Bydgoszcz
16C
Słonecznie
82% wilgotność
Wiatr: 3km/h WSW
H 16 • L 16
20C
Sr
23C
Czw
28C
Pt
23C
Sob
29C
Nd
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaOstatnia rozprawa w procesie Bruski – Dzakanowski. „Gdyby doszło do podobnej sytuacji teraz, zachowałbym się tak samo”
Rafał Bruski sąd rejonowy
07.05.2018 | 16:41

Ostatnia rozprawa w procesie Bruski – Dzakanowski. „Gdyby doszło do podobnej sytuacji teraz, zachowałbym się tak samo”

Odbyła się ostatnia rozprawa w procesie, który Rafał Bruski wytoczył rademu Bogdanowi Dzakanowskiemu.

Na zdjęciu: Podczas poniedziałkowej rozprawy w sądzie zeznania złożył prezydent Rafał Bruski.

Fot. Szymon Fiałkowski

Prawie trzy godziny trwała ostatnia rozprawa w procesie, który prezydent Bydgoszczy Rafał  Bruski wytoczył radnemu Bogdanowi Dzakanowskiemu. Obaj złożyli dzisiaj, tj. w poniedziałek, zeznania.

Przypomnijmy: chodzi o sprawę sesji rady miasta z marca ubiegłego roku, kiedy to radny Dzakanowski wezwał policję, by ta alkomatem przebadała prezydenta i przewodniczącego rady.

Sędzia Rafał Szurka na początku rozprawy przedstawił fragmenty nagrań wideo z tamtej sesji. Na początku ukazany został fragment debaty na temat przyjęcia przez miasto dzieci-sierot z syryjskiego miasta Aleppo, a radny Platformy Obywatelskiej Andrzej Kaczmarek pytał wówczas: – Ciekawy jestem, czy materiały Nitrochemu są produkowane w pasach szahida. Czy mamy pewność, że produkty bydgoskiej formy nie są wykorzystywane w Syrii? Wówczas przewodniczący rady Zbigniew Sobociński zdjął łańcuch i go odłożył. Następnie po powrocie na salę obrad, Sobociński przeprosił za swoje zachowanie. – Przepraszam za swoje uniesienie, być może jestem zmęczony – przyznał przewodniczący. Drugi fragment pochodził z ósmej godziny obrad. Wówczas radny Dzakanowski wdarł się na mównicę i zapowiedział, że dzwoni po policję, aby ta zbadała alkomatem prezydenta i przewodniczącego. – To są insynuacje radnego – mówił Sobociński. Następnie pokazano nagranie, na którym Dzakanowski dzwoni po policję, aby ta przyjechała do ratusza.

Prowadzący rozprawę pytał prezydenta Bruskiego o przebieg tamtej sesji. – Jej dynamika wynikała z porządku obrad, który przedkładam jako propozycje. Myślę, że ta sesja nie różniła się od wielu innych – mówił włodarz grodu nad Brdą. Bruski przyznał, że radny Dzakanowski bardzo często zachowuje się w taki sposób, który nie podoba się tak jemu, jak i innym radnym. – Zasłaniając się tym, co mówił mu mieszkaniec, kieruje do mnie słowa które często są nieprawdą – dodał prezydent. Bruski przyznał wprost, że na tej sesji przewodniczący rady nie rzucał łańcuchem i nie wie, za co Zbigniew Sobociński przepraszał, kiedy powracał na salę obrad. – Od czasu, kiedy jestem prezydentem nie zdarzyło się, by jakikolwiek radny wzywał policję – podkreślił Bruski. Sędzia Szurka próbował dopytać prezydenta o stan jego zdrowia w tamtym dniu. – Byłem lekko przeziębiony, przed przyjściem policji zażyłem syrop – odpowiedział Bruski i dodał, że syrop został zakupiony przez jego asystentkę, która następnie postawiła go na biurku.  Podkreślił przy tym, że policjanci przyjechali na miejsce 45 minut po zgłoszeniu. Padło też pytanie o relacje na linii prezydent – radny. – Ja nie mam potrzeby pozyskiwania wiedzy od radnego Dzakanowskiego. Nie zwraca się do mnie inaczej, jak przez interpelacje – zaznaczył i podkreślił, że obu polityków łączą wyłącznie relacje służbowe.

