Bydgoszcz
13C
Niebo częściowo zachmurzone
62% wilgotność
Wiatr: 3km/h NNW
H 14 • L 13
13C
Nd
18C
Pon
10C
Wt
16C
Sr
14C
Czw
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaAKTUALNOŚCIRyby pod grzybkiem [RECENZJA]
Zajazd pod grzybkiem_SG (5)
02.02.2019 | 02:00

Ryby pod grzybkiem [RECENZJA]

Na zdjęciu: Zajazd pod grzybkiem - miejsce do którego warto przyjechać i warto powrócić.

Fot. Stanisław Gazda

Jadąc  DK 5 przez Niwy k. Osielska mijamy charakterystyczny obiekt w kształcie grzyba. To „Zajazd pod grzybkiem”. I robimy błąd, że mijamy.  Ja skorzystałem ze sporego parkingu przy lokalu i wstąpiłem na obiad. Dziś jestem pewien, że podobnie jak wielu, którzy choć raz spróbowali serwowanych  w zajeździe dań – wcześniej czy później na pewno tam wrócę…

Niewątpliwym plusem tego sympatycznego miejsca jest to, że znajduje się zaledwie 11 kilometrów od Bydgoszczy. Dotrzeć więc tam można w niecały kwadrans. Chcąc dziś umówić się na obiad w centrum Bydgoszczy i dojechać na czas, chociażby z rozkopanych Kapuścisk, szczególnie w godzinach szczytu, bez wzięcia co najmniej godzinnego zapasu, o punktualności nie ma nawet mowy.

Tymczasem w „Zajeździe pod grzybkiem” miejsc na zjedzenie posiłku jest do wyboru i to w różnych miejscach.  A to w oranżerii „grzybek”, a to w jednej z dwóch sali restauracyjnych, a to w zadaszonym ogródku letnim, a to pod parasolem na świeżym powietrzu.

Żeby było mi raźniej podczas przeglądania sporej karty menu, ale niewątpliwie dla zaostrzenia apetytu i zapewne w celu zaprezentowania kulinarnych możliwości lokalu – dostaję czekadełko: świeżutkie pieczywo, a do niego smalczyk w towarzystwie pomidorka położonego na listkach bazylii. Jak mi objaśniono,  smalczyk, ale też grzybki w occie, pierogi czy szarlotka, powstają  w miejscu w którym jestem i są dziełem członków rodziny właścicieli lokalu. Słoiki z różnymi gatunkami ryb smażonych, umieszczonych w delikatnej zalewie octowej, to także ich zasługa.

Już szybki rzut oka na menu pozwala zorientować się, że mam  do czynienia z tradycyjną polską kuchnią i rzadko już dziś spotykanym podziałem na: dania polecane (bigos, wątróbka, rollo z kurczaka, śledzik) dania lunchowe serwowane od poniedziałku do piątku w godzinach od 10-16 (zupa i drugie danie w cenie 16 zł), przystawki, śniadania, coś na mały apetyt, desery. Wreszcie docieram do zup. Są cztery do wyboru. Ja decyduję się na grzybową podawaną w gorącym chlebie (w końcu to lokal pod grzybkiem). Są też pierogi, dania dla dzieci, przystawki…

Karta menu przypomina książkę, więc nie powinno dziwić, że zanim dobrnie się do dań głównych, dowiedzieć się z niej można iż do wyboru są jeszcze – polecane: filet z kurczaka, polędwiczki, filet z dorsza, kergulena i oddzielnie, jako dania z ryb: karp, pstrąg, dorsz, lin, halibut, sandacz, łosoś. Istne królestwo ryb, ale to nie przypadek.

Jak się dowiedziałem, poprzedni właściciel lokalu, Marcin Dąbek ze Skępego, podawał w nim znakomite śledziki w oleju i zupę rybna na ostro, wspaniałego dorsza, z których słynął na całą Bydgoszcz. Stali bywalcy „grzybka” niejako wymusili na nowych właścicielach, by ci nie rezygnowali z ryb.

Mamy więc ryby pod grzybkiem, ja zaś upatrzoną zupę grzybową (16 zł). Wypadałoby zatem skosztować którąś z ryb. Halibut należy do moich ulubionych, więc sięgnę po 40 zł, żeby zjeść go z frytkami i bukietem surówek.

Do tej pory wydawało mi się, że najlepszą zupę grzybową w życiu jadłem…hmmm…żeby nie reklamować – bliziutko Bydgoszczy. Od dziś ta z „Zajazdu pod grzybkiem” przejęła palmę pierwszeństwa. Cudownie pachnąca świeżutkimi borowikami, których obecność można było doświadczyć wyławiając je łyżką z niemniej cudownie smakującej zawartości kwadratowego, chlebowego naczynia. To wspaniale, że również ono było zjadliwe, gdyż lekko nasiąknięte grzybową pysznością, pozwalało na przedłużenie rozkoszy.

Ryba, też okazała się strzałem w dziesiątkę. Delikatna jak ścięte białko jajka, dobrze przyprawiona i usmażona, a jednak nie przesiąknięta tłuszczem, podana z kawałkiem cytryny, frytkami i surówkami, po prostu warta była swojej ceny.

Obydwa dania, to były naprawdę spore porcje, toteż łapiąc głębszy oddech zgodziłem się na deser lodowy z szarlotką na ciepło. Współwłaścicielka lokalu, pani Anna Weddzel, uśmiechając się cudownie, tak go wspaniale zareklamowała, że nie sposób było odmówić.

Deklaracja z początku tekstu jest jak najbardziej aktualna – na pewno do „Zajazdu pod grzybkiem” powrócę. Bo warto!

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Danny Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Danny
Gość
Danny

6 dyszek za jeden obiad to nie mało.

Powiązane treści