Bydgoszcz
-14C
Słonecznie
78% wilgotność
Wiatr: 1km/h N
H -12 • L -16
-11C
Pon
1C
Wt
2C
Sr
2C
Czw
2C
Pt
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaIwona Waszkiewicz: Jedna rzecz w mieście, którą mamy dobrą, to jeszcze nie marka [STUDIO METROPOLIA]
Iwona Waszkiewicz_SG (1)
15.12.2017 | 09:52

Iwona Waszkiewicz: Jedna rzecz w mieście, którą mamy dobrą, to jeszcze nie marka [STUDIO METROPOLIA]

- Prawdą jest, że na zewnątrz nie jesteśmy odpowiednio rozpoznawalni. Brakuje nam zidentyfikowanej tożsamości, rozpoznawalnego wizerunku - mówi Iwona Waszkiewicz.

Na zdjęciu: Iwona Waszkiewicz jest dzisiejszym gościem Studia Metropolia.

Fot. Stanisław Gazda

Jakie trzy rzeczy z Bydgoszczy chciałaby dostać pod choinkę? Czy nasze miasto jest podobne do Lublina sprzed dekady? I dlaczego mamy stawiać na kulturę jakości? W cyklu Studio Metropolia Iwona Waszkiewicz, zastępca prezydenta Bydgoszczy mówi o pracach nad marką miasta.

Eryk Dominiczak: Zbliżają się święta – jakie trzy rzeczy z Bydgoszczy chciałaby pani dostać pod choinkę?
Iwona Waszkiewicz (zastępca prezydenta Bydgoszczy): Teraz, w grudniu, trudno będzie to dostać, ale na pewno chciałabym realizacji długofalowych planów miasta, żebyśmy zamknęli wszystkie zaplanowane inwestycje. Do tego liczę na realizację programów sektorowych w zakresie edukacji czy kultury. No i żeby strategia marki, nad którą pracujemy, została zaakceptowana i żebyśmy mogli rozpocząć jej wdrażanie.

– A gdyby to miało być coś bardziej namacalnego? Kilka miesięcy temu mówiła pani, że powinniśmy dążyć do tego, żeby ludzie chcieli sięgać po produkt dlatego, że jest właśnie z Bydgoszczy.
– I to nastąpi po wdrożeniu strategii marki. Może to być zarówno produkt, jak i usługa, od której oczekujemy wysokiej jakości. Chcemy, żeby mocno związać to z Bydgoszczą i mówić, że jest to produkt dobrej jakości właśnie ze względu na to, że jest bydgoski. A co to będzie? Tutaj możliwości jest dużo – choćby w obszarach jakości życia, bezpieczeństwa, poziomu edukacji czy przestrzeni publicznej.

– Spróbujmy skonkretyzować w formie ankiety – proszę wymienić trzy rzeczy, które kojarzą się pani z Bydgoszczą.
– Pewnie rzeka… muzyka… I kto wie, czy nie Pesa.

– Jak te trzy elementy mają się do kultury jakości? Bilans otwarcia tej propozycji nie był najlepszy – pojawiły się pomruki niezadowolenia.
– Myślę, że mamy problem ze zrozumieniem, co to jest strategia marki.

– Powiedzmy więc, czym jest strategia marki.
– Nie chodzi o zidentyfikowanie jednego atrybutu, tylko pewnej idei, do której chcą dążyć wszyscy – mieszkańcy, przedsiębiorcy, turyści. Coś, co nas spaja tożsamościowo i inspiruje do działania. Jedna rzecz, którą mamy w mieście dobrą, to jeszcze nie marka.

– A rzeka, rzeki czy – uwzględniając Kanał Bydgoski – trójrzecze to już marka czy tylko spoiwo?
– Rzeka czy rzeki powinny być naszym głównym przekazem zewnętrznym  związanym z turystyką  czy rekreacją, pokazującym unikatowy urok naszego miasta. Marka ma natomiast obejmować większą liczbę obszarów miasta – i edukację, i biznes czy nawet medycynę. To idea kulturowa, nie atrybut turystyczny. Powinna oddziaływać i pobudzać do rozwoju wszystkie sfery życia miasta.


CYKL WYWIADÓW STUDIO METROPOLIA CO PIĄTEK NA METROPOLIABYDGOSKA.PL


– Kulturę jakości można jednak podłączyć do dowolnego miasta.
– Tylko że żadne miasto jak dotąd na tę ideę się nie zdecydowało, a Bydgoszcz, jak dowodzą współpracujący z nami eksperci, ma ku temu wiele podstaw. Ponadto kultura jakości to nie jest hasło promocyjne, komunikować będziemy się zupełnie inaczej (i tu na pewno rzeka odegra ważną rolę). Przekazy będziemy jednak budowali wobec tej idei, na którą ostatecznie się zdecydujemy, choćby jakości. Nie wzięło się to zresztą znikąd. Pomysł powstał w oparciu o badania.

