Bydgoszcz
16C
Niebo częściowo zachmurzone
82% wilgotność
Wiatr: 5km/h E
H 16 • L 16
14C
Pon
15C
Wt
15C
Sr
17C
Czw
16C
Pt
Kolizja samochodu osobowego z tramwajem linii nr 4 na Szpitalnej. Ruch w kierunku pętli Glinki wstrzymany.
Metropolia BydgoskaBydgoszczEdukacjaZbigniew Pawłowicz: Sesja rady miasta będzie testem dla rektora UMK
Zbigniew Pawłowicz
23.02.2016 | 14:46

Zbigniew Pawłowicz: Sesja rady miasta będzie testem dla rektora UMK

Na zdjęciu: Zbigniew Pawłowicz jest inicjatorem i koordynatorem akcji zbierania podpisów pod projektem ustawy w sprawie powołania Uniwersytetu Medycznego w Bydgoszczy.

Fot. Leszek Grabowski

W poniedziałek prezydent Rafał Bruski ogłosił, że zwrócił się do przewodniczącego rady miasta Zbigniewa Sobocińskiego z wnioskiem o zwołanie nadzwyczajnej sesji poświęconej powstaniu w Bydgoszczy Uniwersytetu Medycznego. O to, czy i jaki wpływ może to mieć na debatę w sprawie nowej uczelni, zapytaliśmy dr. Zbigniewa Pawłowicza, koordynatora komitetu obywatelskiego zbierającego podpisy poparcia dla tej inicjatywy.

Eryk Dominiczak: W przyszły poniedziałek, z inicjatywy prezydenta Rafała Bruskiego, odbędzie się nadzwyczajna sesja rady miasta poświęcona powołaniu Uniwersytetu Medycznego w Bydgoszczy. Prezydent podkreślał, że rozmawiał z panem na ten temat, więc nie sposób nie zapytać – jak pan ocenia ten pomysł?
Zbigniew Pawłowicz: Uważam, że jest to bardzo dobry pomysł. Przede wszystkim, będzie to forum do rzeczowej dyskusji, której jak dotąd w sprawie uniwersytetu brakowało. Od dłuższego czasu debata polegała na przerzucaniu się epitetami, i to szczególnie z toruńskiej strony pod moim adresem. A tymczasem idea Uniwersytetu Medycznego została poparta przez 160 tysięcy osób i nie można tego uznać za coś nieważnego. Sesja rady miasta będzie dobrym testem dla rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika profesora Tretyna. Warto, aby pojawił się na sesji, podobnie jak osoby reprezentujące środowisko Collegium Medicum.

– Wierzy pan w obecność rektora na sali sesyjnej?
– Pan profesor Tretyn jest osobą publiczną i powinien rozumieć, że skoro największe miasto w regionu zgłasza tak istotny problem, to należałoby się z nim zmierzyć i swoje stanowisko merytorycznie uzasadnić. Czas skończyć z okresem, gdy toczył się wyścig o to, kto i do czyjego ucha szybciej dotrze. Tematyka Uniwersytetu Medycznego jest bowiem nierozerwalnie związana z powołaniem komitetu obywatelskiego i to jako jego inicjatywę powstanie nowej uczelni należy traktować. Obecność rektora UMK byłaby wyrazem poszanowania tej inicjatywy. Dlatego też, tak jak wspomniałem, poniedziałkowe posiedzenie rady miasta będzie testem dla pana profesora Tretyna. Jeśli wyśle na przykład rzecznika prasowego, pana Czyżniewskiego, z którym nie raz rozmawiałem i którego szanuję, to będzie to dla Bydgoszczy odpowiedni sygnał. Jaki – każdy może się domyślić.

– O powołaniu nowej uczelni mają zadecydować posłowie. Może zatem aktywnie zabiegać o ich udział w sesji?
– Moim zdaniem nie ma powodów, aby pojawili się tam parlamentarzyści spoza regionu. A radni wojewódzcy czy nasi posłowie zapewne się pojawią. Uważam, że porozumienia należy szukać wewnątrz regionu i twierdzę, że jest ono możliwe. Trzeba jednak usiąść wspólnie do stołu i rozmawiać na argumenty, a nie budować lobby za bądź przeciw w Warszawie.

