Bydgoszcz
7C
Niebo częściowo zachmurzone
75% wilgotność
Wiatr: 4km/h N
H 7 • L 6
16C
Sob
17C
Nd
20C
Pon
21C
Wt
20C
Sr
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaBydgoszczSportA.J. Walton: Sport i praca uchroniły mnie przed wieloma kłopotami [STUDIO METROPOLIA]
2-11-2019_ koszykówka, Energa Basket Liga_ HydroTruck Radom - Enea Astoria Bydgoszcz - AJ Walton - SF
28.02.2020 | 13:06

A.J. Walton: Sport i praca uchroniły mnie przed wieloma kłopotami [STUDIO METROPOLIA]

Na zdjęciu: A.J. Walton dorastał w trudnym środowisku. Od siedmiu lat występuje w Europie.

Fot. Szymon Fiałkowski

A.J. Walton to w tym sezonie jeden z najważniejszych zawodników Enea Astorii Bydgoszcz. Koszykówka była jednak tylko punktem wyjścia dla naszego spotkania. Porozmawialiśmy również o szkole w Little Rock, gdzie na wejściu uczniowie byli sprawdzani wykrywaczem metali. O ojcu, który wciąż jest autorytetem dla niespełna 30-letniego koszykarza i dzwoni, aby powiedzieć, że syn musi poprawić swoje liczby. O pracy w cukierni i w domu opieki. Oraz o zamiłowaniu do historii, która może wiele nauczyć.

Mikołaj Wiśniowski: Od zawsze marzyłeś, aby zostać koszykarzem?
A.J. Walton (koszykarz Enea Astorii Bydgoszcz):
Szczerze mówiąc, to nie do końca. Koszykówka była dopiero trzecim sportem, który zacząłem uprawiać. Najpierw grałem w baseball, w który byłem całkiem niezły i wychodziło mi to nawet lepiej od grania w kosza. (śmiech) Próbowałem również swoich sił w piłce nożnej oraz w futbolu amerykańskim. Pasja do koszykówki przyszła nieco później, ale coś w tej grze pochłonęło moje serce i do dziś jest to moja największa miłość. Właśnie dlatego po pierwszym roku w liceum przestałem zajmować się innymi sportami i skupiłem się tylko na koszykówce.

Wtedy zdałeś sobie sprawę, że naprawdę możesz zostać profesjonalnym zawodnikiem?
W drugiej klasie liceum zostałem wybrany najlepszym drugoroczniakiem w stanie Arkansas. Rok później otrzymałem nagrodę Mr.Basketball of Arkansas, dla najlepszego młodego koszykarza w stanie. Po tym wydarzeniu wielu scoutów zaczęło przyjeżdżać na moje mecze. Otrzymałem też stypendium, które pomogło mi pójść na studia. Zacząłem czuć rosnącą uwagę ze strony ludzi związanych z koszykówką i uświadomiłem sobie, że pewnego dnia naprawdę będę mógł coś osiągnąć, czy to w NBA, czy w innym kraju. To motywowało mnie do jeszcze cięższej pracy i stawania się jeszcze lepszym zawodnikiem. Na pierwszym roku studiów miałem okazję współpracować z organizacją Athletes in Action, która wybiera dwunastu lub trzynastu zawodników z różnych uczelni w USA i zabiera ich na małe tournee do Europy, gdzie młodzi koszykarze ze Stanów Zjednoczonych mierzą się m.in. z młodzieżowymi zespołami z innych krajów. W takim wyjeździe uczestniczyłem dwukrotnie. Podczas pierwszego z nich odwiedziliśmy Polskę, Macedonię oraz Grecję. Graliśmy z różnymi zespołami z tych krajów. Wtedy wielu agentów oraz trenerów rozmawiało ze mną w sprawie ewentualnego zatrudnienia. Myślę, że właśnie to sprawiło, że na początku mojej kariery trafiłem do Gdyni. Jeden z agentów, którego wszyscy nazywali “Papi”, utrzymywał ze mną kontakt i stał się niejako moim agentem i to właśnie dzięki niemu trafiłem do polskiej ligi.

Miałeś wtedy 23 lata. Trudno było Ci się zaadaptować do życia w zupełnie nowych realiach?
Prawdę mówiąc, nie było wcale tak źle. Tak jak mówiłem, byłem wcześniej w wielu krajach poza USA, więc przyzwyczaiłem się do przebywania poza domem oraz do częstego podróżowania. Poza tym moja uczelnia była oddalona o blisko osiem godzin od Little Rock, więc przywykłem do życia z dala od rodziców i radzenia sobie samemu. Po studiach przyszedł czas na rozpoczęcie własnej kariery, budowanie swojej własnej historii, a ja byłem na te nowe wyzwania gotowy.

