Bydgoszcz
14C
Słonecznie
93% wilgotność
Wiatr: 3km/h WSW
H 16 • L 13
15C
Wt
25C
Sr
25C
Czw
26C
Pt
27C
Sob
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaBydgoszczRozrywka i kulturaMaciej „Gambit” Turowski: Przygoda z graniem muzyki na meczach zaczęła się w Bydgoszczy [STUDIO METROPOLIA]
Maciej Gambit Turowski_ arch. prywatne
21.12.2018 | 06:00

Maciej „Gambit” Turowski: Przygoda z graniem muzyki na meczach zaczęła się w Bydgoszczy [STUDIO METROPOLIA]

Rozmawiał Szymon Fiałkowski | s.fialkowski@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Maciej "Gambit" Turowski odpowiada za oprawę muzyczną na meczach koszykówki, siatkówki czy piłki ręcznej, ale także lekkiej atletyki.

Fot. Archiwum prywatne Macieja Turowskiego

W jaki sposób świat muzyki łączy się ze sportem? Czym różni się widownia na meczach koszykówki od tej na pojedynkach siatkarskich? Co można z organizacji imprez zagranicznych przeszczepić do Polski? Na te i inne pytania w cyklu Studio Metropolia odpowie Maciej Turowski – bydgoski didżej, który od kilkunastu lat zagrzewa publiczność do dopingu podczas imprez sportowych w kraju i za granicą.

Szymon Fiałkowski: Obserwując twój profil na Facebooku, chyba śmiało można wysnuć wniosek, że uwielbiasz podróże, bo co chwila pojawiają się zdjęcia z różnych części świata – tak z Europy, jak i USA.
Maciej „Gambit” Turowski: Robiłem eventy muzyczne podczas wydarzeń sportowych w Gruzji i Czechach. Tam oprawiałem choćby imprezy lekkoatletyczne czy mistrzostwa świata koszykarzy U-19, które odbyły się w tym kraju w 2013 roku. Byłem też w Belgii pod siedzibą Parlamentu Europejskiego. Lubię też jeździć po krajach, np. byłem w Stanach Zjednoczonych, na Litwie, jednakże dużo też bywam w Berlinie na meczach koszykarskiej Alby.

– Liczyłeś kiedyś, ile czasu spędzasz poza domem?
– Czasami są takie tygodnie, że w domu jestem dzień, może dwa, ale zdarzają się teraz też dłuższe okresy. Niedawno odpowiadałem za muzykę przy okazji pojedynków grupowych klubowych mistrzostw świata w Rzeszowie. Będę także oprawiał muzycznie imprezę sylwestrową we Wrocławiu. Więcej czasu zdecydowanie spędzam poza domem niż w nim.

– Czy jest coś takiego z organizacji różnych imprez sportowych za granicą, co spokojnie mógłbyś przenieść na polski grunt?
– Duża część muzyki, która jest grana na halach, jest częścią wspólną, bo opieramy się o popkulturę anglosaską. Hity muzyczne amerykańskie czy brytyjskie są grane praktycznie wszędzie. Są też motywy lokalne, które dla każdego kraju są inne, więc to siłą rzeczy odpada. Obserwując to wszystko co się dzieje, to dochodzę do wniosku, że tą podstawą do tego, co się wykształca na trybunach, jest tradycja. To stąd wywodzą się m.in. przyśpiewki kibicowskie.

– Najlepsza impreza sportowa na której grałeś i do której wracasz wspomnieniami?
– Było ich sporo. Pod względem prestiżu sportowego i jeśli chodzi o jej popularność, to na pewno dużym przedsięwzięciem były halowe mistrzostwa świata w lekkiej atletyce w 2014 r., które muzycznie oprawiałem w hali Ergo Arena (na granicy Gdańska i Sopotu – dop. red.), bo to jest najwyższy top, jeśli chodzi o halową lekkoatletykę.
Patrząc pod kątem emocjonalnym, takim wydarzeniem był choćby memoriał Kamili Skolimowskiej na stadionie w Chorzowie, gdzie było 40 tys. osób, a także ta impreza kilka lat temu na PGE Narodowym, gdzie wystąpił Usain Bolt.  W Tauron Arenie w Krakowie oprawiałem mecz Ligi Mistrzów w piłce ręcznej Vive Kielce – PSG, gdzie na trybunach zasiadło 15 tysięcy kibiców, a potem grupowe mecze Polaków na mistrzostwach Europy (w 2017 r. – dop. red.). Pracowałem też przy strefie kibica na Euro 2012.

