Bydgoszcz
9C
Niebo głównie zachmurzone
42% wilgotność
Wiatr: 8km/h E
H 9 • L 9
7C
Pt
6C
Sob
7C
Nd
11C
Pon
10C
Wt
PILNE: Źle zaparkowany pojazd na ul. Chodkiewicza. Tramwaje linii nr 4 i 6 skierowane zostały na Las Gdański.
Metropolia BydgoskaBydgoszczNa sygnalePogotowie w pogotowiu, czyli… nic się nie stało
Pogotowie w pogotowiu - fot. Stanisław Gazda
21.01.2017 | 08:01

Pogotowie w pogotowiu, czyli… nic się nie stało

Kontrolerzy zbadali niemal cztery tysiące kart wyjazdowych bydgoskiego pogotowia.

Na zdjęciu: WSPR dysponuje dwunastoma zespołami podstawowymi oraz czterema specjalistycznymi

Fot. Stanisław Gazda

Szesnastoma skargami na działania dyrekcji Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy zajmował się w drugiej połowie minionego roku urząd wojewódzki. Kontrola poziomu usług oraz sposobu realizacji zadań wynikających z umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia wypadła pozytywnie, choć z wykazanymi nieprawidłowościami.

Skarga, która trafiła na biurko wojewody na początku sierpnia, zawierała zarzuty potężnego kalibru. Autorzy skargi twierdzili między innymi, że w 2015 roku dyrektorzy pogotowia wysłali na sygnale karetkę z Bydgoszczy do Łodzi po „koleżankę dyrektora P.”. „Złamano czasy pracy, narażono mieszkańców, gdyż nie było przez pewien czas ambulansu. Koszty poniosło pogotowie” – podnosili. Pod koniec listopada 2015 roku specjalistyczny zespół miał zostać z kolei wysłany do Torunia. Rozpoznanie: ostra psychoza. „Gdy lekarz z karetki nie chciał się zgodzić na wyjazd, dyrektor zagroził zwolnieniem go i sam pojechał z zespołem. Pacjentkę przewieziono do szpitala Jurasza, na drugi dzień – z tym samym kierowcą – powołano zespół transportowy, który opłacony został przez WSPR, żeby woził pacjentkę do onkologa i towarzyszył przy badaniach” – czytamy w obszernej skardze.

Ale to nie koniec – skarżący wskazywali, że na początku kwietnia 2016 roku „wykonano prywatny transport na polecenie dyrektora T. ze szpitala Biziela do Łochowa”. Dyrekcja WSPR miała również uzyskać korzyść majątkową w związku z zakupem czterech ambulansów – miały być nabyte po zawyżonej cenie. Warunek transakcji miał stanowić bowiem fakt wykonania ich zabudowy według projektu dyrektora P. Autorzy skargi uważali go za niebezpieczny zarówno dla załogi karetki, jak i pacjentów.

Zarzuty dotyczyły też rzekomego mobbingu. „Zastraszono i poniżono pielęgniarkę, której dr P. zarzucił, iż zabiła kobietę, która zginęła w wypadku z ambulansem. Pielęgniarka, według P., kazała jechać z pacjentką w ciężkim stanie na sygnałach. Dr P. na spotkaniu z nami stwierdził,  że na sygnałach można jechać tylko jak żmija kogoś ukąsi i nie mamy surowicy  w ambulansie” – piszą skarżący. I dodają, że pracownicy pogotowia wielokrotnie byli wzywani na dywanik, zabierano im premię pod byle pretekstem, a samego dyrektora P. nazywają „dyktatorem”. Wspomniana pielęgniarka miała złożyć wkrótce po zdarzeniu wypowiedzenie. „Nie mogła pracować w takich warunkach” – argumentują autorzy pisma do wojewody.

Działania dyrekcji miały doprowadzić również do przemęczenia zespołów ratowniczych – lekarze-rekordziści mieli bowiem pracować po 4-6 dób bez przerwy. Powód – nadmierna liczba wyjazdów do zdarzeń, do których – jak twierdzą skarżący – karetka nie powinna wyjeżdżać. „Przyczyniło się to do narażenia życia i zdrowia mieszkańców, a także doprowadzenia pośrednio do przynajmniej kilkunastu zdarzeń śmiertelnych w ostatnich dwóch latach” – dodają wnioskujący o kontrolę.

Zarzuty, które miały charakter anonimowy, trafiły do zespołu kontrolującego powołanego w urzędzie wojewódzkim. Ten postanowił zbadać między innymi wszystkie karty wyjazdów zespołów ratownictwa medycznego w kwietniu ubiegłego roku. Uzbierało się ich dokładnie 3916.

Kontrolerzy po przeprowadzeniu analizy dokumentacji, wizji lokalnej ambulansów oraz miejsc wyczekiwania personelu, a także rozmów z kierownictwem WSPR, wspomnianymi ratownikami, częściowo potwierdzili niektóre zarzuty. Wykryto również inne nieprawidłowości – natury proceduralnej i prawno-skarbowej.

