Bydgoszcz
9C
Słonecznie
61% wilgotność
Wiatr: 4km/h W
H 9 • L 9
10C
Wt
12C
Sr
9C
Czw
17C
Pt
16C
Sob
PILNE: Źle zaparkowany pojazd na ul. Chodkiewicza. Tramwaje linii nr 4 i 6 skierowane zostały na Las Gdański.
Metropolia BydgoskaBydgoszczKomunikacjaTramwaj do Fordonu – zakład zminimalizowanego ryzyka?
Pesa Swing Bydgoszcz
31.12.2015 | 01:28

Tramwaj do Fordonu – zakład zminimalizowanego ryzyka?

Nowa linia tramwajowa zostanie otwarta dopiero 16 stycznia, ale przez pierwsze dwa dni bydgoszczanie będą mogli korzystać z niej bezpłatnie.

Na zdjęciu: Pierwszy swing dla Bydgoszczy został zaprezentowany jeszcze na początku października. Obecnie są jednak gotowe łącznie tylko trzy takie pojazdy.

Fot. Eryk Dominiczak

Ze strony członka zarządu Pesy Marcina Jędryczki – przeprosiny, ze strony prezesa spółki Tramwaj Fordon Macieja Kozakiewicza – zapewnienie o rychłych odbiorach kolejnych swingów, a ze strony radnego Prawa i Sprawiedliwości Rafała Piaseckiego – propozycja zakładu dla zastępcy prezydenta Mirosława Kozłowicza. W tle z kolei – ministerialna odpowiedź dla posła Kukiz’15 Pawła Skuteckiego odnośnie rozliczania dotacji unijnych. Tak upłynęła środa, formalnie przedostatni dzień perspektywy unijnej 2007-2013.

Czwartek, 31 grudnia jest datą-wyrocznią dla wszystkich projektów współfinansowanych w niej przez Unię Europejską. Także tego związanego z budową linii tramwajowej do Fordonu. W ramach zadania miała powstać nie tylko infrastruktura umożliwiająca dotarcie tramwajów do największej bydgoskiej dzielnicy, ale zostały również zamówione niskopodłogowe swingi od bydgoskiej Pesy. A to właśnie one są obecnie języczkiem u wagi – z powodu opóźnień w dostawach tramwajów przesunięto premierę nowej trasy o dwa tygodnie – na 16 stycznia.

Podczas środowej sesji rady miasta członek zarządu Pesy Marcin Jędryczka przepraszał kilkakrotnie za zwłokę i zapewniał, że firma wyciągnie z tej sytuacji wnioski. – Mogę zapewnić, że nie będzie powtórki. Z drugiej strony, nigdy nie chcieliśmy „zabić” jakiegokolwiek klienta – przekonywał zgromadzonych w sali sesyjnej ratusza. A owym „zabójstwem” mogłaby być utrata unijnego dofinansowania. W przypadku Bydgoszcz to – bagatela – aż 80 procent wartości kontraktu. Dla samego taboru to kilkadziesiąt milionów złotych (łącznie umowa Pesy z Tramwajem Fordon opiewa na ok. 110 mln zł).

Zdaniem Macieja Kozakiewicza, niebezpieczeństwo utraty unijnych pieniędzy zostało zażegnane. Kilka dni temu podpisano bowiem aneks, który – po analizie w Centrum Unijnych Projektów Transportowych (organizacja sprawująca pieczę nad inwestycjami takimi jak bydgoska – dod. red.) – zabezpiecza interesy zamawiającego. Tyle że na początku Kozakiewicz nie przekazał tej informacji z pełnym przekonaniem. Zauważył to radny PiS Marek Gralik. – Mówi pan, że „wydaje się”, iż tego niebezpieczeństwa nie ma. Czyli nie mamy pewności – sugerował. Ale prezes spółki natychmiast pospieszył z wyjaśnieniem: – Był to trudny rok, pełen nerwowości i ciosów z różnych stron. Może stąd taka asekuracja. Ale teraz trochę ulgi już jest – pieniądze są bezpieczne.

Dużo bardziej enigmatyczna jest jednak w tym względzie odpowiedź na interpelację poselską Pawła Skuteckiego, którą przygotowało Ministerstwo Rozwoju. Pisze ono bowiem o porozumieniu Pesy z Tramwajem Fordon jako o elemencie „minimalizującym ryzyko” straty wsparcia z UE. Z treści całego pisma nie wynika jednak, czy to jedynie semantyka czy furtka dla ewentualnych perturbacji. Wiadomo jednak, że Komisja Europejska nie przewiduje przesunięcia terminu rozliczenia kosztów kwalifikowanych dla inwestycji z udziałem funduszy wspólnoty.

