Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]

Bydgoski trener wierzy w odrodzenie. „Los nas nie oszczędzał”

Dodano: 23.10.2026 | 19:20

Na zdjęciu: Krzysztof Szewczyk.

Fot. Dariusz Stoński.

Artego Bydgoszcz zaczęło rozgrywki Orlen Basket Ligi Kobiet od pięciu porażek. Trener Krzysztof Szewczyk zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i wie, że jego podopieczne stać na zdecydowanie więcej. – Margines błędu widocznie się skurczył. Pociąg z play-offami jednak wciąż nie odjechał. Mierzymy się z różnymi przeciwnościami losu, ale wierzę, że odczarujemy złą passę – mówi MetropoliaBydgoska.PL szef sztabu szkoleniowego zespołu.

Artego Bydgoszcz na inaugurację przegrało z Katarzynkami Toruń 62:69. Następnie we Wrocławiu uległo Ślęzie 30:83. Potem nie zdołało przeciwstawić się AZS-owi Poznań (37:67) i wróciło na tarczy z Gorzowa (55:84). W poprzedniej kolejce nastał jednak przełom. Choć bydgoszczanki przegrały z Polonią Warszawa, to nieznacznie (78:81) i za sprawą ostatniej słabszej kwarty (11:23). Jak postawę swoich podopiecznych ocenia trener drużyny?

Bogumił Burczyk, dziennikarz MetropoliaBydgoska.PL: Domniemuję, że nie tak wyobrażał pan sobie początek rozgrywek. Jakie towarzyszą temu refleksje?

Krzysztof Szewczyk, trener Artego/KS Basket 25 Bydgoszcz: Wypadliśmy bardzo rozczarowująco. Terminarz faktycznie nas nie oszczędzał. Zdawaliśmy sobie sprawę, że o zwycięstwa ze Ślęzą, AZS-em Poznań i zespołem z Gorzowa może być niezwykle trudno. Mieliśmy też świadomość, że może się nie udać, choć nie było mowy o żadnym odpuszczaniu.

Przyjeżdżaliśmy na każde spotkanie z tym samym nastawieniem – walczyć o zwycięstwo i dać z siebie 110 procent. Niestety konfrontacje z tymi zespołami zakończyły się wstydliwymi porażkami. Szczególnie boli to, co spotkało nas we Wrocławiu. W mojej trenerskiej karierze nie doświadczyłem jeszcze sytuacji, w której z trudem zdobyliśmy 30 punktów.

Trudno pozbierać się mentalnie po tak wyraźnej porażce?

To był duży cios dla dziewczyn. Przebieg wydarzeń z tamtego spotkania na pewno na jakiś czas zostaje w głowie. Inne porażki też. Nie jest łatwo pozbierać się po takiej serii. Nie zmienia to faktu, że dziewczyny wciąż ciężko trenują i wylewają siódme poty na treningach, by coś zmienić w kolejnych spotkaniach. Z naszej perspektywy najbardziej rozczarowujące okazały się porażki z drużynami z Torunia i Warszawy. Wiedzieliśmy, że to ekipy w naszym zasięgu. Liczyliśmy, że uda się je pokonać. Zwłaszcza na własnym obiekcie. Niestety, w ostatecznym rozrachunku okazywaliśmy się nieznacznie gorsi.

Po trzech bardzo wysokich porażkach można jednak mówić o przełomie. Zwycięstwo z Polonią Warszawa wymknęło się na ostatniej prostej. Wcześniej stołeczny klub triumfował w trzech rozegranych spotkaniach i pozostał jedyną niepokonaną drużyną w rozgrywkach.

Wynik idzie w świat, a my niestety ten mecz zakończyliśmy porażką. Choć faktycznie można w nim dostrzec pewne optymistyczne przesłanki. Przede wszystkim spisywaliśmy się lepiej w ofensywie, co cieszy. Choć jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że obrona Polonii Warszawa to nie jest ta sama półka, co Ślęzy Wrocław. Z drugiej strony faktycznie Polonia rozpoczęła sezon bardzo przekonująco. Pokonała między innymi nasze następne rywalki – Widzew Łódź i Wisłę Kraków.

Czego spodziewa się pan w nadchodzących spotkaniach?

Uważam, że to drużyny o podobnym potencjale do naszego i można z nimi powalczyć. Z takim nastawieniem udajemy się najpierw do Łodzi, a potem do Krakowa. Wymarzony scenariusz to dwa zwycięstwa. On jednak nie będzie prosty do spełnienia. Wierzę w dziewczyny, ale dalej mamy swoje problemy.

Jaka jest w takim razie największa bolączka Artego na tym etapie sezonu?

Walczymy z plagą kontuzji, pechowych, również pozasportowych. To w sposób bardzo znaczący utrudnia nam życie. Chciałbym, żeby była jasność. Nie wskazuję tego aspektu jako przyczyny naszej słabszej gry. Nie chcę wprowadzać narracji, że gdyby nie urazy, to byśmy byli w zdecydowanie lepszej sytuacji. Nie wiemy tego. Widzę też inne mankamenty w grze, z którymi należy się uporać. Przede wszystkim chodzi o skuteczność w ofensywie. Ciężko pracujemy na treningach, żeby wyeliminować pewne mankamenty. Wdrożyliśmy konkretne rozwiązania. Mam nadzieję, że one zdadzą egzamin.

W obliczu serii niepowodzeń plaga kontuzji jest chyba najgorszym możliwym zjawiskiem, z którym należy się uporać. Jak bardzo, z pana perspektywy, jest poważna?

Los nas nie oszczędzał. Nie było łatwo pracować, gdy zdarzały się treningi, na których mieliśmy 9 zdrowych zawodniczek i nie mogliśmy nawet zagrać wewnętrznych gier kontrolnych 5 na 5. Niektóre zawodniczki wyleczyły już urazy, ale nadal do mojej dyspozycji przez jakiś czas nie będzie Andżeliki Stankiewicz i Alicji Mławy. Z drugiej strony rozumiem oczekiwania kibiców. Fani przychodzą oglądać zwycięstwa. Nie interesuje ich tłumaczenie kontuzjami. I to jest w pełni zrozumiałe. Wszyscy potrzebujemy tego samego: wygranych.

Jak ocenia pan potencjał drużyny?

Odbyliśmy z panem prezesem rozmowę przed sezonem. Wówczas postawiliśmy sobie cel, którym był awans do fazy play-off. Uważam, że czołowa ósemka pozostaje w naszym zasięgu. Podkreślę raz jeszcze: wierzę w swój zespół. Z drugiej strony mam wiele lat doświadczenia i, mówiąc uczciwie, jeśli faktycznie uda nam się to postanowienie zrealizować, będę je traktował jako wielki sukces. Wliczając w to wszystkie czynniki, a więc niezadowalający początek, urazy i inne zmienne. Nie składamy natomiast broni. Wiemy, na co nas stać. Mam głęboką nadzieję, że pokażemy moc już wkrótce, a pierwsze powody do optymizmu pojawią się po nadchodzących dwóch wyjazdach.

Rozmawiał Bogumił Burczyk, dziennikarz MetropoliaBydgoska.PL

Bogumił Burczyk