Wspomniałeś o Little Rock. Wiele razy opowiadałeś już, że to niebezpieczna okolica. Jak wyglądało życie dorastającego chłopaka w takim mieście?
Moje liceum było jednym z najgorszych w stanie. Nazywaliśmy je “Ghetto School”, ponieważ było położone w nieciekawej, dosyć niebezpiecznej dzielnicy. W szkole mieliśmy prawdziwych policjantów noszących przy sobie broń oraz cały inny sprzęt. Policjanci mieli nawet swoje biuro na terenie naszej szkoły, a na drzwiach przyczepione były specjalne łańcuchy. Przy wejściu do szkoły postawiony był wykrywacz metali, aby żaden uczeń nie wniósł na teren obiektu noża albo innego niebezpiecznego przedmiotu. Codziennie przed wejściem sprawdzała nas także ochrona. Pamiętam, że zdarzało się nawet, iż do szkoły przyjeżdżała telewizja, z różnych przyczyn, nie tylko tych złych, ale naprawdę każdy dzień był pełen wrażeń.


CZYTAJ WIĘCEJ WYWIADÓW Z CYKLU STUDIO METROPOLIA


Dzięki koszykówce stałeś się lepszym człowiekiem?
Dzięki niej potrafiłem się skoncentrować na celu. Nauczyła mnie determinacji i przede wszystkim etyki pracy. W każdym sporcie, aby osiągnąć sukces, musisz być odpowiednio zdyscyplinowany. Każdego dnia musisz starać się rozwijać, oddawać całego siebie dla swojej pasji, bo gdy zrobisz sobie wolne, ktoś inny będzie ciężko pracował i stanie się lepszy od ciebie. Sport uczy zasad, obowiązkowości. Wiesz, że nie możesz być humorzasty ani leniwy. Gdy byłem w liceum, oprócz uprawiania sportu, miałem dwie dodatkowe prace. Pomagałem zajmować się starszymi ludźmi w domu opieki. Pracowałem również w cukierni, gdzie robiliśmy różne rodzaje lodów i tortów. To wszystko pomogło mi stać się osobą, którą jestem teraz i sprawiło, że potrafię ciężko pracować i poświęcić się koszykówce. Sport i praca uchroniły mnie także przed wieloma kłopotami, trzymały z dala od ulicy, gdzie czyhały różne pokusy. Ja potrafiłem uczciwie zarobić pieniądze, oszczędzać je i nie wydawać ich na głupstwa.

Miałeś w tamtych latach jakiś wzór albo wsparcie, które pomogło nie zboczyć na złą drogę, gdy wokół działo się tyle rzeczy?
Moim idolem zawsze był dla mnie mój tata. Grał w kosza całe życie, również na studiach. W Little Rock mieliśmy taką małą katolicką ligę i tata bardzo angażował się w jej funkcjonowanie. Jest prawdziwym mężczyzną. Zawsze bierze odpowiedzialność za swoje obowiązki. Gdy byłem dzieckiem, dużo pracował, ale nawet pomimo późnych powrotów do domu pomagał mi w nauce oraz w wolnych chwilach ze mną trenował. Nigdy nie opuścił żadnego mojego meczu koszykówki, futbolu czy innego sportu, który uprawiałem. Całe życie jest dla mnie wsparciem. Zawsze podkreślał, że jeśli będę ciężko pracował, to osiągnę swoje cele. Dla mnie to było naprawdę niesamowite, bo wielu ludzi z mojej okolicy w ogóle nie miało ojca. Dorastali sami, bez kogoś, kto mógłby się nimi opiekować. Ja jestem bardzo wdzięczny, że mam obok siebie kogoś takiego i nigdy nikt nie zajmie miejsca mojego taty. Jest on dla mnie prawdziwym bohaterem.

Często rozmawiasz z tatą albo innymi członkami rodziny?
Mama, tata oraz moi bracia dzwonią do mnie codziennie. Pytają, co się u mnie dzieje. Tata często dzwoni i mówi: “Musisz poprawić swoje liczby. Nie liderujesz w żadnej statystyce w lidze. Co Ty tam robisz synu?”. Uwielbiam, gdy to robi, ponieważ choć jest po drugiej stronie świata, wciąż dokładnie wie, co się u mnie dzieje. To mnie motywuje, bo przecież mam już prawie 30 lat, od 2013 roku gram profesjonalnie w Europie, a on nadal dzwoni do mnie i mówi: “Opuszczasz się, stać cię na zdecydowanie więcej!”. Takie sytuacje wywołują uśmiech na mojej twarzy. Rodzice mają już 53 lata, mają swoje towarzystwo ubezpieczeniowe, także nie brakuje im zajęć, a wciąż oglądają moje mecze i konstruktywnie mnie krytykują. Niektórzy być może mogliby poczuć się tym urażeni, ale mnie to napędza.

