Bydgoszcz
6C
Niebo częściowo zachmurzone
87% wilgotność
Wiatr: 6km/h WSW
H 7 • L 4
4C
Pon
5C
Wt
5C
Sr
5C
Czw
7C
Pt
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaBlogiJaki sposób na „kanara”?
bilety, zdmikp, autobus, komunikacja, kasownik - st
04.12.2017 | 09:22

Jaki sposób na „kanara”?

Na zdjęciu: Kontrola biletów zawsze budziła kontrowersje

Fot. Archiwum

Sporna kwestia pomiędzy bydgoskim kontrolerem biletów, a pasażerką autobusu linii 56 amerykańskiego pochodzenia to dobry powód do podjęcia dyskusji na temat tego kto i na jakich zasadach powinien dokonywać kontroli legalności przejazdu w pojazdach bydgoskiego transportu zbiorowego. Samej sytuacji nie mnie oceniać. Policja sprawą już się zajmuje, choć nagłe problemy z monitoringiem z autobusu i zeznaniami świadków nadają sprawie pewnej śmieszności…

Popularni „kanarzy” nie cieszą się zbytnim szacunkiem pasażerów z różnych powodów. Podstawowym jest chyba sama istota ich pracy, czyli wyłapywanie nielegalnie podróżujących. Wiadomo, że nikt kogo złapią zadowolony z tego faktu nie będzie. Niestety, tych w bydgoskich autobusach i tramwajach nie brakuje. Inną sprawą jest sam sposób dokonywania kontroli, który niejednokrotnie budzi i budził zastrzeżenia. I to bez względu na firmę, która za kontrole była odpowiedzialna.

Przypadków ataków fizycznych, wyzwisk, podejrzanych i nie do końca uczciwych metod wyłapywania nielegalnie podróżujących bydgoską komunikacją czy nagannego zachowania samych kontrolerów znane są nie tylko za czasów obecnie kontrolującej firmy, ale i jej poprzedniczki. Sam problem nie dotyczy także tylko naszego miasta. Pozostaje jednak pytanie, czy da się coś w tej sprawie zmienić? Czyli, mówiąc wprost, czy można zmienić wizerunek kontrolerów i samej kontroli biletów? Wydaje mi się, że „coś” w tej sprawie można zrobić i już śpieszę z objaśnieniem.

Sposoby na rozwiązanie sprawy są dwa – jeden kosztowny dla miasta, drugi – dla ZDMiKP i mentalności tam panującej. Duże koszty dla miasta na pewno wiązałyby się z likwidacją opłat za korzystanie z komunikacji miejskiej i wzięciem na barki budżetu Bydgoszczy całości opłat związanych z funkcjonowaniem transportu miejskiego. Ten dość radykalny krok mógłby nie tylko zwiększyć atrakcyjność autobusów i tramwajów dla pasażerów, dla których zyskałyby one niezwykłą atrakcyjność kosztową , ale i pozytywnie wpłynąć na rozładowywanie korków w mieście. Przy okazji takie rozwiązanie likwidowałoby funkcję kontrolera biletów w ogóle. Po prostu, w tych okolicznościach taka osoba nie byłaby w ogóle potrzebna.

Drugi sposób, to reforma polegająca na bezpośrednim zatrudnieniu urzędników przez ZDMiKP. Zrezygnowanie z potajemnych kontroli (nie w 100%, ale np. w 70 czy 80%) i firm zewnętrznych miałoby dwa plusy. Gdybyśmy poszli m.in. krakowskim tropem i ubrali prawie wszystkich kontrolerów w mundury oraz regularnie organizowali szkolenia, to być może ich skuteczność i sposób pracy uległby poprawie. Również sam „mundur” z legitymacją i oznaczeniami ZDMiKP oraz miasta mógłby coś zmienić w odbiorze funkcji kontrolera. Przede wszystkim już z daleka byłoby widać, że kontrola ma miejsce. Wiadomo byłoby także, że to przedstawiciel miasta. Nie byłoby więc dziwnych akcji w autobusie, a sami gapowicze widzieliby, że nie warto jeździć bez biletu bo częstotliwość kontroli jest znaczna. Jasna byłaby też sprawa odpowiedzialności za pracę rzeczonych kontrolerów. Również bezpośrednie zatrudnienie przez instytucję miejską mogłoby się wiązać z podwyższeniem standardu i poprawieniem kontroli jakości pracy kontrolerów. Spółce miejskiej bardziej by zależało, aniżeli prywatnemu podmiotowi szukającego szybkich zysków niskim kosztem. Jednocześnie kontrolerzy mogliby także zbierać dane dla bydgoskiego ZDMiKP odnośnie transportu zbiorowego. Oznaczałoby to jednak większy koszt dla samego zarządu – związany ze zorganizowaniem własnej komórki do realizacji tego celu. Kwestią otwarta pozostaje jednak, czy rzeczywiście pomysł ten poprawiłby jakość i standardy pracy kontrolerów biletów w Bydgoszczy.

Należy jednak pamiętać o jednym. Bez względu na to kto będzie odpowiedzialny za kontrolę legalności przejazdów, sama jazda bez ważnego biletu winna być traktowana jak zwykła kradzież. Kradzież usługi publicznej do której nie ma się prawa bez uiszczenia opłaty, a opłacanej w części z budżetu miejskiego (a więc i z płaconych przez nas podatków), a w części z kieszeni osób dokonujących regularnego zakupu biletów. I tu już kompletnie nie ma znaczenia, kto tej kradzieży dokonuje.

Daniel Kaszubowski

Partia Zieloni

Bydgoszczanin. Partia Zieloni. Współprowadzący profil Bydgoskie Miejsca Pamięci.

Panel dyskusyjny


Powiązane treści