Bydgoszcz
16C
Niebo częściowo zachmurzone
100% wilgotność
Wiatr: 5km/h ENE
H 17 • L 16
15C
Nd
14C
Pon
16C
Wt
15C
Sr
13C
Czw
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaBydgoszczRozrywka i kulturaAutorka powieści o bydgoskiej rodzinie: Moi bohaterowie często wymykają się spod kontroli [WYWIAD]
Edyta Świętek - SF
18.08.2020 | 10:22

Autorka powieści o bydgoskiej rodzinie: Moi bohaterowie często wymykają się spod kontroli [WYWIAD]

Na zdjęciu: Edyta Świętek jest autorką cyklu "Grzechy młodości", który opowiada o losach bydgoskiej rodziny Trzeciaków.

Fot. Szymon Fiałkowski

Saga „Grzechy młodości” podbiła serca bydgoskich czytelników. Wkrótce do ich rąk trafi ostatni tom powieści o rodzinie Trzeciaków. Z tej okazji porozmawialiśmy z autorką cyklu Edytą Świętek. Skąd czerpie inspirację? Czy przywiązuje się do swoich bohaterów? I czego możemy spodziewać się po najnowszym tomie, który nosić będzie tytuł „Pokłosie przekleństwa”? Na te i inne pytania Edyta Świętek odpowiada w wywiadzie dla MetropoliaBydgoska.PL.

– Jak została pani pisarką? To było marzenie z dzieciństwa?
Edyta Świętek: Tak, w moim przypadku pisarstwo jest wynikiem marzeń z wczesnego dzieciństwa. Bardzo szybko nauczyłam się czytać i pisać, a czytanie książek uznałam za najprzyjemniejszą formę spędzania czasu. W konsekwencji moje zabawy oscylowały wokół literatury, gdyż uwielbiałam tworzyć własne historie, zapisywać je w zeszytach i ozdabiać obrazkami. Można więc powiedzieć, że jednoosobowo byłam autorką, ilustratorką oraz wydawcą, a nawet kolporterem, gdyż stworzone w ten sposób książeczki sprzedawałam… mamie. Dzięki temu pozyskiwałam fundusze na kupno nowych zeszytów, kredek i innych akcesoriów potrzebnych do tworzenia nowych „dzieł”.

– Skąd czerpie pani inspiracje do swoich książek?
– Inspirujące jest życie jako takie. Czasami do napisania skomplikowanej wielowątkowej fabuły wystarcza mi jedno zasłyszane gdzieś zdanie, ciekawa plotka lub pozornie błahe wydarzenie. Patrząc na jakiegoś człowieka, potrafię sobie wyobrazić całą historię jego życia oraz drzewo genealogiczne sięgające kilka pokoleń wstecz, czy kilka pokoleń do przodu. Oczywiście nie odtwarzam na kartach moich powieści realnego świata i prawdziwych ludzi, a jedynie delikatnie inspiruję się wcześniejszymi obserwacjami. Mam bardzo bujną wyobraźnię, więc obmyślenie skomplikowanej, rozbudowanej historii przychodzi mi bez wysiłku.

– Gdy rozpoczyna pani pisać cykl powieści, ma już pani w głowie losy każdego bohatera czy może zdarzyło się pani kiedyś zmienić zdanie w trakcie pisania i inaczej ułożyć historię?
– Moi bohaterowie bardzo często wymykają się spod kontroli. Zwykle, gdy przystępuję do pracy, mam ogólną koncepcję powieści. Znam jej początek i koniec, natomiast to, co znajdzie się pomiędzy prologiem a epilogiem bardzo często ewoluuje. Nie trzymam się sztywno ustalonego planu, dzięki temu każda historia płynie naturalnie, bez sztuczności. Tak między innymi było w przypadku jednego z bohaterów sagi „Grzechy młodości”. Początkowo Roman Dereń miał odegrać niewiele znaczącą rolę, zdecydowanie negatywną. W miarę jak postępowały moje prace nad tym cyklem, postać zaczynała żyć własnym życiem i aż się prosiło o to, by poświęcić Romkowi znacznie więcej uwagi. Wyszedł mi dzięki temu bohater niejednoznaczny, wzbudzający skrajne emocje: od głębokiej niechęci, po sympatię i współczucie. Nadawanie postaci negatywnej pozytywnych cech sprawia, że staje się ona bardziej autentyczna. Aby powieść była realistyczna i życiowa, nie może być ewidentnie czarno-biała.