– Lublin, z którego wywodzi się firma Synergia pracująca nad strategią marki, prace zaczął dziesięć lat temu od analizy, na kim się wzorować.
– I my także mamy dokładne badania i analizy. To nie jest tak, że ktoś przyszedł i powiedział: „Macie mieć taką markę”.

– Co wynika z tych analiz?
– Przebadano 600 tekstów, głównie z przekazów elektronicznych z minionych czterech lat. Badano, jak Bydgoszcz jest postrzegana, jaka jest tożsamość, jak oceniamy przestrzeń. Z badań tych wynika, że mamy wysokie aspiracje, chcemy dotrzeć do ligi najlepszych miast w kraju, być autonomiczni i wpływowi. Ale są też przeszkody – fatalizm czy narzucony mariaż z Toruniem.

– Czy my nie jesteśmy trochę Lublinem 2007. Tam też był problem z rozpoznawalnością na zewnątrz. Ludzie robią wielkie oczy, słysząc, że Bydgoszcz jest prawie dwa razy większa od Torunia.
– Na pewno nie jesteśmy Lublinem sprzed 10 lat, bo tam nie było zagospodarowanego Starego Miasta, imprez… A my mamy i Wyspę Młyńską, i coraz piękniejsze centrum, Rzekę Muzyki… i co bardzo ważne dynamiczny rozwój gospodarczy. Prawdą jest jednak, że na zewnątrz nie jesteśmy odpowiednio rozpoznawalni. Brakuje nam – co wynika z raportu PwC – zidentyfikowanej tożsamości, rozpoznawalnego wizerunku.

– Miasto maestrii nas nie porwało.
– Pomysł budził nasz wewnętrzny sprzeciw w urzędzie. A skoro nas to nie przekonało, to jak mieliśmy kolportować to dalej? Chcemy być miastem projakościowym, ale jakość to droga, cel. Była jeszcze jedna idea…

– Smart city.
– Miasto przyjazne do życia. Niewykluczone, że końcowa idea będzie wypadkową dwóch pomysłów. Wiele wypowiedzi podczas debat nad strategią rozwoju Bydgoszczy dotyczyło jakości życia. Wysoka jakość uczelni, przestrzeni, kultury.

– Ale to dość oczywiste.
– Są już miasta mające ideę bycia dobrym miastem do życia, ale nie każde miasto może finalnie takie być…

– A dlaczego Bydgoszcz może?
– Jesteśmy dość dużym, ósmym co do wielkości miastem w kraju, ale jednocześnie nie bardzo zatłoczonym, miastem urokliwym, zielonym z coraz lepszą jakością usług dla mieszkańców i ambitnymi planami inwestycyjnymi oraz wielkim potencjałem. Dlatego skłaniamy się ku temu wypośrodkowaniu – miasto wysokiej jakości, także życia.

– Po dwunastu miesiącach prac nad strategią jesteśmy bliżsi jej wdrażania czy zaplanowania?
– Zatrzymaliśmy się w pracach z uwagi na aktualizację strategii rozwoju. A strategia marki jest równoległym działaniem, z którego wynika np. strategia promocji. Pewne cele wyłaniamy właśnie po debatach.

– Czy one zmieniły coś o 180 stopni?
– Nie, zresztą – nie spodziewaliśmy się tego. Wypracowaliśmy cztery kluczowe tematy przy marce – rzeka, metropolia, aktywność społeczna (nazwaliśmy to energią), dbałość o talenty.

– Zacznijmy od końca – podczas debat nad strategią rozwoju temat studentów pojawiał się cyklicznie. Mamy być miastem studenckim, ale też miastem przemysłu, rzeki… wszystkiego?
– Ja nigdy nie słyszałam, żebyśmy mieli być miastem studenckim, zresztą bliskość silnego ośrodka akademickiego – Torunia, to utrudnia.  Ale jak najbardziej zależy nam na jak największej liczbie studiujących w Bydgoszczy. Strategia rozwoju edukacji jako jeden z czterech głównych celów zakłada sobie z kolei zahamowanie odpływu młodych ludzi w wieku studenckim. Bo ze szkół średnich bydgoscy uczniowie są generalnie bardzo zadowoleni.

– Może decydują obiegowe opinie o uczelniach. Wszyscy sięgają chętnie po ranking Perspektywy, ale po wyniki parametryzacji z ministerstwa nauki – już nie.
– Stereotyp faktycznie funkcjonuje, jest przekazywany i nieweryfikowany. A przecież UKW ma dwa wydziały ocenione w kategorii A. To bardzo duży sukces. Wiele jednak zależy od działań informacyjnych, doradztwa edukacyjnego w szkołach. Tu też jest pole do współpracy uczelni z samorządem.

