Bydgoszcz
21C
Słonecznie
33% wilgotność
Wiatr: 3km/h NNE
H 22 • L 19
15C
Sob
15C
Nd
14C
Pon
15C
Wt
12C
Sr
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaBydgoszczMiastoUkraina w sercu. Polska w sercu. A dom w Bydgoszczy
tatiana_olesya_jerochowa_ukraina_SG
26.01.2019 | 16:26

Ukraina w sercu. Polska w sercu. A dom w Bydgoszczy

Stanisław Gazda | s.gazda@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Tatiana i Olesya Jerochowy od trzech lat mieszkają na Kapuściskach.

Fot. Stanisław Gazda

Tatiana Jerochowa uciekła z objętego konfliktem zbrojnym ukraińskiego rejonu Donbasu, żeby w Polsce budować nowe życie. Mogła osiedlić się w Koszalińskiem. Wybrała Bydgoszcz. Bydgoszczanką jest już trzeci rok. Teraz marzy, żeby móc być Polką!


ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W STYCZNIOWYM NUMERZE CZASOPISMA METROPOLIABYDGOSKA.PL – POBIERZ PDF


Od urodzenia mieszkała w Doniecku. Tam skończyła szkołę, studia na uniwersytecie medycznym. Została lekarzem ginekologiem. Pracowała w miejscowym szpitalu. Słynęła z wyjątkowej charyzmy i serdeczności. Nigdy nie liczyła, ilu nowym obywatelom Ukrainy i mieszkańcom Doniecka pomogła przyjść na ten świat, ale każdego roku prowadziła do porodu co najmniej trzysta pięćdziesiąt kobiet. Zawsze z nadzieją, że ich pociechy wyrosną na wspaniałych, dobrych ludzi, dorastających w spokoju, pokoju, otoczonych miłością. I pewnie byłoby tak po dziś dzień, gdyby nie wojna…

Do poradni chodziła nawet wtedy, gdy już nie wypłacano pensji, a pacjentek było coraz mniej. W styczniu 2014 opiekowała się ok. 200 ciężarnymi, później przyszłe matki zaczęły uciekać z miasta ze strachu przed wojną, zostało ich kilkanaście, kilka…

„Separatyści gromadzą broń i coraz częściej atakują. Wczoraj doszło do kolejnych walk w obwodzie donieckim…” – szły w świat, poprzez agencje prasowe, doniesienia z Doniecka. Ale żadna z nich nie napisała wprost, że tam po prostu nie daje się żyć… Proszę więc Tatianę, żeby spróbowała

opisać wojnę widzianą jej oczami.

Budzisz się i widzisz w swoim mieście żołnierzy, czołgi, słychać strzały. Idziesz, jak co dzień do pracy. Mijasz mały sklepik, w którym codziennie robisz zakupy. Doskonale znasz ludzi, którzy w nim pracują. Wracasz do domu. Sklep w gruzach i w ogniu pożaru. Widzisz, jak wynoszą z niego trupy twoich znajomych. Wybuchasz płaczem i w potwornym strachu biegniesz na oślep w stronę swojego domu, nie wiedząc, czy go jeszcze zobaczysz. Co z mężem, córką i dwoma synami?! Czy żyją?

Rodzice i dziadkowie Tatiany byli Polakami. Mieszkali niedaleko Równego. Jej małżeństwo z Olegiem w żaden sposób nie wpłynęło na wygaśnięcie polskiego ducha w rodzinie. Język polski był tam na porządku dziennym. Szczęśliwym trafem w Doniecku działało Towarzystwo Polaków w Donbasie, które skupiało Ukraińców z polskimi korzeniami. Dzięki niemu dwunastoletnia wówczas Olesya , członkini zespołu tanecznego „Radość”, współpracującego z jego polskim odpowiednikiem, mogła pojechać na obóz wypoczynkowy do Wiktorowa koło Bydgoszczy. Chłonęła wszystko, zachwycała się wszystkim, ale dziecięce postrzeganie świata z tamtego czasu zakodowało jedynie wspomnienia o pysznych pączkach i wizycie w McDonald’s.

W lokalnym radiu usłyszała Tatiana, że są w Polsce miasta, które oferują pomoc dla Ukraińców z polskimi korzeniami. Wieść o tym, że Polska przyjmie uchodźców z Donbasu była dla Tatiany, coraz bardziej zagrożonej w swojej ojczyźnie, jak wybawienie. Zadzwoniła do prezesa Towarzystwa Polaków w Donbasie, który wpisał ją wraz z trójką dzieci na listę chętnych do wyjazdu, najpierw na pół roku do ośrodka Caritasu w Rybakach.