Nowym terminem końcowych odbiorów wszystkich swingów jest 15 stycznia. W środę komisja odbiorowa weryfikowała drugi z dwunastu zamówionych pojazdów. W nocy ze środy na czwartek miał dotrzeć trzeci. Z nieoficjalnych informacji wynika, że na ukończeniu są kolejne trzy bądź cztery pojazdy. Mimo to, radny Piasecki w środę sygnalizował swoje wątpliwości, czy wszystkie nowe tramwaje w połowie przyszłego miesiąca faktycznie wyjadą na trasy. – Proponuję zakład – jeżeli tak się stanie, wówczas wpłacę na rzecz hospicjum połowę swojej diety, czyli kwotę tysiąca złotych. Jeżeli nie, niech pan dołoży drugie tyle bądź połowę swojej pensji – zwrócił się do zastępcy prezydenta Mirosława Kozłowicza, który odpowiada za transport i komunikację. Ten zakładu publicznie nie przyjął. – Ta sala to zbyt poważne miejsce, aby dokonywać zakładów. Możemy o tym porozmawiać prywatnie – ripostował Kozłowicz. Zdaniem radnego, to obniża wiarygodność planu awaryjnego wdrażanego od kilku dni. – Dlaczego nie zasięgnął pan opinii rady nadzorczej, którą pan powołał? I dlaczego nie dokonywał pan audytów w podległym sobie sektorze? – pytał Piasecki.

Kozłowicz, który od kilku dni ponownie znalazł się w ogniu krytyki części mediów oraz opozycji, ponownie przekonywał, że nie miał umocowania do przeprowadzania audytów. Podkreślał, że za to odpowiedzialna była spółka Tramwaj Fordon, a prezes Pesy Tomasz Zaboklicki zapewniał wielokrotnie, że termin 31 grudnia nie jest zagrożony. Tak miało być także 2 grudnia. – Proces montażu składu to kilka dni. Więc wówczas termin graniczny nadal wydawał się niezagrożony – argumentował zastępca prezydenta Rafała Bruskiego. Jak dodawał, zarząd producenta pojazdów szynowych podkreślał, że wszelkie próby przekonywania, że jest inaczej, to jedynie „czarny PR”.

W środę do katalogu przyczyn opóźnień (oprócz znanego już powszechnie spiętrzenia zamówień) dołączyły jednak także braki w dostawach części komponentów, między innymi sufitów. Jak przekonywał Marcin Jędryczka, to nie był przypadek. Za ten element była odpowiedzialna bowiem firma z kapitałem szwajcarskim produkująca sufity na terenie Niemiec (szwajcarski rodowód ma jeden z głównych konkurentów Pesy na rynku pojazdów szynowych – Stadler). Jędryczka nie chciał powiedzieć jednak wprost, kto miał wpływać na opóźnienia dostaw do Polski. – Dla konkurencji firma ta dostarczała wszystkie elementy terminowo. Dla nas – nie – twierdzi. Argumentował, że podobne problemy były także z oknami, które trzeba zamontować na konkretnym etapie montażu tramwaju.

Z sali padły również pytania o ewentualną wcześniejszą realizację kontraktu. Umowę ramową na zakup tramwajów pod kątem linii do Fordonu podpisano jesienią 2010 roku, jeszcze za prezydentury Konstantego Dombrowicza. Zdaniem Macieja Kozakiewicza, wszystko odbyło się zgodnie ze sztuką zawierania umów w ramach zamówień publicznych. – Mieliśmy na podpisanie szczegółowej umowy cztery lata i tego terminu dotrzymaliśmy – przypominał (umowę parafowano latem ubiegłego roku – przyp. red.). – Pesa z kolei miała świadomość, że musi oddać pojazdy do końca 2015 roku. Wtórował mu prezydent Kozłowicz, który zapewniał, że miasto pytało o wcześniejszą dostawę tramwajów i wypuszczenie ich na tory. CUPT miał jednak odradzić wprowadzenie takiego rozwiązania.

Według nowego terminu, tramwaje do Fordonu mają pojechać na swoich liniach po raz pierwszy w sobotę, 16 stycznia. Radni podjęli uchwałę, że zarówno w dniu premiery, jak i nazajutrz liniami „fordońskimi” (nr 3, 5, 7 i 10) pasażerowie będą mogli jeździć bezpłatnie. Wspomniany już Rafał Piasecki chciał nawet, aby tę akcję rozszerzyć do dwóch tygodni, ale jego inicjatywa przepadła w głosowaniu.

Powiązane treści