Bydgoszcz
22C
Słonecznie
60% wilgotność
Wiatr: 3km/h WSW
H 22 • L 22
27C
Pt
15C
Sob
15C
Nd
16C
Pon
17C
Wt
ZDMiKP: Kolizja w pobliżu przystanku Gdańska/Stadion Zawisza. Możliwe są opóźnienia.
Metropolia BydgoskaBydgoszczTurystykaPodróż po niejeden uśmiech. Bydgoszczanin pomaga dzieciom na Filipinach
Dariusz Metel Bydgoszcz
21.03.2018 | 12:42

Podróż po niejeden uśmiech. Bydgoszczanin pomaga dzieciom na Filipinach

Sylwetka bydgoskiego podróżnika Dariusza Metela, który sens swoich azjatyckich wyjazdów znalazł także w akcjach pomocy dzieciom na Filipinach.

Na zdjęciu: Dariusz Metel podczas pobytu na Filipinach. Jego motto brzmi: Kto podróżuje, dwa razy żyje".

Fot. archiwum prywatne

Dariusz Metel, jak sam przyznaje, podróżować zaczął późno. Ale szybko zrozumiał też, że nigdy nie jest za późno, żeby przy okazji pomagać.


ARTYKUŁ POCHODZI Z WYDANIA 2/2018 METROPOLIABYDGOSKA.PL | POBIERZ PDF


Filipiny. Kraj o powierzchni porównywalnej z Polską. Ale nieporównywalny, gdy weźmiemy pod uwagę liczbę ludności. Kilkaset z ponad siedmiu tysięcy filipińskich wysp zamieszkuje, bagatela, sto milionów osób. Sama stolica – Manila liczy sobie oficjalnie ponad półtora miliona mieszkańców. Z rozległymi przedmieściami – już przeszło 20 milionów.

Manila ma swoją tajemnicę poliszynela. Liczący sobie ponad sto lat Cmentarz Północny. 54 hektary powierzchni czynią go największą stołeczną nekropolią. Swoje groby mają tam trzej prezydenci Filipin – Sergio Osmena Senior (piastował urząd w latach 1944-1946), jego następca Manuel Roxas (1946-1948) oraz Ramon Magsaysay (1953-1957, pierwszy prezydent kraju urodzony w XX wieku i pierwszy urodzony w erze postkolonialnej). Ale znacznie więcej, bo nawet kilka (do dziesięciu) tysięcy osób ma tam swoje mieszkania, a w zasadzie namiastki tego, co mieszkaniami można nazwać.

Koleżanka z telewizji
Polski szlak na Cmentarzu Północnym przetarła znana podróżniczka i osobowość telewizyjna – Martyna Wojciechowska. I to jej śladem w 2014 roku podążył Dariusz Metel, bydgoszczanin, pasjonat Azji. Po raz pierwszy na tym kontynencie stanął w 2004 roku. Jako kierunek obrał Chiny. – Dla kogoś, kto wcześniej dotarł jedynie do Paryża, był to spory przeskok. Ale Europę postanowiłem zostawić sobie na emeryturę – wspomina Darek, dla pasjonatów z forów internetowych znany także jako… Neronek („Musiałem założyć pocztę i wymyśliłem sobie, że będę Neronem. Ale nie chciałem być Neronem5 czy Neronem100, więc został Neronek”). Dekadę po wyprawie do Państwa Środka Darek wylądował na Filipinach. Sama Manila nie zrobiła na nim wrażenia, za to cmentarz – spore.

Wejście na jego teren nie jest, wbrew pozorom, łatwe. Dostępu do cmentarza strzegą ochroniarze. Nie pomógł fortel ze zmarłymi prezydentami i chęcią odwiedzenia ich grobów. Powiódł się dopiero manewr z „koleżanką z telewizji”. – Powiedziałem, że chcę zrobić zdjęcia i przygotować reportaż – mówi Darek. I to uchyliło mu drzwi do – jak wyraźnie podkreśla – wybranych części Cmentarza Północnego. – Oprowadzał mnie Denis, policjant. Dwie godziny pokazywał mi teren cmentarza. Ale doskonale zdawałem sobie sprawę, że pokazuje mi lepsze, jeśli tak można powiedzieć, jego części. Zorientowałem się po tym, gdy niemowlak, którego widziałem, miał założonego pampersa. Życie tam tak jednak nie wygląda – przekonuje.

A jak wygląda? Co najmniej – przejmująco, dla mniej odpornych – przygnębiająco. Prowizoryczne łóżko na płycie nagrobnej, kuchnia i jadalnia zorganizowana kilka metrów od trumny, ciasna toaleta. To codzienność przerywana tylko raz w roku. W dniu Wszystkich Świętych. – Wtedy wszystkie rodziny zamieszkujące teren cmentarza muszą go opuścić. Filipiny to kraj katolicki, więc święta mają podobny przebieg do polskich. Choć nie znają tam na przykład Lanego Poniedziałku, za to Wielki Piątek jest dniem wolnym. Nie ma też wigilii – opisuje bydgoski podróżnik.

Dzieci z Północnego
Pierwsza wizyta w Manili zakończyła się niemal automatycznie decyzją o przeprowadzeniu akcji pomocy dla dzieci mieszkających na cmentarzu. – To był naturalny ruch. Nigdy nie lubiłem wozić w plecaku powietrza. Zabierałem na wyjazdy prozaiczne rzeczy, choćby pocztówki. Dla kogoś, kto nigdy nie widział śniegu, widok zimy był olbrzymim zaskoczeniem – opisuje Darek.

