Maciej Figas: Sukces Opery Nova to efekt pracy wielu ludzi
Dodano: 23.06.2026 | 10:52Na zdjęciu: Dyrektor Opery Nova Maciej Figas
Fot. Alicja Chrobak
Opera Nova zwyciężyła w plebiscycie organizowanym z okazji 10-lecia portalu MetropoliaBydgoska.PL w kategorii Kultura. O sukcesach i rozwoju Opery Nova oraz planach związanych z budową czwartego kręgu rozmawiamy z jej dyrektorem, Maciejem Figasem.
Błażej Bembnista: Wybór znamienitych Bydgoszczan – członków naszej kapituły – świadczy o tym, że Opera Nova jest bardzo mocną bydgoską marką. Co uważa Pan za największy atut tej instytucji?
Maciej Figas (dyrektor Opery Nova): To dla nas ogromne wyróżnienie. Na ten efekt składa się kilka czynników i praca wielu osób przez dziesięciolecia. Ludzie potrzebują pozytywnych przykładów i lubią identyfikować się z miejscami, które odnoszą sukces.
Dla wielu Bydgoszczan Opera Nova była kiedyś symbolem niespełnionych ambicji miasta. Jeszcze w latach 80. i 90. niedokończony gmach bardziej straszył, niż zachwycał. Tymczasem udało nam się stworzyć w tym miejscu prężnie działającą instytucję. Przez kilkadziesiąt lat uniknęliśmy poważniejszych potknięć, które mogłyby podważyć zaufanie mieszkańców Bydgoszczy i regionu. Wręcz przeciwnie – konsekwentnie budujemy swoją pozycję, zdobywając coraz większe zainteresowanie i uznanie publiczności.
Nie tylko w Bydgoszczy, ale w całym regionie.
A nawet poza nim! To efekt zaufania i renomy, które przez lata procentowały. Dziś zbieramy owoce tej pracy, choć nie zawsze było łatwo.
Dodatkowo sprzyja nam realizowana inwestycja związana z budową czwartego kręgu. Publiczność widzi, że konsekwentnie rozwijamy Operę. Kilka lat temu zakończyliśmy modernizację foyer – przypomnę, że gdy budynek oddano do użytku w 2006 roku, nie miał jeszcze ostatecznego wystroju. Dziś wnętrza zachwycają, a charakterystyczne żyrandole robią wrażenie na odwiedzających. Obecnie realizujemy kolejny etap rozwoju – powstaje nowoczesna przestrzeń z efektownym łącznikiem i salą, jakiej w Bydgoszczy dotąd nie było.
Nowa sala pomieści 475 widzów i jestem przekonany, że będzie cieszyć się dużym zainteresowaniem. Chcemy wykorzystywać ją zarówno jako salę prób, jak i miejsce wydarzeń artystycznych. W czwartym kręgu znajdzie się także kino.
Rozbudowa wywołuje ogromne zainteresowanie mieszkańców. Otrzymujemy dziesiątki, jeśli nie setki sygnałów od osób, które obserwują postępy prac i z niecierpliwością czekają na zakończenie inwestycji. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że spotykamy się z autentycznym entuzjazmem. To najlepsza nagroda za lata pracy wielu ludzi, a jednocześnie ogromna motywacja. Nie możemy zawieść publiczności. Powtarzam często, że teatr jest jak las – rośnie długo, ale spłonąć może bardzo szybko. Zaufanie buduje się latami, a stracić je można w jednej chwili.
Nagroda w plebiscycie MetropoliaBydgoska.PL jest dla nas kolejnym potwierdzeniem, że warto rozwijać Operę Nova.
Zna Pan Operę Nova od podszewki. Co zmieniło się w niej najbardziej od momentu objęcia funkcji dyrektora niemal 35 lat temu?
Kiedy dziś patrzę na swoje decyzje z początku lat 90., często łapię się za głowę. Dzisiaj byłbym zapewne znacznie ostrożniejszy, choć nie wiem, czy przyniosłoby to lepsze efekty. Młodzieńczy entuzjazm i odwaga potrafią zdziałać naprawdę wiele.
Do dziś zastanawiam się, jakim cudem zaufało mi wtedy tak wiele osób – decydentów, sponsorów i ludzi życzliwych kulturze. Wokół Opery Nova zaczęło się tworzyć środowisko, które w dużej mierze pozostaje z nami do dziś.
