Bydgoszcz
14C
Słonecznie
76% wilgotność
Wiatr: 4km/h W
H 16 • L 12
18C
Sr
21C
Czw
21C
Pt
23C
Sob
24C
Nd
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaBydgoszczSportSchetyna, gwiazda z Ameryki i Krzykała, który uciszył Anwil. Legenda polskiej koszykówki na drodze Astorii
slask wroclaw, koszykowka - mat. PLK
09.05.2019 | 12:48

Schetyna, gwiazda z Ameryki i Krzykała, który uciszył Anwil. Legenda polskiej koszykówki na drodze Astorii

Na zdjęciu: Na przełomie wieków kibice Śląska Wrocław mieli wiele powodów do radości. W ostatnich latach było z tym zdecydowanie gorzej.

Fot. Andrzej Romański/PLK.pl

Koszykarze Enea Astorii Bydgoszcz awansowali do finału I ligi. Już w sobotę rozegrają pierwszy mecz na drodze do Energa Basket Ligi. Ich rywalem będzie legendarny Śląsk Wrocław. Legendarny, bo na przełomie wieków wypracował sobie miano jednej z najsłynniejszych drużyn w historii polskiej koszykówki.

Już w latach 80. minionego stulecia Śląsk należał do najlepszych drużyn w Polsce. Regularnie zdobywał medale (w 1981 i 1987 złote) i święcił triumfy w Pucharze Polski. Prym wśród krajowych drużyn wiódł wtedy jednak Lech Poznań. W 1989 roku wygrał ze Śląskiem w finale rozgrywek I ligi, a rok później, pokonując Gwardię, zdobył swój jedenasty tytuł w historii. W tym samym sezonie zagrał w ćwierćfinale Pucharu Europy Mistrzów Krajów. – Wydawało się, że w liczbie zdobytych tytułów mistrzowskich długo pozostanie jeszcze niedościgniony – czytamy we wspomnieniach na oficjalnej stronie Śląska.  Rok później, po dogrywce w decydującym trzecim meczu, Śląsk zdetronizował Lecha. Kolejna dekada miała należeć właśnie do klubu z miasta stu mostów.

Rozgrywający

Przyczyn nadchodzącej dominacji wrocławian można było upatrywać w kilku zdarzenach. W czasach transformacji ustrojowej resortowe kluby trafiały w ręce prywatnych właścicieli. Najczęściej wspomina się w ten sposób zespoły piłkarskie, ale podobnie działo się w koszykówce. Wojskowym dotąd Śląskiem zajął się biznesmen Zenon Michalak, którego firma PCS została tytularnym sponsorem klubu. Michalak miał wówczas swoje miejsce w rankingu stu najbogatszych Polaków. Był także posłem z ramienia Kongresu Liberalno-Demokratycznego.

Działający w latach 1990-1994 KLD był protoplastą Unii Wolności. W 1991 roku współtworzył mniejszościowy rząd koalicyjny, na którego czele stanął przedstawiciel tej partii, Jan Krzysztof Bielecki. Ważne role w ugrupowaniu odgrywali też Donald Tusk (przewodniczący w latach 1991-1994) oraz Grzegorz Schetyna (sekretarz generalny między 1992 a 1994 rokiem). I to właśnie ten ostatni, wówczas już były wojewoda wrocławski i współzałożyciel (razem z późniejszym prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem) Radia Eska na Dolnym Śląsku, został w 1994 roku właścicielem koszykarskiego Śląska. A właściwie Eska Śląska Wrocław, bo rozgłośnia szybko została tytularnym sponsorem klubu. Później drużynę hojnie wspierały także takie firm jak Zepter czy Idea.

W kolejnych latach Klub miał równeż wsparcie spółek Skarbu Państwa, takich jak KGHM i Totalizator Sportowy. Mógł liczyć na przychylne oko rządzących niezależnie od tego, kto akurat był u władzy. Co prawda najbliższymi współpracownikami Schetyny byli Rafał Jurkowlaniec (późniejszy wojewoda i marszałek z PO) oraz Dariusz Pszczołowski, którzy współpracowali z nim jeszcze w czasach studenckich i w radiu, a zarząd uzupełniała żona Schetyny, ale w radzie nadzorczej znalazło się miejsce dla Jerzego Szmajdzińskiego (SLD) i Piotra Żaka (AWS). Schetyna tłumaczył wówczas w Gazecie Wyborczej, że zaprosił polityków innych partii, aby uniknąć opinii o zawłaszczeniu klubu przez jedną opcję.

