[awesome-weather owm_city_id="3102014" location="Bydgoszcz" units="C" size="wide" show_icons="1" custom_bg_color="#070738"]
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]

Bydgoskie szkoły na kwarantannie. Jeszcze walka z wirusem czy już walka z cieniem? [SONDA]

Dodano: 08.12.2021 | 13:26
bydgoskie szkoły na kwarantannie

Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Bydgoskie szkoły na kwarantannie (stan na 6 grudnia) - w 70 placówkach znajdował się przynajmniej jeden oddział lub klasa, które zostały zamknięte z powodu koronawirusa.

Fot. Pixabay

Ponad pięć tysięcy bydgoskich dzieci przebywa obecnie na kwarantannach – wynika z danych kuratorium oświaty. W dwóch trzecich przedszkoli i szkół w Bydgoszczy przynajmniej jeden oddział lub klasa są zamknięte z powodu wykrycia zakażenia koronawirusem. Czy system punktowego przenoszenia ich na pracę zdalną ma sens i czy ma cel – pytamy rodziców, nauczycieli, sanepid oraz kuratora Marka Gralika.

Szkoły to największa liczba ognisk zakażeń koronawirusem i jest to trend ogólnopolski. Wywodzi się stamtąd znacznie więcej przypadków niż chociażby ze szpitali – przekonuje Łukasz Betański, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Bydgoszczy. A to właśnie na barkach sanepidu (choć już powiatowego) spoczywa obowiązek nakładania kwarantann na osoby, które miały styczność z osobą zakażoną. Schemat jest następujący – pozytywny wynik testu ucznia czy nauczyciela oznacza, że przeprowadzany jest z nim wywiad epidemiologiczny. Ustalany jest krąg osób, z którymi miał styczność. W przypadku szkół była to najczęściej cała klasa.

I taka klasa w całości trafiała na kwarantannę. Niektóre – nawet po kilka razy. Co budziło nierzadko frustrację wśród uczniów oraz zdenerwowanie w gronie rodziców. Szczególnie młodszych dzieci, bo wymagało to gruntownego przeorganizowania domowego życia. A warto dodać, że w obecnym roku szkolnym nie ma już możliwości uzyskania dodatkowego zasiłku opiekuńczego na dziecko do ósmego roku życia po wypełnieniu oświadczenia o sprawowaniu nad nim opieki. Pozostaje jedynie zasiłek na zasadach ogólnych – do 60 dni rocznie. – Co w sytuacji, gdy dziecko w trakcie kwarantanny skończyło osiem lat? – pyta jedna z naszych Czytelniczek, której córka w ostatnich tygodniach dwukrotnie była zmuszona do pozostania w domu z powodu wykrycia w klasie koronawirusa. Tu z odpowiedzią spieszy Krystyna Michałek, rzecznik kujawsko-pomorskiego ZUS-u. – Należy pamiętać, że dziecko objęte kwarantanną lub izolacją jest traktowane jako dziecko chore – podkreśla w rozmowie z nami Michałek. I dodaje, że w tej sytuacji limit wieku podniesiony jest do 14 roku życia. Przyznaje jednak, że dzieci skierowane na naukę zdalną, ale nieobjęte kwarantanną (np. z powodu nieobecności w przedszkolu czy szkole w dniu kontaktu z osobą zakażoną), są już objęte wspomnianym wyżej limitem ośmiu lat.

Polityka absurdów

Absurdów, niekonsekwencji czy zwyczajnych znaków zapytania związanych z polityką (rzekomo) antycovidową jest zresztą więcej. We wtorek Ministerstwo Zdrowia ogłosiło, że dzieci szkolne przejdą na naukę zdalną od 20 grudnia do 9 stycznia. Ale należy pamiętać, że większość tego okresu to tradycyjna przerwa świąteczno-noworoczna. – Nie zamykamy szkół na długi okres, tylko de facto na trzy dni przed przerwą i trzy dni po przerwie. Nauka w tym czasie i tak nie jest pełnokrwista i obowiązki ulegają rozprężeniu – tłumaczy Marek Gralik, kurator oświaty. Dodaje też, że jego zdaniem pomysł zakładający brak uczniów w murach szkół przez trzy tygodnie może przynieść spodziewany efekt i zmniejszenie liczby zakażeń. – Efekty poznamy zapewne w kolejnym tygodniu – podkreśla.

