Bydgoszcz
2C
Słonecznie
80% wilgotność
Wiatr: 5km/h W
H 2 • L 2
-0C
Nd
1C
Pon
1C
Wt
2C
Sr
2C
Czw
PILNE: Wstrzymano ruch tramwajów na Wilczak. Linie nr 1 i 3 zostały skierowane na Rycerską.
Metropolia BydgoskaAKTUALNOŚCIUczniowie i gwara bydgoska
DSCF0122 (Copy)
28.10.2016 | 16:00

Uczniowie i gwara bydgoska

Konkurs na opowiadanie pn. „Moje Miasto”- opowiadanie z gwarą bydgoską w tle” miał na celu rozbudzenie patriotyzmu lokalnego u młodzieży.

Na zdjęciu: Do uczestników konkuru specjalny list wystosował Prezydent Miasta Bydgoszczy.

Fot. Stanisław Gazda

W Zespole Szkół Mechanicznych Nr 1 został rozstrzygnięty wojewódzki konkurs literacki dla szkół gimnazjalnych „Moje Miasto”- opowiadanie z gwarą bydgoską w tle” w ramach obchodów 670 – lecia  naszego miasta. Na konkurs, nad którym honorowe patronaty objęli wojewoda kujawsko-pomorski oraz prezydent Bydgoszczy wpłynęło wiele ciekawych prac. Jury nie miało łatwego zadania i po długich obradach wyłoniło cztery prace nagrodzone i kilka wyróżnionych.

-Mamy nadzieję, że ten konkurs będzie impulsem do czegoś większego, cyklicznego, bo rozbudzanie patriotyzmu lokalnego jest niezwykle istotne i ważne, a gdy przy tym doprowadzamy do pobudzania uczniów do czytania, oderwania ich od komputerów i internetu, to jest to działanie nie do przecenienia, sprawa priorytetowa dla rodziców, nauczycieli i wychowawców – powiedziała nam Małgorzata Gutkiewicz, nauczycielka języka polskiego w ZSM Nr 1 i przewodnicząca jury.

Zaskoczeniem dla jurorów było to, że młodzież pisząc opowiadania, uwzględniła elementy patriotyczne, związane z miłością do Bydgoszczy, że temat podjęty i przedstawiony został w sposób niebanalny, pomysłowy. Przede wszystkim zdziwiła jurorów ilość słów gwarowych wykorzystanych w opowiadaniach.

Autorką zwycięskiej pracy jest Oliwia Sobieraj z Gimnazium im. Karola Wojtyły w Brzozie. Ex equo drugie miejsce przypadło Dominice Gredys i Jagodzie Jabłońskiej z Gimnazjum przy ZS Nr 3 , trzecie miejsce zajęła Zofia Wieluńska z ZS Nr 10 w Bydgoszczy.

A to obszerne fragmenty zwycięskiego opowiadania pt. „Mój rodzinny fyrtel”:

Mam na imię Zosia. Mieszkam na wsi w pobliżu Bydgoszczy. Jestem uczennicę trzeciej klasy Gimnazjum i przeżyłam właśnie najpiękniejszą przygodę w swoim życiu. Każde wakacje spędzałam z moją przyjaciółką Basią. Jednak w tym roku było inaczej. Otóż po raz pierwszy nie towarzyszył mi ani komputer, ani Internet. Za to mogłam usłyszeć i zapamiętać język, który odchodzi w niepamięć. Mam na myśli gwarę bydgoską. Doskonałą okazją do jej zapamiętania była wizyta u rodziny w Bydgoszczy. Przywitała mnie babcia, której towarzyszyła pani Róża, jej przyjaciółka. Po powitaniu kazała mi powiesić katanę w antrejce i włożyć buty do kisty.

Dziwnie i obco brzmiące słowa wprowadziły mnie w osłupienie. Babcia zorientowała się, że niewiele rozumiem. Wyjaśniła więc znaczenie słów. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść. Po wspólnym obiedzie, który składał się z eintopfu oraz plyndz, miałam wrażenie, że moja rodzina rozmawia w nieznanym mi, obcym języku. Babcia pytała mnie o mojego starszego brata Jacka. Zapamiętała go jako flejtucha i łuntrusa uwielbiającego chodzić na szage. Nie zapomniała także, że w stosunku do kolegów był frechowny. Zorientowałam się, że w pamięci babo pozostał obraz wnuczka wolącego biegać w badejkach niż w ancugu. No cóż, kindersztuba jest ważna. Jednak mój braciszek wolał bomblować z kolegami z babcinego frytła. Rozbawiły mnie jej wspomnienia, bo pojawiły się coraz to nowe określenia z gwarą. Na przykład do wyszorowania brudnych gir potrzebny był glansapier łub szruber. Dopiero potem można było spać w bambetlach. Muszę przyznać, że mój brat to niezły lofer i huncwot.

Równie ciekawe słownictwo dotyczyło relacji sąsiedzkich. Pani Róża powiedziała, że sąsiedzi z parteru żyją na knebel, a dziadek zrobił dziurę w buksach. Powoli „dziwne słowa” stawały się coraz zrozumialsze i bliższe, zwłaszcza, że babunia na śniadanie szykowała gzik a pani Róża przyniosła świeże szneki z glancem. Na stole zawsze leżała tutka z tutti-frutti, przysmak wesołej dzieciarni, którą tu nazywają gzubami. Sporo kłopotów miał zawsze z nimi dziadek. Nie znosił jak rojbrują. W chłodne letnie wieczory kazał ml zakładać, jupkę, a gdy miałam katar, to wycierać kluk. Dziadek lubił majsterkować, a do tego służyły mu śrubsztak, waserwaga, krajzega i laubzega. Przyznam, że żadnego z tych słów nie znałam. Jednak poczułam dumę. Poznają tę mowę stawałam się przecież częścią mojej małej ojczyzny, w której dziadkowie zachowali swoją regionalną mowę. Nabyłam też cenne nowe umiejętności, bo pani Róża nauczyła mnie sztrykować, a babcia heklować.

Tegoroczne wakacje pozostawiły w moim sercu trwały ślad…

Posłuchajcie rozmowy ze zwyciężczynią –  Oliwią Sobieraj:

 

 

Podobne wpisy

Powiązane treści