Rodzina odwiedziła Cię już w Polsce?
Niestety jeszcze nie. Bardzo bym chciał i były takie plany, ale teraz z powodu koronawirusa lepiej, żeby nie opuszczali kraju. Rodzice są już starszymi ludźmi i nie chce narażać ich na niebezpieczeństwo. Sam niedługo wrócę do Stanów i na pewno gdzieś razem się wybierzemy.

Jak więc spędzasz czas wolny, gdy musisz odciąć od sportu i codziennych obowiązków?
Kocham czytać. Jestem bardzo ciekawy świata i lubię się uczyć. Szczególnie interesuję się historią. Jest to moja ulubiona dziedzina, ponieważ zawsze możesz dowiedzieć się czegoś nowego. Jest wiele spraw, które zaczynasz lepiej rozumieć, ucząc się historii. Dzięki niej poszerzasz swój światopogląd, poznajesz obce kultury oraz wielkie odkrycia, dowiadujesz się, także, w jaki sposób żyło się w innych czasach, w różnych zakątkach świata. Ukończyłem Historię i Komunikację na Uniwersytecie Baylor, więc ten przedmiot jest mi naprawdę bardzo bliski. Poza książkami i nauką bardzo lubię spędzać czas na świeżym powietrzu. Mam buldoga francuskiego i często chodzę z nim na spacery oraz bawię się z nim na zewnątrz.

Czyli z psem u boku nie czujesz się na co dzień samotny?
Nie, nie (śmiech). Mam w Polsce wielu znajomych, mój najlepszy przyjaciel pochodzi z Miastka i często przyjeżdża do mnie w odwiedziny. Również w Bydgoszczy mam sporo znajomych. Nie jestem typem osoby, która siedzi sama w domu i czuję się samotna. Właściwie ciągle jestem zajęty, robię wiele rzeczy z chłopakami z drużyny oraz z moim psem, dlatego czuję się naprawdę szczęśliwy.

Bydgoszcz Ci się podoba?
Tak, to ładne miasto. Być może nie ma tutaj tylu atrakcji, co w Gdyni, ale często chodzę do kina, obok hali jest kręgielnia, na którą chodzimy z kolegami z drużyny, nie brakuje również miejsc na spacery, więc jest mi tutaj naprawdę dobrze.

Poza Polską występowałeś również w Czechach i na Słowacji. Jak porównasz życie i grę w tych krajach?
Pod względem sportowym wasza liga jest lepsza od czeskiej i słowackiej. Gra jest szybsza i bardziej fizyczna, ale w Czechach również jest kilka niezłych zespołów. Jednakże koszykówka to koszykówka. W każdym meczu musisz walczyć i dawać z siebie sto procent – nieważne, w jakim kraju grasz. Nie zmienia to jednak faktu, iż poziom zawodników jest z tych trzech lig najlepszy w Polsce. Patrząc na codzienne życie, naprawdę kocham Polskę. Mieszkałem tutaj przez trzy lata, kiedy grałem w Gdyni i Koszalinie. Teraz otrzymałem szansę, by znów grać w Polsce i jestem z tego powodu naprawdę szczęśliwy. Polska to piękny kraj, poznałem tutaj mnóstwo świetnych ludzi. Oczywiście niektórzy ludzie nie są przyjaźnie nastawieni. Niestety, wciąż nie brakuje rasistów i ludzi, którzy mają zamknięty umysł, ale w Polsce bardzo imponuje mi to, jak bardzo ludzie się tu wspierają. Polacy stanowią jedność. Możesz pochodzić z Bydgoszczy, ale kiedy pojedziesz do innego miasta nie ma problemu, abyś porozmawiał z kimś na ulicy. W moim kraju jest inaczej, tam ludzie nie stanowią takiej jedności jak w Polsce. W większości miejsc, gdy jesteś z innego stanu, mieszkańcy nie mają ochoty, rozpoczynać z Tobą rozmowy. Polacy okazali mi dużo miłości i ja tę miłość staram się odwzajemniać. Wasz kraj jest dla mnie drugim domem, czuję się tutaj bezpiecznie i wygodnie.