W obecnych realiach trudno byłoby sobie wyobrazić sytuację, w której publiczność wpuszczana jest do surowego jeszcze gmachu, tak jak miało to miejsce w 1994 roku. Nie pozwoliłyby na to ani przepisy bezpieczeństwa, ani wymogi przeciwpożarowe. Wykorzystaliśmy jednak wyjątkowy moment transformacji ustrojowej, kiedy wiele norm i regulacji dopiero się kształtowało. Dzięki temu udało się zorganizować pierwszy Bydgoski Festiwal Operowy.
To przedsięwzięcie mogło dojść do skutku również dzięki życzliwości ówczesnego wojewody Włodzisława Gizińskiego, obecnie posła. Pół roku przed festiwalem powiedział po prostu, że trzeba to zrobić. Udało się – festiwal trwa do dziś.
Pamiętam również sceptycyzm części środowiska dziennikarskiego. Ukazywały się artykuły przekonujące, że ten pomysł nie ma szans powodzenia. Tym bardziej cieszy mnie, że niektórzy autorzy po latach potrafili powiedzieć: „Przepraszam”.
Dziś pozostały przede wszystkim wspomnienia. Najczęściej słyszę dwie historie. Pierwsza mówi o tym, że trudno znaleźć w Bydgoszczy budowlańca, który choć przez chwilę nie był związany z budową Opery Nova. Druga dotyczy wszechobecnego kurzu towarzyszącego pierwszym edycjom Bydgoskiego Festiwalu Operowego. Widzowie wspominają, że trudno było doczyścić buty czy eleganckie stroje po spektaklach. To pokazuje, jak silnie tamte wydarzenia zapisały się w pamięci publiczności.
Pierwsze festiwale miały w sobie coś z happeningu. Pozostawiły trwały ślad w świadomości uczestników – wielu z nich jest wiernych Operze Nova do dziś.
Za nami XXXII Bydgoski Festiwal Operowy. Jak podsumowałby Pan tegoroczną odsłonę wydarzenia?
Przede wszystkim cieszę się, że nie zrezygnowaliśmy z corocznej formuły festiwalu. Pojawiały się pomysły, by organizować go rzadziej, jednak uważam, że regularność ma ogromne znaczenie. Festiwal mobilizuje cały zespół Opery Nova pod względem organizacyjnym, jak i artystycznym, gdyż jako gospodarze zawsze otwieramy wydarzenie, prezentując premierę własnej produkcji – w tym roku była to inscenizacja „Łucji z Lammermooru” Gaetana Donizettiego w reżyserii Thaddeusa Strassbergera, który reżyserował także operową część ceremonii zamknięcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 wewnątrz antycznego rzymskiego amfiteatru Arena di Verona.
W historii BFO prezentowaliśmy dzieła operowe i muzyczne, które po raz pierwszy w Polsce można było zobaczyć właśnie w Bydgoszczy. Podczas minionej edycji festiwalu mieliśmy możliwość zaprezentować publiczności, między innymi, „Salome” w najnowszej i głośnej inscenizacji Łotewskiej Opery Narodowej z Rygi, kolejny raz przyjął nasze zaproszenie legendarny Les Ballets de Monte-Carlo, ale po raz pierwszy ugościliśmy młodszą z grup tancerzy kultowego Nederlands Dans Theater oraz Polską Operę Królewską.
Dzięki festiwalowi nasi widzowie mogą oglądać spektakle, które bardzo rzadko trafiają na polskie sceny. Wielu Bydgoszczan docenia tę możliwość. Mamy grono niezwykle wiernych festiwalowiczów, którzy przez lata obejrzeli tak wiele przedstawień, że niejeden krytyk muzyczny mógłby im pozazdrościć doświadczenia. To, w połączeniu z nieustającym zainteresowaniem publiczności, najlepiej świadczy o sukcesie tej imprezy.
Oczywiście nie każdy spektakl spotyka się z identycznym odbiorem, ale to naturalne. Najważniejsze jest jednak to, że widzowie ufają marce Bydgoskiego Festiwalu Operowego. Wiedzą, że jeśli dany spektakl znalazł się w programie BFO, reprezentuje odpowiedni poziom artystyczny i warto go zobaczyć.
Pochodzi Pan z Trójmiasta, ale od lat jest Pan związany z Bydgoszczą. Co najbardziej ceni Pan w tym mieście, a co chciałby Pan zmienić?
Najbardziej doceniam ogromną przemianę, jaką Bydgoszcz przeszła w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Mieszkańcy obserwują ją na co dzień, dlatego czasami mogą jej nie dostrzegać. Za to goście z innych miast i krajów często nie mogą uwierzyć, jak bardzo zmieniła się Bydgoszcz.