Tyle że autorzy tego pomysłu nie wzięli pod uwagę, że na przykład w województwie kujawsko-pomorskim uczniowie mieliby wrócić do szkół właśnie jedynie na ten kolejny tydzień. Bo już od 17 stycznia rozpoczynają się ferie zimowe. – Nie wiem, czy Ministerstwo Zdrowia w ogóle konsultowało te zasady z Ministerstwem Edukacji i Nauki. I czy perspektywa ministra Czarnka sięga tak daleko – mówi Mirosława Kaczyńska, prezes bydgoskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego. Warto też dodać, że przeforsowany na początku obecnego roku pomysł ujednolicenia terminu ferii (4-17 stycznia) zbankrutował. Ludzi w miejscowościach wypoczynkowych nie ubyło, a wspólna data ferii umożliwiła spotkania w gronie rodzinnym. Symbolem tego okresu był zresztą wyjazd z dziećmi na narty byłej wicepremier z ramienia Porozumienia Jarosława Gowina, a obecnej posłanki klubu parlamentarnego PiS Jadwigi Emilewicz.

Mirosława Kaczyńska zwraca także uwagę, że obecne pomysły z nauką zdalną w tle są spóźnione. – Szczyt fali jest teraz i wydaje się, że lepsze byłoby wprowadzenie od zaraz dwutygodniowej nauki zdalnej, aby ograniczyć transmisję wirusa – wskazuje. Ale przyznaje też, że „jak na to, że do tej pory nic nie było robione, to lepsza taka reakcja rządu niż żadna”. – Trzeba też pamiętać, że czasami taka szarpana nauka, gdzie dzieci tydzień są w szkole, potem ich nie ma, potem znowu są, może przynieść gorsze efekty, niż jeśli przejdziemy na nauczanie zdalne na krótki okres we wszystkich klasach – twierdzi szefowa bydgoskiego ZNP.

Bydgoskie szkoły na kwarantannie to codzienność

Z danych urzędu miasta wynika, że jeszcze w poniedziałek, 6 grudnia problem z kwarantannami dotyczył 70 (ze 107) bydgoskich przedszkoli i szkół. – W listopadzie ta liczba wahała się o 65 do nawet 83 placówek – dodaje Marta Stachowiak, rzecznik prasowa prezydenta Rafała Bruskiego. Oczywiście, zdarzały się sytuacje, że tylko jedna grupa czy klasa przebywała na kwarantannie. Ale są też przypadki z przeciwnego bieguna. Jak Zespół Szkół Drzewnych, który od 30 listopada w całości – aż do końca bieżącego tygodnia – pracuje w trybie zdalnym.

Ilona Chilicka, dyrektor ZS Drzewnych, i tak podkreśla, że dopiero niedawno koronawirus spowodował problem z organizacją zajęć. – Właściwie od początku roku szkolnego aż do 23 listopada nikt nie przebywał na kwarantannie. Wtedy trafiła na nią jedna klasa, dwa dni później – kolejna. Ale 30 listopada przyszły wyniki testów nauczycieli, z których jeden miał zajęcia w całej szkole branżowej, drugi – w technikum i po konsultacjach z sanepidem szkoła została zamknięta – wylicza w rozmowie z MetropoliaBydgoska.PL. Czy ten stan rzeczy się utrzyma w kolejnych dniach? – Trudno powiedzieć, bo decyzja może zapaść zarówno w piątek, jak i dopiero w niedzielę wieczorem – mówi Chilicka.


