Bydgoszcz
7C
Niebo głównie zachmurzone
87% wilgotność
Wiatr: 3km/h WNW
H 7 • L 7
3C
Nd
5C
Pon
6C
Wt
6C
Sr
4C
Czw
Kolizja samochodu osobowego z tramwajem linii nr 4 na Szpitalnej. Ruch w kierunku pętli Glinki wstrzymany.
Metropolia BydgoskaBydgoszczEdukacjaSzkoła inna niż wszystkie. Bez swojego gmachu i dzwonków
ZS NR33_Szkoła szpitalna_SG (5) - fot. Stanisław Gazda
01.10.2017 | 13:17

Szkoła inna niż wszystkie. Bez swojego gmachu i dzwonków

Stanisław Gazda sprawdził, jak wygląda nauka w szkole szpitalnej.

Na zdjęciu: Nauka w szpitalnej szkole to nietypowe doświadczenie zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Zgodnie twierdzą oni jednak, że bardzo wartościowe.

Fot. Stanisław Gazda

Ta szkoła nie ma swojego gmachu, choć ma swój numer. Nie ma w niej ławek, dużych klas, stresujących klasówek. Nierzadko brak w niej tablicy. Na pewno nie zadzwoni tu dzwonek wyznaczający czas lekcji i przerw. Nauczycieli wita się uśmiechem, choć zdarza się, że lekcje prowadzone są przez łzy. Oto szkoła szpitalna na co dzień.

Wszystko zaczęło się w 1959 roku. Szkoła otrzymała numer 52 i nikt nie mówił o niej inaczej jak „szkoła szpitalna”. Z czasem powstał oddział szkoły przy szpitalu na Kapuściskach. Później potrzebę uczenia dzieci w szpitalach zgłaszali kolejni ich dyrektorzy, a reforma oświaty powołała do życia Gimnazjum nr 42, które wespół z podstawową „52″, Przedszkolem nr 81 oraz XIX Liceum Ogólnokształcącym tworzą dziś Zespół Szkół nr 33 Specjalnych dla Dzieci i Młodzieży Przewlekle Chorej z siedzibą administracyjną w gościnnych progach Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej przy ulicy Skłodowskiej-Curie 4 w pokojach 205, 206 i 207.

Zespół Szkół nr 33 funkcjonuje w trzech szpitalach na terenie Bydgoszczy – Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym, Szpitalu Uniwersyteckim im. dr. Jurasza i Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym. Ze względu na specyfikę, to nie uczniowie przychodzą do szkoły, lecz szkoła do uczniów. Zajęcia odbywają się na  oddziałach szpitalnych w wyznaczonych pomieszczeniach bądź w salach chorych, jeśli uczniowie są unieruchomieni. O wrażenia związane z nauką w „szpitalnej szkole” pytam dzieciaki uczestniczące w zajęciach w świetlicy oddziału neurologicznego Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego. Wszystkie wyrażają się o niej z niekłamanym zachwytem: Tu nauczyciel ma naprawdę czas i mnóstwo wyrozumiałości dla ucznia. To jest coś wspaniałego!

Szkoła dla każdego

Izabela Maciejewska, dyrektor placówki, mówi o misji szkoły: W poczuciu odpowiedzialności, współpracy i życzliwości tworzymy warunki do wszechstronnego rozwoju całej społeczności szkolnej. Zindywidualizowana praca z uczniem ma na celu wyposażenie go w wiedzę oraz umiejętności umożliwiające bezstresowy powrót do szkoły macierzystej i własnego środowiska.

Pani dyrektor zwraca uwagę na jeszcze inne walory tej przyjaznej dzieciom szkoły. Każde z nich ma zapewnioną możliwość osiągnięcia mniejszego lub większego sukcesu – może odzyskać wiarę we własne siły i zdolności, które można rozwijać podczas zajęć plastycznych, muzycznych, gier i zabaw, występów w teatrzyku czy biorąc udział w najróżniejszych konkursach. Duży nacisk kadzie się na nawiązywanie przez dzieci dobrych stosunków z rówieśnikami, na odpowiedzialność za siebie i innych – bardziej chorych, a zwłaszcza niepełnosprawnych.