Między twoim pierwszym kontaktem w Polsce a przyjściem do Enea Astorii minęło sześć lat. Jak zmieniło się liga przez ten czas?
Moje pierwsze dwa lata w lidze naprawdę nie były łatwe. Nie tylko dlatego, że byłem “świeżakiem” i dopiero przyzwyczajałem się do szybkości i atletyczności w zawodowej koszykówce, ale również dlatego, iż wtedy w polskiej lidze było naprawdę wielu niezwykle utalentowanych graczy. Po polskich parkietach biegały wtedy takie gwiazdy jak J.P. Prince, Qyntel Woods, Jerrel Blassingame, czy Chris Eyenga. Polskie kluby były naprawdę bardzo mocne i nawet słabsze drużyny jak np. Siarka Tarnobrzeg miały w sobie wystarczające dużo jakości, aby pokonać ekipy z czołówki ligi. Ja reprezentowałem wtedy Asseco Gdynia i też sprawiliśmy kilka niespodzianek. Pokonaliśmy takie marki jak Anwil Włocławek czy mistrzów z 2014 roku – Turów Zgorzelec. Turów miał wtedy wielkich graczy. Pod koszem grał Damian Kulig, był także J.P. Prince, Michał Chyliński, Mike Taylor, Tony Taylor, to był naprawdę świetny skład.

Myślę, że wtedy liga było nieco mocniejsza niż teraz, co nie zmienia faktu, że wciąż jest bardzo ciekawie i każdy może wygrać z każdym, co potwierdziliśmy w ostatnim spotkaniu w Zielonej Górze. Takie drużyny jak Sopot, Szczecin, Wrocław czy my, do końca będą toczyć walkę o awans do play-off. Wiele spotkań jest na styku i gdybyśmy w tym sezonie mieli trochę więcej szczęścia, to bylibyśmy w tabeli o kilka miejsc wyżej. Tak naprawdę jedyną drużyną, która wyraźnie nas pokonała, był Start Lublin (104:75 dla Startu – przyp. aut.). Przed nami marzec, w którym rozegramy aż sześć ważnych meczów, dlatego musimy pozostać skoncentrowani i robić swoje.

Celem Astorii Bydgoszcz na tę chwilę jest właśnie awans do fazy play-off?
Tak. Głęboko wierzę w to, że możemy wygrać z każdym. Mamy naprawdę dobry zespół, który stać na niespodzianki, takie jak ta w Zielonej Górze. Czuję, że możemy przeciwstawić się nawet największym faworytom i wyjść z tej konfrontacji zwycięsko. Wiem, że ja i reszta drużyny czujemy się pewnie i jesteśmy gotowi walczyć w każdym meczu, co udowodniliśmy już w tym sezonie.

Na przestrzeni ostatnich kilku lat rzuty za trzy punkty stały się niezwykle ważne w repertuarze zawodników nie tylko obwodowych, ale również i podkoszowych. Wciąż jednak nie brakuje reprezentantów starej szkoły rozgrywających. Jak Ty – jako zawodnik dość niechętnie rzucający z daleka – odnajdujesz się w tym nowoczesnym stylu gry?
Jeśli chodzi o mnie, wszystko jest kwestią pewności siebie. Jeśli za dużo myślę, to często pudłuje, jednakże, jeśli się nie waham, to piłka znajduję drogę do kosza. Osobiście staram się grać swoją własną grę. Nie zależy mi na wielkich zdobyczach punktowych. Staram się kreować swoich kolegów z drużyny oraz organizować grę w ataku i w obronie. To są moje najważniejsze cele na boisku. Zdobywanie punktów i rzucanie trójek nie stanowi dla mnie priorytetu. Oczywiście, kiedy jestem na wolnej pozycji, chcę oddawać rzuty i wiem, że potrafię to robić. Na tym poziomie każdy gracz potrafi zdobywać punkty.

Jakie są Twoje plany na przyszłość?
Nie mam jasno sprecyzowanych planów na kolejny rok. Wiem, że zostanę w Europie i będę grał w koszykówkę, ale nic nie jest pewne na sto procent. Bardzo chciałbym zostać w Polsce do końca mojej kariery, jednakże tak jak mówiłem, niczego nie można być do końca pewnym. Staram się żyć tak, jakby każdy dzień był ostatni, ciężko pracować i zobaczymy, co przyniesie życie.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Grzegorz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Grzegorz
Gość
Grzegorz

Walton ma jedną niezbyt częsta u naszych koszykarz cechę – lubi się usmiechać. I to jest bardzo fajne

Powiązane treści