Bydgoszcz
4C
Niebo częściowo zachmurzone
93% wilgotność
Wiatr: 2km/h SE
H 4 • L 4
10C
Nd
8C
Pon
9C
Wt
12C
Sr
11C
Czw
Metropolia BydgoskaAKTUALNOŚCIDni października bez ratownika?
MotoAmbulans_SG_duże (3)
23.09.2018 | 15:30

Dni października bez ratownika?

Na zdjęciu: Niektórzy ratownicy pracują na dwa etaty , biorąc dyżury w karetce i na motocyklu

Fot. Stanisław Gazda

Ogólnopolski Związek Ratowników Medycznych planuje na październik dni bez ratownika. Czy akcja obejmie nasz region? Na razie nie wiadomo, bo środowisko jest w tej kwestii podzielone.

Październik 2018 został ogłoszony miesiącem bez ratownika. Dlatego w dniach: 5-7, 13-14, 19-21, 27-28 oraz 31 października -1 listopada ratownicy mogą wziąć sobie urlop w dowolny dzień. „W październiku spędź więcej czasu z rodziną… Ratowniku! Ogłaszamy kroczące dni bez ratownika. Każdy etatowy, który może i ma chęć wziąć udział w akcji – bierze wolne od dyżuru. Kontraktowi w dniach absencji nie zabezpieczają wolnych dyżurów, bo nie mają takiego obowiązku. Obowiązek ten dotyczy tylko dyżurów, które zostały już zaplanowane w grafikach dla kontraktowych” – czytamy na stronie Ogólnopolskiego Związku Ratowników Medycznych.

Bydgoscy ratownicy medyczni o akcji wiedzą, ale ich zdania na temat przyłączenia się do niej są podzielone. Z zupełnie odmiennym podejściem spotkaliśmy się nawet w ramach jednej podstacji – dwie karetki, których dwie dwuosobowe ekipy kompletnie się ze sobą w tej kwestii nie zgadzają. – Jesteśmy jak najbardziej „za”. Ile można spokojnie dopominać się o swoją godność? – mówią jedni. Drudzy za to zauważają, że takie „wolne od dyżuru” oznaczałoby, że ambulans może nie przyjechać także do kogoś z ich bliskich i że postępować w ten sposób byłoby niemoralnie, nieetycznie i nielegalnie. – Godność zawodową i zaufanie pacjentów można stracić raz, a odzyskanie ich jest bardzo trudne, a wręcz niemożliwe. „Przez rok byliśmy cierpliwi i wywiązywaliśmy się z danego słowa pomimo tego że Rząd RP […] prowadzi z nami niekończące się rozmowy nie pokryte działaniami. […] Nie jesteśmy niewolnikami systemu. […] Sami w 20-30 osób niczego nie wywalczymy. Pokażcie, że potraficie nie tylko komentować . Teraz wszystko zależy od Was” – napisał w imieniu komitetu protestacyjnego ratowników jego przewodniczący Piotr Dymon (pisownia oryginalna).

Maciej Nakielski, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w bydgoskim pogotowiu, uważa, że trzeba popierać każdy sposób wyrażania niezadowolenia, ale w Bydgoszczy nie ma jeszcze decyzji, czy to poparcie będzie mieć charakter czynny, a przede wszystkim zbiorowy. NSZZ „Solidarność” skłania się ku temu, by o przystąpieniu do „dni bez ratownika” decydował każdy z nich indywidualnie. Odstąpienie od pracy to także zgoda na odstąpienie od zapłaty oraz rezygnacja z obowiązkowego szkolenia i zdobywania dwustu punktów szkoleniowych mających wpływ na przedłużenie kontraktu. Takiej decyzji nie powinno więc podejmować się za ratownika. To jest potworny dylemat: czy czynnie pokazać swoją determinację i sprzeciw, czy jedynie biernie popierać niezadowolenie. Zawsze gdzieś z tyłu głowy będzie świadomość, że ratownicy medyczni byli przy pacjentach kiedy inne grupy – lekarze czy pielęgniarki – odchodziły, żeby wywalczyć podwyżki. Środowisko ratowników medycznych jest mocno rozżalone brakiem realizacji postanowień z ubiegłego roku, kiedy minister zdrowia zagwarantował wszystkim ratownikom 2 x 400 zł dodatku do pensji. Niestety, do dziś część ratowników nie dostała z tego ani grosza. O tym, że rząd nie traktuje ich poważnie świadczyć może chociażby to, że według ustawy o minimalnych zarobkach w ochronie zdrowia nie są nawet ratownikami medycznymi tylko „innym zawodem”. Wciąż nie ma ustawy o zawodzie ratownika medycznego, więc ratownicy nie mają swojego samorządu, przedstawicielstwa w środowisku medycznym, ani ścieżki awansu – są po prostu nikim… mimo że jest ich 14 tysięcy. – Ratownicy nie mogą zrozumieć, dlaczego rząd tak ich dyskryminuje, znajdując pieniądze dla ponad 300 tys. pielęgniarek i odmawiając 14 tys. ratowników – stwierdza Maciej Nakielski.