Na szczególne uznanie zasługuje fakt, że Bydgoszcz zwróciła się ku rzece. Brda stała się jednym z największych atutów miasta i elementem, którego wiele innych ośrodków może nam zazdrościć. To położenie doskonale wykorzystał profesor Józef Chmiel, projektując Operę Nova właśnie w tym miejscu. Powszechnie uważa się, że jest to najpiękniej położony budynek operowy w Polsce. Trudno dziś wyobrazić sobie lepszą lokalizację.
Jeśli miałbym wskazać coś, czego wciąż mi brakuje, byłaby to większa dbałość o porządek i estetykę przestrzeni publicznej. Bydgoszcz przed wojną nazywano „małym Berlinem” nie tylko ze względu na architekturę, ale również dzięki przywiązaniu do ładu i czystości. Kiedy odwiedzam inne miasta, często zazdroszczę im właśnie tego porządku. Wciąż brakuje mi tej pieczołowitości, staranności i konsekwencji w dbaniu o estetykę miasta.
Mówił Pan niegdyś w Radiu PiK, że lubi Pan uczestniczyć w naradach budowlanych, a ostatnio tych narad znów ma pan wiele. Wróćmy zatem do tego czwartego kręgu. Kiedy zakończy się jego budowa i będzie dostępny dla publiczności?
Aktualny termin zakończenia prac budowlanych przypada na koniec grudnia tego roku. Później rozpoczną się odbiory techniczne, a trzeba pamiętać, że jest to niezwykle skomplikowany obiekt.
Przed nami wszystkie procedury związane z zakończeniem inwestycji. Trudno dziś przewidzieć, czy potrwają one miesiąc, dwa czy jeszcze dłużej. Dlatego nie chcę składać deklaracji dotyczących dokładnej daty otwarcia. Nie ukrywam również, że istnieje ryzyko przesunięć harmonogramu. Tego typu inwestycje zawsze niosą ze sobą element niepewności. Zakładam jednak, że już wiosną przyszłego roku mieszkańcy będą mogli oglądać nową część Opery z zewnątrz w jej docelowym kształcie. Termin udostępnienia wnętrz zależy natomiast od zakończenia wszystkich formalności.
Mogę zdradzić, że planujemy premierę we wrześniu przyszłego roku, która pozwoli publiczności swobodnie poruszać się po całej nowej przestrzeni. Wcześniej działalność może rozpocząć kino, a już jesienią tego roku chcielibyśmy uruchomić parking.
Nowe przestrzenie będą udostępniane etapami. W pierwszej kolejności pojawi się publiczność kinowa, korzystająca z Kina Leonard, bo tak prawdopodobnie będzie się ono nazywać.
Wiemy, dlaczego.
I bardzo się cieszę, że wiele osób już zna odpowiedź. W ostatniej fazie udostępniona zostanie sala Pólko. Nazwa nawiązuje do historycznego określenia tego terenu, które pojawia się w dawnych dokumentach.
Zwrócił mi na to uwagę archeolog Robert Grochowski, prowadzący badania przed rozpoczęciem budowy czwartego kręgu. To właśnie on poinformował mnie, że w archiwaliach obszar dzisiejszej Opery funkcjonował pod nazwą Pólko lub Polko. Postanowiliśmy wykorzystać tę nazwę świadomie, przekonani, że wzbudzi zainteresowanie i zachęci mieszkańców do poznania historii tego miejsca.
Przy wejściu do czwartego kręgu prezentowany będzie również film w dwóch wersjach językowych
o historii miejsca, w którym znajduje się Opera Nova. Z kolei odwiedzający kawiarnię Cavatina będą mogli zobaczyć odnalezione podczas prac archeologicznych eksponaty, m.in. element barki czy ponadstuletni wiatrowskaz.
Chcemy, aby te wszystkie elementy przypominały o historii miejsca, w którym znajduje się dziś Opera Nova. Mamy nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli zaprosić mieszkańców do tej nowej przestrzeni. Trzymamy kciuki, aby wszystko przebiegło zgodnie z planem.
- Maciej Figas: Sukces Opery Nova to efekt pracy wielu ludzi - 23 czerwca 2026
- Wojciech Pawłowski to solid striker. Strzelił… 2 gole w bydgoskiej B klasie - 23 czerwca 2026
- Zmiany w parafiach Bydgoszczy i regionu. Mamy listę - 23 czerwca 2026


















