Bydgoszcz
0C
Lekkie opady śniegu
92% wilgotność
Wiatr: 3km/h NE
H 0 • L 0
-1C
Sob
-2C
Nd
-2C
Pon
-6C
Wt
-6C
Sr
Metropolia BydgoskaBydgoszczNa sygnaleWojciech M. na ławie oskarżonych. Start procesu po bójce pod Bydgoszczą
Wojciech M. - proces po bójce w Brzozie_ Sąd Okręgowy Bydgoszcz_ SF (2)
21.11.2018 | 13:40

Wojciech M. na ławie oskarżonych. Start procesu po bójce pod Bydgoszczą

Proces 18-latka ruszył w bydgoskim Sądzie Okręgowym.

Na zdjęciu: Wojciech M. zasiadł na ławie oskarżonych bydgoskiego Sądu Okręgowego.

Fot. Szymon Fiałkowski

Wojciech M. na ławie oskarżonych. W bydgoskim sądzie rozpoczął się proces syna znanego bydgoskiego adwokata, który usłyszał zarzut ciężkiego uszkodzenia ciała swojego rówieśnika po bójce, do której doszło tuż przed świętami Bożego Narodzenia w Brzozie.

18-latek usłyszał zarzut ciężkiego uszkodzenia ciała 17-letniego chłopaka, co w następstwie spowodowało jego śmierć, za co grozi mu nawet do dwunastu lat pozbawienia wolności. Wojciech M. został przez policjantów doprowadzony na salę rozpraw. Śledztwo w tej sprawie zostało przeniesione z prokuratury Bydgoszcz-Południe do Gdańska. Powodem było uniknięcie podejrzeń o stronniczość, bowiem ojciec i dziadek oskarżonego są znanymi bydgoskimi adwokatami. – Działając z zamiarem bezpośrednim spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Patryka P. ugodził go nożem, powodując ranę kłutą okolic uda prawego z uszkodzeniem tętnicy, ranę kłutą pośladka prawego i sześciu ran kłutych jelita cienkiego, czego następstwem była śmierć Patryka P. – odczytał akt oskarżenia prok. Maciej Chełstowski z prokuratury Gdańsk-Oliwa. Nastolatek zmarł po dwóch dniach walki o życie w jednym z bydgoskich szpitali.

M. przed sądem przyznał się do udziału w bójce, natomiast inaczej opisywał jej przebieg. Nie zdecydował się na odpowiadanie na pytania ze strony prokuratora, lecz jeszcze przed rozpoczęciem składania zeznań przeprosił obecnych na sali rodziców zmarłego 17-latka (są w tej sprawie oskarżycielami posiłkowymi). – Ta sytuacja miała pewien kontekst – mówił oskarżony. I precyzował: – Jest mi bardzo przykro z tego, co się stało. Cały czas mam świadomość tego, że przeze mnie zginął człowiek i nie jest mi z tym łatwo. Co do sprawy, to chcę powiedzieć że moim zamiarem nie było spowodowanie zagrożenia życia. Wtedy, w momencie zdarzenia odczuwałem to, bo stawałem w obronie kolegi. Potem odpowiadał na pytania swojego adwokata, mec. Janusza Mazura. Przyznał, że sam opis zdarzenia, jaki został odczytany z toku jego śledztwa nie był zgodny z prawdą. – Wówczas, jak składałem te wyjaśnienia, to byłem zdenerwowany – przyznawał. – Nie miałem zamiaru spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, to jest dla mnie też tragedia – mówił M., pytany czy rzeczywiście jak argumentowała prokuratura w akcie oskarżenia, działał z zamiarem bezpośrednim.

W sądzie zeznawała także matka zabitego 17-latka. – Około godziny 16:00 Patryk wszedł do domu i poszedł do swojego pokoju, by naładować komórkę, potem chciał ok. 5 zł na doładowanie, dałam mu drobne i wtedy wyszedł – opowiadała. Przyznała, że godzinę później, gdy jechała do sklepu zauważyła trzy stojące osoby i jedną, która leżała. – Pytałam: co się stało, kto tutaj leży?, oni odpowiedzieli: Patryk dostał nożem w nogę. Dopytała kto to zrobił? Było wskazanie ręką – podkreślała. Przyznała też, że w tym samym momencie podeszły dwie panie i jedna z nich wezwała na miejsce zdarzenia karetkę pogotowia. – Uklękłam przy synu, złapałam go, a jego kurtka była cała we krwi. Podłożyłam ręce pod jego głowę, po czym on się wybudził, mówiąc: mama, noga! – dodawała. Opisywała, że operacja jej syna w szpitalu trwała prawie 7,5 godziny. Nie widziała żadnej skruchy na twarzy dwóch uczestników bójki. Jeden z nich miał wcześniej oskarżać 17-latka o to, że ten miał ukraść osiem butelek wódki. – Od syna D. dowiedziałam się, że panowie przebywający w areszcie śledczym słyszeli, jak M. chwalił się, że celowo zabił Patryka. Jeszcze usłyszałam, że celowo mu się to należało – powiedziała. Kobieta wyznała w sądzie, że cały czas jest w żałobie, nie utrzymuje kontaktu ze znajomymi, codziennie chodzi na grób syna i korzysta z pomocy psychologa oraz zażywa tabletki. Dodała też, że Patryk nigdy nie miał problemów z alkoholem czy narkotykami i nie sprawiał problemów wychowawczych.

Powiązane treści