Bydgoszcz
24C
Niebo głównie zachmurzone
44% wilgotność
Wiatr: 6km/h SW
H 25 • L 24
22C
Pt
20C
Sob
20C
Nd
12C
Pon
14C
Wt
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaBydgoszczMiastoPrzedsiębiorco, radź sobie sam? PiS chce dużych zmian w systemie gospodarowania odpadami
PiS Bydgoszcz-Jarosław Wenderlich, Grażyna Szabelska-SF
18.12.2019 | 06:08

Przedsiębiorco, radź sobie sam? PiS chce dużych zmian w systemie gospodarowania odpadami

Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Radni Prawa i Sprawiedliwości: Grażyna Szabelska i Jarosław Wenderlich przekonują, że możliwe jest obniżenie dopiero co podwyższonej stawki za odbiór odpadów.

Fot. Szymon Fiałkowski

Radni Prawa i Sprawiedliwości chcą, aby miasto wyłączyło nieruchomości niezamieszkałe z gminnego systemu gospodarowania odpadami. Twierdzą, że w ten sposób mieszkańcy będą mogli zapłacić za wywóz śmieci mniej, a przedsiębiorcy zyskają możliwość wyboru firmy, która je od nich odbierze. Nie wspomnieli jednak, że de facto oznaczałoby to konieczność unieważnienia rozstrzygniętego już częściowo przetargu na odbiór odpadów w latach 2020-2023.

Od nowego roku każdy z mieszkańców Bydgoszczy za wywóz (segregowanych) odpadów będzie musiał zapłacić co miesiąc 22 złote. To duża, bo 70-procentowa podwyżka – dotąd za tę samą usługę płacił jedynie 13 złotych. Dla przykładowej czteroosobowej rodziny będzie to oznaczało konieczność wydania w skali roku na ten cel kilkuset złotych więcej – do tej pory było to nieco ponad 600 złotych, ale już w 2020 roku koszt przekroczy 1000 złotych. A skoro jest podwyżka, to jest i krytyka, której ostrze wymierzone zostało w ratusz, który podniesienie stawek zaproponował. Zastępca prezydenta Michał Sztybel tłumaczy jednak, że podwyżka jest pochodną wzrostu kosztów energii, pracy czy też konieczności zaangażowania większej liczby samochodów i ludzi do obsługi systemu z powodu zwiększającej się od stycznia liczby pojemników. A sam system musi się bilansować – gmina nie może na nim ani zarabiać, ani go dofinansowywać.

Obniżka po podwyżce

Radni z opozycyjnego PiS-u od początku twierdzą, że podwyżka jest zbyt wysoka. A teraz, jak przekonują, znaleźli sposób na jej złagodzenie. Chcą usunięcia z systemu nieruchomości niezamieszkałych, czyli punktów usługowych, restauracji czy biur. Dzięki temu, jak przekonuje radna Grażyna Szabelska, możliwe będzie obniżenie opłaty z 22 do 17 złotych. Dlaczego właśnie o pięć złotych? To kwota kilkakrotnie podawana już przez wiceprezydenta Sztybla. Ma być to swoista kompensata za niekorzystne zmiany w przepisach dotyczących wspomnianych nieruchomości niezamieszkałych. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego konieczne było określenie – także dla nich – maksymalnej stawki za odbiór odpadów. I tak się faktycznie stało. Tyle że ceny, jak wskazuje bydgoski magistrat, nie przystają do realiów rynkowych i nie pokrywają rzeczywistych kosztów odbioru odpadów.

Punkty odniesienia opisane w ustawie są dwa – samorząd może liczenie opłat rozpocząć od popularnego pojemnika 120-litrowego lub kontenera o pojemności 1100 litrów. W przypadku tego pierwszego opłata nie może być wyższa niż 1 procent tzw. dochodu rozporządzalnego (w 2019 roku wynosi 1693 złote). Czyli – łatwo licząc – niespełna 17 złotych. W przypadku większego z pojemników to 3,2 procent tego wskaźnika, a więc nieco ponad 54 złote. Dla innych wielkości stosuje się wartości proporcjonalne. A warto dodać, że obie stawki wyjściowe są niższe niż obecnie stosowanych w mieście (odpowiednio 27 i 139 złotych). Dlatego też Bydgoszcz wspólnie z innymi samorządami (między innymi Warszawą) domaga się zmiany tych zapisów. Ale Ministerstwo Klimatu na razie nowelizacji wprowadzać nie zamierza. Choć, jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, nie wyklucza takich zmian w przyszłości.

