Bydgoszcz
24C
Słonecznie
38% wilgotność
Wiatr: 4km/h SSW
H 25 • L 24
23C
Nd
22C
Pon
21C
Wt
15C
Sr
20C
Czw
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaBydgoszczGastronomiaLondynek z fabryką smaku [RECENZJA]
Stara Fabryka_SG (33)
01.12.2018 | 08:00

Londynek z fabryką smaku [RECENZJA]

Na zdjęciu: W "Starej Fabryce".

Fot. Stanisław Gazda

Z ulicy Bocianowo skręcamy w Racławicką, która doprowadzi do Świeckiej. A tam znajduje się Pizzeria & Restauracja „Stara Fabryka”. O tym lokalu wie wciąż jeszcze niewielu bydgoszczan. Czas to zmienić. Bo warto!

Czas też zmienić postrzeganie Londynka jako miejsca, do którego przed wielu laty, do przykoszarowych budynków, przeniesiono  najbiedniejszych mieszkańców miasta oraz ludzi z tzw. marginesu. Londynek to już nie tylko podupadający budynek Famoru i zaniedbane otaczające go „familoki”. Famor jest tu o tyle istotny, że należący kiedyś do zakładu dwukondygnacyjny budynek przy Świeckiej 8 przeszedł w prywatne ręce. Znalazły tam swoje miejsce na ziemi: sklep z materiałami budowlanymi, spółka zajmująca się sprzedażą hurtową wyrobów metalowych, sprzętu i dodatkowego wyposażenia hydraulicznego oraz grzejnego, stowarzyszenie artystyczne, centrum wspinaczkowe, klub Harley Davidson, no i właśnie Pizzeria & Restauracja „Stara Fabryka”. Jej logo łatwo dostrzec na dostawionej do budynku granatowej konstrukcji ze schodami. Wspiąwszy się na I piętro staniemy przed „mieszkaniowymi” drzwiami z wziernikiem wkomponowanym w grafikę klubu HD, poniżej której kartka formatu A4 z logo „Starej Fabryki” potwierdza, że to na pewno tu.

Ale, kto po raz pierwszy przekracza te progi, może się zdziwić. Nie wejdzie wprost do restauracji czy klubu – znajdzie się w półmroku wąskiego korytarza z potężnymi ścianami po bokach. Kawałek dalej szersza przestrzeń, z przytłaczającym widokiem grubych filarów, betonowego, karbowanego sufitu oraz potężnej pary stalowych drzwi, kojarzących się z wejściami do zaklętego Sezamu. Gdy spojrzenie trafi na meble ogrodowe, odwiedzający poczuje się już raźniej. Za sporych rozmiarów szklanymi drzwiami z logo „Starej Fabryki” wchłonie go wnętrze lokalu.

Nie może być inaczej – wnętrze jest industrialne, podkreślone wijącą się pod sufitem srebrną rurą instalacji. Beton, cegła, surowe deski, metal oraz szkło – tutaj nie szokują swoją obecnością. Wręcz przeciwnie. Duża przestrzeń, uboga kolorystyka, surowy charakter wyposażenia – to przecież nieodłączne wyznaczniki wnętrz w stylu loftowym. Świetnie wykorzystana została autentyczna cegła porozbiórkowa. Wykonano z niej murek służący do wyeksponowania kwiatów i różnej wielkości świeczek. Całkiem ładnie wygląda ściana pokryta okładziną imitująca cegłę, ale niesamowite wrażenie robią potężne fototapety wyobrażające starą halę produkcyjną i jej ściany zewnętrzne z obfitującymi w metal i szkło, ogromnymi oknami. Ta fototapeta przechodzi przez kątowe załamanie ścian, dzięki czemu zupełnie przypadkowo udało się uzyskać niesamowitą głębię – widoczny zwłaszcza na zdjęciach efekt trójwymiarowości. Nic dziwnego, że stojący w rogu stolik z tą fototapetą w tle stał się ulubionym przez gości, którzy urządzają tam sobie sesje fotograficzne, przenoszące konsumujących w zupełnie inne, niesamowite realia.

Warto wspomnieć o obrazach. W „Starej Fabryce” prezentowane są właśnie prace fotograficzne Grupy Twórczej Art. Fokus 13. To zdjęcia pokazujące hale produkcyjne, zbliżenia na narzędzia, elementy maszyn. Chyba nigdzie indziej, tylko w „Starej Fabryce”, tak idealnie współgrają z otoczeniem. Pewnie żal będzie je oddać.

