Bydgoszcz
13C
Niebo częściowo zachmurzone
62% wilgotność
Wiatr: 3km/h NNW
H 14 • L 13
13C
Nd
18C
Pon
10C
Wt
16C
Sr
14C
Czw
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaBydgoszczGastronomiaBar „Pyszotka” zaprasza! [RECENZJA]
Bar Pyszotka_SG (1)
26.01.2019 | 08:00

Bar „Pyszotka” zaprasza! [RECENZJA]

Na zdjęciu: Bar "Pyszotka" przy Karłowicza 26.

Fot. Stanisław Gazda

Trzeba być bardzo pewnym siebie, albo pewnym tego co się oferuje, żeby wywiesić baner reklamowy widziany z każdego przejeżdżającego ulicą Jagiellońską tramwaju. Ale to działa! Bo choć bar „Pyszotka” istnieje już ponoć od czterech lat, dowiedziałem się o nim właśnie  jadąc tramwajem. I dałem się skusić…

Trzeba być bardzo pewnym siebie, albo pewnym tego, co się oferuje – zapraszając na „domowe jedzenie”, „zupy gotowane jak kiedyś”, „pyszne i sycące obiady”, „świeże, zdrowe i smaczne jedzenie”– „wszystko robione na świeżo, bez konserwantów, mrożonek czy garmażerki”.

Trzeba być bardzo pewnym siebie, albo pewnym tego, co się oferuje, reklamując się w ten sposób: „Zapraszamy wszystkich Państwa do naszego baru na prawdziwe, świeże i smaczne jedzenie. Prawdziwe, ponieważ staramy się robić wszystko sami od podstaw, łącznie z ręcznym  wyrabianiem ciasta do placków czy klusek, krojeniem warzyw do surówek itp. Nie kupujemy również gotowych, przetworzonych produktów  ponieważ nie są one ani smaczne, ani zdrowe. Świeże, ponieważ staramy się robić wszystko na bieżąco, nie ma u nas  tzw. ” odgrzewanych  kotletów „, nie używamy mrożonek i dbamy o wysoką jakość naszych potraw. Smaczne, bo  praktycznie każda potrawa przeszła rodzaj „wojny kulinarnej” w kuchni, tzn. szereg prób z różnymi przyprawami, sposobem przygotowania i dajemy Państwu to czego oczekujecie. Co pewien czas wchodzi do menu zupełnie nowa potrawa, ale ze sprawdzonym i ciekawym smakiem. Po takim wstępie nie mają Państwo wyboru, bo teraz po prostu trzeba przyjść i spróbować jak smakuje nasza kuchnia”.        

Patrząc na usytuowanie baru – ma się kto w nim stołować. Studenci sąsiedniego Collegium Medicum, uczniowie pobliskiego Technikum Elektronicznego, mieszkańcy mnóstwa okolicznych bloków, pracujący w pobliżu budowlańcy, nie mówiąc o przewijających się przez i obsługujących Wojewódzki Ośrodek Medycyny Pracy w gmachu którego bar „Pyszotka” się mieści.

Z tego zapewne powodu – by zadowolić gusta kulinarne każdego – karta menu jest imponująca: samych dań obiadowych jest dziesięć, do tego tzw. „dania różne” – sztuk dziewięć, no i tyle samo zup do wyboru. Ceny? Bardzo znośne: zupy od 6-10 zł, drugie dania od 5-16 zł.

Starsze panie, siedzące przy jednym ze stolików, zapytane o opinię na temat posiłków stwierdziły, że identyczne w smaku i pod względem jakości jedzenie ugotowałyby sobie we własnych domach, tyle że nie opłaca im się tego robić, będąc samotnymi kobietami. Wcześniej napotkana przed barem inna pani, sugerowała mi wybranie z menu fileta z piersi kurczaka. Za podobne danie w restauracji zapłaciłbym co najmniej drugie tyle, a w „Pyszotce” jest po jedenaście złotych. Ona – twierdziła, że przychodzi tam jadać kilka razy w tygodniu, bo „nie ma lepszego baru w Bydgoszczy”.

Po kilkuminutowych rozterkach decyduję się na zupę parzybrodę. Skusił mnie jej opis, a szczególnie zadeklarowanie „świeżości młodej, białej kapusty”, zwłaszcza w styczniu… Tak czy siak, zupa była naprawdę smaczna, zrobiona iście po domowemu, szczerze potraktowana świeżym koperkiem. Nie było jej mało, ale prawdę powiedziawszy, przyjemnie by mi było „powiosłować” łyżką jeszcze kilkanaście razy…

Nie skorzystałem z podpowiedzi usłyszanej przed barem i zamówiłem polędwiczki wieprzowe. Kruche, delikatne, panierowane w bułce tartej. Chyba nie odbiegam daleko od prawdy pisząc, iż na talerzu podano mi trzy małe schaboszczaki. Do tego zastaw trzech surówek. Genialne! Były daniem samym w sobie! I wszystko byłoby OK, gdyby nie ziemniaki – wielkości gotowanych ziemniaków, tyle że pokrojonych w ćwiartki, posypanych koperkiem. Jednak  na całe  ich nieszczęście polane zostały  sporą ilością oleju ze smażenia polędwiczek, który kompletnie „zabił” w nich  smak ziemniaków, uczyniwszy z kartofli  „smażalnię na talerzu”.

Już nawet jestem w stanie machnąć ręką na ich pośledni gatunek i różny stopień twardości, lub miękkości. Będąc nawet takimi, jakie były, ale podane w postaci puree, obroniłyby się i zyskałyby wiele. A już o wiele więcej, gdyby potraktowane zostały bodaj niewielką ilością masełka, które „podrasowałoby” ich smak.

Więcej uwag nie mam. Najadłem się za jedyne dwadzieścia złociszów!


Powiązane treści