CZYTAJ TAKŻE: Koronawirus – grudzień 2021. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło nowy pakiet obostrzeń


To kolejny aspekt epidemicznej codzienności w szkołach. Decyzje niejednokrotnie muszą zapadać w ostatniej chwili. – Dyrektorzy bardzo często zostali pozostawieni z tym sami, bez jakiegokolwiek wsparcia – podkreśla Mirosława Kaczyńska. O scenariusz dnia z perspektywy dyrektora pytamy więc Ilonę Chilicką. – Dzień zaczynam od tego, żeby sprawdzić, kto jest dostępny i czy kolejna klasa nie trafiła na kwarantannę. Potem wypisujemy zastępstwa lub organizujemy naukę zdalną – wymienia. Na pytanie, czy lepsze jest zamykanie całych szkół czy jedynie poszczególnych klas, odpowiada, że – paradoksalnie – w warunkach pełnej nauki zdalnej ma do dyspozycji większą liczbę nauczycieli. – Bo nauczyciele jedynie przeziębieni, którzy do szkoły by nie przyszli, mogą poprowadzić naukę online – wyjaśnia dyrektor Chilicka.

Chilicka podkreśla, że kwarantanna jest jej zdaniem skuteczną metodą na zduszenie transmisji wirusa. – I lepiej jest skierować na nią dziesięć osób za dużo niż jedną za mało – dodaje. W kwestii nauki zdalnej – mimo początkowego sprzeciwu rodziców – nadal uważa, że jest ona lepszym rozwiązaniem niż odwoływanie zajęć. – Chociaż oczywiście nauka na odległość oznaczania rozluźnienie młodzieży – zaznacza. Dlatego też nadal stara się, aby w przypadku uczniów ZS Drzewnych zajęcia praktyczne odbywały się normalnie. Zwłaszcza że mowa o mniej licznych grupach – zazwyczaj 5-6 osób.

Przeciwnikiem generalnego nauczania zdalnego jest kurator Marek Gralik. Ale dodaje też, że „nie ma innego rozwiązania” niż kwarantanny, a co za tym idzie – wprowadzenia w niektórych przypadkach nauki na odległość. – Przy czym należy wskazać na argument statystyczny – ponad 87 procent szkół pracuje nadal stacjonarnie. A kwarantanną objętych w regionie jest nieco ponad 18 tysięcy uczniów, czyli jedynie sześć procent. W powiecie wąbrzeskim niedawno była tylko jedna szkoła, gdzie jedna czy dwie klasy musiały pozostać w domach – tłumaczy nam Gralik.

Szczepienia (nie)obowiązkowe

1 grudnia minister zdrowia Adam Niedzielski oraz minister edukacji Przemysław Czarnek wystosowali do rodziców i opiekunów dzieci w wieku 5-11 lat list zachęcający do szczepienia przeciwko COVID-19. Pierwsze szczepionki mają trafić do Polski już w połowie grudnia. W piśmie podkreślają zgodnie, że jest to „szansa na kontynuowanie nauki stacjonarnej przez cały rok szkolny”. „Zaszczepiony uczeń czy przedszkolak nie trafia na 10-dniową kwarantannę, gdy w klasie lub grupie pojawia się przypadek zachorowania na COVID-19” – czytamy w dokumencie.

Tu trafiamy jednak na kolejny absurd, bo zgodnie z dostępnymi już badaniami osoby zaszczepione nie tylko zakażają się koronawirusem, ale również (nawet jeśli w mniejszym stopniu) transmitują go. Rządzący zadeklarowali zresztą zerwanie umowy społecznej, która funkcjonowała do tej pory. Przypomnijmy bowiem, że dotychczas zaszczepieni członkowie rodziny osoby z potwierdzonym wynikiem na obecność wirusa SARS-CoV-2 nie byli kierowani na kwarantannę. Od 15 grudnia ma się to zmienić i do jej zniesienia konieczne będzie przeprowadzenie testu. Pojawia się więc pytanie – dlaczego w przypadku zaszczepionych uczniów miałoby być inaczej. – Przyznam, że tego nie rozumiem, bo przecież brak kwarantanny był jednym z argumentów używanych do promocji szczepień – mówi nam Marek Gralik, od lat przecież blisko związany z PiS (był przez wiele lat bydgoskim radnym czy kandydatem tej partii na prezydenta oraz senatora).

