Bydgoszcz
16C
Słonecznie
36% wilgotność
Wiatr: 6km/h ENE
H 18 • L 15
16C
Sr
19C
Czw
24C
Pt
17C
Sob
13C
Nd
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaROZRYWKA I KULTURAKulturaMandala Art. Wizyta w pracowni Jagody Dziewanowskiej
13.05.2022 | 09:30

Mandala Art. Wizyta w pracowni Jagody Dziewanowskiej

Na zdjęciu: Mimo szerokiego wachlarzu tworzonych prac, najważniejsze dla Jagody Dziewanowskiej pozostają abstrakcje.

Fot. Szymon Fiałkowski

Bydgoska artystka Jagoda Dziewanowska współpracowała z galeriami sztuki z całego kraju, a jej prace cieszą się coraz większą popularnością na aukcjach. Odwiedziliśmy jej pracownię, a Jagoda opowiedziała nam o swoich początkach, inspiracjach oraz pomysłach. Wyjaśniła także, skąd nazwa Mandala Art.

To pewnie zabrzmi banalnie, ale to siedziało we mnie od dziecka. Jest w mojej rodzinie parę osób utalentowanych plastycznie, zwłaszcza tata, który uczył mnie podstaw rysunku, ale u mnie chyba wybrzmiało to najmocniej – mówi Jagoda Dziewanowska, gdy w jej pracowni w centrum Bydgoszczy pytamy o artystyczne początki. Od zawsze interesowała się malarstwem, przeglądała albumy, chodziła na wystawy i obserwowała obrazy, aby potem je odrysowywać. Dziś wykonuje tradycyjne malarstwo sztalugowe, starając się przełamywać jego formę dzięki zamiłowaniu do struktur graficznych i geometryzacji.

Początki jednak wcale nie były takie banalne jak mówi, bo zamiłowanie do sztuki łączyła z grą w siatkówkę. Był nawet taki czas, że to na treningach w bydgoskim Pałacu skupiała się bardziej niż na malowaniu. – Zajęcia były bardzo intensywne, bo miewałam nawet dwa-trzy treningi dziennie. Z każdym rokiem jednak coraz bardziej kręciło mnie to, co związane ze sztuką i w końcu postanowiłam pójść do liceum plastycznego – wspomina Mandala. Skąd ten pseudonim?

Mandala, zakładająca połączenie koła i kwadratu, to motyw artystyczny występujący szczególnie w buddyzmie, gdzie jej tworzenie, a potem zniszczenie ma znaczenie religijne. – Gdy zaczynałam, ten koncept bardzo mnie zaciekawił. Co prawda wydał mi się także trochę tandetny i typowy przez swoją szeroką obecność w popkulturze, ale im więcej o nim czytałam, tym bardziej mi się podobał – wspomina Jagoda. – Istota tworzenia i niszczenia wydała mi się pasująca do mojej psychiki. Zaczęłam tak o sobie mówić i już zostało, choć nie wszystkie moje prace są mandalami. Nawet te, które tak nazwałam, to de facto takie przełamanie mandali, złamanie motywu.

Inspiracji nie brakuje

Parę lat po wybraniu liceum plastycznego Jagoda sprzedała swój pierwszy obraz. Za namową chłopaka wystawiła go na Allegro. Został kupiony tak szybko, że jego autorka była zszokowana.

Wcześniej wydawało mi się, że może i mama powiesi obraz na ścianie, ale niekoniecznie ktoś obcy – mówi Jagoda, która wkrótce potem zaczęła nawiązywać pierwsze współprace z galeriami. Wtedy jeździła na każdą aukcję, siadała i patrzyła, co stanie się z jej obrazami.

Za pół godziny też jest aukcja, na której licytowany będzie mój obraz. Nie jestem na takim poziomie sprzedażowym, żeby w ogóle się tym nie interesować, ale fakt, że teraz, po kilku latach te emocje są już troszkę mniejsze. Coraz rzadziej zdarza się, że w ogóle nie ma chętnych na moje obrazy, a za to coraz częściej kwoty są zadowalające i otrzymuję telefony z zainteresowaniem z różnych miejsc  – opowiada Jagoda, siedząc obok ogromnego regału z książkami. To między innymi z nich, a także z filmów często czerpie inspirację.

Filmy, które obecnie powstają są tak różne i bogate artystycznie, że można je oglądać właśnie pod tym kątem. Dużo dają także podróże. Ja obserwuję wszystko, co mogę – od rzeczy wręcz brzydkich, przez bardzo realistyczne po odjechaną abstrakcję – wyjaśnia Jagoda. – Początek każdego projektu jest taki sam – potrzebny jest fajny pomysł, czyli coś, przyciągnie uwagę, zainteresuje.

