Bydgoszcz
19C
Słonecznie
52% wilgotność
Wiatr: 3km/h WNW
H 19 • L 19
13C
Pt
10C
Sob
11C
Nd
15C
Pon
9C
Wt
Metropolia BydgoskaAKTUALNOŚCITo nie jest kolejna historia o kobiecie z walizką
MIrosława_Gawryłkiewicz_Nutka_Milutka_SG (6)
25.12.2017 | 08:37

To nie jest kolejna historia o kobiecie z walizką

Piosenki i melobajki zaczęłam komponować przez dzieci, dla dzieci i z dziećmi - wspomina Mirosława Gawryłkiewicz.

Na zdjęciu: Charakterystyczna walizka z napisem „Nutka Milutka” towarzyszy pani Mirosławie od samego początku.

Fot. Stanisław Gazda

Prekursorka. Animatorka. Nauczycielka. Mama i babcia. Po prostu – Mirosława Gawryłkiewicz. Po prostu – Nutka Milutka.

– To niemożliwe! – niemal obruszyła się, gdy Wojciech Dyngosz z bydgoskiej Akademii Muzycznej zasugerował, że ma już ponad trzydzieści lat. A przecież dopiero co powstała, dopiero co w telewizji zadebiutował „Teleexpress”, cenzura – po wycięciu licznych scen – pozwoliła na emisję „Alternatywy 4”, a  ona sama dała 20 złotych na potrzeby komitetu budowy Opery Nova…

Nutka ósemka ze sklejki wycięta
Ale tak, tak… Już ponad trzy dekady Mirosławie Gawryłkiewicz towarzyszy Nutka Milutka. Choć czasami można mieć wrażenie, że to raczej alter ego niż towarzyszka. – Gdy przyjeżdżałam ze swoim programem do pierwszych przedszkoli, przywoziłam ze sobą przygotowaną przez mojego męża („Wie pan, mężowie nauczycielek to mają jednak przechlapane”) nutkę wyciętą ze sklejki, którą moje studentki przebierały w spódniczki czy dorabiały im włosy z wełny. Zostawiałem tę nutkę, mówiąc, że jak wrócę, to ona mi opowie, co się działo w przedszkolu. A gdy wracałam i pytałam, kim jestem, to wszystkie dzieci odpowiadały chórem: „Nutka Milutka!” – opowiada pani Mira.

Pracę z dziećmi wywróżyła jej – jeszcze za czasów studiów w Poznaniu – nieżyjąca już profesor Monika Skazińska. – Gdy po latach wróciłam do Bydgoszczy, byłam już tą perspektywą mocno „zadżumiona” – śmieje się Nutka Milutka. Ale zaraz dodaje, że początki nie były łatwe, bo… – Słyszałam: Pani nie znajdzie na to chętnych. No, może w szkołach, ale dla mniejszych dzieci to za trudne! – wspomina. – Czasy też były takie, że bez ingerencji urzędnika nic nie szło zrobić…

Zaryzykowała. Przecierała szlak wiodący od wojskowego przedszkola na osiedlu Leśnym i drugiego – przy ulicy Paderewskiego. Chwyciło. – Zapraszałam dyrektorki, żeby zobaczyły, że nie jest to nudna prelekcja, ale między piosenkami i bajkami przemycam – jak ja to mówię – hity wielkiej muzyki – podkreśla pani Gawryłkiewicz.


Artykuł pochodzi z grudniowego numeru czasopisma MetropoliaBydgoska.pl.
Wszystkie archiwalne wydania można znaleźć w zakładce Gazeta.


Idą, idą, nutki, idą…
Świat śpiewogier i melobajek potrzebował swojego motywu przewodniego. – Musisz mieć jakąś kultową piosenkę! – zawyrokowała przyjaciółka Nutki Milutkiej. A mowa o nie-byle-kim, bo o samej Wandzie Chotomskiej (1929-2017), twórczyni telewizyjnej serii „Jacek i Agatka”, autorki licznych wierszy i opowiadań dla dzieci.

Panie poznały się w czasach, gdy kontakt można było odnaleźć w książce telefonicznej, a nie przez agencję artystyczną. – W 1984 roku przyjechałyśmy wraz ze studentkami na zaproszenie Uniwersytetu Warszawskiego, aby zaprezentować swoją śpiewogrę opartą właśnie na poezji pani Wandy. I to wtedy – w jednym z przedszkoli – spotkałyśmy się po raz pierwszy – mówi pani Mirosława. Tak narodziła się przyjaźń trwająca aż 33 lata…

Jest znowu rok 1986. Wanda Chotomska wsiada na dworcu w Bydgoszczy do pociągu jadącego do Warszawy. To właśnie wtedy panie rozmawiają o piosence dla Nutki Milutkiej. – Pamiętam jak dziś – siedzę w wannie, gdy mąż woła, że pani Wanda dzwoni. Podbiegam do telefonu i słyszę w słuchawce: Pani Miro, kartka i ołówek. Jest tekst… – odsłania kulisy powstania znanego motywu „Idą, idą, nutki, idą” sama pani Mirosława.