Promocja szczepień w przypadku obozu rządowego mieszała się z flirtem ze środowiskami antyszczepionkowymi. A wynikiem tego osobliwego mariażu jest aktualny stan pełnego zaszczepienia populacji w kraju, który – jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia – wynosi niespełna 50 procent ogółu Polaków (jedną dawką zaszczepionych jest ponad 54 procent osób). I to w sytuacji, gdy już głośno mówi się o dawce przypominającej i – już znacznie ciszej – niewykluczonej konieczności przyjmowania kolejnych.

Czy szczepienia przeciwko COVID-19 powinny być obowiązkowe?

  • NIE (56%, 40 Głosów)
  • TAK (43%, 31 Głosów)
  • NIE MAM ZDANIA (1%, 1 Głosów)

Całkowita liczba głosów: 72

W kwestii braku kwarantanny dla zaszczepionych uczniów należy jeszcze przypomnieć, że minister Czarnek długo nie chciał dopuścić myśli o podziale klas z tego powodu. W końcu jednak ugiął się, proponując osobliwy system lekcji stacjonarno-zdalnych realizowanych w tym samym czasie. Nauczyciel miałby więc prowadzić lekcję w szkole z grupą uczniów zaszczepionych oraz łączyć się z uczniami niezaszczepionymi. – Pomysł ten musiał stworzyć ktoś, kto nie jest praktykiem – mówi dyrektor ZS Drzewnych Ilona Chilicka. A Mirosława Kaczyńska dodaje: Nie ma do tego zaplecza technicznego w szkołach. A co więcej – metodyka pracy stacjonarnej i zdalnej diametralnie się od siebie różnią.

Ogłoszony we wtorek pakiet obostrzeń każe zastanowić się, czy rząd kiedykolwiek przyjmie spójną i konsekwentną politykę walki z epidemią. Ile są warte zapowiedzi jego przedstawicieli, znowu ilustruje przykład ministra edukacji. Przemysław Czarnek jeszcze kilka dni temu odrzucał przecież pomysł przejścia na naukę zdalną. – Myślę, że w tym względzie podtrzymywał narrację całego rządu, że tak naprawdę nic się złego nie dzieje – komentuje Mirosława Kaczyńska. Kolejnym elementem rządowego planu ma być wprowadzenie obowiązkowych szczepień (tyle że dopiero od 1 marca) dla personelu medycznego, wojskowych i nauczycieli. – Ale tu znowu pomija się osoby z personelu, które nie są nauczycielami, a które przecież z nami na co dzień pracują – dodaje szefowa ZNP w Bydgoszczy.

Inicjatywę trudno też dostrzec wśród przedstawicieli opozycji, którzy mogliby przecież odpowiedzieć na indolencję rządu Zjednoczonej Prawicy. Ale na razie słychać z ich strony głównie o pomysłach ograniczenia – choć nie wiadomo w jakim trybie – praw osób, które się nie zaszczepiły. Co konieczne do podkreślenia – nadal nieobowiązkową przecież szczepionką. Do bieguna absurdu możemy też dotrzeć, gdy słyszymy pomysły, aby osoby niezaszczepione płaciły dodatkowo za leczenie szpitalne, jak gdyby płacąc składki zdrowotne zawarły inną umowę na świadczenie usług medycznych niż osoby zaszczepione. A to koncepcje wygłaszane przez polityków i – co osobliwe – także dziennikarzy, którzy przecież słowo „konstytucja” i „wolność” odmieniają chętnie. I przez wszystkie przypadki.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Swiadomy
Swiadomy
8 miesięcy temu

Nie ma sie czym martwic. B.Gates powiedzial ze 23 fala bedzie duzo gorsza od 22 poprzednich

Adam
Adam
8 miesięcy temu

Absurd goni absurd. Coraz bardziej ta wyimaginowana walka z czyms co bylo od wiekow za nami i nie jest mozliwe zeby sie tego pozbyc przypomina parodie najwyzszych lotow..nawet juz nie idzie ogladac wiadomosci bo jeden drugiego chce przescignąc w gadaniu bzdur… Nasi zadzacy maja nas za debili…a przepraszam,maja prawo tak uwazac,ale swoj elektorat wyborczy po tym co slysze co opowiadaja babcie zaslepione tą zlodziejską partią..Pozdrawiam