Dobra sytuacja finansowa w połączeniu ze skutecznymi działaniami marketingowymi i dobrymi wynikami sportowymi sprawiły, że wkrótce zapanowała moda na Śląsk. W całym kraju popularność zdobywała transmitowana przez Telewizję Polską NBA, a w rodzimych rozgrywkach Śląsk nie miał sobie równych, coraz śmielej pukając także do bram Europy. Drużyna z Wrocławia pozyskała też coś, czego nie miał nikt wcześniej.

Amerykańska gwiazda

Pierwszym czarnoskórym zawodnikiem w historii polskiej koszykówki był Kent Washington. Kozłował nie tylko w Starcie Lublin (1978-1981) i Zagłębiu Sosnowiec (1981-1983), ale także w jednej z najsłynniejszych scen kultowego filmu Miś. To on zagrał Ryszarda Ochódzkiego „w młodości, kiedy był Murzynemem i grał w kosza”. Na parkiecie filigranowy zawodnik radził sobie równie dobrze jak przed kamerą, był uznawany za najlepszego w lidze, a jego drużyny zdobywały medale. Nigdy jednak nie osiągnął takiej popularności  jak występujący w Polsce dekadę później Keith Williams.

Do Polski trafił z ligi holenderskiej w 1991 roku. Jak wspominał później w wywiadzie dla Sport.pl, na lotnisko wysłano po niego człowieka, który co prawda mówił po holendersku, ale po angielsku już nie. Williams jechał więc do Wrocławia w ciszy, widząc za oknem niezbyt zachęcający krajobraz polskich miasteczek. Sama stolica Dolnego Śląska jednak mu się spodobała i spędził w niej trzy lata. Po mieście poruszał się białym polonezem, na którym wymalowano jego nazwisko. – Nie mogłem swobodnie jeździć po Wrocławiu, bo od razu na drugi dzień trener Mieczysław Łopatka wiedział, że np. byłem na dyskotece. Pierwszą rzeczą, którą kazałem zapisać w nowym kontrakcie, była zmiana samochodu na… nowego poloneza, bez mojego nazwiska na widoku – mówił po latach w rozmowie z dziennikarzem TVN24. Zainteresowanie budził nie tylko samochód, ale też sam Williams. – Nic dziwnego, byłem w końcu jedynym czarnoskórym człowiekiem spacerującym po Rynku. Kiedyś jedna mała dziewczynka podeszła do mnie i zaczęła sprawdzać, czy nie jestem pomalowany. Była niezwykle zaskoczona – wspominał ze śmiechem.

Williams zarabiał w Śląsku 4 tys. dolarów miesięcznie, a część wynagrodzenia otrzymywał w polskiej walucie zapakowanej do wielkiej torby. Na parkiecie potwierdził, że jest wart takich pieniędzy. Nie imponował warunkami fizycznymi, ale nadrabiał szybkością. W pierwszym sezonie występów świetnie zaprezentował się w meczach Pucharu Europy z Arisem Saloniki. Wówczas przyćmił gwiazdę Greków, Nikosa Galisa, uważanego za jednego z najlepszych europejskich koszykarzy lat 80. Rok później, tym razem w Pucharze Saporty, wrocławianie ponownie trafili na Aris. Ponownie musieli uznać wyższość rywali, ale Williams znowu był najlepszy na parkiecie. W tamtym sezonie doszło też do pierwszego z pięciu finałów I ligi między Śląskiem a Anwilem. Wrocławianie zdobyli wtedy swój trzeci tytuł z rzędu. Rok później ponownie pokonali Anwil w decydującej batalii i świętowali jedenaste mistrzostwo w historii. W ten sposób zrównali się z poznańskim Lechem.

Rok później wrocławianie nie obronili tytułu. Odpadli już w pierwszej fazie play-offów. Złoty medal zdobyła Mazowszanka Pruszków z… Williamsem w składzie. Po zakończeniu sezonu 1993/1994 wrocławscy działacze nie doszli bowiem do porozumienia z Amerykaninem, który przeniósł się wtedy do Pruszkowa. W Polsce występował jeszcze przez kilka lat i do dziś ciepło się o niej wypowiada.

Cała Polska w cieniu Śląska

W 1996 roku Śląsk odzyskał mistrzostwo, ale rok później znowu się nie udało, bo w półfinale wrocławian wyeliminował Komfort Forbo Stargard Szczeciński z – jakżeby inaczej – Williamsem w składzie. Na Dolnym Śląsku mieli już jednak nowych ulubieńców. Stali się nimi Raimondas Miglinieks, Gintaras Einikis czy Andriej Fietisow, a także Polacy – Adam Wójcik i Maciej Zieliński. Działacze nie bali się też wyznaczyć kolejnego trendu i po zatrudnienia Amerykanina przyszedł czas na zaangażowanie zagranicznych szkoleniowców – najpierw Słoweńca Andreja Urlepa, a później izraelskiego szkoleniowca Muliego Katzurina. Obaj później zostali także selekcjonerami reprezentacji Polski. W latach 1998-2002 Śląsk został mistrzem kraju pięć razy z rzędu.