Przemek, ratownik medyczny, z którym, wykorzystując krótką chwilę bez wezwań, rozmawiamy w podstacji WSPR na terenie byłego Zachemu, uważa że „dni bez ratownika” są złą formą protestu. Podobno nie ma ludzi niezastąpionych, ale akurat ratowników medycznych nie zastąpiłby nikt. – Ratownicy medyczni – mówi – nie mogą stwarzać zagrożenia dla społeczeństwa. Oni muszą z nim współpracować, pomagać mu. Tym bardziej, że nie wszyscy, zwłaszcza ludzie starsi, rozumieją, kim są przedstawiciele tego jeszcze bardzo młodego w Polsce zawodu, co potrafią i czy można im zaufać. Przemek przygodę z ratownictwem medycznym rozpoczął w 2002 roku jako sanitariusz. Później miał kilkuletnią przerwę, ale wrócił do zawodu. Bo, jak sam mówi, nie można być ratownikiem, nie lubiąc tego i nie będąc pasjonatem. U niego obie te przypadłości występują równocześnie. Ma też ten plus, że jest wytrzymały na stres i obciążenia psychiczne. Ktoś, kto tego nie potrafi, po prostu nie nadaje się na ratownika medycznego. Przemek i wielu jemu podobnych z własnej nieprzymuszonej woli nie pracowałby po 300 godzin w miesiącu, biorąc dwa etaty (11 dyżurów po 24 godziny w karetce oraz dyżury na motocyklu). Nie z pazerności, ale dlatego, że za to, co zarobi na jeden etat, nie da się utrzymać rodziny. A przecież trzeba jeszcze samemu opłacić podatki, ZUS, kupować sobie ubiór. Druga strona medalu jest taka, że ratowników jest zbyt mało w stosunku do potrzeb. I gdyby większość nie brała dodatkowych dyżurów – system by leżał. A miało być tak pięknie… Powstał kierunek studiów: ratownictwo medyczne. Przemek zna kilku kolegów, którzy po ukończeniu nauki i przekalkulowaniu sobie wszystkich „za” i „przeciw” w ogóle nie podjęli się pracy w zawodzie. Sporo jest takich osób, które odchodzą. No bo jaka tu sprawiedliwość, gdy pielęgniarki ze specjalnością ratownictwo medyczne mają w realiach karetki pogotowia dokładnie te same kompetencje, a zarobki o sześćset złotych wyższe. Coraz częściej zdarzają się też przypadki przenoszenia się studentów z ratownictwa medycznego na pielęgniarstwo.

Październik może być więc gorący, bo ratownik medyczny jest tylko człowiekiem i jeżeli nie będzie mógł pracować ponad normę, to nie będzie i nikt go do tego nie zmusi – ani związkowiec, ani rząd. „Dni bez ratownika” mają uświadomić pracodawcom, że ratowników nie ma kto zastąpić. Akcja ma pokazać rządzącym żółtą kartkę. O co walczą ratownicy? Domagają się m.in. podwojenia dodatków do pensji. Chcą też spotkać się w tej sprawie z minister finansów Teresą Czerwińską. Na razie jednak nie otrzymali od resortu żadnej odpowiedzi. Jeżeli po zaplanowanej na październik akcji, ich postulaty nadal będą lekceważone, zapowiadają zaostrzenia protestu. Niskie zarobki to niejedyny problem ratowników medycznych w Polsce.

Podobne wpisy

Powiązane treści