Zobacz również:

Czy Komunalnik jednak odbierze odpady z bydgoskich osiedli? KIO nakazała miastu ponowne rozpatrzenie ofert w przetargu

Wykluczenie nieruchomości niezamieszkałych z systemu gospodarowania odpadami – o co wnioskują bydgoscy radni PiS-u – nie jest pomysłem nowatorskim. Z podobnego rozwiązania skorzystała już Łódź. Tamtejsi radni uznali, że maksymalne kwoty za odbiór odpadów od przedsiębiorców są zbyt niskie i od 1 grudnia muszą oni sami podpisywać umowy z firmami odbierającymi odpadami. Radna Szabelska zachwala ten pomysł, podkreślając, że w ten sposób ich bydgoscy odpowiednicy będą oni mogli „przełamać monopol” firm odpowiedzialnych za wywóz śmieci z danego sektora (Bydgoszcz jest podzielona na dziewięć takich sektorów). Nie wspomina jednak, że – jak można przeczytać w łódzkich mediach – korytarze przedsiębiorstw wywozowych na razie szczelnie wypełniły się nowymi klientami. A jednocześnie słyszą oni, że najbliższy odbiór odpadów może nastąpić dopiero… w połowie stycznia. Co ciekawe, w Łodzi mieszkańcy od nowego roku i tak zapłacą za odpady więcej. I to nie tylko więcej niż dotychczas (13 złotych od osoby), ale nawet więcej niż w Bydgoszczy (24 złote od początku 2020 roku).

Przetarg niedokończony

Radni PiS niezrażeni zachęcają jednak, aby rządzące miastem: Koalicja Obywatelska i SLD okazały się dla mieszkańców „gwiazdorami” i na zaproponowane rozwiązanie przystały. Tyle że jak wynika z naszych analiz, na drodze może stanąć jeszcze jedna poważna przeszkoda. Jest nią ogłoszony kilka miesięcy temu i częściowo rozstrzygnięty przetarg na odbiór odpadów w latach 2020-2023. Należy bowiem pamiętać, że obejmuje on także nieruchomości niezamieszkałe. W specyfikacji zawarto nie tylko liczbę takich nieruchomości (ponad 4500), ale wliczono je również do oczekiwanego poziomu odbioru odpadów (liczonego w megatonach). I to na tej podstawie firmy uczestniczące w postępowaniu dokonywały wycen. PiS nie wspomina, jak rozwiązać ten problem.

Michał Sztybel w przekazanym po wtorkowej konferencji PiS-u komunikacie zarzuca radnym opozycji, że „nigdy nie zwracali się o wyliczenia związane z przedstawionym pomysłem”, a „przedstawione przez nich dane są nieprawdziwe i niepoparte żadnymi wyliczeniami”. Twierdzi też, że w strefie śródmiejskiej uwolnienie rynku odpadów mogłoby doprowadzić do zakorkowania chociażby ulicy Długiej przez śmieciarki z różnych firm.

Bez względu na losy (raczej przesądzone) projektu PiS-u otwarta pozostaje kwestia, kto odbierze od początku stycznia odpady na osiedlach Nowego Fordonu, Śródmieścia czy północno-zachodniej części miasta (m.in. Osowej Góry). Wykluczona przez ratusz firma Komunalnik z Nysy wróciła do gry po decyzji Krajowej Izby Odwoławczej. Urzędnicy raz jeszcze – na polecenie KIO – muszą przeanalizować dokumenty i wybrać najkorzystniejszą ofertę. – Czekamy na decyzje w tej sprawie, bo od orzeczenia KIO minęły już dwa tygodnie – wskazuje szef klubu radnych PiS-u Jarosław Wenderlich. I dodaje, że będzie także przypominać o apelu Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska, która chce, aby wziąć pod uwagę możliwość częściowego zwolnienia z opłat rodzin wielodzietnych, w których nowa, podwyższona stawka uderzy najbardziej.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane treści