nie zaaktywizujemy wszystkich, ale słabość konsultacji społecznych wynika z błędów dokonywanych przez Urząd Miasta i jednostki mu podległe. Mam nadzieję, że idea „konsultacji non stop” to początek dobrej zmiany w tej kwestii. Bo okazuje się, że mieszkańcy chcą uczestniczyć w życiu społecznym i pomagać budować wielką Bydgoszcz nie tylko od święta.

Niestety, w naszym mieście nie ma jednej komórki, do której mogę zgłosić nieuprzątnięty teren, niedziałające lampy, niesprawny system informacji pasażerskiej, czy jakikolwiek swój pomysł na poprawę otoczenia, imprezę, akcję. Trzeba pisać setki pism, dzwonić po urzędach i odbijać się od ściany, co powoduje zniechęcenie wielu potencjalnych aktywistów. Jeden urzędnik, który służyłby pomocą w tych sprawach, byłby dla Bydgoszczan na wagę złota.

Brakuje mi też osób, które działałby w terenie – jedne jeździłyby autobusami i tramwajami, by ocenić sprawność SIP, czystości pojazdów i punktualność, inne sprawdzały stan chodników i terenów zielonych.

Czy kiedyś doczekamy się zmian w tej kwestii? Dlaczego osoby, które chcą pomóc Bydgoszczy i ją upiększyć, ulepszyć jej funkcjonowanie muszą walczyć o uznanie dla swoich idei? 

Błażej Bembnista

"Fordon na co dzień"

Od urodzenia mieszkaniec Fordonu, współzałożyciel „Fordon na co dzień” na FB.

Panel dyskusyjny


Dyskusja dla wszystkich

Powiązane treści