– A jakimi argumentami dysponujemy jako Bydgoszcz?
– Przede wszystkim należy podsumować jedenaście lat funkcjonowania Collegium Medicum w strukturach UMK.  I jasno ocenić, czy był to okres sukcesu czy porażki. Słyszę dzisiaj, że profesor Tretyn mówi, że nazwa Collegium Medicum i miasto Bydgoszcz znajdą się na dyplomach absolwentów. To pytam, dlaczego nie zrobił tego dziesięć lat temu? Druga kwestia – z dziewięciu byłych akademii medycznych, które w latach 2007-2012 przekształciły się uniwersytety medyczne, wszystkie się rozwijają, a Collegium Medicum? Notuje spadki w rozmaitych rankingach. Niech więc profesor Tretyn wykaże, jakie zyski osiągnęło Collegium Medicum w ostatniej dekadzie.

– UMK publikuje dane dotyczące zmian w CM – wszędzie jest tendencja wzrostowa.
– Tak, tylko w obszarze naukowym nie można nie mówić o marginalizacji. Podam dwa przykłady – program En Food Life, który jest warty w regionie 100 milionów złotych i zakłada projekty badawcze do 2020 roku. Czy tam są jakieś bydgoskie kliniki czy katedry? Nie! Ale jest za to szpital wojewódzki w Toruniu, który przecież nie jest szpitalem uniwersyteckim. Dlaczego prace badawcze pana profesora Drewy dofinansowane z programu StrategMed są prowadzone w toruńskim szpitalu miejskim, a nie którymś z bydgoskich szpitali uniwersyteckich? To tylko wierzchołek góry lodowej.

– Jaką widzi pan szansę na wyjście z impasu?
– Po pierwsze niech Toruń i jego środowiska nie próbują konfliktować obu miast. Gdyby spojrzeć na to racjonalnie, to Toruń powinien powiedzieć „tak” dla Uniwersytetu Medycznego w Bydgoszczy, co byłoby także sukcesem tego miasta. A na razie mamy strategię, kto kogo ogra. Liczę, że łatwiej będzie nam szukać porozumienia po wyborach na rektora UMK, które zaplanowano na marzec. Może wtedy profesor Tretyn zastanowi się, czy warto najbliższe cztery lata funkcjonować w stanie permanentnego konfliktu z Bydgoszczą.

– Permanentnego?
– Tak, bo inne wyjście niż powołanie Uniwersytetu Medycznego w rachubę nie wchodzi.

– Minister Gowin zapewnia o poparciu dla integralności UMK, ale też proponuje Bydgoszczy utworzenie związku uczelni.
– I to jest dobra koncepcja, ale powołanie Uniwersytetu Medycznego jest pierwszym etapem do zawiązania takiego związku. Znowelizowana ustawa daje takie możliwości – wystarczy spojrzeć na projekt InnoTechKrak (w jego skład wchodzą: Akademia Górniczo-Hutnicza, Politechnika Krakowska i Uniwersytet Rolniczy – dod. red.). Taki związek to nie likwidacja uczelni czy pozbawianie ich autonomii, ale możliwość wspólnego występowania o granty, tworzenia podyplomowych studiów interdyscyplinarnych, czyli – mówiąc w skrócie – oddziaływania pozytywnie na cały region. A chyba Toruń nie chce być przeciwny rozwojowi.

– Na razie Toruń jest przeciwny odłączeniu CM od UMK, a ostatnio uchwałę senatu uczelni w tej sprawie poparła Rada Wydziału Lekarskiego. Naukowcy przestraszyli się obecności rektora na posiedzeniu rady?
– To złe spojrzenie na sprawę. Trzeba pamiętać, że uchwała była wymuszona przez rektora, który w ten sposób pokazuje tylko swoją, z całym szacunkiem, słabość i małostkowość. Rada Wydziału Lekarskiego nie jest organem statutowym uczelni. Takim jest za to Rada Collegium Medicum, a ona opowiedziała się za utworzeniem Uniwersytetu Medycznego. Posiedzenie Rady Wydziału Lekarskiego przypomina mi głosowanie jawne z 2004 roku, gdy ważyły się losy Akademii Medycznej. Profesor Śliwka siedziała ex cathedra, robiono zdjęcia i sprawdzano, jak kto głosował. Pod tym względem 27 głosów „za” nie jest sukcesem, ale porażką rektora jest pięć głosów przeciwnych i dwanaście wstrzymujących się. A opinia rady wydziału w tym wypadku to jest żadna opinia. Ciśnie mi się na usta jedno słowo – żenada.

Powiązane treści