W Polsce koszykarze z Wrocławia nie mieli sobie równych, a w Europie wywalczyli pierwszy w historii naszego kraju awans do Euroligi. W kraju była jednak drużyna, która regularnie stawała na drodze potentatów – Anwil (wcześniej Nobiles) Włocławek. W latach 1993-1994 i 1999-2001 Śląsk pięć razy pokonał włocławian w finałach I ligi. Wyrównana rywalizacja zyskała miano „Świętej Wojny”, a kibiców elektryzowały nawet starcia obu zespołów w sezonie zasadniczym. Nic dziwnego, bo właśnie w meczu obu tych drużyn w 6. kolejce sezonu 1998/1999 Jacek Krzykała oddał jeden z najsłynniejszych rzutów polskiej koszykówki. W rozgrywkach obowiązywała wówczas zasada, że czas był zatrzymywany po zdobytym koszu w końcówce meczu, zaś po wziętym czasie grę wznawiało się spod własnego kosza, a nie jak obecnie – ze środka boiska. I właśnie w takich okolicznościach rozgrywano ostatnie akcje meczu we Włocławku:

Zmierzch

Po piątym finałowym zwycięstwie z Anwilem Śląsk jeszcze tylko raz zdobył tytuł – rok później pokonał w finale rodzącą się właśnie nową siłę polskiej koszykówki, Prokom Trefl Sopot. Po kolejnych dwunastu miesiącach musiał zadowolić się brązowym medalem. Pierwsze mistrzostwo w swojej historii zdobył Anwil, a srebro znowu przypadło drużynie z Sopotu. Później nadszedł czas koszykarzy Trójmiasta, którzy między 2004 a 2012 rokiem dziewięć razy z rzędu okazywali się najlepsi.

Śląsk odchodził w niebyt. Pojawienie się na scenie Prokomu Trefla tylko spotęgowało problemy, w jakich miał wkrótce znaleźć się niedawny hegemon. Schetyna zaangażował się w działalność nowo powstałej Platformy Obywatelskiej, a w kraju moda na koszykówkę mijała. Do głosu zaczęli dochodzić siatkarze. W marcu 2006 nowym właścicielem Śląska został Waldemar Siemiński. Do historii przeszedł między innymi tym, że kazał dziennikarzom płacić za akredytacje. A także tym, że po dwóch latach jego rządów klub ogłosił upadłość i wycofał się z rozgrywek Ekstraklasy zaraz po rozpoczęciu sezonu. W kolejnych latach wrocławianie grali w II lidze. W 2011 roku do rozgrywek Polskiej Ligi Koszykówki zgłoszono klub, korzystający z licencji „WKK Obiekty”, któremu wypożyczono prawa do nazwy i znaków handlowych historycznego Śląska, ale po roku ta drużyna także przestała istnieć. Jednocześnie próbowano odbudować WKS Śląsk. Zaangażowali się w to byli zawodnicy klubu jak Maciej Zieliński, Radosław Hyży i Mirosław Łopatka. W 2012 roku zespół wywalczył awans do I ligi koszykówki, a rok później – wzmocniony Pawłem Kikowskim, Łukasz Diduszko, Marcinem Fliegerem i Krysztofem Sulimą – awansował do Polskiej Ligi Koszykówki.

W ekstraklasie Śląskowi brakowało stabilizacji. W pierwszym sezonie co prawda po raz pierwszy w historii nie awansował do play-offów, ale zdobył za to Puchar Polski. Następny sezon zaczął od siedmiu zwycięstw, fazę zasadniczą skończył na piątej pozycji, a w ćwierćfinale uległ Czarnym Słupsk. W kolejnym sezonie uplasował się na 14. pozycji, po czym znowu wycofał się z rozgrywek. Znowu wrócił do II ligi, znowu szybko awansował do I, a teraz po raz kolejny próbuje wywalczyć przepustkę do ekstraklasy. Na drodze stanie mu Enea Astoria Bydgoszcz. Klub zdecydowanie mniej utytułowany. I dzięki temu – w przeciwieństwie do Śląska – właśnie teraz piszący jedną z najlepszych opowieści w swojej historii.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane treści