Pobyt dzieci w „szpitalnej szkole” jest bardzo różny. Krótki, kilkudniowy, gdy wiąże się z badaniami, diagnostyką. Dzieci leżące na oddziałach specjalistycznych, chorujące od dłuższego czasu, mające za sobą wcześniejsze pobyty w innych szpitalach i perspektywę pobytu na oddziale specjalistycznym aż do wyleczenia – trafiając do szkoły szpitalnej, łagodniej przeżywają traumę związaną z nowym miejscem, stanem zdrowia, otoczeniem. Dzieje się tak dzięki nauczycielowi, który łączy w sobie środowisko szkolne, z którego dziecko się wywodzi, ze środowiskiem szpitalnym. Wprowadza między nimi harmonię, równowagę. Nauka staje się dla chorego dziecka okazją do oderwania od myślenia o chorobie, rozłące z najbliższymi. Dziecko skupia uwagę na tym, że może nadrobić zaległości, a nawet być na bieżąco z programem szkolnym.

Ale są też takie szpitale i oddziały, w których dzieci przebywają bardzo długo albo powracają po krótkich przerwach. Mowa o onkologii i psychiatrii. W tych przypadkach rola szkoły jest nie do przecenienia. Gdyby nie ona, dzieci nie byłyby promowane do następnych klas.

Lekcja dla nauczycieli

Czy w takiej szkole poradziłby sobie nauczyciel zaangażowany do pracy wprost ze swojej macierzystej placówki? – Zapewne tak – sądzi pani Izabela – pod warunkiem jednak, że byłby człowiekiem otwartym, wyrozumiałym i bardzo czułym na cierpienie, potrafiącym docierać do serc i dusz często zmieniających się dzieci. W przeciwnym razie nie zostanie zaakceptowany albo po prostu nie podoła temu wyzwaniu.

Specyfika nauczania w „szkole szpitalnej” zdecydowanie różni się od tej, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. W szpitalnej świetlicy uczą się nie uczniowie jednego rocznika, lecz zespoły nauczania: dzieci z klas I-III, IV-VI, gimnazjalne razem i licealne razem. To jest niesamowite wyzwanie dla nauczycieli, żeby podczas jednej lekcji zrealizować kilka tematów, jednocześnie diagnozując, na jakim etapie są poszczególni uczniowie, co trzeba z nimi powtórzyć i jak dalej realizować materiał.

Najczęściej efekt pracy trzydziestu pięciu zatrudnionych nauczycieli jest niewymierny, co nie zmienia faktu, że dzięki szpitalnej szkole wiele dzieci mogło ukończyć „podstawówkę”, sporo zakończy też naukę w gimnazjach. Nauczyciele szkoły szpitalnej pomogli wielu uczniom, u których choroba i proces leczenia spowodował dużą absencję i które w szkołach macierzystych miałyby ogromny problem z nadrobieniem zaległości i z promocją do następnych klas. Oceny uzyskiwane w ZS nr 33 honorowane są przez bydgoskie szkoły, a wysyłane ze „szpitalnej szkoły” w ślad za uczniem informacje o jego postępach w nauce i aktywności pozalekcyjnej są informacją dla nauczycieli szkół masowych o osiągnięciach ich uczniów i ich postrzeganiu przez inne osoby.

Przerwa niechciana

Jedna z nauczycielek opowiada, że nigdy nie zapomni swojego doświadczenia w pracy nauczycielskiej na oddziale onkologii. Któregoś razu z powodu obciążenia zajęciami z większą niż zwykle liczbą dzieci na oddziale nie przyszła do sali, gdzie leżeli dwaj chłopcy. Gdy następnego dnia malcy zapytali ją, czy ich stan zdrowia jest już tak zły, że już nie opłaca jej się ich uczyć, wybuchła rzewnym płaczem. Zrozumiała wtedy, jak ważna w „szkole szpitalnej” jest terapia obecnością.

Tam leżą cisi bohaterowie. Serce się kraje, gdy patrzy się, jak dzieci, które mają świadomość, że walczą o życie, że patrząc z punktu widzenia zwykłego człowieka – zdobywanie wiedzy nie powinno być dla nich priorytetem,  jednak garną się do nauki, dzielą się swoimi planami związanymi ze szkołą i chcą uczestniczyć we wszystkim, co niesie codzienność. Lekcje w szpitalu są dla nich tym, co łączy z ich naturalnym środowiskiem i pozwala przetrwać trudny czas leczenia. Stając się uczniami, robiąc to, co robią ich zdrowi rówieśnicy. Mogą im dorównać chociaż w tym jednym…

Zdarzały, się przypadki protestów dzieci przed wypisaniem ich ze szpitala. Dlaczego? Bo on był dla nich miejscem, gdzie mogły się najeść, nauczyć, pobawić z kolegami i koleżankami, gdzie były rozumiane i objęte opieką. Bo tam, za bramą szpitala, mimo tego, że znajduje się ich dom – zaczyna się świat, w którym muszą stawiać czoła wielu trudnościom.

Powiązane treści