Bydgoszcz
4C
Opady
86% wilgotność
Wiatr: 8km/h WSW
H 4 • L 4
2C
Pon
1C
Wt
2C
Sr
7C
Czw
7C
Pt
Kolizja samochodu osobowego z tramwajem linii nr 4 na Szpitalnej. Ruch w kierunku pętli Glinki wstrzymany.
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaŚwięta u wiceprezydenta
Justyna i Mirosław Kozłowiczowie - fot. archiwum prywatne
24.12.2016 | 09:04

Święta u wiceprezydenta

Wybraliśmy się ze swiąteczna wizytą do zastępcy prezydenta Bydgoszczy Mirosława Kozłowicza.

Na zdjęciu: Justyna i Mirosław Kozłowiczowie podczas zimowego wyjazdu.

Fot. archiwum prywatne

Zdrowe, wesołe, magiczne… Jakie by nie były  – czy to będąc młodym Mirkiem Kozłowiczem, czy dorosłym Mirosławem Kozłowiczem, zawsze czekał i czeka na Święta Bożego Narodzenia z utęsknieniem…

Dzisiaj markety epatują świętami niekiedy na dwa miesiące przed ich nadejściem. Bywa, że gdy już nadchodzą – człowiek jest nimi zmęczony, przesycony. Nie to co przed laty… W rodzinnym domu Mirosława Kozłowicza atmosferę świąt zaczynało się wyczuwać na dwa tygodnie przed pierwszą gwiazdką. O wiktuały trzeba było zadbać samemu, własnoręcznie je wytwarzając. Rodzice Mirka skrzykiwali się z sąsiadami i zabierali do robienia kiełbas i wędlin. A później były przedświąteczne porządki, jeszcze później, już coraz bliżej świąt, dom wypełniał się mieszającymi się ze sobą aromatami: a to bigosu, a to rosnącej w piecu drożdżówki.

Mama, dla mnie niemal od zawsze związana z gastronomią i szefowaniem w kuchni, najpierw w nieistniejącej już restauracji „Rybna” przy ulicy Gdańskiej, a później między innymi w restauracji „Pałac” w Myślęcinku, wcale nie musiała mnie przywoływać do pomocy. Lubiłem przesiadywać w naszej niewielkiej kuchni w mieszkaniu w bloku, podpatrywać co i jak się robi, czasami się na coś przydawałem. Ot, chociażby do sprawdzenia, czy masa do placka smakuje – mówi aktualny zastępca prezydenta Rafała Bruskiego.

Święta na wsi, u dziadków, miały zawsze swój niepowtarzalny charakter. Więcej miejsca w domu, więcej osób przy stole, w wigilijnych daniach przemycona nutka przeszłości z Kresów Wschodnich, no i przybycie Gwiazdora. Do pewnego czasu była wiara, że sam święty przynosi prezenty.  – Trochę szkoda, że kuzynostwo i starszy brat, dla frajdy zobaczenia mojej zdegustowanej miny, przybliżali mnie do prawdy – mówi Kozłowicz.

Mirosław nigdy nie przepadał za słodkościami, więc czekając na prezenty zawsze cieszył się, gdy pośród łakoci znalazła się też jakaś nowa zabawka, a później – ciekawa książka.

Dziś, będąc osobą dorosłą i głową rodziny Kozłowicz, jak sam przyznaje, stara się, aby przygotowując święta niczego z noszonej w sercu i umyśle tradycji nie utracić. Kolacja wigilijna w zasadzie od zawsze przygotowywana jest w ten sam, zgodny z polskimi tradycjami sposób. Jest minimum dwanaście potraw, a przy wigilijnym stole – miejsce dla „zbłąkanego wędrowca”.

Jest też rola, której nikt nie śmie Mirosława pozbawiać – przygotowanie karpia, na ten sam sposób, jaki jadał dzieciństwie: najpierw smażony na patelni, a następnie krótko zapiekany w piekarniku z masłem i dużą ilością majeranku. – Zapach tego majeranku chyba na zawsze będzie mi się kojarzył z kolacjami wigilijnymi w rodzinnym domu. A tak przygotowany karp, był moim ulubionym, najbardziej wyczekiwanym daniem – twierdzi Kozłowicz.

Sztandarową potrawą przyrządzaną przez żonę Mirosława Kozłowicza jest śledzik, najpierw marynowany w occie, podawany w siekanej w cebuli z przyprawami korzennymi i pieprzem.

W tym roku państwo Kozłowiczowie urządzają wigilię u siebie w domu. Zaprosili swoich rodziców, braci z rodzinami. Będzie też babcia żony Mirosława. Na wigilijnym stole pojawią się: karp przyrządzony przez Mirosława, śledzik jego żony Justyny i drugi – w śmietanie z cebulką i jabłkiem, podany z gotowanymi w „mundurkach” ziemniakami. Będzie też barszcz gotowany na kwasie z buraków i chleba razowego, sałatka warzywna – specjalność taty Mirosława Kozłowicza, pierogi z kapustą i grzybami – dzieło jego mamy, ryba po grecku przygotowana przez teściową, kolejna sałatka warzywna – tym razem wariacja ze śledziem, karp w galarecie, kutia z pszenicą, makiem i bakaliami, makowiec i oczywiście kompot z suszonych owoców.

Prezenty leżą pod choinką i najmłodsze z obecnych na wigilijnej wieczerzy dziecko wręcza paczkę przypisaną do danej osoby.

Mirosław Kozłowicz stwierdził, że nigdy nie pełnił roli Gwiazdora. Trudno mi było w to uwierzyć. Znając jego zamiłowanie do motocykli – zapytałem więc wprost: Czy nigdy nie był pan motocyklowym Gwiazdorem? – Ach, no tak! – odpowiada bez namysłu. – W okresie świątecznym wspólnie z kolegami ze Stowarzyszenia Bractwo H-D Bydgoszcz jesteśmy w domu dziecka w Trzemiętowie i tam obdarowujemy wychowanków prezentami, spożywamy z nimi symboliczną wigilijną wieczerzę i bawimy się z nimi.

Drugą po motocyklach pasją Mirosława Kozłowicza jest gotowanie. Zamiłowanie do tej czynności wyniósł z dzieciństwa. I tak się porobiło, że to właśnie Mirosław jest tym kuchtą na domowym okręcie. Lubi to robić, gdyż gotowanie pozwala mu na zupełne oderwanie się od służbowej codzienności.

Niedawno zaskoczył własne dzieci, przygotowując schabowe. Były wielkie niemal na cały talerz, podane z ziemniakami i kapustą „sznurowaną”. Z dań mięsnych uwielbia przyrządzać stek z polędwicy wołowej na półkrwisto oraz potrawy z jagnięciny.

Widać, że dzieci Mirosława na pewno przejmą po nim pałeczkę, bo młodszy syn garnie się szczególnie do prac kuchennych, przy czym jego najbardziej pociąga pieczenie ciast. W ratuszowym otoczeniu wiceprezydenta przyznają, że ma chłopak talent!

Skoro już znaleźliśmy się na gruncie służbowym, czego jako wiceprezydent Bydgoszczy, życzyłby pan swoim współmieszkańcom? – pytam.

Zgody, pokoju i spokoju. Świąt spędzanych w rodzinnej, pełnej ciepła i miłości atmosferze. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla jednych będą to święta bogate, dla innych biedniejsze, dla jednych domowe, dla drugich bezdomne… Ale bardzo bym chciał, żeby nikt wtedy nie czuł się samotny, żeby wszyscy poczuli się radośnie dotknięci świętami…

Powiązane treści