Nutka Milutka na „Strasznym Dworze”
Przez lata programy Nutki Milutkiej prezentowały dziesiątki, jeśli nie setki artystów. Nierzadko – studentów, którzy z panią Mirosławą Gawryłkiewicz mieli zajęcia na uczelni (w 1982 roku rozpoczęła pracę w ówczesnej Wyższej Szkole Pedagogicznej, kontynuuje ją – już na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego – do dziś). – Miałam sytuacje, że wchodziła studentka do sali i mówiła: O rany, będę miała zajęcia z Nutką Milutką! – śmieję się pani Mira.

Wychowanków Nutka Milutka spotyka na każdym kroku. Nie może być jednak inaczej, skoro w szczycie popularności realizowała prawie tysiąc (!) programów rocznie. O rodzinie Smyczkowych czy Dętych Blaszanych słyszało więc kilka pokoleń dzieci z Bydgoszczy i regionu.

Co ciekawe, motyw przewodni Nutki Milutkiej mieli okazję usłyszeć również melomani w Operze Nova. – Byliśmy z mężem na „Strasznym Dworze” Moniuszki, którego bardzo lubię – mówi pani Mirosława. – W pewnym momencie jakoś tak strasznie niewygodnie mi było i postanowiliśmy zejść kilka rzędów niżej. I wtedy słyszę znajomy motyw. A to Jarek Giziński, fagocista („Dzięki niemu powstały trzy piosenki o tym instrumencie”), musiał mnie dostrzec. I zaczyna grać „Idą, idą, nutki, idą”. Po chwili dołączył się klarnet, wiolonczele… Mąż śmiał się, że to specjalny prolog do drugiego aktu.

Konsultacje w kawiarni Cristal
Z panią Mirosławą siedzimy przy małym stoliku w herbaciarni Asia. Widok na Wyspę Młyńską. – Z tymi małymi, okrągłymi stolikami, to jest tak, że mieliśmy taki w domu. I wieczorami było 2 w 1, takie konsultacje. Ja pracowałam, dzieci bawiły się. Ale często pytałam je o zdanie, jak to zrobić, czy im się podoba… I kiedyś poszliśmy na lody do kawiarni Cristal (istniejący od końca II wojny światowej do 2003 roku lokal w kamienicy Juliusa Greya przy ulicy Gdańskiej niedaleko placu Wolności – red.). Podbiega do mnie córka i krzyczy: Mamo, mamo, konsultacja jest wolna…

Pani Mirosława przyznaje, że to właśnie „przez dzieci”, jak i „dla dzieci” oraz „z dziećmi” zaczęła komponować piosenki i melobajki. – Inspiracji dostarczały mi przede wszystkim moje „prywatne” dzieci – przyznaje Nutka Milutka. Zresztą, na zdjęciach Dobromiła, Miłosz, Radost i Bogumiła stoją albo na scenie, albo z instrumentami w dłoni…

Czy gdyby zaczynała dzisiaj, Nutka Milutka też ujrzałaby światło dzienne? – Zapewne tak – odpowiada bez zastanowienia pani Mira. – Chociaż czasy nie są łatwe, dzieci trzeba nieustannie zaskakiwać, są przestymulowane. A i studenci jacyś inni – te wszystkie ejwony, telefony, esemesy… Ale przecież nie chodzi o to, żeby narzekać – dodaje.

I sama nie narzeka, ciągle szuka nowych inspiracji. – Już na początku lat 90. mówiłam do siebie: Opera, studenci, książki… czy już będzie tak zawsze? I wtedy do Polski przyjechał Edwin Gordon (znany badacz, psycholog muzyki, pegagog, jazzman, twórca teorii uczenia się muzyki oraz umyzykalniania niemowląt i małych dzieci – red.)… Wspólnie z profesor Zwolińską zaczęłyśmy promować kursy gordonowskie – wspomina pani Mira. – A co dalej? Może płyta „The best of Nutka Milutka”? – pytam. – W sumie jestem już na emeryturze. Ale muszę pomyśleć… Może kanał na YouTubie? Ja to jestem jednak taki adehadowiec.

Mirosława Gawryłkiewicz – rodowita nakielanka, animatorka kultury, nauczycielka i wykładowca akademicki, prekursorka edukacji muzycznej w bydgoskich (i nie tylko) przedszkolach i szkołach, twórczyni (w 1986 r.) cyklu programów pod szyldem Nutka Milutka; prywatnie mama Dobromiły, Miłosza, Radosta i Bogumiły, babcia Szymona, Bartosza, Antoniny, Poli i Jadwigi.

Powiązane treści