Bydgoszcz
7C
Niebo częściowo zachmurzone
56% wilgotność
Wiatr: 8km/h WSW
H 7 • L 7
12C
Wt
7C
Sr
7C
Czw
9C
Pt
9C
Sob
W środę, 12 kwietnia ukaże się kwietniowy numer MetropoliaBydgoska.PL w druku. Wersję PDF udostępnimy około godziny 20:00. Zapraszamy!
Metropolia BydgoskaBydgoszczInwestycjeZróbmy sobie Bilbao
Rafał Bruski, Alstal, Linowiecki, TBiArchitekci, lodowisko - ST
16.04.2017 | 09:58

Zróbmy sobie Bilbao

Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Rafał Bruski od dawna deklaruje, że przede wszystkim buduje.

Fot. Sebastian Torzewski

Bydgoszcz Wenecją północy? To już nieaktualne. Teraz swoje oczy kierujemy symbolicznie na Paryż. I szukamy naszej wieży Eiffla.

Deklaracja złożona przez prezydenta Rafała Bruskiego podczas jednej z konferencji prasowych poświęconych miejskim inwestycjom zaczęła robić błyskawiczną karierę zarówno w mediach, jak i serwisach społecznościowych. – Za pięć, sześć lat możemy pomyśleć o budowie w Bydgoszczy czegoś, co stanie się jej wyróżnikiem. Będziemy mogli zbudować coś szalonego – wskazał odważnie włodarz miasta.

I tym stwierdzeniem otworzył giełdę pomysłów. Mniej lub bardziej poważnych. A także mniej lub bardziej realnych. Od tych faktycznie zahaczających o rozmach graniczący z wieżą Eiffla, po te zwyczajnie uszczypliwe, z budową chodnika i drogi dla rowerów na trasie Uniwersyteckiej włącznie.

A przecież należy pamiętać, że Bydgoszcz w konkurencji na szalone pomysły na pewno outsiderem nie jest. Na przestrzeni ostatnich lat koncepcje prezentowane przez rozmaitych polityków naprzemiennie zaskakiwały, wzbudzały emocje bądź uśmiech politowania.

Już w 2010 roku przed wyborami prezydenckimi Kosma Złotowski deklarował budowę kolejki górskiej z górnego tarasu miasta do centrum. Kilka miesięcy temu tym pomysłem zainspirował się radny Jarosław Wenderlich, który kolejkę obrócił o dziewięćdziesiąt stopni – miała ona jeździć wzdłuż południowej skarpy Bydgoszczy. A przecież nie tak dawno całą skarpę wziął na tapet senator Jan Rulewski, deklarując swoje opus vitae – rewitalizację całego zbocza od Wzgórza Dąbrowskiego do Łęgnowa.

Czy to koniec listy? Bynajmniej. Pylon trasy Uniwersyteckiej był kandydatem do dźwigania specjalnej gondoli na swój szczyt, skąd miał rozpościerać się widok na niemal całe miasto. A po sąsiedzku – na Wzgórzu Wolności – miał stanąć, na wzór londyński, diabelski młyn. Co więcej, zanim zaczęto poważnie rozmawiać o metropolii, rozmawiano o metrze. Autorka pomysłu – była posłanka i zastępczyni prezydenta miasta Grażyna Ciemniak.

Z oparów absurdu wyłania się jednak zupełnie realna koncepcja dążenia do osiągnięcia tzw. efektu Bilbao. Miasto w Kraju Basków stało się bowiem flagowym przykładem, jak z jednego z wielu stać się stawianym na świeczniku wyjątkiem. Otwarte w 1997 roku Muzeum Guggenheima okazało się dla niego turystycznym kołem zamachowym. Stąd chęć poszukiwania inwestycji na miarę tej z Półwyspu Iberyjskiego.

Tyle że ślepe patrzenie na jeden budynek jako gwaranta miejskiego sukcesu to taktyka na krótką metę. Przykład – angielskie Sheffield, gdzie zbudowane z dużym rozmachem Centre of Popular Music trzeba było po zaledwie kilkunastu miesiącach… zamknąć.

Dlatego też kluczem sukcesu miasta, przynajmniej na miarę ogólnopolską, powinno być szukanie nie tylko wspomnianego wyróżnika, ale uporządkowanie jego otoczenia. W przypadku Bydgoszczy taką szansą miałby być gminny program rewitalizacji (obejmujący między innymi Śródmieście i Stary Fordon). Tyle że nadal to projekt w fazie budowy i o dość mglistych założeniach. Podobnie należy wypowiadać się o kreowanej od kilku miesięcy strategii marki. Firma Synergia, która nad nią pracuje, zaproponowała koncepcję Bydgoszczy jako „miasta maestrii”. Z rzadka krytykowaną, raczej – przemilczaną.

Nasi rozmówcy zauważają, że słów prezydenta Bruskiego nie trzeba brać dosłownie. I służą przykładami. – Wyróżnik w każdym mieście, czy to polskim, czy europejskim, z pewnością się przyda. Tyle że możemy bazować na tym, co mamy. A mamy chociażby Bydgoski – podkreślam – Bydgoski Festiwal Operowy, na który miasto od osiemnastu lat przekazuje tyle samo pieniędzy – 200 tysięcy złotych. A na Camerimage – 2,4 miliona złotych. Dlaczego z festiwalu operowego nie uczynić naszego wyróżnika, angażując nieco większe pieniądze? – pyta retorycznie Jan Szopiński z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wiceprzewodniczący rady miasta.

