Bydgoszcz
7C
Słonecznie
87% wilgotność
Wiatr: 3km/h SSW
H 7 • L 7
5C
Sob
4C
Nd
6C
Pon
5C
Wt
5C
Sr
Kolizja samochodu osobowego z tramwajem linii nr 4 na Szpitalnej. Ruch w kierunku pętli Glinki wstrzymany.
Metropolia BydgoskaMETROPOLIA LITEKulinariaZaduszki w aspekcie…kulinarnym
DSCF4616
01.11.2017 | 19:21

Zaduszki w aspekcie…kulinarnym

Na zdjęciu: W Zaduszki modlono się za zmarłych i...karmiono ich dusze.

Fot. Stanisław Gazda

W 998 r. ustanowiony został w Kościele (dzięki św. Odilonowi, opatowi benedyktynów w Cluny) Dzień Zaduszny (2 listopada), dzień nabożeństw i modłów w intencji wszystkich zmarłych, a zwłaszcza dusz odbywających jeszcze pokutę czyśćcową.

Oddawaniu czci swym zmarłym towarzyszyły zawsze obrzędy kultowe, modły i ofiary, a zwłaszcza ofiary z jadła i napojów. Z „Chłopów” Reymonta dowiadujemy się, że Kuba, parobek Macieja Boryny – w Zaduszki szedł na groby nieodwiedzane przez innych i rozsypywał tam kawałki chleba. Było to pożywienie dla dusz, znajdujących się w czyśćcu.

Przez cały ten dzień ludzie byli bardzo uważni. Zdawało im się, że dusze ich zmarłych, dusze czyśćcowe przychodzą do żywych, że krążą wokół kościoła, po obejściu. Dlatego też  kobiety często wystawiały przed dom jakieś jedzenie, aby zagubione dusze mogły się pożywić. Z wiary, że w tę właśnie noc, dusze zmarłych mogą odwiedzać swe domostwa, wynikał zwyczaj zostawiania dla nich uchylonych na noc drzwi i furtki, a na stole chleba i innego jadła. Na Podlasiu gotowano dla duszyczek kisiel owsiany i pełną jego miskę pozostawiano przez całą noc na stole.

Wiarę w obecność dusz zmarłych na ziemi, w dniu ich święta i obyczaj ugaszczania dusz, najdłużej zachowali prawosławni, także mieszkańcy polskich kresów wschodnich. W ich domach, w przeddzień listopadowego święta pieczono chleby i pierogi, gotowano bób, groch i soczewicę oraz kutię, którą jadano podczas uroczystości żałobnych i styp zadusznych i wraz z wódką stawiano na stole, aby w nocy duszyczki mogły się pożywić.

W Dzień Zaduszny bogaci gospodarze piekli chleb, zawozili na cmentarz i rozdawali nędzarzom za to, by się w zamian modlili za wskazanych zmarłych. Chleb wcześniej dzielono na tyle kawałków ile zmarłych osób, wymienionych z imienia, było w rodzinie. Przynoszono niekiedy nawet gorącą kaszę, którą w garnuszkach zostawiano pod kościołem lub pod murem cmentarnym; bo w Dzień Wszystkich Świętych i w Dzień Zaduszny, zawsze można było spotkać, siedzących tam i modlących się głośno dziadów kościelnych. Potrawy zanoszono również na cmentarze i składano na mogiłach; wylewano na nie także parę kropli wódki.

Tradycje kulinarne, związane ze wspominaniem zmarłych, od ponad wieku mają Kraków i Warszawa. Przed cmentarnymi bramami krakowskich cmentarzy na Rakowicach i Salwatorze, jedynie w tych dwóch dniach, nadal można kupić „miodek turecki”, zwany od dziesięcioleci „trupim miodkiem”. W Warszawie, przed cmentarzami na Powązkach i Bródnie, spotkamy „pańską skórkę” i małe precelki nanizane na sznurki. Jeszcze w połowie XX wieku zaduszne chlebki, ofiarowywane „dziadom”, spotkać można było np. na Lubelszczyźnie – jako powałki (ziemniaczane chlebki, które po upieczeniu stygły na powale tzn. deskach ułożonych na belkach stropowych). Na Ziemi Ciechanowskiej robiono peretyczki.

Kulinarne aspekty zaduszek, to nie tylko polska tradycja. We Włoszech, podobnie jak w innych krajach basenu Morza Śródziemnego, nie brakuje pogańskich tradycji, nawiązujących do grecko – rzymsko – etrusko – punickich korzeni regionu. Echa klasycznej kultury najłatwiej jest uchwycić w tzw. Wielkiej Grecji, a więc na południu półwyspu. Tamtejsze zwyczaje, obowiązujące podczas Wszystkich Świętych oraz Zaduszek, mogą dziwić. Zarówno na Sycylii, jak i w Toskanii dzieci na 2 listopada dostawały (i czasem jeszcze dostają) prezenty przyniesione przez zmarłych pod osłoną nocy. Świętowano hucznie i głośno, nie smucąc się wcale, a przeciwnie – ciesząc się. Maluchów nikt nie straszył duchami, uczono je natomiast szacunku dla zmarłych nazywanych „i nostri cari defunti”, czyli „nasi kochani zmarli”.

Po dziś dzień w całym kraju organizowane są niezliczone festyny i jarmarki z zabawkami i słodyczami przygotowywanymi specjalnie na 1 listopada. Takie podejście Włochów do dnia mającego upamiętnić nieżyjących nie jest w żadnym razie przejawem braku szacunku, tudzież ich beztroskiego podejścia do życia.

Dawne kultury cechowała tradycja cyklicznych bankietów, organizowanych nad grobami zmarłych. Nie bez przyczyny archeolodzy znajdują ogromne ilości fragmentów glinianych naczyń i resztek zboża właśnie na cmentarzyskach. Identyczne przesłanie niosą również freski i malowidła dekorujące najzamożniejsze groby. Jednym słowem, zaczynając od uroczystości pogrzebowych, poprzez wszystkie święta upamiętniające, hołd zmarłym oddawano w atmosferze radości. Podobne nastawienie przetrwało tysiące lat i nadal jest w Italii praktykowane.

Owoc granatu, od niepamiętnych czasów łączony z symboliką cmentarną, toteż pojawia się na wielu grobowych freskach. Dzisiaj granat stanowi podstawowy składnik tradycyjnego ciasta „colva” przygotowywanego na Wszystkich Świętych w Apulii, szczególnie w okolicach Foggia i Barletta.

Powiązane treści