Bydgoszcz
1C
Słonecznie
64% wilgotność
Wiatr: 1km/h WSW
H 1 • L 1
5C
Sob
5C
Nd
8C
Pon
14C
Wt
15C
Sr
PILNE: Źle zaparkowany pojazd na ul. Chodkiewicza. Tramwaje linii nr 4 i 6 skierowane zostały na Las Gdański.
Metropolia BydgoskaAKTUALNOŚCIWołanie o koronera
koroner_szpital
17.10.2016 | 10:28

Wołanie o koronera

W Polsce wciąż nie mamy precyzyjnych przepisów i procedur dotyczących stwierdzania zgonu oraz pieczy nad zwłokami.

Na zdjęciu: - Powołanie koronera rozwiązałoby wiele problemów - twierdzą zwolennicy pomysłu.

Fot. FreeImages

Biuro koronera jest jedną z najstarszych instytucji znanych prawu angielskiemu. Koroner jest tam wyłączną osobą mogącą poświadczyć przyczynę śmierci oraz podejmującą decyzje o prowadzeniu dalszego dochodzenia w sprawie zgonu. Instytucja ta występuje również w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii. W Polsce wciąż nie mamy precyzyjnych przepisów i procedur dotyczących stwierdzania zgonu oraz pieczy nad zwłokami. Sprawa jest bardzo pilna, bo chodzi o godność człowieka, przysługującą mu także po śmierci. 

Póki co, obowiązują zasady określone w art. 11 ustawy z 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Zgodnie z nim – zgon i jego przyczyna powinny być ustalone przez lekarza leczącego chorego w ostatniej chorobie, a po godzinie osiemnastej, w soboty, niedziele i inne dni ustawowo wolne od pracy, lekarza z rejonowej placówki świadczącej usługi nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Jednocześnie, drugi ustęp wspomnianego artykułu stanowi, że w razie niemożności dopełnienia tego przepisu, stwierdzenie zgonu i jego przyczyny powinno nastąpić w drodze oględzin dokonywanych przez lekarza lub w razie jego braku przez inną osobę powołaną do tej czynności przez właściwego starostę, przy czym koszty tych oględzin i wystawionego świadectwa nie mogą obciążać rodziny zmarłego. Nie określono jednak zasad i źródeł finansowania wynagrodzeń dla tych osób.

W styczniu 2013 roku podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki, odpowiadając na interpelację poselską, zasygnalizował, iż „stwierdzenie zgonu przez osobę powołaną przez starostę powinno mieć charakter incydentalny”.

Jak jest w rzeczywistości? Nierzadko dochodzi do sytuacji, że ciało pozostaje w miejscu publicznym nawet przez kilka godzin, a w przypadku zgonu w karetce doprowadza się do jej zawracania na miejsce wypadku i pozostawiania tam zwłok, albowiem ratownicy medyczni nie są uprawnieni do stwierdzania zgonu.

Prawdziwe problemy pojawiają się w przypadku rodzin, których bliscy zmarli w domu na przykład w weekend, kiedy lekarz rodzinny może być trudno dostępny, a dyspozytor pogotowia ratunkowego odmawia przyjazdu lekarza pogotowia na wezwanie, aby stwierdził zgon i wypisał niezbędne dokumenty. A bez nich rodzina nie może rozpocząć formalnie procesu organizacji pogrzebu. Jeszcze gorzej, gdy zgon nastąpi w cudzym mieszkaniu bądź w wyniku śmierci gwałtownej – urazu, uduszenia bądź zatrucia. Taka śmierć może nasuwać podejrzenie popełnienia przestępstwa i powinna być właściwie zakwalifikowana.

Wołanie o koronera jest sprawą, która spędza Krzysztofowi Tadrzakowi sen z oczu od co najmniej czterech lat, czyli odkąd pełni funkcję dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy.

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to znaczy, że chodzi o pieniądze. Według moich szacunkowych wyliczeń, na funkcjonowanie koronera z budżetu miasta bądź starostwa trzeba byłoby wyasygnować około 400 tysięcy złotych rocznie. Ale zawsze można dogadać się z lekarzami, którzy nie musieliby zajmować etatów – wystarczyłoby, żeby pełnili dyżury pod telefonem. Jest wielu lekarzy na emeryturach, wciąż w pełni sprawnych – dlaczego nie skorzystać z ich usług? – wyjaśnia w rozmowie z nami Tadrzak. I dodaje, że takie rozwiązanie ograniczyłoby szacunkowe koszty o blisko połowę. – Nie zapominajmy, że pogotowie ratunkowe jest sztywno obwarowane przepisami do kogo może pojechać. Do ludzi martwych – nie! – podkreśla dyrektor WSPR.

Przepisy wyraźnie określają, że zwłoki muszą zostać zabrane z miejsca, w którym nastąpił zgon, w czasie maksymalnie dwunastu godzin. Pat decyzyjny to jednak utrudnia – z jednej strony zrozpaczona rodzina zmarłego, z drugiej – coraz częściej policja wzywająca do topielców, samobójców, ofiar nieszczęśliwych wypadków, z trzeciej bezradne pogotowie, z czwartej zakład pogrzebowy, który bez aktu zgonu nie może przyjąć zwłok. Do czego to prowadzi? Mówiąc wprost – do omijania przepisów. Wzywa się więc karetkę do zmarłego (twierdząc, że nie wiadomo, czy żyje) i wiezie jako żywego.