No ale to nie ma być tekst o architekturze wnętrz, tylko o jedzeniu!

Zziębnięty otrzymuję od szefowej lokalu propozycję, popartą przez kelnera, rozpoczęcia od czegoś na rozgrzewkę: herbata korzenna i żurek. Przystaję na nią z chęcią, pamiętając o radzie jednego z tuzów kuchni, by w nowym, nieznanym miejscu zawsze zamawiać żurek, o ile jest taka możliwość. Tam, gdzie potrafią zrobić dobry żurek, tam też potrafią dobrze zrobić wszystko inne – mawia pewien szef kuchni. Ano zobaczymy…

Żurek już od pierwszej łyżki dobrze się wchłania. Przede wszystkim nie jest, jak to się często zdarza, przesolony ani nienaturalnie kwaśny. Jest dobrze doprawiony, z kawałkiem jajka na twardo i sporą ilością dobrej gatunkowo kiełbasy. Mile rozgrzewa, dobrze smakuje. Czyli… jest dobrze!

Na czarnej tablicy przy barze, na której polecane jest menu dnia, pierwsza pozycja to żeberka. Co prawda jadłem je dzień wcześniej w bufecie pewnej poważnej instytucji, ale skoro nadarza się możliwość konfrontacji smaków i jakości – biorę żeberka. Nie ma ich w karcie dań. Jak się przyjmą, na pewno zostaną wprowadzone.

Zaskakuje sos z pomidorową nutą smakową. Całkiem pasuje do mięsa, które z łatwością odchodzi od kości, jest tak kruche, że niemal rozpływa się w ustach. Na dwóch kawałkach żeberek mięsa jest naprawdę sporo. Zero tłustych fragmentów, zero twardych włókien. Jako dodatek są kluski śląskie i mix sałat z pomidorkami koktajlowymi.

Więcej recenzji w dziale GASTRONOMIA!

Po co przypomniałem sobie wczorajszy obiad?! Żeby czym prędzej odpędzić czarne chmury wspomnień proszę o eskalopki drobiowe w sosie szpinakowym z suszonymi pomidorami. Szkoda, że dodatkiem do tego dania jest znowu mix sałat, ale eskalopki są wyborne – to mięciutkie i kruchutkie kawałki piersi z kurczaka, z którymi świetnie komponuje się ów sos szpinakowy. Jego podstawą jest śmietana kremówka. Widać, że w „Starej Fabryce” pamiętają, że je się również oczyma. Esy-floresy z sosu barbecue to nie przypadek.

Zarówno smak żeberek, jak i eskalopek przywołały mi na myśl dobrą, domową, maminą kuchnię. Te wspaniałe, niedzielne rodzinne obiady, za którymi stał sam smak i wieloletnie doświadczenie mamy-kucharki. Wspomnienie domu, dzieciństwa wróciło ponownie, gdy skosztowałem pierwszy kęs pizzy. Tych w „Starej Fabryce” jest aż jedenaście do wyboru i każda z nich nosi nazwę związaną z fabryczną przeszłością restauracji: stolarza, odlewnika, tokarza, ślusarza, spawacza, elektryka, kadrowego, księgowej, dyrektora, prezesa. Wielkość – jedna, jak we Włoszech, 30 cm, ale w odróżnieniu od włoskich, tutejsze pizze są zdecydowanie bardziej „na bogato”, co ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników.

A co  z tymi wspomnieniami z domu i dzieciństwa? Chodzi o ciasto na pizzę. Było na swój sposób inne, niż stosowane do wyrobu dotychczas zjedzonych przeze mnie pizz.  Gdy byliśmy dziećmi i mama miała rozwałkowane na stolnicy ciasto na pierogi, czasami odkrawała nam po małym kawałeczku, kładła go na rozgrzanej stalowej blasze, która od zawsze była nieodłącznym dodatkiem do wyposażenia kuchenki gazowej. I takie podpieczone z obu stron kwadraciki pierogowego ciasta dawała nam. To było coś wspaniałego! I działo się to w czasach, kiedy pizzy w lokalach nie było nawet w planach. Takie dobre było to ciasto…

Lokal nie tylko serwuje jedzenie. Przestrzeń restauracji wykorzystywana jest również do organizowania wernisaży, spotkań z poetami, koncertów na żywo w wykonaniu młodych bydgoskich muzyków. Kto ma ochotę spotkać się tutaj ze znajomymi i potańczyć – też może!


Podobne wpisy

Powiązane treści