Co prawda życie w Doniecku było coraz bardziej zagrożone; nie działały banki, poczta, szpital w którym pracowała Tatiana stał się polowym i nie gwarantował wypłaty – ale jednak zostawić na Ukrainie poza mieszkaniem i cennym zbiorem medycznych książek, męża, który w tym czasie nie zdecydował się na wyjazd do Polski, ukochaną mamę, przyjaciół, pracę i wyjechać w nieznane – było szalenie trudno. A zabrać ze sobą można było jedynie trzydzieści kilogramów bagażu na osobę.

W noc poprzedzającą wyjazd nikt w rodzinie Jerochowych nie spał. Rano doszły obawy, czy zamówiony transport dotrze na czas i czy uda się bezpiecznie przeprawić przez wszystkie wojskowe kordony. Przejazd na miejsce zbiórki, w pierwszym mieście nieobjętym działaniami wojennymi, który w normalnych warunkach trwałby kilkadziesiąt minut, zakończył się po pięciu godzinach. Uchodźcy przylecieli do Polski z Charkowa pięcioma samolotami wojskowymi CASA. Ich dobytek dotarł dwoma Herculesami.

W Rybakach dzieci miały normalne zajęcia szkolne. Tam syn Tatiany Paweł ukończył podstawówkę. Dorośli mogli chodzić na kursy języka oraz zdobywać umiejętności zawodowe. Polacy z Ukrainy mieli otwartą drogę powrotu do opuszczonych domów. Ale na to zdecydowała się tylko jedna rodzina. Dla wszystkich pozostałych Rybaki były domem przez pół roku. Krócej dla tych z repatriantów, którym jakiś samorząd szybciej zaproponował pracę i mieszkanie.

Pojawiło się kilkanaście ofert

Wśród nich ta z Bydgoszczy. Wcześniej prezydent Bruski skierował do przedsiębiorców list z prośbą o wsparcie dla rodziny obywateli Ukrainy narodowości polskiej, która mogłaby przeprowadzić się do naszego miasta. Zgodę na użyczenie lokalu mieszkalnego wyrazili w drodze uchwały radni miejscy. Mieszkanie miało zostać udostępnione nieodpłatnie na okres trzech lat, w ramach pomocy dla obywateli Ukrainy narodowości polskiej, którzy zostali dotknięci skutkami działań wojennych.

Tatiana mogła z Rybaków wyjechać w Koszalińskie lub do Bydgoszczy. Nasze miasto poznali w dzieciństwie jej córka Olesya i syn Paweł tańczący w zespole Towarzystwa Polaków w Donbasie. Tatiana, jeżdżąc w charakterze lekarza z zespołem będącym w Polsce na gościnnych występach, również zakochała się w Bydgoszczy. Dlatego bez chwili wahania wybrała ją na miejsce, które odtąd miało być jej nowym domem. Tym sposobem już od trzech lat toczy się na Kapuściskach nowe życie czteroosobowej rodziny Jerochowych.

Początki nie były łatwe, ale od pierwszych chwil towarzyszyło im ogromne wsparcie od ludzi. Pierwsi byli sąsiedzi, którzy zapukali do mieszkania Tatiany z troską, czy ma co jeść, co pić. Potem był szpital miejski w Bydgoszczy, który dał Tatianie pracę w charakterze sekretarki medycznej, a następnie umożliwił nostryfikację dyplomu i rozpoczęcie stażu lekarskiego. Nikifor został przyjęty do osiedlowego Przedszkola nr 28. Olesya dwa lata studiowała medycynę w Doniecku. W czerwcu, tuż po osiedleniu się nad Brdą, wcale nie było pewne, czy dziewczyna dostanie się na Collegium Medicum. Dostała się. Tyle że ze względu na różnice programowe musiała zacząć od pierwszego roku. Wkrótce będzie kończyć studia. Paweł chodził do Liceum Ogólnokształcącego nr 5, zdał maturę. Chce iść w ślady mamy i siostry. Pozostał też wierny tańcowi – jest członkiem Zespołu Pieśni i Tańca „Płomienie”.

Teraz największym marzeniem Jerochowych jest otrzymanie polskiego obywatelstwa. Chcą w Polsce spędzić całe swoje życie. Od tego nie ma odwrotu. Najmłodszy Nikifor nie wyobraża sobie innej ojczyzny niż Polska. Trzeba było widzieć, z jakim zaangażowaniem kibicował naszym piłkarzom krzycząc w niebogłosy: „Polska – biało-czerwoni!” Żeby jeszcze udało się Tatianie namówić mamę do przyjazdu, to wówczas byliby najszczęśliwszą rodziną ukraińską w Polsce!


Podobne wpisy

Powiązane treści