– Sztandarowy tekst prezydenta, gdy cokolwiek proponujemy, to pytanie: „Komu zabrać?” – mówi nam z kolei radny Prawa i Sprawiedliwości Paweł Bokiej. Ale zaraz dodaje, że to nie oznacza, że odsądza koncepcję powstania wyróżnika od czci i wiary. – Ale taki pomysł w sumie już padł – to biegunarium w naszym zoo, które ma kosztować 10 milionów złotych. Albo lodowisko-ślizgawka za dwa razy tyle – wylicza polityk PiS. Zaraz jednak dodaje, że mimo negatywnego nastawienia do tych inwestycji, niewykluczone, że sam z ich dobrodziejstw skorzysta.

– W chwili obecnej nie stać nas na taką inwestycję. Ale za kilka lat, kto wie? – komentuje z kolei słowa Bruskiego Monika Matowska z PO. Sama wymienia trzy elementy, które mogą stanowić siłę Bydgoszczy. I co ważne – wszystkie już są dostępne w mieście nad Brdą. – Po pierwsze, to Wyspa Młyńska jako lokalizacja, która jest naszą wizytówką. Po drugie, Camerimage jako festiwal, który przyszedł do nas z innego miasta, ale jest już obecny w Bydgoszczy kilka lat. I wreszcie, festiwal perkusyjny, dzięki któremu możemy trafić w wyjątkową niszę – wskazuje szefowa klubu radnych Platformy.

Co do konkretnych pomysłów na nową, efektowną inwestycję, ostrożni są nie tylko radni, ale nawet sam prezydent. Rafał Bruski nie sprecyzował bowiem, jaki pomysł miałby potencjał godny Wieży Eiffla. Zapewnił jednak, że – jak zawsze – pamięta o kosztach. – Mam nadzieję, że podobnie będzie w przypadku budynków, które już są w rękach miastach, choćby Młynach Rothera czy hali targowej – podszczypuje prezydenta Jan Szopiński, deklarując, że do pytań o przyszłość tych obiektów z pewnością wróci niebawem.

Czy warto wydawać pieniądze na obiekty-ozdobniki?
Jan Szopiński (SLD)
– Gdy pada pytanie o to, czy miasto powinno nabywać zabytkowe budynki czy czekać, aż wszystko zweryfikuje wolny rynek, ja jestem zdecydowanie pośrodku. Miasto bowiem wszystkiego nie kupi, a rynek sam wszystkiego nie ureguluje. Dziwią mnie jednak dyskusje, chociażby o tym, czy miasto przejmie budynek dworcowy na Bydgoszczy Wschodzie. A i hala targowa budzi moje zdumienie… Myślałem, że jest wizja, co zrobić, jaki nakład środku potrzebny jest na tę halę. A tak to jak stała, tak stoi. A czy na horyzoncie jest wizjoner, który powie: „Zgłoszę się na konkurs i wygram”? O to na pewno będę pytał.

Paweł Bokiej (PiS)
– Nasze miasto ma różne niedofinansowane obszary swojego funkcjonowania, choćby drogi gruntowe. A my w odpowiedzi budujemy biegunarium czy dość kuriozalne lodowisko, które będzie funkcjonowało jako ślizgawka. Jakie inwestycje są potrzebne miastu? Na pewno parkingi, i to raczej podziemne. Na przykład na górnym tarasie miasta, gdzie PRL-owska zabudowa nie jest w stanie sprostać obecnej liczbie samochodów. Zauważam też, że prezydent przesuwa swoje inwestycje bliżej wyborów. Będzie mógł pochwalić się, przecinając wstęgi. A taka ulica Grunwaldzka to mu w ogóle spadła z nieba. Zresztą, widzę to też po swoim okręgu, gdzie prezydent chce oddać do użytku w okolicach wyborów basen. Jako reprezentant okolicznych osiedli – cieszę się, ale widać, że prezydent wykorzystać inwestycję jako kartę przetargową. Z kluczowych inwestycji infrastrukturalnych stawiam na rozbudowę ulicy Kujawskiej, to potrzebna inwestycja.

Monika Matowska (PO)
– Nie ukrywam, że czasami cieszę się z tego, co już mamy. Ale też spoglądam na innych i ich przedsięwzięcia. Choćby na festiwal filmowy, który odbywa się w Łodzi (Transatlantyk Festiwal – dod. red.), a gdzie można wziąć udział w akcji Kino Łóżkowe. To, przy odpowiedniej promocji i reklamie, z pewnością ściągnęłoby zainteresowanie. W kwestii inwestycji należałoby przeprowadzić szerokie konsultacje ze specjalistami. Na dzisiaj trudno powiedzieć, co najlepiej przysłużyłoby się Bydgoszczy.

Młyny Rothera i hala targowa? Spory potencjał i pojawiające się już pomysły. Choćby ten o utworzeniu muzeum mózgu, który przecież padł na spotkaniu niezwiązanym z przyszłością młynów. W przypadku hali należałoby skupić się na działalności usługowej, ze szczególnym naciskiem na gastronomię. Można by sprzedawać tam regionalne produkty przy współudziale lokalnych twórców. Coś na wzór odbywającego się cyklicznie frymarku.

Powiązane treści