Bydgoszcz
11C
Słonecznie
93% wilgotność
Wiatr: 5km/h SW
H 11 • L 11
14C
Nd
10C
Pon
11C
Wt
14C
Sr
15C
Czw
ZDMiKP: Kolizja w pobliżu przystanku Gdańska/Stadion Zawisza. Możliwe są opóźnienia.
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolityka„Zachem to polski Czarnobyl”. Ekologiczny problem wzbudził emocje na sesji rady miasta
Tereny pozachemowskie wciąż są miejscem składowania toksycznych odpadów_SG (2) (Copy)
28.03.2018 | 13:17

„Zachem to polski Czarnobyl”. Ekologiczny problem wzbudził emocje na sesji rady miasta

Na zdjęciu: Teren po Zachemie określany jest "polskim Czarnobylem"

Fot. SG

Dramat sytuacji na Zachemie polega na tym, że źródło zanieczyszczeń jest w jednym miejscu, a skutki są widoczne w drugim – powiedział na dzisiejszej sesji rady miasta poseł Piotr Król. Przedstawiona w czasie obrad informacja na temat zanieczyszczeń na terenach po Zachemie wzbudziła emocje, ale nie zabrakło też konkretnych deklaracji.

Dyskusja poświęcona bydgoskiej bombie ekologicznej była punktem, który wzbudziła największe zainteresowanie na posiedzeniu rady miasta. Obecni na niej byli nie tylko mieszkańcy Łęgnowa, ale też parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości – Piotr Król, Ewa Kozanecka i Łukasz Schreiber.

Na początku tego punktu sesji dyrektor wydziału zintegrowanego rozwoju Grzegorz Boroń przedstawił informacje na temat zanieczyszczeń na terenie Zachemu. Swoje wystąpienie zaczął od podkreślenia, że teren po dawnych zakładach stał się problemem nie tylko środowiskowym, ale i zdrowotnym. Pierwsze ostrzeżenia dotyczące zanieczyszczeń pojawiły się już w latach 60. XX wieku – w 1963 roku odkryto pogorszenie jakości wody w studniach gospodarczych wsi Plątnowo-Łęgnowo. Odpady poprodukcyjne nie wyjeżdżały poza teren zakładu – były składowane w miejscach do tego wyznaczonych, m. in. w dawnych wyrobiskach kruszywa. Nie odpowiadały one jednak obecnym standardom składowania odpadów. W 2003 roku, przy największym kompleksie składowisk „Zielona”, wybudowano przesłonę przeciwfiltracyjną, Nie była ona jednak skuteczna. Obecnie składowisko należy do prywatnej spółki, która nie podjęła działań zabezpieczających teren, ani nie uruchomiła ujęcia barierowego.


CZYTAJ WIĘCEJ: Bomba ekologiczna po Zachemie. Jak powstała?


Jak powiedział Boroń, czas migracji zanieczyszczeń z ognisk na terenie Zachemu do rzeki Wisły może potrwać sto lat. Wydobywanie wody na terenie Łęgnowa może spowodować obniżenie poziomu wód gruntowych i przyspieszenie dopływu zanieczyszczeń w obszar osiedla. Syndyk zakładu nie poczuwa się jednak do walki z problemem, czego przykładem jest niekontrolowana sprzedaż składowiska „Zielona” i regularne odwoływanie się od decyzji RDOŚ, nakładającej na niego obowiązek przeprowadzenia działań w rejonie składowisk. Likwidacja skażenia, według wyliczeń Akademii Górniczo-Hutniczej, kosztowałaby nawet 3 miliardy złotych. Boroń podkreślił, że ani miasto, ani województwo nie da sobie rady z tym problemem i koniecznie powinien się z nim zmierzyć Skarb Państwa.

Po informacji na temat zanieczyszczeń głos zabrał poseł Piotr Król. Parlamentarzysta powiedział, że jest gorącym zwolennikiem stworzenia umowy społecznej, aby zająć się problemem Zachemu ponad partyjnymi podziałami. – Muszę przyznać rację dyrektorowi Boroniowi. Nie sprzyja nam to, że zakłady chemiczne nie istnieją. Odpowiedzialność za zanieczyszczenie terenu powinien ponosić syndyk. Nie przejmuje się on jednak działaniami na rzecz ochrony środowiska. Niektóre zapisy aktów notarialnych, zawieranych przez syndyka, budzą wątpliwości. Mam nadzieję, że w tym roku osamotnione RDOŚ i WIOŚ będą miały wsparcie ze strony specjalnej instytucji zajmującej się takimi zagrożeniami, która ma zostać powołana przez ministra środowiska – powiedział parlamentarzysta.


PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Łęgnowo na ekologicznej bombie. Kamyczki, które ruszyły pomocową lawinę


Król poprosił też o to, aby szczegółowo kontrolować, jakie ładunki są wwożone na teren po Zachemie. Istnieją bowiem podejrzenia, że wjeżdżają tam ciężarówki przewożące niebezpieczne odpady. Zdaniem posła tego typu działania mogliby przeprowadzać strażnicy miejscy. Ponadto zaproponował on też przeprowadzenie audytu instalacji, które pozostały na terenie Zachemu.

Swoje zdanie na temat problemu terenów pozachemowskich wyrazili też radni. Bogdan Dzakanowski skrytykował Rafała Bruskiego za opieszałość w kwestii zanieczyszczeń. – Szkoda, że czerpie pan informacje z ulotki, a nie badań AGH. To nie jest tylko wina syndyka, tylko byłego dyrektora Zachemu, kolegi partyjnego prezydenta. Bruski uznał wypowiedź radnego niezależnego za wystąpienie polityczne i manipulację. – Wróg jest w ziemi. Zasłania się pan za innymi osobami, to jest typowa metoda na pomówienia. Jeśli jeszcze raz będę obrażony na tej sali, to przestanę przychodzić na sesje. Po wystąpieniu prezydenta głos ponownie zabrał Dzakanowski, który także zarzucił prezydentowi manipulację. Wtedy Bruski opuścił salę sesyjną.

Tomasz Rega zaapelował o merytoryczną dyskusję i zastanawiał się, dlaczego na sali nie jest obecny Piotr Całbecki. – Znowu bohaterem sesji są nerwy i emocje. Brakuje mi na niej marszałka lub jego przedstawiciela. Przedstawiciel koalicji Jakub Mikołajczak zakomunikował, że Rafał Bruski poprosił o pomoc europosła Tadeusza Zwiefkę, by zainteresował on tematem Zachemu Komisję Europejską. Zwiefka zapytał KE, czy w budżecie Unii Europejskiej znajdują się środki finansowe na likwidację skażenia oraz czy są dostępne programy dodatkowe na ten cel.Na odpowiedź trzeba poczekać 2-3 tygodnie. Wcześniej musi się jeszcze wypowiedzieć polski rząd. Mikołajczak zaapelował do bydgoskich parlamentarzystów o aktywność w tej kwestii. Jan Szopiński przedstawił za to pomysł zorganizowania we wrześniu debaty poświęconej problematyce bomby ekologicznej.

Dzisiaj jesteśmy bogatsi o wiedzę i zainteresowanie tematem – powiedział prezydent Bruski. Stwierdził on, że polskie prawo przez lata rozproszyło odpowiedzialność za stan środowiska. Prezydent zapewnił, że podejmował wszelkie możliwe prawnie kroki, by walczyć z zanieczyszczeniem. Zadeklarował też pełne zaangażowanie w prace zespołu, powołanego przez wojewodę  oraz rozwinął pomysł wiceprzewodniczącego Szopińskiego, by wzorem informacji na temat budowy dróg ekspresowych poprosić służby odpowiedzialne za środowisko o przedstawianie co trzy miesiące wiadomości na temat Zachemu.

Pod koniec tego punktu sesji głos zabrała mieszkanka Łegnowa Renata Włazik, aktywnie działająca na rzecz likwidacji skutków zanieczyszczeń. Zapytała, czemu na sesję nie zostali zaproszeni specjaliści z AGH, a także poprosiła o inwentaryzację mieszkańców Łęgnowa i wsparcie dla rolników, gospodarującym na tym terenie.

Ciekawą informacją, o której na sesji mówił dyrektor Boroń jest fakt, że jeden z terenów pozachemowskich został kupiony przez dewelopera. Zgodnie z przewidywaniami sesja nie przyniosła przełomu w kwestii ograniczenia zanieczyszczeń – bardziej posłużyła nagłośnieniu tematu i podania informacji o najnowszych działaniach w tej sprawie. Poza podanymi wyżej działaniami (m. in. zapytania do Komisji Europejskiej) padła też zapowiedź przekazania wyników analizy AGH urzędowi miasta, w celu przygotowania założeń badań lekarskich dla mieszkańców. Poseł Król powiadomił też, że w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska trwa procedowanie dwóch wniosków na projekty (m. in. powstanie specjalnego sarkofagu na jednym ze stanowisk), które mają zatrzymać „rozciągnięty w czasie polski Czarnobyl” – takim określeniem wobec problemu terenów pozachemowskich posłużył się radny Stefan Pastuszewski.

Powiązane treści