Na Facebooku zorganizował zbiórkę zabawek i przyborów. Kredki, pisaki, gumki do włosów, resoraki… – Udało się zebrać kilkadziesiąt kilogramów rzeczy – wylicza. I dodaje, że w zapakowaniu wszystkiego do samolotu pomogła promocja w liniach lotniczych. – Mogłem zabrać dwa bagaże rejestrowe i jeden podręczny. Dwa razy 23 kilogramy i jeszcze siedem „na górę”. Chociaż wziąłem chyba czternaście – śmieje się Metel.

Do śmiechu nie było mu tylko raz – i to w samym samolocie. – Wspomniałem sobie wówczas rozmowę z doktorem Gizińskim (Darek pracuje w Centrum Medycznym Gizińscy – dod. red.). Zapytał mnie: Nie boisz się zabierać wszystkiego na pokład? A jeżeli ktoś podrzuci tam narkotyki? Zmroziło mnie, ale było już za późno na zmianę decyzji. Wszystko potoczyło się jednak bezproblemowo – wspomina dziś z wyraźną ulgą.

Tak, choć trochę w bólach i momentach zwątpienia, narodziła się akcja „Twoje serce dla dzieci z Filipin”…

Kobe Bryant z Manili
Filipińczycy rozkochani są w Stanach Zjednoczonych. Amerykanów traktują jak wyzwolicieli, którzy pod koniec dziewiętnastego wieku rzucili wyzwanie kolonistom z Hiszpanii. Kilkumiesięczna wojna z wiosny oraz lata 1898 roku zakończyła się przejęciem filipińskich wysp przez Jankesów. Dzisiaj wdzięczność Filipińczyków ma jednak o wiele bardziej komercyjny charakter. Przejawia się bowiem między innymi zamiłowaniem do koszykówki i zawodowej ligi NBA. – W kraju są trzy kanały, na których mecze pokazywane są non stop – wyjaśnia Darek.

Cel kolejnej zbiórki dla filipińskich dzieci był więc oczywisty – piłki, koszulki, medale… – Przygotowania trwały dwutorowo – udało się zebrać 30 kilogramów darów, rozpocząłem też zbiórkę pieniędzy na portalu Pomagam.pl. Chciałem zebrać trzy tysiące złotych – mówi „Neronek”. – Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że potrzebną kwotę wpłacono w… trzy dni. Przesuwałem więc granicę – do dziesięciu, piętnastu, wreszcie – dwudziestu pięciu tysięcy złotych. Za te pieniądze postanowiłem pomóc nie tylko dzieciom z cmentarza, ale również z wyspy Pamilacan.

Pamilacan. 2,5 tysiąca ludzi. Niewielka wysepka w centrum kraju, na południe od wyspy Bohol. Wyspa rajska, ale podobnie jak wiele rejonów Filipin – biedna. Do miejscowej szkoły miały trafić prezenty z Polski. – Ale okazało się, że w akcję włączyli się też Polacy mieszkający w innych krajach. Dzięki Ewie z Berlina mogłem zawieźć dzieciom nowy projektor. Marek z Irlandii opłacił kuriera, który zabrał dziesięć kilogramów zebranych darów. Pomogli też koledzy z Mrągowa. Resztę rzeczy postanowiłem kupić na miejscu – wylicza Darek Metel.

Manila. 13 grudnia, poranek. Darek wychodzi przed hotel, aby spotkać się z Marleną, Filipinką, która jest jego przewodniczką i pośredniczką na Cmentarzu Północnym. Wspólnie mają wcześniej zrobić zakupy. – Nie ukrywam, że trochę się tego obawiałem. Jak to wszystko przetransportować, jak uniknąć kradzieży, gdy jest się w innym sklepie? – przyznaje. – Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Na dole czekało na mnie ośmioro nieznanych, ale za to bardzo chętnych do pomocy Polaków. Wspólnie pokazaliśmy, że można pomagać i że nie trzeba wielkich akcji. Najważniejsza jest właśnie chęć – dodaje.

Szlachetna paczka z Polski
Po styczniowym powrocie z Filipin Darek odbywa minitournee po bydgoskich szkołach, opowiadając swoje historie z podróży po Azji. Ale ma już jasno nakreślony plan kolejnej akcji pomocy i kolejnej wyprawy. – Wracam na Filipiny na Wielkanoc przyszłego roku. Z przygotowaniami startuję już od kwietnia. Ponownie będziemy zbierali pieniądze na pomoc. Wszystkich nie da się uszczęśliwić, ale trzeba próbować, aby sprawić radość jak największej grupie dzieci – przekonuje.

Tym razem akcja przybierze formę doskonale znaną z kraju. – Będziemy realizowali coś na kształt Szlachetnej Paczki, która od wielu lat funkcjonuje w Polsce. Dzięki Marlenie wytypujemy trzydzieści filipińskich rodzin, dowiemy się, czego potrzebują, i przygotujemy dedykowane dla nich paczki – tłumaczy. – Na miejscu cała akcja powinna nam zająć dwa dni.

Jego przyszłoroczna wyprawa nie ograniczy się jednak do kolejnej odsłony „Serca dla dzieci z Filipin”. – Filipiny to duży kraj, który zamierzam dalej zwiedzać. Spośród wszystkich państw azjatyckich chyba najbardziej mnie pochłonął. Ma jeszcze wiele zakątków, które chcę zobaczyć, choćby południową, muzułmańską część wyspy Mindanao – mówi Darek Metel, choć równolegle wspomina, że chciałby jeszcze wrócić do innych krajów, które ma już na rozkładzie, choćby do Birmy czy Laosu. Sam wie, że świat ani na Paryżu, ani nawet na Filipinach się przecież nie kończy…

Podobne wpisy

Powiązane treści