W efekcie kontroli wojewoda zalecił bydgoskiemu pogotowiu, aby dyspozytorzy prowadzili telefoniczny wywiad medyczny, od którego uzależniona byłaby decyzja o wyjeździe karetki (miało to mieć miejsce zbyt rzadko). Dodatkowo, w przypadku poszkodowanych nieprzytomnych bądź nieoddychających prawidłowo, każdorazowo miał być prowadzony instruktaż z zakresu resuscytacji krążeniowo-oddechowej do czasu przyjazdu zespołów ratownictwa medycznego. Poprawić miał się także nadzór nad działaniami dyspozytorów oraz rozszerzony pakiet szkoleń.

Zdaniem urzędników, WSPR powinna zaprzestać wysyłania do sytuacji zagrożenia życia w przychodniach zespołów transportowych i kierować tam ambulans z lekarzem na pokładzie (dr P. miał zdaniem skarżących twierdzić, że jest to bezzasadne, bo „w przychodni też jest lekarz”). A dodatkowo – nie wysyłać za te usługi faktur. Bydgoskie pogotowie miałoby również poprawić wskaźniki czasu dojazdu do pacjenta. „Należy przedstawić konkretne propozycje rozwiązań w tym zakresie” – podsumowuje zespół kontrolujący.

Dlaczego w żadnym z przeanalizowanych przypadków nie została postawiona kropka nad „i”? Czyli – nie ma mowy o konsekwencjach, które winni nadużyć bądź nieprawidłowości powinni ponieść?

– Nie jesteśmy organem ścigania upoważnionym do nakładania kar finansowych czy jakichkolwiek innych. Wezwanie do usunięcia w trybie pilnym nieprawidłowości – takie kompetencje ma wojewoda – wyjaśnia nam Tomasz Mosiewicz, kierownik Oddziału Państwowego Ratownictwa Medycznego Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, a zarazem autor wystąpienia pokontrolnego. I dodaje: Wojewoda ze swoimi zaleceniami zapoznał także organ założycielski dla Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego, czyli marszałka województwa oraz bezpośredniego płatnika świadczeń dla WSPR, czyli Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Ministerstwo Zdrowia.

Kontrolerzy wystawili bydgoskiej stacji ocenę pozytywną z nieprawidłowościami. Mogło być jednak gorzej. Skala ocen stosowanych przez kontrole urząd wojewódzki przewiduje jeszcze „pozytywny z uchybieniami” oraz „negatywny”.

Jak na zarzuty zareagowali ci, pod adresem których je skierowano? – Ktoś strzelał „ślepakami” i jeszcze spudłował – ocenia na gorąco anonimową skargę na bydgoskie pogotowie ratunkowe dr Przemysław Paciorek figurujący w niej jako dr P. – Że wysłałem karetkę do Torunia? Jeżeli tam nie było możliwości przewiezienia pacjentki, to pomaga sąsiednia Bydgoszcz. Dla mnie to coś normalnego. Tego samego oczekujemy od Torunia. Że stosuję mobbing? Bzdura! Jeżeli tak, to dlaczego niedawna kontrola inspekcji pracy tego nie wykazała? A cała ta „afera” wzięła się stąd, że widać nie wszyscy potrafią nadążyć za zmianami zarówno w medycynie, jak i w pogotowiu ratunkowym. Dla innych jest to praca zbyt stresująca i nie umieją sobie z tym poradzić.

– Anonim opiera się na domysłach, plotkach i insynuacjach, w związku z czym nie przedstawia żadnej wartości merytorycznej – stwierdza z kolei dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy dr Krzysztof Tadrzak, czyli dr T. ze skargi. – My dokładnie wiemy, kto stoi za całą tą sprawą: były dyrektor pogotowia, były szef administracji oraz pracownik niższego szczebla, a więc osoby w stacji niepracujące lub niemające kompleksowej wiedzy, co się dzieje w firmie bądź wiedzę o niej czerpiące z plotek i tzw. hejtów. To osoby, którym nie na rękę jest obecny układ, brak patologii, którym w dodatku – jak chociażby byłym dyrektorem – kieruje żądza zemsty za to, że decyzją sądu został zmuszony do oddania bezprawnie zadysponowanych 100 tysięcy złotych.

Instytucje kontrolne, które zareagowały na stawiane pogotowiu zarzuty, po przeprowadzeniu wnikliwych i długotrwałych kontroli (prowadzono je od sierpnia do końca października ub.r.; występienie pokontrolne opublikowano w grudniu) nie potwierdziły rewelacji anonimowych skarżących, więc organy sankcyjne typu CBŚ, CBA czy prokuratura nie wszczęły żadnych postepowań. – W całej tej sprawie po prostu chodziło o to, żeby zdyskredytować obecne kierownictwo WSPR, pokazać, że rzekomo w firmie jest źle, panuje bałagan, rozrzutność i terror. Mieliśmy niedawno spotkanie z dyrektorami wszystkich szpitali, którzy bardzo chwalili sobie współpracę z pogotowiem za obecnych jego rządów – przekonuje Tadrzak.

– Każda kontrola daje zarządzającym firmą ostrzejsze spojrzenie na jej funkcjonowanie. Także te kontrole, które „przetoczyły” się przez Wojewódzką Stację Pogotowia Ratunkowego pozwoliły nam dostrzec drobne mankamenty (czasy dojazdu, status używania sygnałów alarmowych), które już naprawiliśmy. Uwagi pokontrolne nie miały i nie mają wpływu na ogólną ocenę funkcjonowania WSPR, pracy ratowników i pielęgniarek – podsumowuje dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy.

Powiązane treści