Czy może być inaczej – przykłady z polskich miast pokazują, że tak. W oparciu o samorządowe środki osoby z obowiązkami koronera funkcjonują między innymi w jedenastu miejscowościach i gminach na Podkarpaciu. Nowa procedura sprawdza się ponadto w Łodzi, Opolu, Będzinie czy Piotrkowie Trybunalskim.

Łódź – tam już kilka lat temu dostrzeżono problem i wypracowano własne rozwiązania dotyczące konieczności wystawiania kart zgonu oraz ustalania jego przyczyn. W każdym roku kalendarzowym miasto zawiera umowę na realizację usługi z wybranym w trybie zapytania ofertowego podmiotem wykonującym działalność leczniczą. Od dłuższego czasu jest nim Miejskie Centrum Terapii i Profilaktyki Zdrowotnej im. bł. Rafała Chylińskiego w Łodzi przy ul. Niciarnianej 41.

Przedmiotem umowy jest wystawianie kart zgonu oraz ustalanie przyczyn zgonów, które miały miejsce w granicach Łodzi. Wykonawca umowy zapewni między innymi całodobowy dyżur lekarza, który dokonuje po wezwaniu oględzin zwłok. W praktyce centrum udostępnia całodobowo linię telefoniczną, pod który swoje wezwania kierują: policja, straż miejska, pogotowie czy wydziały magistratu. Koszt takiej umowy dla budżetu miasta w roku 2016 wyniesie niespełna 28,5 tys. zł. – Rozwiązanie łódzkie spotyka się z dużym zainteresowaniem innych miast, które starają się rozwiązać problem przy braku aktualnych przepisów prawnych – mówi Grzegorz Gawlik z zespołu prasowego łódzkiego ratusza. Tylko w pierwszym kwartale bieżącego roku lekarze tamtejszego centrum wystawili 170 kart zgonu, rok temu – ponad pół tysiąca.

Na terenie Piotrkowa Trybunalskiego od 2012 r. współpraca w zakresie stwierdzania zgonów oparta jest na podstawie dobrej woli. Lista lekarzy chętnych do współpracy została stworzona po złożeniu ofert opublikowanych na stronie internetowej urzędu miasta. Wykaz pięciu lekarzy udostępniony został policji, straży miejskiej oraz wszystkim jednostkom służby zdrowia funkcjonującym na terenie miasta. – Za każdy stwierdzony zgon urząd ustalił kwotę 250 zł płatnych na podstawie faktury wystawionej przez danego lekarza – tłumaczy nam Anetta Adaszek z piotrkowskiego urzędu miasta.

Jak na tym tle wygląda sytuacja w Bydgoszczy? W związku z niepokojącymi informacjami o odmowach przyjazdu zespołów ratownictwa medycznego do zgonów, temat ten był omawiany na posiedzeniach Komisji Bezpieczeństwa i Porządku dla Miasta Bydgoszczy i Powiatu Bydgoskiego. W efekcie prezydent Rafał Bruski wraz ze starostą bydgoskim zapytali wojewódzki oddział Narodowego Funduszu Zdrowia, czy możliwe jest zapisanie w umowach z jednostkami świadczącymi usługę podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) obowiązku stwierdzania zgonu. Z odpowiedzi NFZ wynika jednak, że „czynność stwierdzenia zgonu oraz jego przyczyny nie stanowi świadczenia zdrowotnego ani świadczenia opieki zdrowotnej i nie jest finansowana ze środków, którymi zarządza fundusz.

Jednocześnie prezydent, również wspólnie ze starostą, wystosowali do ministra zdrowia list z prośbą o przekazanie informacji o zaawansowaniu prac nad wskazanymi wyżej przepisami wykonawczymi. Ta nadeszła dopiero po wysłaniu pisma ponaglającego. Wynikało z niej, że nowy projekt ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych regulujący kwestię koronera miał być gotowy do 31 marca. Na początku maja br. prezydent Bydgoszczy i starosta wysłali do Ministerstwa Zdrowia kolejne pismo w przedmiotowej sprawie. Tym razem resort zadeklarował, że prace nad projektem ustawy przedłużono do grudnia. – O podejmowanych działaniach informowani byli członkowie Komisji Bezpieczeństwa i Porządku dla Miasta Bydgoszczy i Powiatu Bydgoskiego – przyznaje Anna Strzelczyk-Frydrych z biura prasowego Urzędu Miasta Bydgoszczy.

Tyle że zdaniem urzędników, sama informacja od ministerstwa to za mało. – Powyższy problem wymaga pilnego rozwiązania systemowego i tylko w przypadku wydania odpowiednich i spójnych aktów prawnych w tym zakresie będzie możliwe powoływanie przez starostów osób odpowiedzialnych za stwierdzanie zgonu – podsumowuje Paulina Wengler, odpowiedzialna z ramienia starosty bydgoskiego za obsługę rady powiatu i sprawy obywatelskie.

Powiązane treści