Bydgoszcz
13C
Słonecznie
93% wilgotność
Wiatr: 2km/h E
H 14 • L 11
14C
Nd
16C
Pon
16C
Wt
12C
Sr
12C
Czw
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaAKTUALNOŚCI„Nowy minister musi się zderzyć ze starym problemem”. Lekarz-rezydent z Bydgoszczy o proteście w służbie zdrowia
Akcja protestacyno-edukacyjna lekarzy_SG (3)
11.01.2018 | 19:03

„Nowy minister musi się zderzyć ze starym problemem”. Lekarz-rezydent z Bydgoszczy o proteście w służbie zdrowia

Na zdjęciu: W ubiegłym roku, lekarze-rezydenci pikietowali na Starym Rynku.

Fot. Stanisław Gazda / archiwum

W ostatnich dniach Polska żyła rekonstrukcją rządu, natomiast cały czas w jej cieniu toczy się protest lekarzy. O sytuacji tej grupy w naszym województwie porozmawialiśmy z Bartoszem Fiałkiem, jednym z przedstawicieli rezydentów.

Szymon Fiałkowski: Po niedawnej rekonstrukcji rządu doszło do zmiany na stanowisku ministra zdrowia. Konstantego Radziwiłła zastąpił prof. Łukasz Szumowski. Jak odebraliście tę zmianę w środowisku rezydentów?
Bartosz Fiałek (lekarz-rezydent z bydgoskiego szpitala im. dr Biziela): Nowy minister musi zderzyć się ze starym problemem. Protestujemy od ponad dwóch lat, rozmowy na temat zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia rozpoczęliśmy jeszcze za czasów rządów koalicji Platformy Obywatelskiej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego i gdy ministrem zdrowia był prof. Marian Zembala. Wierzymy jednak, że uda nam się dojść do porozumienia i że nowy minister zdrowia pochyli się mocniej nad naszymi postulatami.

– Czy fakt, że ciągle w Polsce wydawanych jest zbyt mało pieniędzy na służbę zdrowia, to wina wyłącznie obecnie rządzących?
To nie jest wina tylko tych obecnych rządów. Żaden inny rząd w Polsce nie stawiał ochrony zdrowia jako priorytetu. Liczymy na to, że nowy minister zdrowia przyjął nominację, mając zapewnienia od pana premiera Mateusza Morawieckiego o tym, że publiczna ochrona zdrowia będzie priorytetem dla nowego rządu. Od 28 lat tak się nie działo.

– Jednym ze sztandarowych postulatów lekarzy-rezydentów było wydawanie 6,8% PKB na służbę zdrowia. Czy podtrzymujecie ten postulat?
Taki wskaźnik to na chwilę obecną sfera marzeń. Po konsultacjach z ekonomistami doszliśmy do propozycji kompromisowej – wydatków na poziomie 6% PKB do 2023 roku. Mając na względzie indolencję rządu, wysunęliśmy propozycję, w naszym mniemaniu kompromisową. Sytuacja, która ma miejsce obecnie, stwarza zagrożenie dla pacjentów, przejawiając się zawieszeniem niektórych szpitalnych oddziałów w kraju, a już teraz pacjenci mają kłopoty z dostępem do świadczeń zdrowotnych. Są widoczne poważne braki kadrowe, a ten problem pod koniec miesiąca może się jeszcze bardziej nasilić.

– Jak bardzo zmieniłaby się sytuacja w polskiej służbie zdrowia, gdybyśmy zaczęli na nią od teraz wydawać większe pieniądze?
Przede wszystkim do poziomu 6% PKB na dzisiaj brakuje około 25 miliardów złotych, a do poziomu 6,8% – prawie 40 mld zł. To jest różnica około 15 mld do tego, co jest teraz (wydatki na służbę zdrowia w tym roku wynoszą 4,7% PKB – dod. red.). Na pewno na plus odczuliby to pacjenci, na przykład nie musieliby czekać na niezbędne procedury, skróciłyby się kolejki oraz lekarze poświęcaliby więcej czasu swoim chorym. Zatrudnienie w ochronie zdrowia jest bardzo niskie, jedynie około 1/3 lekarzy pracuje tylko w szpitalach.

– W ubiegłym roku przeprowadziliście pikietę na bydgoskim Starym Rynku. Czy macie państwo w planach przeprowadzenie podobnej akcji w najbliższym czasie?
Nie mamy w planach takich pikiet. Musieliśmy na samym początku prowadzić akcję informacyjną, bowiem obywatele nie wiedzieli, kim jest lekarz-rezydent. Ich wyobrażenie było takie, że jest to młoda osoba, która cały czas się uczy. A to my jesteśmy najczęściej lekarzem pierwszego kontaktu, podejmujemy decyzje takie, jak każdy inny lekarz i ponosimy za nie pełną odpowiedzialność. Muszę jednak przyznać, że zarówno ta akcja, jak i protest głodowy nie przyniosły spodziewanych efektów.