– A może my się niepotrzebnie upieramy, że młodzi bydgoszczanie mają tu zostać?
– Dobrze byłoby jednak, gdyby część tych zdolnych została. Druga część wyjedzie do Warszawy, Poznania czy Gdańska, ale warto, żeby wróciła. Z drugiej strony należy przyciągać ludzi z zewnątrz. Już dzisiaj wielu studentów to osoby spoza miasta, które później w Bydgoszczy zostają. To dobry kierunek.

– A jak zachęcić potencjalnych studentów do przyjazdu w ramach strategii marki?
– Nie musi to być główna oś strategii – mamy przecież hasła „Gotyk na dotyk” czy „Zakochaj się w Warszawie”. Nie widziałam idei miasta studenckiego, widziałam za to np. w Łodzi nastawienie na kreatywność czy inspiracje w Lublinie. Pod tym względem należy celować w studentów, oferując im również coś w kulturze czy później biznesie.

– Trudno zbudować spójny wizerunek, jeśli ma dotyczyć tak wielu obszarów życia.
– Dlatego jesteśmy na pierwszym etapie – uzgadnianiu idei. Dopiero potem wypracujemy identyfikację wizualną, przekaz na zewnątrz, a także działania organizacyjne. Obejmą one przecież również urząd.

– Mamy Wydział Zintegrowanego Rozwoju pilotowany przez Marię Wasiak.
– I na pewno ten wydział będzie jednym z uczestników projektu. Ale mamy też biuro promocji, Bydgoski Centrum Informacji, Biuro Komunikacji Społecznej, wydział sportu, kultury, BARR…

– Czyli organizacyjnie jesteśmy gotowi.
– Należy jednak pamiętać, że chcemy, aby w ramach tej idei pracowali wszyscy, w tym organizacje takie jak ByLOT.

– Kiedy przejdziemy do kolejnego etapu?
– W połowie stycznia chcemy odbyć jeszcze jedno spotkanie ze wszystkimi, którzy uczestniczyli w listopadowej debacie. Poprosiliśmy też firmę Synergia, żeby doprecyzowała nam dwie zaproponowane drogi.

– W dokumentach ma pani sporo zakładek – to uwagi do niej?
– To najistotniejsze elementy strategii – wskazanie na rzekę, metropolię, na turystów. Pierwszy moment jest trudny, to 2-3 lata, gdy trzeba oswajać ludzi z marką miasta. A czasami są to hasła bardzo ogólne, jak wspomniane innowacje czy kreatywność.

– Albo jakość.
– Przekłada się to na certyfikaty, przekaz medialny poza miastem. Chcemy wdrożyć strategię marki, choć nie jest to obowiązkowy dokument. Żeby miasto rozwijało się szybciej.

– W obszarze wydarzeń rozwija się głównie w Myślęcinku, na Wyspie Młyńskiej i od kilku lat w Starym Fordonie.
– Myślę, że to dobrze, że tam się dużo dzieje, bo ludzie wiedzą, że są miejsca, gdzie zawsze jest jakieś wydarzenie. Ale w Fordonie tak do niedawna nie było, podobnie jak w amfiteatrze przy operze. Chociaż wiadomo, że mogłoby się dziać też w innych miejscach.

– Na Długiej, Dworcowej i Gdańskiej.
– Tak, w miarę kompetencji samorządu podejmujemy próby aktywizacji tych miejsc.

– W ślad za tym powinni iść przedsiębiorcy.
– Potrzebne jest współdziałanie, zwłaszcza tam, gdzie są oni w większości. Oczekiwanie, że miasto samo pobudzi niektóre jego części, jest błędne. Miasto może stwarzać warunki, dać impuls do działań, inspirować. A podmioty prywatne muszą widzieć w tym korzyść.

– Lublin w ciągu pięciu lat poprawił rozpoznawalność o połowę.
– My w tym obszarze mamy jeszcze sporo do zrobienia. Ale mamy też atuty – imprezy znane na zewnątrz. Camerimage, konkursy pianistyczne… I sport.

– Który ostatnio kuleje.
– Zależy, w których dyscyplinach.

– Wioślarstwo, z całym szacunkiem, trafia do masowej wyobraźni jedynie przy okazji igrzysk olimpijskich.
– Jest więcej dyscyplin z sukcesami: kajakarstwo, koszykówka  kobiet, lekka atletyka, tenis stołowy. Ale sport to jest obszar, gdzie przecież ciągle trzeba dążyć do jak najwyższej jakości.

– A dokąd prace nad marką zaprowadzą nas w – powiedzmy – 2030 roku. Naszym wyróżnikiem będą…
– …jakość, rzeka, dobre życie.  I kultura.

Zobacz pozostałe wywiady z cyklu STUDIO METROPOLIA


Powiązane treści