Grywałeś też u Marcina Gortata na polskiej nocy w NBA.
Od wielu lat oprawiam mecze Gortat Team – Wojsko Polskie, ale byłem też na polskiej nocy w Stanach. Oprócz opraw zajmuję się też tworzeniem muzyki dla cheerleaderek, które pod ten układ tańczą. Byłem tam z zespołami tanecznymi z Gdyni, Sopotu i Wrocławia. Miałem okazję być na polskiej nocy w Waszyngtonie w 2017 r., kiedy grałem muzykę dla dziewczyn z Wrocławia. To jest taki top topów, jeśli chodzi o wydarzenia.

Czym – w twojej opinii – różni się widownia przychodząca na wydarzenia koszykarskie od tej, która jest obecna np. na meczach siatkówki?
Publiczność na siatkówce jest zupełnie inna od tej na meczach koszykarskiej, ale na to się składa wiele czynników. Pierwszym z nich jest oczywiście sukces – kadra męska i żeńska ma wyniki, a to jest podstawa. Czasem mówi się, że to są kibice sukcesu, ale to wokół niego gromadzą się fani. Drugi czynnik to przebieg meczu. Siatkówkę jest łatwiej oprawić i zachęcić kibica do dopingu. Siatkówka męska jest bardzo siłowa, ale mamy w niej więcej przerw niż płynnej gry. Po zakończonej akcji już masz moment, żeby zachęcić kibiców do dopingu. Jest tutaj miejsce na toprawę. W koszykówce jest tak, że akcja trwa 24 sekundy, a gra może trwać 2 minuty i nie ma żadnej przerwy. Jeśli się pojawia, to jest ona na tyle bardzo krótka, że bardzo ciężko włączyć się z dźwiękiem. W baskecie jest dużo ciągłej gry.

Skąd u ciebie wzięła się miłość do muzyki i sportu? Pamiętam jeden z wywiadów z Hirkiem Wroną, który również łączy te dwie pasje i wspominał, że gdy grasz hymn narodowy na wydarzeniu międzynarodowym to musisz być jak saper – nie możesz popełnić błędu.
Trzeba mocno uważać, bo w lekkiej atletyce ta dekoracja jest co chwila i ta praca jest tam zero-jedynkowa. Ma to miejsce zwłaszcza przy różnych imprezach mistrzowskich.
Jak byłem w II klasie szkoły podstawowej to nasłuchiwałem pierwszych rozgłośni radiowych, a to były lata 90., więc dostępu do internetu nie było. Potem nagrywało się kawałki z radia na kasety. Przełomowy był dla mnie 1992 rok. Pamiętam zimowe igrzyska olimpijskie w Albertville i letnie z Barcelony, z piłki nożnej mecz Barcelona – Sampdoria Genua czy mistrzostwa Europy. Do tego czekałeś raz w tygodniu aby obejrzeć mecz NBA w stacji publicznej. Po kilkunastu latach udało mi się te dwie pasje połączyć.