– W całym kraju lekarze-rezydenci wypowiadają na skalę masową klauzulę opt-out. Ten problem jest też widoczny w Bydgoszczy. Proszę wyjaśnić, na czym ta klauzula polega?
Pozwala na ponadnormatywny czas pracy, to znaczy w kodeksie pracy po wielu ustaleniach powstała norma czasu pracy dla lekarzy – 48 godzin to maksymalny tygodniowy wymiar czasu pracy, a klauzula pozwala nam pracować do 72 godzin tygodniowo. Podpisując klauzulę opt-out zrzekamy się niejako prawa do pracy do 48 godzin w tygodniu. Wypowiadając tę klauzulę wracamy do pracy zgodnie z Kodeksem pracy.

– Ilu lekarzy wypowiedziało klauzulę opt-out w bydgoskich szpitalach?
Mam wiedzę, że w szpitalu im. dr. Biziela w listopadzie klauzulę wypowiedziało 59 lekarzy, natomiast jeden zrobił to w grudniu. Jesteśmy mało aktywnym województwem w kraju w tej kwestii.

– Od 1 lutego na ulice Bydgoszczy nie wyjedzie jedna karetka S. Jak pan odebrał tę decyzję?
Środowisko ratowników medycznych ma mi za złe, że w jednym z wywiadów zdyskredytowałem ich środowisko, a to nie jest prawdą. Dla nas jako lekarzy i obywateli – utrata dostępu do jakichkolwiek świadczeń zdrowotnych i to z powodu braków kadrowych jest porażką. Uważam jednakże, że ze względu na coraz szybciej starzejące się społeczeństwo, zespołów wyjazdowych powinno być coraz więcej. Na tę chwilę, jest około 6 milionów starszych ludzi, czyli w wieku po 60 roku życia. Po 2020 roku będzie ich 7,2 miliona, a w 2030 – ponad 8,5 miliona. A ratowników medycznych w Polsce wcale nie jest tak dużo, żeby w chwili obecnej mogli zaopatrzyć wszystkich chorych.

– Wyjaśnijmy, jaka jest różnica między karetką S a karetką P?
W karetce P znajduje się dwóch ratowników medycznych, zaś w S na pokładzie obecny jest również lekarz. Karetki S jeżdżą najczęściej do najpoważniejszych zdarzeń drogowych, ale są też wykorzystywane do tak zwanych „problematycznych” pacjentów – takich, którzy są po udarze, zawale serca czy ciężkich urazach (np. wielomiejscowych – dod. red.). Po prostu karetki S odgrywają trochę inną rolę niż karetki P.

– Czy decyzja o wycofaniu na początku lutego jednej z karetek wpłynie na pacjentów?
Może zwiększyć się obciążenie trzech pozostałych takich karetek, a wówczas lekarze mogą nie być zadowoleni, że na tych samych warunkach obsługują pacjentów, którzy byli dotychczas zaopatrywani przez likwidowany zespół, chyba że decyzją zarządu WSPR karetka P przejmie wszystkie funkcje karetki S – wtedy liczba pacjentów, do których będą wyjeżdżać „eski”, nie zmieni się.

– Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy stwierdził w jednym z wywiadów, że wycofanie jednej z karetek S nie powinno stanowić problemów dla pacjentów. Pan podziela ten pogląd?
Na pewno nie będzie problemu w jakości zaopatrywania pacjentów i tutaj zgoda – opieka będzie taka sama; natomiast powodem do niepokoju powinno być to, że z powodu braków kadrowych, w dobie skrajnego niedofinansowania publicznego sektora ochrony zdrowia, za chwilę może zabraknąć kolejnej takiej karetki na ulicach miasta. Takie zespoły mają w ciągu doby około 9-12 wyjazdów. Zespoły ratownicze P i S świadczą usługi na rzecz pacjentów: muszą wystawić szybką diagnozę i następnie ocenić, czy dany pacjent kwalifikuje się do przejazdu do szpitala. Jeśli tak jest, to muszą go zaopatrzyć i zabezpieczyć, aby go przewieźć do placówki. Moja wypowiedź ma wydźwięk alarmujący, a nie różniący oba środowiska; oba zespoły wyjazdowe są jednakowo ważne.

* W szpitalu im. dr. Biziela klauzulę opt-out na chwilę obecną wypowiedziało 61 lekarzy. Jak napisała w mailu do nas rzeczniczka placówki Kamila Wiecińska, pracuje w niej 108 lekarzy-rezydentów, a klauzulę podpisało 85 lekarzy. Wysłaliśmy też zapytania w tej sprawie do innych bydgoskich placówek.

Do tematu wrócimy.


Powiązane treści