Dla Bruskiego cała sytuacja była zaskoczeniem. – Na moment, gdy padały słowa pozwanego o alkoholu, nie usłyszałem żadnych słów podejrzeń. Później zapoznałem się z materiałami prasowymi na temat tego zdarzenia – mówił Bruski. Jak tłumaczył, takie sytuacje szkodzą wizerunkowi miasta i jego władzom.

Tamten dzień relacjonował przed sądem również Bogdan Dzakanowski. – Przyszła do mnie kobieta, w wieku około 40 lat, która na sesji uczestniczyła jako widz. Powiedziała, że prezydent i przewodniczący w gabinecie przewodniczącego rady miejskiej spożywali alkohol – mówił. Sędzia Szurka dopytywał, o jaki alkohol chodziło. – Kobieta sprecyzowała, że chodzi o koniak – odpowiedział. Miała ona pokazać radnemu miejsce, z którego widać było cały gabinet przewodniczącego. – Przyjąłem do wiadomości, że takie zdarzenie mogło mieć miejsce  – opowiadał Dzakanowski. Jak mówił, gdy wchodził na salę sesyjną przecisnął się koło prezydenta i poczuł od niego woń alkoholu, ale ten nie chciał z nim rozmawiać. Radny przyznał, że nie ma złych relacji z przewodniczącym Sobocińskim. Zdziwiło go jednak to, że gdy wcisnął przycisk ad vocem, przewodniczący nie udzielił mu głosu, choć z reguły tak czynił. – Poczułem, że coś jest nie tak – dodał Dzakanowski i zaznaczył, że widział, iż tego dnia prezydent miał czerwone oczy, był nerwowy, pobudzony i zmęczony, a także pił bardzo dużo wody.

Sam Dzakanowski nie uczestniczył w badaniu alkomatem, które przeprowadzili policjanci. – Zostałem o wyniku badania poinformowany. Przyrząd nie może jednak stanowić dowodu w sprawie. Miałem i wniosłem do niego uwagi, ale nie mogłem tego zrobić policjantom na miejscu – odparł radny. Jak dodawał, na temat swoich wątpliwości co do tego badania nie rozmawiał z mediami, a dopiero podczas przesłuchania na komisariacie. – Pytałem wprost, co to było za urządzenie. Usłyszałem, że to dowódca decyduje, co bierze – dodał. Nie przypomniał sobie, aby podważał wiarygodność badania. Zaznaczył jednak: – Gdyby doszło do podobnej sytuacji także teraz, to zachowałbym się tak samo. Zapewnił, że nigdy nie użył słów o tym, że prezydent i przewodniczący rady miasta byli pijani. – Te słowa wkładano mi w usta – ripostował Dzakanowski. Na koniec przyznał, że z prezydentem zna się od 2006 roku, kiedy to byli bliskim współpracownikami u boku ówczesnego sternika miasta Konstantego Dombrowicza. – Co dwa-trzy dni były spotkania o losach miasta – dodał. Ich drogi poróżniły się po 2010 roku. – Zostałem wówczas przez Rafała Bruskiego niezgodnie z prawem zwolniony z pracy, co orzekł sąd – zakończył.

Po zeznaniach obu polityków, głos zabrali obrońcy. – Zachowanie radnego naruszyło w sposób rażący dobre imię miasta Bydgoszczy – mówił w mowie końcowej adwokat Michał Polak. – Pozwany nie wykazał, że jego działanie nie było bezprawne – dodał mecenas. Z kolei mec. Marcin Taczalski, który bronił radnego Dzakanowskiego mówił, że ta sprawa była sądem nad radnym. – Ta sprawa nie dotyczyła zdarzenia, nie oceniamy go, tylko mamy sąd nad radnym Dzakanowskim: jak się zachowuje, co robiWpisują się w to zeznania Lecha Zagłoby-Zyglera czy Zbigniewa Sobocińskiego, którzy nawet nie próbują ukrywać swojego negatywnego stosunku do radnego – powiedział mec. Taczalski.

Wyrok w procesie zapadnie w poniedziałek, 21 maja.

Powiązane treści