Czytaj także: Niezwykłe bydgoskie historie opisane na kartach powieści

– Napisanie kilkuset stron książki to wiele pracy. Jak ta praca wygląda? Zakłada sobie pani, że każdego dnia musi pani napisać powiedzmy 15 stron czy czeka pani na wenę i dopiero wtedy decyduje się na pisanie?
Od dłuższego czasu określam samą siebie jako zawodową pisarkę. Ponieważ literatura zapewnia mi środki do życia i nie rozpraszam się innymi zajęciami, muszę być zdyscyplinowana. Nie mogę sobie pozwalać na kaprysy weny twórczej – tak naprawdę wena jest niczym innym jak motywacją i chęciami do pracy. Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni, wykonuje swoją pracę z mniejszym lub większym zapałem. Mój tydzień jest więc bardzo schematyczny: od poniedziałku do piątku pracuję. Każdego dnia włączam komputer by pisać, współpracować z redaktorem, korespondować z wydawnictwem, bibliotekarzami i czytelnikami. Poszukuję ciekawostek, które są mi potrzebne do dalszej pracy.

Jeżeli jestem na etapie tworzenia jakiegoś tekstu, robię to codziennie. Mam ustaloną określoną wielkość tekstu, który chcę napisać. I piszę nawet wtedy, gdy mi się nie chce, a moja wena twórcza buja się na hamaku i patrzy na mnie z kpiną w oczach. Praca pisarza wymaga ogromnej wewnętrznej dyscypliny. Nikt za mnie nie napisze powieści. Jeśli dam się ponieść lenistwu albo coś zaniedbam, pozostanę bez środków do życia. Myślę, że to wystarczająco duża motywacja do tego, by codziennie siadać przed komputerem. Drugą, równie wielką motywacją są czytelnicy, którzy oczekują na kolejne powieści, dodają mi skrzydeł do dalszej pracy i czasami wręcz niecierpliwią się, że na kolejną publikację trzeba poczekać parę miesięcy.

– Czytelnicy często przywiązują się do bohaterów, których losy śledzą. A jak to jest w pani przypadku? Czuje pani więź z bohaterami swoich książek?
– Odczuwam mocne przywiązanie do postaci, które tworzę. W przypadku sag ta więź jest zdecydowanie silniejsza, ponieważ bohaterowie towarzyszą mi znacznie dłużej niż ci, którzy są wykreowani na potrzeby standardowych powieści. Staram się nadać postaciom jak najwięcej charakterystycznych cech, wciąż myślę o ich perypetiach, zastanawiam się,  jak pokierować ich losami. Nic więc dziwnego, że są mi bliscy.

– A jakie książki pani lubi czytać?
– Stawiam przede wszystkim na literaturę polską. Chętnie sięgam po klasykę, zaczytuję się w Prusie, Dołędze-Mostowiczu, Orzeszkowej czy Reymoncie. Do dzisiaj z przyjemnością wracam do Nienackiego, Musierowicz, Siesickiej, Ożogowskiej i wielu innych autorów, na których powieściach się wychowywałam. Równie wielką sympatią darzę współczesnych autorów. Aktualnie oferta wydawnicza jest tak bogata, że nawet najbardziej wybredny czytelnik znajdzie dla siebie coś interesującego.

– Najbliższy tom sagi Grzechy młodości będzie ostatnim. Jakie są pani dalsze plany?
Właściwie w chwili obecnej trudno mi jednoznacznie określić, jaka powieść ukaże się w pierwszej kolejności. Na pewno czytelnicy mogą spodziewać się wznowień wcześniejszych tytułów. Natomiast w przypadku nowości nie chcę się wypowiadać, ponieważ wydawnictwa, z którymi współpracuję, nie ustaliły jeszcze konkretnych dat premier. Z całą pewnością będę o tym informowała czytelników na bieżąco. Zachęcam więc do śledzenia stron internetowych, na których umieszczane są związane z tym informacje: mojego bloga oraz kont na Facebooku i Instagramie.

– Czego możemy spodziewać się po najbliższej książce o rodzinie Trzeciaków?
– W ostatnim tomie sagi „Grzechy młodości” staram się pozamykać wszystkie wątki. Tym razem także funduję czytelnikom przeskok w czasie i z raczkującego kapitalizmu lat dziewięćdziesiątych wskakujemy w kryzys ekonomiczny 2008 roku. Rzucam więc rodzinę Trzeciaków w wir kolejnych problemów. Ponieważ to ostatni tom, każdemu z bohaterów starałam się poświęcić niezbędne minimum uwagi. Wiem, że wielu czytelników z zapartym tchem czeka na to, jak zakończy się historia Marii Trzeciak vel Mirelli Wilimowskiej-Braun. Ta postać od początku wzbudzała ogrom emocji, więc również w piątym tomie będzie wiodła prym wśród potomków Tymoteusza.  Na pożegnanie kilku bohaterów dostanie przysłowiowego prztyczka w nos, inni wykaraskają się ze swoich tarapatów bez szwanku. Kto spadnie bezpiecznie niczym kot na cztery łapy, a kto po prostu nisko upadnie? O tym czytelnicy przekonają się niebawem, sięgając po „Pokłosie przekleństwa”.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane treści