Bydgoszcz
8C
Słonecznie
87% wilgotność
Wiatr: 2km/h ESE
H 8 • L 8
14C
Pt
10C
Sob
13C
Nd
15C
Pon
9C
Wt
Metropolia BydgoskaBlogiA wystarczy nie kraść
Autobus - linia 56, Belma, Wały Jagiellońskie - LG
07.12.2017 | 16:47

A wystarczy nie kraść

Na zdjęciu: Do scysji między 21-letnią Kerrie a kontrolerami biletów doszło w autobusie linii nr 56.

Fot. Leszek Grabowski / archiwum

Trwa telenowela związana z ubiegłotygodniowym zajściem w autobusie komunikacji miejskiej, gdzie dwóch kontrolerów przyłapało mieszkającą w Bydgoszczy obywatelkę amerykańską na jeździe bez biletu. I jak to w telenoweli, więcej tam emocji niż faktów.

Fakty są zaś takie – dwóch pracowników firmy Rewizor przeprowadzało kontrolę w autobusie linii nr 56 jadącym w kierunku placu Kościeleckich. 21-letnia Kerrie podróżowała nim do urzędu wojewódzkiego, aby odebrać kartę pobytu (w Bydgoszczy mieszka ze swoim partnerem od lutego). I w momencie kontroli nie posiadała skasowanego biletu. Reszty możemy dowiedzieć się z filmu nagranego przez jednego ze współpasażerów – widać na nim najpierw przepychankę między kobietą a kontrolerami, a następnie sytuację, w której kobieta przyciskana jest ciężarem jednego z nich do podłogi. Na koniec jedna z kobiet także podróżujących autobusem zapowiada wezwanie policji.

Tyle fakty. Reszta to mieszanina obiegowych opinii, wzajemnych uprzedzeń, domysłów, wreszcie – stosowanej przez obie strony taktyki, która ma dać mi psychologiczną przewagę nad oponentem. Bo każdy chciałby z tej sytuacji wyjść z twarzą. Choćby lekko podrapaną.

Z kontrolerami biletów problem jest podobny jak z policją. Kojarzą się z aparatem represji, są powszechnie nielubiani i każdy argument jest dobry, aby ich zdeprecjonować i w nich uderzyć. A gdy w grę wchodzi użycie jakiejkolwiek siły w stosunku do pasażera, to skala niechęci do nich staje się skalą bez górnej granicy.

Dlaczego tacy stanowczy nie jesteśmy, gdy należy piętnować zwykłe złodziejstwo, jakim jest jazda bez biletu? Dlaczego tak powszechne jest przyzwolenie na cwaniactwo, z uznaniem przyjmowane są pomysły przekazywania sobie biletów jednoprzejazdowych, a wystawanie pod drzwiami autobusu i tramwaju w celu namierzenia na przystanku „kanara” to prawie jak misja w grze strategicznej?

Oczywiście, podniosą się argumenty, że to przecież tylko trzy złote (albo, co gorsza, złoty pięćdziesiąt). Tyle że w tym wypadku decydujący jest efekt skali, który nakazuje myśleć o tym w kontekście komunikacji takiej, jaka jest. Czyli zbiorowa. I wyłudzenie (jakkolwiek to pompatycznie brzmi) też jest zbiorowe. Liczone co najmniej w dziesiątkach tysięcy złotych.

Wracając do budzącej kontrowersje sytuacji z ubiegłego czwartku, warto prześledzić zachowanie Kerrie, które przewija się w wypowiedziach jej narzeczonego. Oto bowiem najpierw (w serwisie bydgoszcz.wyborcza.pl) pojawia się jego relacja, że 21-latka chciała skasować bilet, ale był zbyt pogięty, aby kasownik go przyjął. Kilka dni później w tym samym miejscu mężczyzna tłumaczy, że jego partnerka przejechała dwa przystanki, po czym chciała skasować bilet (czyli de facto przyznał, że podróżowała wbrew zasadom). Kasownik jednak nie reagował, więc Kerrie postanowiła wysiąść. Miała nie zdążyć, bo drogę zagrodzili jej kontrolerzy.