To nie jest praca na etacie

Z upływem lat Jagodzie nie tylko udało się trochę opanować emocje towarzyszące aukcjom, ale też lepiej poznać prawa, jakimi rządzi się rynek sztuki. Obecnie podstawę jej działalności stanowią współprace z bydgoską Galerią Sztuki NEXT oraz z gallerystore.pl. Wcześniej współpracowała też z kilkoma galeriami z Warszawy, a także między innymi Sopotu czy Wrocławia.

Na początku wydawało mi się, że im więcej współprac, tym lepiej. Człowiek jednak nie jest maszyną, a ja nie produkuję obrazów, tylko je tworzę – wyjaśnia. Porozumienie z bydgoską galerią ma swoje zalety promocyjne. Praca Jagody znalazła się ostatnio na okładce katalogu. Ponadto, obrazy można do galerii zawieźć samemu, zamiast wysyłać kurierem. – A to jest duży plus, bo wysyłka wielokrotnie miała swoje konsekwencje w postaci zniszczeń i napraw – wyjaśnia Jagoda. – Ponadto bardzo lubię tę współpracę i jak dotąd najlepiej się w niej czuję, podobnie moje obrazy. Galerią zarządzają profesjonalni, życzliwi i wrażliwi ludzie, pomagają odnaleźć się w tym dynamicznym, skomplikowanym świecie.

Jak trudno jest utrzymać się w Polsce z działalności artystycznej? – Moim zdaniem bardzo trudno – odpowiada nasza rozmówczyni bez dłuższego zastanawiania. – Mi na pewno pomogło to, że zawsze miałam wsparcie bliskich, zwłaszcza narzeczonego. To nie jest praca jak na etacie w biurze. Są miesiące, gdy jest sporo ciekawych zamówień, ale są też gorsze. Czasem musimy więc finansowo polegać na moim partnerze. Gdyby nie ta możliwość, pewnie musiałabym sztukę traktować jedynie jako hobby, a zawodowo zajmować się czymś innym. Choć ciężka praca i pobudzanie kreatywności daje także w tej pracy odpowiednie efekty. Obecnie młodych twórców jest bardzo wielu, to niełatwe przebić się w tłumie nawet przy ogromnych ambicjach. Staram się tworzyć obiekty wartościowe artystycznie, jestem uparta i mam nadzieję, że to będzie owocować.

Abstrakcja pozostaje najważniejsza

Oparcie w bliskich i wynikająca z tego możliwość spokojnej pracy są dla Jagody szczególnie cenne, gdyż lubi ona podłubać przy swoim dziele. Tworzy precyzyjne syntetyczne rysunki i grafiki w intensywnych barwach, a jej sztukę cechuje pobudzająca wyobraźnie kolorystyka, kubistyczna ekspresja i kontrast. Oprócz malarstwa opartego na motywie mandali i kolorowych ilustracji, wykonuje też portrety i pejzaże. Projektuje także tatuaże. Jej portfolio prezentuje pod artykułem.

Parę z nich nawet powstało. Technicznie na pewno jest w tym więcej rysunku niż malarstwa, bo tatuaże wymagają dużej precyzji. Tatuator musi być dobrym rysownikiem – wyjaśnia. Kilka lat temu prowadziła lekcje rysunku dla początkującego tatuatora, który w ten sposób uczył się operowania bryłą, światłocieniem, konstrukcji przedmiotu i innych rzeczy, które trzeba wiedzieć podczas rysowania.

Jagoda zaczynała od pracy z farbami olejnymi, które są jednak zdecydowanie bardziej czasochłonne niż akrylowe, co w przypadku zwracającej uwagę na każdy szczegół Jagody ma duże znaczenie. – W moim przypadku farby akrylowe są zdecydowanie wygodniejsze. Obserwuję, że w Polsce nie ma już tak silnego poczucia, ze obraz olejny jest szlachetny, a akrylowy już nie.

Mimo szerokiego wachlarzu tworzonych prac, najważniejsze pozostają dla niej abstrakcje. – Chyba dlatego, że dają mi poczucie wolności. Gdy tworzyłam rzeczy bardziej realistyczne, zawsze czułam się trochę uwięziona. Oddając wizerunek konkretnej postaci, trzeba się wpisać w pewną ramę. Abstrakcja jest tymczasem jak moja terapia. To wykorzystywanie elementów geometrycznych, ta precyzja, kontrastujące połączenia kolorów, mają w sobie coś leczniczego.


Jagoda Dziewanowska to zwyciężczyni naszej aukcji na 30. Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W zasadzie, to zwyciężczynią była nie ona, ale jej narzeczony Ryszard. A że aukcja kończyła się w Walentynki, to wyszedł z tego niespodziewany prezent.

Mandala Art. Wizyta w pracowni Jagody Dziewanowskiej
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Graf
Graf
4 dni temu

Bardzo fajne obrazy!