Bydgoszcz
27C
Słonecznie
36% wilgotność
Wiatr: 1km/h N
H 27 • L 27
26C
Pon
26C
Wt
27C
Sr
29C
Czw
25C
Pt
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaRada miasta uchwaliła budżet na 2018 rok. PiS: To wyborcza gra prezydenta i PO
rada_miasta_XII_16_ST
28.12.2017 | 17:23

Rada miasta uchwaliła budżet na 2018 rok. PiS: To wyborcza gra prezydenta i PO

Za przyjęciem budżetu było 19 radnych, dwunastu było przeciw.

Na zdjęciu: Czwartkowa dyskusja o przyszłorocznym budżecie trwała kilka godzin. W jej toku kilkakrotnie głos zabierał prezydent Rafał Bruski.

Fot. Sebastian Torzewski / archiwum

Ponad 2,1 miliarda złotych dochodów, ponad 2,3 mld zł wydatków, w tym ponad 716 milionów na inwestycje – taki w liczbach ma być budżet na rok 2018. W czwartkowe popołudnie przegłosowali go bydgoscy radni stosunkiem głosów 19 do 12.

Zgodnie z przewidywaniami za przygotowanym przez prezydenta Rafała Bruskiego i skarbnika Piotra Tomaszewskiego budżetem zagłosowali radni koalicji PO – SLD. – Budżet nie zostawia nikogo i niczego poza nawiasem. To budżet pozwalający być nam dumnymi z Bydgoszczy – podkreślała szefowa klubu radnych Platformy Monika Matowska.  Zaskoczeniem było poparcie dla dokumentu udzielone przez Jana Gaula z klubu radnych PiS. Okazał się on jedynym radnym opozycji, który zagłosował w ten sposób. – Pomyliłem się – przyznawał później Gaul. Pozostali byli przeciw, a przewodniczący klubu PiS Mirosław Jamroży w ostrych słowach skrytykował plan przedstawiony przez Bruskiego. – To wyborcza propaganda prezydenta i PO. To budżet nie dla mieszkańców, ale dla państwa radnych. W wydawaniu pieniędzy nie ma logiki. Jest za to wyborcza gra w stylu „Ja buduję” – wskazywał Jamroży.

Ciosy z obu stron padały zresztą przez większą część kilkugodzinnej dyskusji nad uchwaleniem budżetu. Wyprowadzali je zarówno radni opozycyjni, wskazując chociażby, że prezydent nie ujął w wydatkach żadnych środków na rządowy program Mieszkanie Plus („Twierdzi pan, że wszystko, co robi PiS, jest złe”), zbyt wolno utwardza drogi gruntowe („Nie realizuje pan programu, mimo uchwały radnych”), jak i prezydent, który na ponad dwudziestu stronach rozprawił się z poprawkami politycznych przeciwników. Uwzględnił, w formie autopoprawki, jedną – dotyczącą zakupu nowej karetki dla szpitala miejskiego. Pozostałe poprawki i tak przepadły w cyklu głosowań.

Ktoś chciałby zamek, ktoś aquapark…

…ale budżet należy projektować racjonalnie – uważa z kolei szef klubu SLD Lewica Razem Ireneusz Nitkiewicz. A co się w nim znalazło? Języczkiem u wagi są oczywiście inwestycje. W przyszłym roku przewidziane zostanie na nie (nie wliczając w to wydatków spółek miejskich) przeszło 716 mln zł, z czego jedynie 100 mln zł to środki „nowe”. Niemal 600 mln zł to pieniądze, które wynikają z podpisanych w roku bieżących umów bądź ogłoszonych już przetargów. – 300 milionów złotych otrzymamy na ten cel ze środków unijnych – dodawał Piotr Tomaszewski. Ponad połowa ogólnej kwoty na inwestycje to wydatki na drogi i komunikację (m.in. rozbudowa Kujawskiej czy Grunwaldzkiej).

Możliwość wydania tych pieniędzy była negowana przez opozycję. – Mówiłem to już rok temu, że jest to budżet życzeniowy. Z roku na rok rośnie niewykorzystana kwota. Za kadencji prezydenta Bruskiego sięgnęła już pół miliarda złotych. I teraz nagle uda się wydać wszystko? – dziwił się Mirosław Jamroży. W odpowiedzi usłyszał, że nie może sumować rocznych kwot, gdyż zadania są realizowane, nawet, jeśli z opóźnieniem.

Kolejny raz – z pozoru – ciężkie działa próbował wytoczyć też radny niezrzeszony Bogdan Dzakanowski. Za minus kadencji Bruskiego uznał program utwardzania dróg gruntowych, ostatnie zamieszanie z Camerimage („W 2010 roku był chętny z Poznania do budowy centrum kongresowego” – przypominał. „To był sklep” – odpowiedział mu Bruski), a na koniec stwierdził, że prezydent chce… zbudować sobie drogę do domu. – Proszę zajrzeć do budżetu, strona 217 – wskazywał Dzakanowski. Co tam można znaleźć? Rozbudowę ulicy Grunwaldzkiej… – Pan zapyta tych, którzy wybijali mi szyby w oknach albo przebijali opony, gdzie dokładnie mieszkam – odpowiedział Bruski, który faktycznie mieszka na Osowej Górze.

Wciąż jesteśmy miastem istotnych przeobrażeń…

…musimy przejść na tryb miasta kreacji z miasta konsumpcji. A budżet na przyszły rok tego nie zapewnia – przekonywał z kolei Stefan Pastuszewski. Jako jeden z nielicznych skupił się na kulturze. Twierdził, że średnia płaca w Miejskim Centrum Kultury wynosi 2,4 tys. zł (prezydent odpowiadał, że 3,7 tys.), a to zbyt małe kwoty, aby zatrzymać w Bydgoszczy artystów. – Dlaczego nie ma w budżecie 2-3 milionów złotych na dobudowanie sali kameralnej do MCK-u? Gdzie robić niewielkie wydarzenia? W holu? – pytał retorycznie.

Kultura pojawiła się w toku dyskusji o budżecie również z uwagi na Camerimage. Prezydent Bruski w środę ogłosił, że w związku z podpisaniem listu intencyjnego dotyczącego budowy centrum kongresowego w Toruniu „wartość promocyjna festiwalu spadła”. I w ramach autopoprawki zaproponował zmniejszenie wsparcia dla Fundacji Tumult z Markiem Żydowiczem na czele do 500 tysięcy złotych. – Nie możemy być przechowalnią bagażu – wskazywał Bruski, przekonując, że taki będzie charakter festiwalu w Bydgoszczy, jeśli toruńskie plany będą zrealizowane. – Nam wicepremier Gliński nie chciał udzielić wsparcia dla budowy podobnego centrum. – To jednak dyplomatyczna porażka nas wszystkich – stwierdziła jednak radna Grażyna Szabelska (PiS).

W czwartek radni podjęli również uchwałę w sprawie przesunięcia blisko 29,5 mln zł środków niewygasających w roku bieżącym na dokończenie realizowanych już zadań w kolejnych miesiącach.

 

Powiązane treści