Bydgoszcz
16C
Niebo częściowo zachmurzone
72% wilgotność
Wiatr: 2km/h W
H 16 • L 16
18C
Pon
20C
Wt
21C
Sr
32C
Czw
34C
Pt
Metropolia BydgoskaBydgoszczNa sygnaleRozpoczął się proces ratowników po utonięciu 17-latka w Borównie. „Nie przyznajemy się do winy”
proces_borowno_utoniecie_sad_okregowy_SF
14.02.2018 | 15:36

Rozpoczął się proces ratowników po utonięciu 17-latka w Borównie. „Nie przyznajemy się do winy”

Każdemu z ratowników grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.

Na zdjęciu: Na ławie oskarżonych zasiadło trzech ratowników, którzy pełnili służbę w Borównie, gdy utonął 17-latek.

Fot. Szymon Fiałkowski

Przed bydgoskim Sądem Okręgowym rozpoczął się proces w sprawie tragedii na plaży w Borównie, gdzie w lipcu 2016 r., utonął 17-letni chłopak. Na ławie oskarżonych zasiadło trzech ratowników.

Tą tragedią żył region. Pod koniec lipca 2016 r., na plaży w Borównie podczas kąpieli w wodzie utonął 17-letni chłopak. Mimo reanimacji, życia młodego mężczyzny nie udało się uratować. Śledczy z bydgoskiej prokuratury, w toku prowadzonego postępowania postawili zarzuty trzem ratownikom, którzy tego dnia pełnili służbę na terenie plaży. Z naszych informacji wynikało, że prokuratura akt oskarżenia oparła między innymi na opinii biegłego z zakresu sportów wodnych.

Podczas środowej, pierwszej rozprawy trzej oskarżeni ratownicy nie przyznali się do stawianego im zarzutu. Prokuratura zarzuciła całej trójce zaniedbania w pracy i to, że akcja reanimacyjna została przeprowadzona w sposób niewłaściwy, a działania były spóźnione. – Nie przyznaję się do winy – zgodnie mówili Marcin K., Damian Sz. i Damian K., którzy zasiedli na ławie oskarżonych. Wszyscy złożyli wyjaśnienia przed sądem.

– Byliśmy w składzie czterech ratowników wodnych – relacjonował tamten dzień Marcin K. – Byliśmy rozmieszczeni tak od strony wody, jak i lądu – dodawał. – Tego dnia, pogoda była dość kiepska, naszła duża chmura, która spowodowała że było ciemniej i silniej wiał wiatr, z siłą 4-5 w skali Beauforta – podkreślał ratownik wodny, który na plaży w Borównie przepracował trzy lata. Aby zwiększyć bezpieczeństwo, K. udał się do kierownika obiektu po klucze do drugiej motorówki. Sędzia Bartosz Jankowski pytał go o sprawność całej akcji. – Przebiegała ona sprawnie, w miarę możliwości rozpoczęła się natychmiast – odpowiadał oskarżony.

Swoją wersję wydarzeń przedstawili również dwaj pozostali oskarżeni. – Pogoda była zmienna, ale nie była aż tak zła, żeby zakazać kąpieli w wodzie – mówił Damian K., który przyznał że uprawnienia ratownika ma od ponad dwudziestu lat. – Pomiędzy godziną 14:30 – 15:00 siedziałem na zjeżdżalni i obserwowałem osoby kąpiące się. Dobiegło do mnie wołanie: ratownik, ratownik! – zeznawał. Jak opowiadał dalej, niezwłocznie ruszył w stronę wody. – Zacząłem biec, rozebrałem się i wbiegłem do wody. Tam stały dwie osoby, jak się później okazało byli to ojciec i wujek poszukiwanego. Wskazały mi, w którym rejonie osoba poszła na dno – podkreślał. Później zapadła decyzja o użyciu sprzętu nurkowego. Sędzia Jankowski próbował dopytywać, czy cokolwiek utrudniało oskarżonemu widoczność. – Poza osobami, które były na początku plaży i grały w piłkę, nic innego mi nie przeszkadzało – odpowiadał K. Śledczy chcieli wiedzieć, czy z miejsca obserwacji widać było cały obszar, który miał oskarżony do kontroli. – Jest on w zasięgu mojego wzroku, ale trudno jest patrzeć w jedną stronę kąpieliska i automatycznie też w jej drugą stronę – podkreślał.

Jako ostatni, wyjaśnienia złożył Damian Sz. – Jeden z plażowiczów krzyknął: ratownik, ratownik. My na początku nie wiedzieliśmy o co chodzi – mówił. Jak dodał, później dotarła informacja, że jest osoba w wodzie i się topi. Jak wyglądały działania ratowników? – Marcin K. pobiegł po sprzęt do nurkowania, ja dalej szukałem mężczyznę w wodzie, a potem usłyszałem krzyk Marcina: mam go. Podpłynąłem pomóc, by holować go do brzegu i w momencie, gdy dopłynęliśmy do brzegu, to wtedy też zemdlała kobieta – dodawał. Sz. miał najmłodszy staż pracy w Borównie: przepracował tam trzy sezony (2015-2017). Jak dodawał, co roku były szkolenia przeprowadzane m.in. przez Marcina K., przy których używany był manekin. – Jak pogoda nie dopisuje, to takie szkoleniowe akcje organizujemy. Przeważnie prowadził je Marcin K. – zakończył Damian Sz.

W środę sąd przesłuchał tylko rodziców zmarłego 17-latka, którzy w sprawie mają charakter osób pokrzywdzonych. – Codziennie kiedy kładę się spać, każdego dnia mam przed oczami widok, kiedy jestem pod wodą i trzymam syna – opowiadał Rafał Domżalski. Jak podkreślał, jego syn nigdy nie miał problemów ze zdrowiem.

Trójce oskarżonych ratowników grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności dla każdego z nich. Kolejna rozprawa została wyznaczona na 18 kwietnia. Wtedy zostaną przesłuchani pozostali świadkowie, wśród których są między innymi dwaj inni ratownicy, którzy tego dnia pracowali na plaży w Borównie oraz kierownik obiektu Zdzisław Trzciński.

 

Powiązane treści