Bydgoszcz
18C
Słonecznie
68% wilgotność
Wiatr: 2km/h S
H 18 • L 18
25C
Pon
20C
Wt
23C
Sr
30C
Czw
31C
Pt
Metropolia BydgoskaBydgoszczNa sygnaleTrwa proces mężczyzny, który podłożył bombę pod auto żony. „Prawdopodobieństwo wybuchu było wysokie”
sąd okręgowy bydgoszcz
24.04.2018 | 18:27

Trwa proces mężczyzny, który podłożył bombę pod auto żony. „Prawdopodobieństwo wybuchu było wysokie”

W bydgoskim sądzie toczy się proces w sprawie Dariusza R.

Na zdjęciu: Dariusz R. utrzymuje, że nie chciał zabić żony. Podczas drugiej rozprawy zeznawał jeden z biegłych.

Fot. Szymon Fiałkowski

Podczas wtorkowej, drugiej rozprawy w procesie Dariusza R. swoje zeznania przed bydgoskim sądem złożył biegły, który badał ładunek wybuchowy umieszczony pod autem kobiety.

Biegły przyznał wprost, że prawdopodobieństwo wybuchu ładunku było wysokie. – Samo urządzenie zadziałało – ocenił.

Sędzia Roman Narodowski pytał biegłego o to, jak skonstruowany był sam ładunek, który Dariusz R. umieścił w aucie kobiety. – Zawierał materiał tykający w postaci prochu czarnego, co zostało potwierdzone badaniami laboratoryjnymi i był on umieszczony w pojemniku do spryskiwaczy. Były tam również petardy, które owinięto taśmą izolacyjną. Zapalniki elektryczne były wykonane metodą chałupniczą – odpowiedział biegły. Podkreślił, że ujawniono także dwie baterie 9-woltowe, a sam zapalnik składał się ze słomki od napoju, w którym umieszczono czarny proch oraz żaróweczki choinkowe.

Z zeznań biegłego wynika, że na około trzy miesiące przed dokonaniem czynu Dariusz R. miał odwiedzać strony internetowe, na których pojawiały się instrukcje dotyczące konstrukcji podobnych ładunków. Sędzia Narodowski próbował ustalić, jak miało dojść do ewentualnego wybuchu ładunku. – Na 100 procent mogę powiedzieć, że był tam więcej niż jeden zapalnik. Oceniam, że były na pewno dwa – zeznał biegły i pokazał sędziom nagrania wideo z telefonu komórkowego z eksperymentu procesowego. Jak przyznał, sam ładunek był przez oskarżonego konstruowany w ciągu kilku godzin.

Biegły ocenił także, że niewątpliwie był to ładunek wybuchowy. – Gdyby człowiek go trzymał, mógłby zginąć, zaś gdyby został on zamontowany pod fotelem kierowcy, to ten by spłonął. Czas na zatrzymanie pojazdu i odpięcie pasów bezpieczeństwa nie pozwoliłby na szybką reakcję z jego strony – tłumaczył. Jak dodawał, podczas eksperymentu ładunek umieszczony był w bocznej części zbiornika z paliwem. Do detonacji nie doszło, bo wytworzona temperatura spowodowała opalenie części przewodów. – Gdyby ktoś stał przy aucie, to mógłby zostać poparzony – zaznaczył biegły.

Sam Dariusz R. podczas rozprawy podtrzymał zdanie z pierwszego posiedzenia, że nie chciał zabić swojej żony. – Gdybym chciał ją zabić, to udusiłbym ją poduszką. Coś nie pozwoliło mi, żebym mógł ją zabić – powiedział oskarżony, który odpowiada za usiłowanie zabójstwa, za co grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Podczas kolejnej rozprawy, którą zaplanowano na 15 maja, zeznawać mają biegli lekarze: psychiatra i psycholog. Ta część procesu będzie prowadzona z wyłączeniem jawności.

Powiązane treści