Miałeś też okres, że grywałeś muzykę na meczach ligowych w Bydgoszczy.
Tutaj zaczęła się moja przygoda. Kiedy przyjechałem do Bydgoszczy na studia w 2002 r., to studiowałem politologię łączoną z dziennikarstwem i chciałem coś robić w tym drugim kierunku. Moją pasją było radio i chciałem iść w tę stronę. Zawsze ciekawił mnie układ ramówki, playlista. Zawędrowałem w ten sposób na ul. Piękną, gdzie swoją siedzibę miało wówczas radio Blue FM, które powstało na bazie radia Pomoże. Powiedziałem ówczesnemu dyrektorowi, że chciałbym spróbować swoich sił. Miksowałem tam playlisty, ale zaczynałem od typowej pracy reportera, co może nie było do końca tym, co chciałem robić, ale każda osoba, która idzie do radia, od takiej pracy zaczyna. To bardzo fajna szkoła życia. Potem odbiłem stronę muzyczną, byłem od początku w radiu GRA które wówczas powstawało (2005 rok – red.). Miałem propozycję, żeby oprawić muzycznie mecze siatkarzy Łuczniczki, ale pierwszą imprezą, jaką oprawiłem był mecz koszykarzy Astorii Bydgoszcz z Polonią Warbud Warszawa. Innym razem „Asta” z Anwilem Włocławek, skąd przyjechali ludzie z kierownictwa i padł pomysł, abym grał też we Włocławku. Po sprawdzeniu w kalendarzu okazało się, że terminy nie kolidują ze sobą, bowiem gdy Anwil grał mecze u siebie, to Astoria walczyła wtedy o punkty na wyjeździe. Niemal w tym samym czasie zacząłem współpracę z Polskim Związkiem Koszykówki, która trwa do dnia dzisiejszego, a później także w klubu koszykarskim z Sopotu. Przy siatkarzach grałem najpierw przy Delekcie/Chemiku, następnie miałem przerwę i wróciłem do gry, gdy zespół miał nazwę Łuczniczka.

Bardzo często bywasz za oceanem. Jakie klimaty oprawy stamtąd można byłoby przenieść na grunt polski?
Wszystko rozbija się o dwie kwestie. Pierwszą jest wspomniana otoczka i tradycja kibicowska, a drugą – infrastruktura. Tam wszystkie kluby to są przedsiębiorstwa i nakład finansowy jest ogromny. Do tego w lidze NBA grają najlepsi koszykarze na świecie. Na halach mamy 15-20 tys. ludzi co mecz. Do tego całe przedsięwzięcie, telebimy podwieszane pod parkietem, czego w naszych obiektach brakuje. Amerykanie przychodzą na mecz na luzie, pokibicują i bawią się. W Polsce, ale chyba też w Europie, brakuje mi takich reakcji, nie ma takiej spontaniczności jak w USA. Tam ludzie traktują to z dużym luzem. Nie zapominajmy, że w naszym kraju też mamy bardzo fajne grupy kibicowskie, jak choćby kibice koszykarskiego Anwilu Włocławek.

Miałeś podczas swojej przygody taką sytuację, że konkretny zawodnik przychodził do ciebie i prosił, abyś zagrał dany utwór?
Zdarzają się takie sytuacje i to wielokrotnie. Miałem coś takiego na rozgrzewce na koszykówce i gracze pytali, co to za utwór. Do swojego numeru skacze choćby Piotr Lisek, który ma ulubioną piosenkę Sail! (grupy Avolnation – red.), zaś Paweł Fajdek lubi rzucać młotem pod kątem rytmów hip-hopu. Na imprezach mistrzowskich jest ścisły harmonogram, więc nie ma za bardzo czasu, żeby grać zawodnikowi, ale przy różnych mityngach można coś takiego zrobić. Kiedyś stałym elementem charakterystycznym bydgoskich siatkarzy było wychodzenie na rozgrzewkę przy rytmach Iron Maiden i utworu Fear of the dark.

Jako że jesteśmy w okresie świąteczno-noworocznym, to czego mamy ci życzyć?
Na pewno zdrowia, a pod względem zawodowym, żeby to wszystko się rozwijało w tym samym kierunku. Jest dużo imprez, które przygotowuję i oprawiam. Ponadto w przyszłym roku chcę zawodowo i prywatnie zobaczyć, jak rozwija się struktura kibicowska w Grecji, dokąd się wybieram na mecze koszykarskie. Tuż przed świętami będę w Hiszpanii, gdzie obejrzę mecze Realu i Barcelony.


Powiązane treści