Bydgoszcz
1C
Niebo głównie zachmurzone
95% wilgotność
Wiatr: 1km/h N
H 1 • L 1
2C
Sr
5C
Czw
10C
Pt
8C
Sob
6C
Nd
Kolizja samochodu osobowego z tramwajem linii nr 4 na Szpitalnej. Ruch w kierunku pętli Glinki wstrzymany.
Metropolia BydgoskaBydgoszczInwestycjeSpór o usunięcie kasztanowców na placu Kościeleckich. Ale to niejedyna wycinka w mieście
plac_koscieleckich_wycinka_drzewa_zima_SG
03.11.2017 | 13:11

Spór o usunięcie kasztanowców na placu Kościeleckich. Ale to niejedyna wycinka w mieście

- Drzewa na placu Kościeleckich da się uratować - twierdzi PiS. - To proszę się pod tym podpisać - odpowiada prezydent.

Na zdjęciu: W styczniu br. przeprowadzono wycinkę sześciu znajdujących się w najgorszym stanie kasztanowców.

Fot. Stanisław Gazda

Ubiegłotygodniowa dyskusja o usunięciu drzew z placu Kościeleckich i wyjaśnienia zastępcy prezydenta Anny Mackiewicz nie przekonały radnych Prawa i Sprawiedliwości. Twierdzą, że kasztanowce da się uratować. I na dowód pokazują fragmenty zleconej przez ratusz ekspertyzy.

Liczące ponad sto stron opracowanie przygotowane przez Jerzego Stolarczyka z dolnośląskiej firmy Eko-Trek to lektura żmudna, ale wiele mówiąca o motywacjach obu stron – urzędu miasta, który twierdzi, że drzewa musi usunąć, bo zagrażają bezpieczeństwu, oraz opozycji, która chce ratowania drzew. W analizie znajdują się bowiem argumenty za jednym i drugim rozwiązaniem. Stolarczyk potwierdza bowiem, że każde z jedenastu drzew ma zaburzoną statykę (aż siedem określił jako niemające stabilności w gruncie), a co więcej – jedynie dwa są w pełni odporne na złamania (dwa kasztanowce powaliła sierpniowa wichura – przyp. red.). Ale na sąsiedniej stronie zaleca też, aby poprzez redukcję koron drzew spróbować kasztanowce ocalić. Prace musiałyby jego zdaniem odbyć się jeszcze w tym roku. Wycięcie drzew i nowe nasadzenia są w jego ocenie obecnie „niezalecane z uwagi na wartość obecnych drzew”. Nie wyklucza jednak, że będzie to konieczne, jeśli prace doraźne efektu nie przyniosą.

Dyskusja czy demagogia?
Tyle że prezydent Rafał Bruski o rozwiązaniach doraźnych słyszeć nie chce. I wytacza argument największego kalibru – osobistą odpowiedzialność. – Jeżeli komuś coś się stanie, to karnie odpowiem za to ja. Gdy pytałem, czy ktoś się podpisze pod odpowiedzialnością za ewentualne wywrócenie się drzewa, chętnych nie było – zwrócił się podczas ostatniej sesji do radnej PiS Grażyny Szabelskiej, która głośno oponowała przeciwko planom ratusza. – Proszę radnych nie straszyć cyrografami. Jesteśmy ciekawi, czy miasto zrobiło wszystko, aby kasztanowce ocalić – ripostowała.

Zdaniem  Anny Mackiewicz, zastępczyni Bruskiego odpowiedzialnej za gospodarkę komunalną, tak. – Proszę zresztą zauważyć, że jeszcze w sierpniowych planach i wizualizacjach placu (przeznaczony jest do rewitalizacji) widać wszystkie drzewa – przekonywała. A jako kolejny dowód podawała ekspertyzę przygotowaną na zlecenie wojewódzkiego konserwatora zabytków (plac Kościeleckich znajduje się w chronionej strefie staromiejskiej), a przygotowaną przez Narodowy Instytut Dziedzictwa. – To dla nas zewnętrzna, absolutnie niezależna organizacja – podkreślała w trakcie dyskusji z radnymi.


⇒ CZYTAJ TAKŻE » Są unijne pieniądze na rewitalizację Młynów Rothera. Co w nich powstanie?


Dyskusja z ratusza przeniosła się do internetu. Radna Szabelska w swoich dociekaniach poszła tam zresztą zdecydowanie dalej. „Chore drzewa skutecznie się leczy i może to być tańsze od wycinki, chyba że chodzi o pozyskanie atrakcyjnego gruntu pod kolejne prywatne inwestycje godzące w historyczną zabudowę tej części miasta…” – zasugerowała na Facebooku. Kilka dni później wsparł ją kolega klubowy Paweł Bokiej, przypominając o protestach lokalnej PO w sprawie tzw. lex Szyszko. „Doskonale widzimy, że prawdziwym powodem ich działań była po raz kolejny polityczna awantura a nie troska o środowisko” – napisał.

Szabelskiej z odpowiedzią przyszła – także na Facebooku – sama Anna Mackiewicz. Zapewniła, że plac Kościeleckich nadal pozostanie skwerem, a miasto w miejsce jedenastu obecnych kasztanowców chce posadzić minimum 36 nowych w podwójnych szpalerach. Miałoby to być nawiązanie do historycznej kompozycji placu, który został znacząco zmodyfikowany w latach 70. „Czy wiesz, że wywrócenie pierwszego z trzech drzew nastąpiło w czerwcu 2016 roku – upadło w pobliżu wiaty autobusowej, zaś cała jego bryła korzeniowa pozostała nienaruszona w gruncie?” – pytała pod wpisem Szabelskiej. Odpowiedzi się nie doczekała.

Wycinki nie tylko na placu Kościeleckich
My natomiast zapytaliśmy bydgoski ratusz o zbiegające się z dyskusją o placu Kościeleckich inne wycinki na terenie miasta. Kilka dni temu dotarło do nas zdjęcie obrazujące duże prace w tym zakresie na skwerze pomiędzy ulicami: Żeglarską, Unii Lubelskiej oraz Langiewicza. – Wycinka drzew nie ma związku z przeznaczeniem terenu pod zabudowę – zapewnia nas Marta Stachowiak, rzecznik prezydenta. – Związana jest z bardzo złym stanem drzew – porażeniem ich jemiołą. Było ono tak silne, że usunięcie jej z koron nie dałoby efektu, niewiele by z tych koron zostało. Realizujemy tam już nasadzenia zastępcze – posadzonych zostało tam dotychczas 20 sztuk drzew.

Kolejna wycinka toczy się z kolei przy ulicy Kujawskiej, Wykarczowano już drzewa w oplatające znajdujące się w opłakanym stanie schody prowadzące na południową skarpę miasta na Wzgórzu Wolności. Te działania to z kolei etap przygotowawczy pod budowę linii tramwajowej w ciągu Kujawskiej i związaną z tym rozbudowę układu drogowego (m.in. buspasa). Drogowcy zapewniają, że wycinka ma być ograniczona do minimum.

Powiązane treści