Największa burza związana jest oczywiście z fragmentem udostępnionego w internecie nagrania, na którym widać kobietę przyciskaną do ziemi. Pozbądźmy się na chwilę wszelkich emocji, zapomnijmy, że pasażerka jest szczupłą kobietą i zajrzyjmy do przepisów. Oto bowiem Prawo przewozowe w artykule 33 pkt. 7 podpunkt 2 stanowi: „W razie niezapłacenia należności i nieokazania dokumentu – (przewoźnik, organizator transportu bądź osoba przez niego upoważniona może – dod. red.) ująć podróżnego i niezwłocznie oddać go w ręce Policji lub innych organów porządkowych, które mają zgodnie z przepisami prawo zatrzymania podróżnego i podjęcia czynności zmierzających do ustalenia jego tożsamości”.

Problem z tym zapisem jest taki, że słowo „ująć” jest zbyt ogólnikowe, żeby przyjmować do niego jedną miarę. A każda interpretacja prowadzi zazwyczaj na manowce. Dlatego też przyciskanie drobnej kobiety do podłogi budzi oburzenie. I w tym konkretnym wypadku – słusznie. Taki rodzaj użycia siły mocno uderza bowiem w godność człowieka (stąd wykazuję nieco więcej zrozumienia, że Kerrie może dzisiaj czuć się roztrzęsiona). Z punktu widzenia społecznego odbioru kontrolerów biletów uzasadnia opinie o ich domniemanej brutalności. Pracownicy firmy Rewizor powinni wykonać operację skalpelem, a zamiast tego sięgnęli po siekierę. W dodatku nienaostrzoną. Choć nadal śmiem twierdzić, że działali w ramach obowiązującego prawa.

Tyle że wyrok na nich w dużej mierze już został wydany. W plebiscycie popularności po tym zdarzeniu Kerrie bije ich na głowę, choć tak naprawdę sama powinna popukać się w czoło. Razem ze wszystkimi lansującymi histeryczne teorie o rasistowskich akcentach zdarzenia. Na filmie nie słychać ich w ogóle, miały podobno nastąpić (chodzi o słowo „czarnuch”) w rozmowie telefonicznej jednego z kontrolerów po opuszczeniu pojazdu. I właśnie – „miały”. Podobnie jak kobieta miała nazwać kontrolerów „białymi świniami”. Z zupełnie publicystycznego punktu widzenia – czy osoba z Nowego Jorku nie zna innych określeń na „białasów”? Znam kilka, znalazłem kilka kolejnych, ale „white pigs” się nie przewinęło. Jeżeli ktoś wyprowadzi mnie z błędu, będę wdzięczny. Dla mnie to bowiem nic innego jak wspomniana wcześniej taktyka, która finalnie sprowadzi się do potyczki „słowo przeciwko słowu”.

Dość osobliwy jest również sposób opisywania w niektórych mediach osoby, która de facto złamała prawo. W dwóch swoich tekstach na temat incydentu z 30 listopada ani razu nie widziałem potrzeby informowania czytelników o kolorze skóry Kerrie, a jej pochodzenie czy obywatelstwo traktowałem raczej jako uzupełnienie. Tymczasem od urodzonej w Belize osoby posiadającej amerykańskie obywatelstwo, Kerrie najpierw stała się Amerykanką, a później już nawet Amerykanką ze wspomnianego Nowego Jorku. Proponuję więc kolejny tytuł: „Młoda kobieta z Manhattanu poturbowana na prowincjonalnym Wilczaku”. Będzie lepiej, prawda?

A tak w ogóle, to nie zastanawiało Was, jak Kerrie chciała odebrać w urzędzie wojewódzkim kartę pobytu, nie posiadając przy sobie żadnego dowodu tożsamości?

PS Przy okazji chciałem jeszcze pogratulować felietonu redaktorowi naczelnemu „Tygodnika Bydgoskiego” Michałowi Jędryce, który doszukał się w zdarzeniu z autobusu politycznej odpowiedzialności prezydenta Rafała Bruskiego. Ujął mnie tym Pan. Ukłony.

Eryk Dominiczak - blog

Dziennikarz. Fanatyk Bydgoszczy.
Eryk Dominiczak

Panel dyskusyjny


Dyskusja dla wszystkich

Powiązane treści