Bydgoszcz
24C
Niebo częściowo zachmurzone
53% wilgotność
Wiatr: 8km/h W
H 24 • L 24
21C
Wt
22C
Sr
28C
Czw
25C
Pt
18C
Sob
Metropolia BydgoskaAKTUALNOŚCIUbrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni, czyli jak Andrzej Adamski zapomniał komu służył [Kowalski na dobry tydzień]
Zdzisław Tylicki Medal Kazimierza Wielkiego
23.04.2018 | 01:02

Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni, czyli jak Andrzej Adamski zapomniał komu służył [Kowalski na dobry tydzień]

Bydgoszcz wynagrodziła Zdzisława Tylickiego za pracę nad rzecz miasta i seniorów, nie za pisanie peanów na cześć Gierka - pisze w najnowszym felietonie Marcin Kowalski.

Na zdjęciu: Zdzisław Tylicki odbiera Medal Kazimierza Wielkiego z rąk przewodniczącego rady miasta Zbigniewa Sobocińskiego.

Fot. Sebastian Torzewski

 

Zdzisław Tylicki zapracował na Medal Kazimierza Wielkiego mimo komuszej karty w życiorysie. Znamienne, że krytyk tego wyróżnienia ramię w ramię z Tylickim maszerował przez Warszawę ze szturmówką w ręku, by uczcić Zjazd Związku Młodzieży Socjalistycznej i wartko klaskał towarzyszom z PZPR podczas bydgoskich obchodów 1 maja.

Fakt – Zdzisław Tylicki piął się po szczeblach kariery w Romecie również dzięki pracy w partyjnej propagandzie. Ten syn rzemieślnika ze Śródmieścia zatrudniony w rowerowym kombinacie od ucznia, kończył jako prezes jednej ze spółek-córek upadającego giganta. W międzyczasie malował tablice z hasłami wielbiącymi socjalizm, organizował partyjne odczyty, konferencje, zabawy. Klasyczny PRL-owski KO-wiec (tzw. kulturalno-oświatowy).

Po upadku Rometu, już jako emeryt, zaangażowany bez końca w pracę na rzecz Bydgoszczy, ze szczególnym uwzględnieniem seniorów. Niepojęte, ile ten facet ma energii. Od świtu do nocy dzwoni, spotyka się, działa. Ma spory wkład w takie dzieła jak Pomnik Kazimierza Wielkiego czy odbudowa Fontanny Potop. Kultywuje pamięć o Romecie. Jednak jego największa zasługa to oddanie się ludziom, tym niedołężnym, zapomnianym, samotnym. Właśnie za to miasto Bydgoszcz nagrodziło Tylickiego Medalem Kazimierza Wielkiego. Nie za malowanie szyldów na cześć Gierka czy Hermaszewskiego, nie za wręczanie szturmówek przed pochodami pierwszomajowymi. Za społeczną aktywność, z której wypływa mnóstwo dobra i dla miasta, i dla drugiego człowieka.

Jak to w Bydgoszczy bywa – medal dla Tylickiego natychmiast wzbudził protesty. Najbardziej zagorzałym krytykiem wyróżnienia jest były radny Andrzej Adamski. Oczywiście nie ma tyle odwagi, by wprost wyartykułować, o kogo mu chodzi, jednak każdy uważny czytelnik jego wypocin domyśli się w lot: o Tylickiego.

Skąd taka awersja Adamskiego do  swojego dawnego kumpla ze Związku Młodzieży Socjalistycznej? Być może stąd, że już za komuny młodemu Adamskiego nie udało się zrobić partyjnej kariery? Skończył swoją działalność w ZMS na marnym noszeniu szturmówki na ulicach Warszawy, kiedy wraz z innymi młodymi komunistami maszerował pod Pałac Kultury na Zjazd ZMS. Tam aż się zanosił od oklasków, kiedy przemawiał Gierek. Dzielił się swym zachwytem z młodymi towarzyszami, wracając do Bydgoszczy specjalnie podstawionym partyjnym pociągiem. Później, też z Tylickim, grał pierwsze skrzypce pod honorową trybuną na pochodach 1 maja. Młodzi działacze wartko oklaskiwali starych towarzyszy, Adamski i Tylicki po równo nie żałowali dłoni.

Później ich drogi się rozeszły, ale Tylicki nigdy się nie wypierał swojej drogi. A Adamski próbuje wmówić ludziom, że antykomunizm wyssał z mlekiem matki. Jakby wszyscy rometowcy pamiętający tego oddanego ZMS-owca już nie żyli albo zapadli na sklerozę.

Nie toleruję komuchów. Coś się we mnie buntuje, kiedy widzę, że niemal 30 lat po upadku PRL tak wielu z nich wciąż ma się świetnie. Wyniosłem tę niechęć z domu, wyniosłem z własnego życia. Posmakowałem smaku schyłkowej komuny. Kiedy powoli zdychała, kończyłem podstawówkę. PRL nie był dla mnie żadnym „najweselszym barakiem obozu socjalistycznego”, epoką, w której „ludzie żyli może i biednie, ale każdy miał po równo”. Mój PRL to spółdzielcze 34-metrowe mieszkanie z ciemną kuchnią, ulice brudne, domy szare, wieczna jesień, ta z tych najgorszych, z zimnym wiatrem, tnącym deszczem i błotem na ścianach sypiących się kamienic. Knajpy pełne robotników, którzy zamiast odpoczywać po szychcie z rodzinami, zapijają beznadzieję chrzczonym piwem i wyrobem winopodobnym. Wszechobecny smród tanich fajek, pustki w sklepach i obrzydliwa propaganda w TV. Mój PRL to dygnitarze, brzuchaci panowie życia i śmierci, w brązowych dwurzędowych marynarkach. Pamiętam panikę w ich oczach, kiedy system, który trzymali za pysk siłą i propagandą, odchodził w niebyt. Jednak jeszcze bardziej od nich brzydzą mnie przechrzty, wazeliniarze kajający się przed towarzyszami jak psy, którzy kiedy tylko komuna przegniła, stroją się w szatki pierwszych antykomunistów.

Wolę tysiąc razy jednego Tylickiego, niż stu antykomunistycznych Adamskich.

Marcin Kowalski

Felietonista, właściciel Markomedia.pl

Najczęściej nominowany do dziennikarskiej nagrody Grand Press w historii tego wyróżnienia, prowadzi firmę medialną Markomedia.pl. Jego felietony „Kowalski na dobry tydzień” co poniedziałek ukazują się w portalu metropoliabydgoska.pl

Panel dyskusyjny


Dyskusja dla wszystkich

Podobne wpisy

Powiązane treści